Reklama
niedziela, 14 czerwca 2026 16:05
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Pani Urszula szuka swojej wybawczyni

Wysiadanie z autobusu miało być tylko kolejnym krokiem w codziennej drodze. Zamiast tego 83-letnia Urszula Chmurska z Gościęcina trafiła do szpitala z połamanymi żebrami i stłuczonym płucem. Wszystko wydarzyło się w centrum Kędzierzyna-Koźla, w biały dzień - przy tłumie ludzi, z których tylko jedna osoba zatrzymała się, by pomóc. Seniorka do dziś nie zna jej imienia, ale zapamiętała słowa, które brzmiały jak obietnica: "Ja pani nie zostawię". Dziś, kilka miesięcy po wypadku, pani Urszula prosi o jedno - o możliwość podziękowania tej nieznajomej.
Pani Urszula szuka swojej wybawczyni
Pani Urszula chciałaby poznać kobietę, która pomogła jej w trudnym momencie

Autor: W

To zdarzyło się 14 maja, w centrum Kędzierzyna, na przystanku przy dworcu kolejowym. Wydawałoby się - zwykły dzień. Tłoczny autobus miejski, podróżni spieszący do pracy, na zakupy, do lekarza. Wśród nich - 83-letnia Urszula Chmurska, mieszkanka Gościna w gminie Pawłowiczki. Miała przesiąść się na pociąg do Opola. Nie dotarła do celu. Podróż skończyła się w szpitalu.

- Nie pamiętam nawet, czy to była "dwunastka", ale wszystko działo się jak zwykle - relacjonuje seniorka. - Wysiadam tyłem, z chodzikiem, bo tak jest bezpieczniej. Tylko że tym razem coś się wydarzyło. Było ciasno, dużo ludzi. Wydaje mi się, że ktoś mnie potrącił, może pośpieszył się do wyjścia. Wypadłam z autobusu, uderzyłam o betonowy kosz przy wiacie i znalazłam się na ziemi. Nie mogłam złapać tchu, mówić też nie bardzo mogłam.

Leżała pomiędzy przystankową wiatą a betonowym pojemnikiem. Zdezorientowana, z trudem oddychająca. - Byłam świadoma, ale jakby nieobecna. Wiedziałam, że ktoś mnie podnosi, ktoś coś mówi... Ale wszystko działo się jak przez mgłę.

Wtedy pojawiła się ona - kobieta, prawdopodobnie po trzydziestce, z długimi, ciemnymi włosami. Pochyliła się nad seniorką i nie odchodziła nawet na krok.

Mówiła tylko: "Ja pani nie zostawię". I rzeczywiście została. - Zadzwoniła po pogotowie, pomagała mi usiąść, mówiła, że wszystko będzie dobrze. A ja... ja nawet nie zapytałam, kim jest. Nawet nie miałam siły spojrzeć w jej oczy - mówi z żalem starsza pani.

Pogotowie przyjechało, zabrało seniorkę do szpitala. Tam okazało się, że ma złamanych pięć żeber - od trzeciego do siódmego - z przemieszczeniem, stłuczone płuco i krwiaka opłucnej. Przez kilka dni lekarze obawiali się sepsy lub zapalenia płuc. Pani Urszula została wypisana, gdy jej stan się ustabilizował. Dziś nadal leczy się w domu. Oddycha z trudem, wciąż boli. Ale być może równie mocno, co ból fizyczny, doskwiera jej coś innego.

- To, że nie podziękowałam tej pani. Nie wiem, kim była, jak się nazywa, skąd pochodzi. Nie zdążyłam jej powiedzieć, że uratowała mi zdrowie - a może i życie. Przede wszystkim - że mnie nie zostawiła w tym całym pośpiechu, gdzie wszyscy tylko pędzą do swoich spraw - wzrusza się 83-latka.

Dlatego postanowiła opowiedzieć nam swoją historię. Z nadzieją, że kobieta, która jej pomogła, odnajdzie się - albo że może ktoś z pasażerów autobusu ją rozpozna. Świadków mogło być wielu - zdarzenie miało miejsce między 10:00 a 11:00, w autobusie miejskim, który zatrzymał się przy centrum przesiadkowym w Kędzierzynie.

- Był tam starszy pan, który próbował mnie podnieść. Może on też coś widział? Albo kierowca autobusu? Może ktoś jeszcze? Nie mam siły dociekać, ale może ktoś powie tej pani, że jej szukam. Że bardzo chciałabym jej podziękować. Choćby przez redakcję, jeśli nie chce się ujawniać - mówi wzruszona seniorka.

Dla pani Urszuli to nie pierwszy raz, gdy przekonuje się o kruchości ciała i nieprzewidywalności codzienności. Kilkanaście lat temu złamała panewkę biodrową po upadku z roweru. Leżała na chodniku, a obok przejeżdżały samochody - nikt się nie zatrzymał. Pomogła wtedy tylko jedna rowerzystka. - I znowu to samo. Tylko jedna osoba się zatrzymała. Reszta... przeszła obojętnie.

Czy naprawdę aż tak się zmieniliśmy? Coraz częściej mówi się o znieczulicy społecznej, o tym, że jesteśmy skupieni na sobie, zamknięci w ekranach telefonów, oderwani od rzeczywistości. Nie zauważamy cudzej krzywdy, albo udajemy, że to nie nasza sprawa. Bo pośpiech. Bo strach. Bo nie mamy czasu.

Ale są wyjątki. I właśnie o takich wyjątkach warto mówić głośno.

- Dla mnie ta pani była jak anioł. Wystarczyło, że nie odeszła. Że pomogła - mówi mieszkanka Gościęcina. - Dlatego tak bardzo chcę, żeby ta pani się odezwała. A może dzięki temu ktoś inny - kiedyś, w podobnej sytuacji - też się zatrzyma. I powie: "Ja cię nie zostawię."

Osoby, które były świadkami zdarzenia lub rozpoznają opisaną kobietę, proszone są o kontakt z naszą redakcją pod adresem [email protected]. Przekażemy wiadomości pani Urszuli.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Treść komentarza: po co to komu niemaja na co kasy wydawac......... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 13:12 Źródło komentarza: DW 421 do rozbudowy. Powstanie także obwodnica Błażejowic i Łanów. ZDJĘCIA Autor komentarza: sugeruję Treść komentarza: wracaj do siebie za Bug... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 11:11 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: INGO Treść komentarza: Ale niemieckie pieniądze z unii europejskiej, to już inna sprawa. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 10:06 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Normalny człowiek stoi stabilnie na wyprostowanych nogach, gdzie szerokość rozstawu nóg równa się mniej więcej szerokości obręczy barkowej. Istnieją pozycje bardziej stabilne, „specjalne” np. pozycja z wykrokiem, pozycja z szerokim rozstawem nóg z ugięciem w kolanach (sztuki walki, sport). Na czymś takim jak hulajnoga człowiek nie ma żadnej stabilności, gdyż stoi „noga za nogą”, czyli w pozycji zupełnie nijakiej. Hulajnoga to był pojazd, a raczej zabawka, wymyślony dla biedaków, których nie było stać na rower i było to w czasach pokolenia urodzonego mniej więcej w połowie zeszłego wieku. Co się stało, że wymyślono takie coś, z napędem niezależnym (czyli bez popychania nogą jak sama nazwa wskazuje) i to pozwalającym osiągać prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę?! Rozumiem marketing, ale głupoty ludzi już nie. I tak samo głupoty ustawodawcy – takie coś powinno być zdelegalizowane! Władza rozpatruje kaski dla nieletnich na rowerach a o hulajnogach nic. Bezpieczniejsze byłyby już elektryczne wrotki czy rolki, ale nie chcę prowokować. A w ramach profilaktyki – podobny rajdowy as jednośladu przemykał codziennie ulicą Chrobrego w Koźlu w okolicach godziny 6:00. Wyeliminujcie go z ruchu zanim stanie mu się krzywda lub komu innemu. Chyba że to ten sam, co skończył w Azotach. Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:58 Źródło komentarza: Śmierć 48‑latka na hulajnodze elektrycznej. Kluczowe ustalenia dopiero przed biegłym Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Artykuły z tymi kiepskimi techniczne i perspektywicznie zdjęciami wyglądają na klikbajty typu „wróżenie z fusów”. Równie dobrze można by powiedzieć, że zdjęcie przedstawia kamienicę w Kędzierzynie na rogu ul. Grunwaldzkiej i Al. Jana Pawła II, po lewej widać fragment dworca kolejowego w Kędzierzynie a po prawej nieistniejącą dzisiaj zabudowę. Te zdjęcia są kopiowane ze znanych portali, tam są opisy i nierzadko bzdurne. Po co to? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:24 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Jeszcze raz: żyłem w innych czasach – nauczyciel muzyki rzucał w uczniów pękiem kluczy albo napierniczał po rękach drewnianą linijką albo smyczkiem od skrzypiec, pani od rosyjskiego waliła uczniów po łbie książką z zamachu zza ucha, facet od wuefu był wyrafinowany – on uderzał nieosłonięte części ciała specjalnym węzełkiem zawiązanym na sznurku od gwizdka a gość od matematyki dawał karne prace resocjalizacyjne – zrzucanie koksu do kotłowni, sprzątanie liści z boiska, prace porządkowe w kotłowni. W dzisiejszych standardach wszyscy ci nauczyciele mieliby pewnie co najmniej poczwórne dożywocie, ale za to za ich czasów nie było takich hec, jak w pewnej szkole w Toruniu (2003r.) gdzie nauczycielowi włożyli kosz na śmieci na głowę i jeszcze filmik z tego „wydarzenia” nagrali, była dyscyplina i szacunek dla belfra. A jak który uczeń coś naprawdę poważnie nawojował i wezwali rodziców do szkoły, to potem w domu jeszcze rodzice poprawili. I finalnie wszyscy jakoś tak nieoczekiwanie wyrośli na nieskrzywionych psychicznie obywateli. A jak jest z chuchanymi milenialsami bąbelkami, to przekona się każdy, u którego pojawią się w miejscu pracy współcześni 25+. Nie żebym popierał przemoc w szkole, ale…. Może czasy dojrzały do tego, aby wszystkich uczniów traktować jako dzieci specjalnej troski a dla nauczycieli nałożyć obowiązek, oprócz kwalifikacji branżowych i pedagogicznych, posiadania kwalifikacji psychologicznych? ALBO W OGÓLE ZNIEŚĆ OBOWIĄZEK SZKOLNY I ZROBIĆ TYLKO PŁATNĄ EDUKACJĘ? W końcu kształcenie człowieka to towar. Chcesz mieć bezstresowo chowane, ale głupie dziecko – twoja rzecz i jego problem na przyszłość, może znajdzie robotę na szparagach w Niemczech, czy w szklarni w Holandii? Słyszał kto kiedy, aby rodzice jakiegoś Markusa, Brajana czy Dżesiki szli do mediów albo sądu ze skargą na prywatnego korepetytora taryfikującego 50 do 200PLN za godzinę? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:08 Źródło komentarza: Reportaż TVN „Uwaga!” przypomina sprawę z Mechnicy. Reakcje dyrekcji szkół były jednak zupełnie inne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama