Reklama
niedziela, 14 czerwca 2026 16:38
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Fakty ponad mitami, czyli o tak zwanej żywności ekologicznej

Naukowcy z ICSO „Blachownia” sprawdzają, co tak naprawdę kryje się w żywności ekologicznej

„Zdrowa żywność”, „produkt naturalny”, „warzywa organiczne”, „bio”, „eko”, „prosto z pola” – branża handlowa dostrzegła, że coraz większa część z nas chce jadać zdrowo, smacznie i w sposób przyjazny środowisku, a jednocześnie bez szkody dla własnego organizmu, więc podchwyciła ten trend.
  • Źródło: Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Ciężkiej Syntezy Organicznej „Blachownia”
Naukowcy z ICSO „Blachownia” sprawdzają, co tak naprawdę kryje się w żywności ekologicznej

Ze wszystkich stron atakują nas informacje o tym, że tylko te konkretne warzywa, owoce i ich przetwory są korzystne dla zdrowia, a cała reszta jest naszpikowana „tą straszną chemią” (na temat której tekst ukazał się na łamach „Edukacji” w styczniu).

Na pierwszy rzut oka trend wydaje się słuszny, jednak rzeczywistość nie jest tak czarno-biała, jak chcieliby to widzieć twórcy reklam. Przy obecnym wysyceniu gleby, wody i powietrza rozmaitymi zanieczyszczeniami bardzo trudno jest mówić o jakichkolwiek „czystych” uprawach. Nawet jeśli dany rolnik nie używa pestycydów, woda spływająca z pól sąsiadów może zawierać pozostałości użytych tam środków ochrony roślin.

Nie wspominając już o nadużyciach – niejedna kontrola wykazała, że uprawy reklamowane jako „bio” i „eko” były traktowane środkami ochrony roślin dokładnie tak samo, jak konwencjonalne plony.

Choć „czyste” uprawy brzmią szlachetnie, z powodu niskiej wydajności nie dostarczą wystarczającej ilości żywności, by wykarmić rosnącą liczbę ludności świata. Co więcej, wcale nie są tak korzystne dla środowiska, jak mogłoby się wydawać – wymagają m.in. większego areału i większej ilości wody, by uzyskać plony porównywalne z tymi z upraw konwencjonalnych. Tym samym przyczyniają się do zajmowania kolejnych połaci lasów i łąk oraz do pogłębiania kryzysu związanego z dostępem do czystej wody.

By zaspokoić potrzeby społeczeństw na wysokojakościowe zboża, warzywa czy owoce, niezbędna jest ochrona upraw przed zagrożeniami biotycznymi, takimi jak szkodniki (np. niektóre gatunki owadów), choroby roślin, bakterie czy grzyby. Na razie nie dysponujemy skuteczniejszymi sposobami ochrony upraw przed zagrożeniami niż chemiczne środki ochrony roślin. To one potrafią zwalczać zarówno szkodniki powierzchniowe (jak chociażby żarłoczne larwy zjadające liście czy tak znienawidzone przez hodowców ślimaki, chętnie częstujące się poziomkami lub truskawkami), jak i te, które kryją się wewnątrz tkanek roślin. Dopóki nie znajdziemy skuteczniejszych metod, jesteśmy na nie skazani.

To rzekłszy, nie można udawać, że pestycydy są pozbawione wad. Choć obecnie używane środki ochrony roślin muszą zostać starannie przebadane i przetestowane pod kątem bezpieczeństwa, zanim zostaną dopuszczone do użytku (prawo unijne jest pod tym względem wyjątkowo restrykcyjne), nadal istnieje ryzyko, że ich pozostałości pozostaną w uprawach trafiających do sklepów. A bez względu na to, jak bardzo są one potrzebne współczesnemu rolnictwu, niekoniecznie chcemy je konsumować razem z brukselką czy jabłkami.

Tymczasem pozostałości pestycydów mogą przedostawać się także do żywności przetworzonej oraz do pasz dla zwierząt hodowlanych, a stamtąd – do mięsa. Ślady tych substancji można wykryć nawet w miodzie, gdy pszczoły mają kontakt z zanieczyszczonymi roślinami.

Oczywiście, te kwestie nie pozostają poza regulacjami prawnymi. Parlament Europejski i Rada w rozporządzeniu nr 396/2005 dotyczącym najwyższych dopuszczalnych poziomów (NDP) pozostałości pestycydów w żywności i paszach pochodzenia roślinnego i zwierzęcego oraz na ich powierzchni określiły maksymalne limity tych substancji. Rozporządzenie stanowi, że produkty zawierające pozostałości pestycydów przekraczające ustalone limity NDP nie mogą być wprowadzane do obrotu na terenie Unii Europejskiej.

Skąd jednak rolnik, importer czy producent przetworów ma wiedzieć, ile pestycydów pozostało w warzywach czy owocach po zbiorach i czy ich ilość mieści się w granicach wyznaczonych przez rozporządzenie? W tym zakresie z pomocą przychodzi usługa oferowana przez Łukasiewicz – ICSO „Blachownia”, a dokładniej przez Grupę Badawczą Analityka. W jej ramach naukowcy, wykorzystując dwie uzupełniające się techniki analityczne, sprawdzają, czy w żywności, produktach pochodzenia roślinnego i zwierzęcego, wodzie oraz miodzie nie pozostały ślady pestycydów.

Monitorowanie poziomu zawartości pestycydów jest niezwykle ważne z uwagi na ryzyko przekroczenia najwyższych dopuszczalnych poziomów oraz możliwość występowania substancji zakazanych lub wycofanych z obrotu na terenie Unii Europejskiej. Ma to szczególne znaczenie w przypadku żywności importowanej.


Zainteresowane osoby zapraszamy do kontaktu:

📞 dr Ewa Nowakowska-Bogdan
tel.: +48 77 487 34 14
📧 e-mail: [email protected]

📞 mgr inż. Magdalena Zarębska
tel.: +48 77 487 35 52
📧 e-mail: [email protected]

🔗 https://icso.lukasiewicz.gov.pl/poznaj-nas/grupa-badawcza-analityka/


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Treść komentarza: po co to komu niemaja na co kasy wydawac......... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 13:12 Źródło komentarza: DW 421 do rozbudowy. Powstanie także obwodnica Błażejowic i Łanów. ZDJĘCIA Autor komentarza: sugeruję Treść komentarza: wracaj do siebie za Bug... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 11:11 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: INGO Treść komentarza: Ale niemieckie pieniądze z unii europejskiej, to już inna sprawa. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 10:06 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Normalny człowiek stoi stabilnie na wyprostowanych nogach, gdzie szerokość rozstawu nóg równa się mniej więcej szerokości obręczy barkowej. Istnieją pozycje bardziej stabilne, „specjalne” np. pozycja z wykrokiem, pozycja z szerokim rozstawem nóg z ugięciem w kolanach (sztuki walki, sport). Na czymś takim jak hulajnoga człowiek nie ma żadnej stabilności, gdyż stoi „noga za nogą”, czyli w pozycji zupełnie nijakiej. Hulajnoga to był pojazd, a raczej zabawka, wymyślony dla biedaków, których nie było stać na rower i było to w czasach pokolenia urodzonego mniej więcej w połowie zeszłego wieku. Co się stało, że wymyślono takie coś, z napędem niezależnym (czyli bez popychania nogą jak sama nazwa wskazuje) i to pozwalającym osiągać prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę?! Rozumiem marketing, ale głupoty ludzi już nie. I tak samo głupoty ustawodawcy – takie coś powinno być zdelegalizowane! Władza rozpatruje kaski dla nieletnich na rowerach a o hulajnogach nic. Bezpieczniejsze byłyby już elektryczne wrotki czy rolki, ale nie chcę prowokować. A w ramach profilaktyki – podobny rajdowy as jednośladu przemykał codziennie ulicą Chrobrego w Koźlu w okolicach godziny 6:00. Wyeliminujcie go z ruchu zanim stanie mu się krzywda lub komu innemu. Chyba że to ten sam, co skończył w Azotach. Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:58 Źródło komentarza: Śmierć 48‑latka na hulajnodze elektrycznej. Kluczowe ustalenia dopiero przed biegłym Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Artykuły z tymi kiepskimi techniczne i perspektywicznie zdjęciami wyglądają na klikbajty typu „wróżenie z fusów”. Równie dobrze można by powiedzieć, że zdjęcie przedstawia kamienicę w Kędzierzynie na rogu ul. Grunwaldzkiej i Al. Jana Pawła II, po lewej widać fragment dworca kolejowego w Kędzierzynie a po prawej nieistniejącą dzisiaj zabudowę. Te zdjęcia są kopiowane ze znanych portali, tam są opisy i nierzadko bzdurne. Po co to? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:24 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Jeszcze raz: żyłem w innych czasach – nauczyciel muzyki rzucał w uczniów pękiem kluczy albo napierniczał po rękach drewnianą linijką albo smyczkiem od skrzypiec, pani od rosyjskiego waliła uczniów po łbie książką z zamachu zza ucha, facet od wuefu był wyrafinowany – on uderzał nieosłonięte części ciała specjalnym węzełkiem zawiązanym na sznurku od gwizdka a gość od matematyki dawał karne prace resocjalizacyjne – zrzucanie koksu do kotłowni, sprzątanie liści z boiska, prace porządkowe w kotłowni. W dzisiejszych standardach wszyscy ci nauczyciele mieliby pewnie co najmniej poczwórne dożywocie, ale za to za ich czasów nie było takich hec, jak w pewnej szkole w Toruniu (2003r.) gdzie nauczycielowi włożyli kosz na śmieci na głowę i jeszcze filmik z tego „wydarzenia” nagrali, była dyscyplina i szacunek dla belfra. A jak który uczeń coś naprawdę poważnie nawojował i wezwali rodziców do szkoły, to potem w domu jeszcze rodzice poprawili. I finalnie wszyscy jakoś tak nieoczekiwanie wyrośli na nieskrzywionych psychicznie obywateli. A jak jest z chuchanymi milenialsami bąbelkami, to przekona się każdy, u którego pojawią się w miejscu pracy współcześni 25+. Nie żebym popierał przemoc w szkole, ale…. Może czasy dojrzały do tego, aby wszystkich uczniów traktować jako dzieci specjalnej troski a dla nauczycieli nałożyć obowiązek, oprócz kwalifikacji branżowych i pedagogicznych, posiadania kwalifikacji psychologicznych? ALBO W OGÓLE ZNIEŚĆ OBOWIĄZEK SZKOLNY I ZROBIĆ TYLKO PŁATNĄ EDUKACJĘ? W końcu kształcenie człowieka to towar. Chcesz mieć bezstresowo chowane, ale głupie dziecko – twoja rzecz i jego problem na przyszłość, może znajdzie robotę na szparagach w Niemczech, czy w szklarni w Holandii? Słyszał kto kiedy, aby rodzice jakiegoś Markusa, Brajana czy Dżesiki szli do mediów albo sądu ze skargą na prywatnego korepetytora taryfikującego 50 do 200PLN za godzinę? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:08 Źródło komentarza: Reportaż TVN „Uwaga!” przypomina sprawę z Mechnicy. Reakcje dyrekcji szkół były jednak zupełnie inne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama