Reklama
niedziela, 14 czerwca 2026 16:22
Reklama Dental Clinic - baner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Misja pochodzącego z Dziergowic działacza polonijnego doceniona przez prezydenta RP

O pochodzącym z Dziergowic Piotrze Kentnowskim, który od 2017 r. prowadzi niezwykle istotną działalność związaną z polskimi grobami i miejscami pamięci na obszarze Badenii i Wirtembergii, pisaliśmy na początku tego roku. Prezes Stowarzyszenia Ostoja-Zuflucht kontynuuje działalność. Docenił ją nawet prezydent RP, honorując Kentnowskiego Złotym Krzyżem Zasługi.
Misja pochodzącego z Dziergowic działacza polonijnego doceniona przez prezydenta RP
Piotr Kentnowski (po lewej) z otrzymanym Złotym Krzyżem Zasługi

Autor: archiwum prywatne

Jedno z najważniejszych polskich odznaczeń państwowych - Złoty Krzyż Zasługi - przyznawany jest osobom, które wyróżniają się szczególną działalnością na rzecz dobra publicznego, rozwoju nauki, kultury czy pracy społecznej, stanowiąc symbol uznania za wyjątkowe zasługi dla kraju.

- O odznaczeniu dowiedziałem się 5 czerwca z "Monitora Polskiego", w którym opublikowano postanowienie prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Było to dla mnie niezwykle wzruszające. Poczułem przede wszystkim ogromną wdzięczność za docenienie mojej pracy, którą przez wiele lat wykonywałem - mówi Piotr Kentnowski.

Nie ukrywa, że Złoty Krzyż Zasługi to dla niego więcej niż tylko osobiste wyróżnienie. - Odbieram to jako uznanie dla polskiej historii i pamięci o naszych rodakach, którzy cierpieli poza granicami kraju. Dzięki temu wyróżnieniu mogę zaangażować się jeszcze bardziej w działalność polonijną - mówi.

Odznaczenie pozwoliło mu na rozwinięcie inicjatyw związanych z ochroną dziedzictwa historycznego i promocją polskiej kultury za granicą. - To symboliczny dowód na to, że nasza praca ma znaczenie i warto ją kontynuować. Wyróżnienie dające możliwość większego zaangażowania w inicjatywy dotyczące ochrony dziedzictwa historycznego i promowania polskiej kultury poza granicami kraju - mówi Kentnowski.

Podkreśla, że odznaczenie jest potwierdzeniem znaczenia jego działań i dowodem na to, jak ważna jest pamięć o polskich ofiarach i bohaterach wojennych nie tylko dla niego, ale również dla szerszej społeczności. Zaznacza, że wyróżnienie motywuje go do podejmowania nowych wyzwań, zwłaszcza w budowaniu mostów między Polakami a Niemcami, z poszanowaniem trudnej wspólnej historii.

Przestrzeń do dialogu

Uroczystość wręczenia Złotego Krzyża Zasługi miała miejsce w szczególnej atmosferze, w ramach obchodów Święta Niepodległości w Monachium. To wyjątkowe wydarzenie stanowiło nie tylko hołd dla polskiego patriotyzmu, ale także podkreślenie znaczenia działań na rzecz ochrony i promowania polskiego dziedzictwa kulturowego za granicą.

Ceremonia przebiegała w atmosferze zarówno oficjalnej, jak i serdecznej, będąc wyrazem głębokiego szacunku dla polskiej historii oraz kultury. Dla pochodzącego z Dziergowic Kentnowskiego był to także moment potwierdzenia, że działania, które podejmuje w zakresie ochrony i promowania polskiego dziedzictwa za granicą, mają znaczenie i sens.

- Moment wręczenia odznaczenia był dla mnie niezwykle wzruszający i pełen emocji. Obecność przedstawicieli środowisk polonijnych, władz konsularnych, przedstawicieli władz Bawarii oraz licznie zgromadzonych gości nadała tej chwili szczególną rangę - relacjonuje rozmówca.

 Jego praca odgrywa kluczową rolę w budowaniu wzajemnego zrozumienia i szacunku między Polakami a Niemcami, co ma szczególne znaczenie w kontekście trudnych momentów naszej wspólnej historii.

Prezes Stowarzyszenia Ostoja-Zuflucht podkreśla, że jego działalność badawcza nad polskim dziedzictwem kulturowym i historycznym w Niemczech łączy się z regularną współpracą z niemieckimi instytucjami oraz urzędnikami. Dzięki temu na bieżąco informuje niemiecką stronę o dokumentach, które mogą rzucić nowe światło na losy polskich robotników przymusowych oraz miejsc pochówku polskich ofiar wojennych. Często przekazuje szczegółowe informacje i dokumenty, które wzbogacają lokalne zasoby o wiedzę na temat polskich ofiar spoczywających na niemieckich cmentarzach. 

- Moje działania przyczyniają się do tego, że polskie miejsca pamięci stają się bardziej widoczne i zyskują należny szacunek zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. Losy polskich ofiar są przypominane, a ich groby, często zapomniane przez lata, odzyskują swoje miejsce w zbiorowej pamięci. Te inicjatywy pomagają w pogłębianiu zrozumienia wspólnej przeszłości i utrwalają świadomość o szacunku, jaki należy się tym, którzy zakończyli swoje życie z dala od ojczyzny - zwraca uwagę rozmówca.

Ocalić od zapomnienia

Piotr Kentnowski zaznacza, że najważniejszym momentem w jego pracy badawczej było odnalezienie informacji o grobach polskich dzieci w Gantenwaldzie oraz możliwość odwiedzenia tego miejsca. Cmentarz, położony na skraju lasu, z dala od większych miejscowości, był miejscem pochówku dzieci polskich robotnic przymusowych, które zmarły w wyniku skrajnie ciężkich warunków życia oraz pracy ich matek, a także braku odpowiedniej opieki medycznej.

- Wizyta na tym cmentarzu była dla mnie niezwykle poruszającym doświadczeniem. To miejsce - pełne smutku i milczącego świadectwa przeszłości - przypomina mi, jak ważne jest ocalanie takich historii od zapomnienia. Gantenwald uświadamia, jak wiele mało znanych ofiar niemieckich zbrodni wciąż czeka na swoje miejsce w pamięci narodowej i międzynarodowej - zaznacza pan Piotr. 

Rozmówca stwierdza, że polskie miejsca pamięci w Niemczech pełnią istotną rolę w budowaniu wzajemnego zrozumienia i szacunku między narodami. - Stanowią most łączący trudną przeszłość z teraźniejszością, przypominając o tragicznych losach polskich ofiar II wojny światowej. Są także symbolem wspólnej odpowiedzialności za pielęgnowanie pamięci i zapobieganie zapomnieniu.

Zwraca jednak uwagę na poważne problemy związane z tymi miejscami. Jak zauważa, mimo ustawowej ochrony wiele polskich grobów zniknęło z niemieckich cmentarzy, co stanowi wyzwanie, które należy natychmiast rozwiązać, aby proces pojednania opierał się na szacunku i sprawiedliwości historycznej.

- Szacunek dla naszych rodaków spoczywających za zachodnią granicą odzwierciedla duszę i intencje niemieckiego społeczeństwa wobec narodu polskiego. Troska o te miejsca pamięci nie tylko przywraca godność polskim ofiarom, ale także stanowi wyraz gotowości Niemców do rozliczenia się z przeszłością i budowania relacji opartych na uczciwości i wspólnej refleksji nad historią - zauważa rozmówca. I dodaje, że dbałość o polskie miejsca pamięci w Niemczech ma zatem nie tylko wymiar historyczny, ale również moralny i polityczny, wpływając na jakość relacji polsko-niemieckich, która powinna być oparta na prawdzie i wzajemnym szacunku.

Trudne karty historii

Największym wyzwaniem w pracy Piotra Kentnowskiego jest ograniczony dostęp do archiwów oraz brak dokumentacji dotyczącej wielu miejsc pochówku. Wiele z tych grobów zostało zlikwidowanych, co powoduje, że ich lokalizacja często pozostaje nieznana. Odtworzenie historii tych miejsc wymaga niezwykle żmudnych i czasochłonnych poszukiwań.

Kolejnym poważnym problemem jest potwierdzenie tożsamości ofiar - właściwa pisownia imion i nazwisk, a także data oraz miejsce urodzenia. W takich przypadkach Kentnowski jest zdany na współpracę z Archiwami Państwowymi w Polsce, aby weryfikować dokumenty, które często bywają niekompletne lub zawierają błędy wynikające z tłumaczeń czy niedbałości w zapiskach sporządzanych w czasie wojny.

W przezwyciężaniu tych trudności kluczowe są determinacja i konsekwencja w działaniu. - Niezwykle pomocna w tym procesie jest współpraca z lokalnymi instytucjami, organizacjami historycznymi oraz społecznościami, które często dzielą się swoją lokalną wiedzą lub dokumentami. Wsparcie, jakie otrzymuję od Konsulatu RP w Monachium, również odgrywa istotną rolę zarówno w kontaktach z niemieckimi urzędami, jak i w podnoszeniu rangi tych działań - podkreśla prezes Stowarzyszenia Ostoja-Zuflucht.

Jego badania pełnią kluczową rolę w ochronie polskiego dziedzictwa za granicą, szczególnie w kontekście miejsc pochówku ofiar II wojny światowej. Dostarczają one historykom nowych informacji, często takich, które wcześniej nie były znane lub dostępne w istniejących archiwach. To pozwala na wypełnienie luk w dokumentacji oraz poszerzenie wiedzy o losach polskich robotników przymusowych i innych ofiar wojny.

- Badanie aktualnego stanu polskich grobów wojennych nie tylko dokumentuje istniejące groby, ale także uwrażliwia na ich kruchy charakter - groby, które dzisiaj jeszcze istnieją, mogą wkrótce zniknąć. Moja praca jest więc swoistym wyścigiem z czasem, mającym na celu ocalenie jak największej liczby takich miejsc od zapomnienia i fizycznego zniszczenia - zwraca uwagę rozmówca. - Badania te sygnalizują również, jakie konkretne działania należy podjąć, aby skutecznie chronić to dziedzictwo. Od opracowania programów konserwatorskich, przez współpracę z lokalnymi władzami, po podnoszenie świadomości o ich znaczeniu wśród polskich i niemieckich społeczności. W ten sposób moje działania przyczyniają się nie tylko do zachowania pamięci, ale również do budowania międzynarodowego zrozumienia i szacunku dla wspólnej historii - dodaje.

Jest przekonany, że każdy udokumentowany grób i każda opowiedziana historia są dowodem na to, jak ważne jest dbanie o dziedzictwo, które jest integralną częścią naszej tożsamości narodowej oraz świadectwem losów Polaków, których życie i śmierć wpisały się w trudne karty historii.

Walka z czasem

W odpowiedzi na pytanie o wpływ promowania polskiego dziedzictwa kulturowego w Niemczech na integrację Polaków oraz postrzeganie Polski przez Niemców badacz zauważa, że upowszechnianie wiedzy o polskiej historii na pewno buduje poczucie wspólnoty wśród Polaków mieszkających w Niemczech i pomaga im zachować swoją tożsamość kulturową.

Jednocześnie zaznacza, że trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, ponieważ ile ludzi, tyle opinii i charakterów. W swojej działalności spotkał się zarówno z pozytywnymi reakcjami, jak i z krytycznymi uwagami - zarówno ze strony Niemców, jak i Polaków. Zauważył, że jego działania są różnie odbierane, w zależności od doświadczeń, przekonań czy wrażliwości odbiorców, a każdy patrzy na nie przez pryzmat własnych oczekiwań i poglądów.

- Promowanie polskiego dziedzictwa wymaga cierpliwości i wytrwałości, ponieważ nie zawsze efekty są widoczne od razu. Jednak każde pozytywne doświadczenie, każdy gest zainteresowania czy zrozumienia, zarówno ze strony Polaków w Niemczech, jak i Niemców, pokazuje, że warto kontynuować te działania - mówi Piotr Kentnowski.

Otrzymanie Złotego Krzyża Zasługi wzmocniło jego motywację i poczucie odpowiedzialności za kontynuację badań, bo - jak wcześniej wspomina - to walka z czasem. Wskazuje, że wyróżnienie to nadaje jego pracy większe znaczenie, które może przyczynić się do dalszego rozwoju działań na rzecz ochrony polskiego dziedzictwa historycznego.

Jednocześnie podkreśla, że jest jeszcze za wcześnie, by w pełni ocenić, jakie zmiany przyniesie to odznaczenie w dłuższej perspektywie.

- Czas pokaże, jak wpłynie ono na rozwój projektów, które podejmuję, oraz na możliwości ochrony i promowania polskiego dziedzictwa za granicą - zastrzega Kentnowski. - Każde nowe doświadczenie wynikające z tego wyróżnienia przypomina mi, jak wiele jeszcze pozostaje do zrobienia, aby pamięć o Polakach spoczywających za granicą została należycie zachowana i doceniona - kończy.



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Treść komentarza: po co to komu niemaja na co kasy wydawac......... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 13:12 Źródło komentarza: DW 421 do rozbudowy. Powstanie także obwodnica Błażejowic i Łanów. ZDJĘCIA Autor komentarza: sugeruję Treść komentarza: wracaj do siebie za Bug... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 11:11 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: INGO Treść komentarza: Ale niemieckie pieniądze z unii europejskiej, to już inna sprawa. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 10:06 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Normalny człowiek stoi stabilnie na wyprostowanych nogach, gdzie szerokość rozstawu nóg równa się mniej więcej szerokości obręczy barkowej. Istnieją pozycje bardziej stabilne, „specjalne” np. pozycja z wykrokiem, pozycja z szerokim rozstawem nóg z ugięciem w kolanach (sztuki walki, sport). Na czymś takim jak hulajnoga człowiek nie ma żadnej stabilności, gdyż stoi „noga za nogą”, czyli w pozycji zupełnie nijakiej. Hulajnoga to był pojazd, a raczej zabawka, wymyślony dla biedaków, których nie było stać na rower i było to w czasach pokolenia urodzonego mniej więcej w połowie zeszłego wieku. Co się stało, że wymyślono takie coś, z napędem niezależnym (czyli bez popychania nogą jak sama nazwa wskazuje) i to pozwalającym osiągać prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę?! Rozumiem marketing, ale głupoty ludzi już nie. I tak samo głupoty ustawodawcy – takie coś powinno być zdelegalizowane! Władza rozpatruje kaski dla nieletnich na rowerach a o hulajnogach nic. Bezpieczniejsze byłyby już elektryczne wrotki czy rolki, ale nie chcę prowokować. A w ramach profilaktyki – podobny rajdowy as jednośladu przemykał codziennie ulicą Chrobrego w Koźlu w okolicach godziny 6:00. Wyeliminujcie go z ruchu zanim stanie mu się krzywda lub komu innemu. Chyba że to ten sam, co skończył w Azotach. Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:58 Źródło komentarza: Śmierć 48‑latka na hulajnodze elektrycznej. Kluczowe ustalenia dopiero przed biegłym Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Artykuły z tymi kiepskimi techniczne i perspektywicznie zdjęciami wyglądają na klikbajty typu „wróżenie z fusów”. Równie dobrze można by powiedzieć, że zdjęcie przedstawia kamienicę w Kędzierzynie na rogu ul. Grunwaldzkiej i Al. Jana Pawła II, po lewej widać fragment dworca kolejowego w Kędzierzynie a po prawej nieistniejącą dzisiaj zabudowę. Te zdjęcia są kopiowane ze znanych portali, tam są opisy i nierzadko bzdurne. Po co to? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:24 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Jeszcze raz: żyłem w innych czasach – nauczyciel muzyki rzucał w uczniów pękiem kluczy albo napierniczał po rękach drewnianą linijką albo smyczkiem od skrzypiec, pani od rosyjskiego waliła uczniów po łbie książką z zamachu zza ucha, facet od wuefu był wyrafinowany – on uderzał nieosłonięte części ciała specjalnym węzełkiem zawiązanym na sznurku od gwizdka a gość od matematyki dawał karne prace resocjalizacyjne – zrzucanie koksu do kotłowni, sprzątanie liści z boiska, prace porządkowe w kotłowni. W dzisiejszych standardach wszyscy ci nauczyciele mieliby pewnie co najmniej poczwórne dożywocie, ale za to za ich czasów nie było takich hec, jak w pewnej szkole w Toruniu (2003r.) gdzie nauczycielowi włożyli kosz na śmieci na głowę i jeszcze filmik z tego „wydarzenia” nagrali, była dyscyplina i szacunek dla belfra. A jak który uczeń coś naprawdę poważnie nawojował i wezwali rodziców do szkoły, to potem w domu jeszcze rodzice poprawili. I finalnie wszyscy jakoś tak nieoczekiwanie wyrośli na nieskrzywionych psychicznie obywateli. A jak jest z chuchanymi milenialsami bąbelkami, to przekona się każdy, u którego pojawią się w miejscu pracy współcześni 25+. Nie żebym popierał przemoc w szkole, ale…. Może czasy dojrzały do tego, aby wszystkich uczniów traktować jako dzieci specjalnej troski a dla nauczycieli nałożyć obowiązek, oprócz kwalifikacji branżowych i pedagogicznych, posiadania kwalifikacji psychologicznych? ALBO W OGÓLE ZNIEŚĆ OBOWIĄZEK SZKOLNY I ZROBIĆ TYLKO PŁATNĄ EDUKACJĘ? W końcu kształcenie człowieka to towar. Chcesz mieć bezstresowo chowane, ale głupie dziecko – twoja rzecz i jego problem na przyszłość, może znajdzie robotę na szparagach w Niemczech, czy w szklarni w Holandii? Słyszał kto kiedy, aby rodzice jakiegoś Markusa, Brajana czy Dżesiki szli do mediów albo sądu ze skargą na prywatnego korepetytora taryfikującego 50 do 200PLN za godzinę? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:08 Źródło komentarza: Reportaż TVN „Uwaga!” przypomina sprawę z Mechnicy. Reakcje dyrekcji szkół były jednak zupełnie inne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna