Reklama
piątek, 2 stycznia 2026 08:47
Reklama
Reklama
Reklama

Orkiestra Żeglugi jest dumą naszego miasta i powiatu. ZDJĘCIA

Jest w orkiestrach dętych jakaś siła, śpiewała niegdyś znana polska piosenkarka Halina Kunicka. Mogliśmy się o tym wielokrotnie przekonać, ponieważ za sprawą, liczącej przeszło pół wieku, Młodzieżowej Orkiestry Dętej Zespołu Szkół Żeglugi Śródlądowej w Kędzierzynie-Koźlu, nieustannie doświadczamy wyjątkowych, artystycznych wrażeń.
Orkiestra Żeglugi jest dumą naszego miasta i powiatu. ZDJĘCIA

Kozielska orkiestra koncertuje w całej Europie, dając nam wiele powodów do dumy. Muzycy z Żeglugi przewodzili noworocznej paradzie na Polach Elizejskich w Paryżu. Tuż za naszymi muzykami jechała, popijając szampana, słynna aktorka filmowa Catherine Deneuve. Od lat orkiestrę prowadzi Krzysztof Ligenza. Ma w związku z tym co wspominać, jeśli chodzi o organizację licznych imprez. 

- Już w drugiej połowie lat 90. gościliśmy w Kędzierzynie-Koźlu pierwsze orkiestry. Ze Szczecina przyjechały same dziewczyny, ze Świnoujścia i Opola orkiestry wojskowe i jedna z Bytomia - opowiada Ligenza. - Nastąpił wtedy przemarsz gwiaździsty, podczas którego orkiestry wyruszały z poszczególnych miejsc na terenie Koźla z punktem docelowym na rynku. Nie ukrywam, że już wtedy marzyły nam się wielkie gale, jak te organizowane w halach Europy Zachodniej - przyznaje.

Marzenia się spełniają 

Dopiero w 2014 roku udało się zorganizować dużą imprezę w naszym mieście. Okazją ku temu było 40-lecie orkiestry.

- Krzysiek Ligenza przyszedł do mnie w 2013 r. i powiedział, że za rok będziemy obchodzić 40-lecie orkiestry. Będzie temu wydarzeniu towarzyszył zjazd jej byłych członków - opowiada Agnieszka Kossakowska, dyrektor ZSŻŚ od 2012 roku. - Wspomniał, że chciałby zaprosić do nas orkiestry z kraju i zagranicy. Wyraziłam zgodę, ale chyba tak do końca nie miałam pojęcia, w co się pakuję. To było wielkie wyzwanie, tym bardziej że mieliśmy do dyspozycji bardzo mało funduszy na ten cel. Tych pieniędzy wystarczało jedynie na opłacenie przejazdu tych orkiestr oraz zapewnienie im wyżywienia, i to nawet nie na cały ich pobyt. Co gorsza, nie mieliśmy pieniędzy na żaden hotel. Wszystko było organizowane na terenie szkoły. Każda sala, łącznie z moim gabinetem, musiała być zaplanowana na przyjęcie gości. Ale to i tak było mało - przyznaje rozmówczyni.  

Nauczyciel, który miał pod swoją opieką daną klasopracownię, przerabiał ją na…. hotel. Na szkolnych korytarzach powstawały kąciki kawowe, a w sali gimnastycznej zaczęła działać stołówka. Wyzwaniem była też ograniczona liczba łazienek, pryszniców dla przeszło 200 osób, które trzeba było zakwaterować w murach szkoły. - Poprosiliśmy więc naszych sąsiadów - wówczas jeszcze kozielskie gimnazjum - aby nasi goście mogli przez weekend skorzystać z ich pryszniców - wspomina dyrektor.     

Trzeba było załatwić łóżka, śpiwory i koce. Materace ściągnięto nawet z „Majora Sucharskiego”, czyli największego tego typu w Polsce statku szkoleniowego.

Agnieszka Kossakowska oraz Krzysztof Ligenza

Włoskie serenady

- Mieliśmy na przykład włoską orkiestrę wojskową, której muzycy biegają podczas wykonywania utworów. Oni przylecieli samolotem do Katowic. To były gwiazdy naszego wydarzenia, więc Krzysztof wpadł na pomysł, aby ulokować ich w dawnym internacie w Komornie, który od pewnego czasu nie funkcjonował. Już od przylotu do Polski miał się nimi zaopiekować nasz kolega Waldek Wczasek - wspomina Agnieszka Kossakowska. - Pierwszy telefon od Waldka odebrałam z informacją, że Włosi nie przywieźli ze sobą ręczników. W internacie w Komornie też ich nie było. Powiedziałam, żeby szybko zakupił 30 ręczników. Było już późno. Przebrałam się w pidżamę i chciałam się wreszcie położyć do łóżka. Ale znów dzwoni Waldek. Włosi zagrozili, że będą dzwonić do swojej ambasady, ponieważ gdy poszli się umyć do łazienki w internacie z kranów popłynęła brunatna woda. Szybko przebrałam się w dres, zabrałam córkę i pojechałyśmy do franciszkanów na Górę św. Anny, bo tam miałam najbliżej. Zapytałam, czy może u nich przenocować 30 osób. Nie udało się tego załatwić. W drodze do Koźla zahaczyłam jeszcze o „Ruedę”. Zgodzili się przyjąć Włochów, ale tylko na jedną noc. Zadzwoniłam do Waldka, żeby zabierał Włochów do Januszkowic. Wszystkie łóżka w domkach campingowych „Ruedy” były połączone ze sobą jak małżeńskie. Więc ja z córką oraz właścicielami ośrodka biegaliśmy po tych domkach, rozsuwając te łóżka, aby włoscy żołnierze nie musieli przeżywać kolejnego stresu i mogli spać oddzielnie. Następnego dnia, zadowoleni, Włosi przez cały czas mówili do mnie „Bella” - wspomina pani Agnieszka.

Ale trzeba było znaleźć jeszcze zakwaterowanie na kolejne dwie noce. Dyrektor zaczęła obdzwaniać wszystkie możliwe miejsca. Na szczęście kilka miesięcy wcześniej oddano do użytku hotel „Magiczny Zakątek” w Raszowej. - Jego właścicielka jest moją koleżanką, więc zapytałam, czy przyjęłaby Włochów na dwie noce. Zgodziła się, ale zaznaczyła, że w tym czasie będzie u niej wesele. Skończyło się to wszystko tak, że po głównej niedzielnej gali muzycy z Italii wbili się na to wesele. Śpiewali tam włoskie serenady i korzystali z gościnności weselników. Wszyscy byli zadowoleni, a Włosi uznali pobyt w Polsce za najlepszy dotychczasowy wyjazd zagraniczny - uśmiecha się Agnieszka Kossakowska.

Nie było telefonu z protestami do ambasady Włoch w Polsce i I Międzynarodowe Spotkania Orkiestr Dętych w Kędzierzynie-Koźlu można było uznać za udane. Były barwne parady ulicami miasta oraz rewelacyjny występ w hali "Azoty". W wydarzeniu wzięło udział osiem orkiestr, w tym cztery z Polski i po jednej z Włoch, Danii, Niemiec i Czech. - W 2014 roku nie mieliśmy dekoracji w hali, nagłośnienie otrzymaliśmy z MOK-u. Kurtyna, zza której orkiestry wchodziły na parkiet, była prowizoryczna, szyta w zakładzie krawieckim w Koźlu Porcie. Ciężka, wykonana własnym sumptem, z naszywanymi naprędce przez nauczycieli z Żeglugi flagami państw, z których pochodziły orkiestry - opowiada dyrektor.

Wspaniałe widowiska

Wysiłek się opłacił. To było wspaniałe widowisko z udziałem 300 muzyków. Orkiestrom towarzyszyli soliści - Marta Kołodziejczyk i Michał Kacperczyk, którzy wykonali znane utwory polskich i zagranicznych artystów. - Martwiłam się wtedy, że do hali przyjdzie zbyt mało mieszkańców, bo nie było to u nas tradycją. Na szczęście publiczność nie zawiodła. Z każdą następną edycją było coraz lepiej i zaczęliśmy się martwić, ale w drugą stronę, jak tych wszystkich ludzi tam pomieścimy - przyznała nasza rozmówczyni.

Drugie spotkania orkiestr dętych odbył się w 2016 roku. Doświadczenie sprzed dwóch lat bardzo się przydało, gdyż wszystko przygotowano bardziej profesjonalnie. Między innymi wynajęto firmę odpowiedzialną za nagłośnienie koncertu. Program imprezy był bardzo ciekawy, także z uwagi na liczbę i wysoki poziom artystyczny wykonawców. Do Kędzierzyna-Koźla przyjechały orkiestry z Włoch, Węgier, Holandii, Ukrainy i Polski. Koncert galowy uświetniony został występem Edwarda Simoniego, światowej sławy wirtuoza fletni Pana. W programie znalazły się także popisy wokalne gwiazd: Roberta Pisuli i Mirosława Szołtyska. Ponadto przybył 40-osobowy chór Silesia Cantat z Głubczyc.

Żeby nie było za słodko, warto przypomnieć, że Edward Simoni podczas próby generalnej, na dwie godziny przed wielką galą w hali „Azoty”, wywołał spore zamieszanie. Wszystkie orkiestry, które od tygodni przygotowywały się do wspólnego koncertu, musiały w mgnieniu oka dostroić się do wymagań mistrza i zagrać razem utwór w innej tonacji, niż wcześniej ustalono. Na szczęście zawodowcy szybko uporali się z tym problemem.

W kolejnej edycji w 2018 roku wzięli udział reprezentanci Mołdawii, Ukrainy, Słowenii, Irlandii, Niemiec, Holandii i Polski. Orkiestra holenderska przyjechała z solistką o imieniu Emma. Zakwaterowano ją w gabinecie wicedyrektora szkoły. Zapewniono jej doskonałe warunki. Jednak nie obyło się bez problemu. Wypłynął on dosłownie i w przenośni pod prysznicem, który mieścił się w szkolnej siłowni dwa piętra niżej. Dziewczyna mocno to wtedy przeżyła, gdyż nie czuła się komfortowo, schodząc aż do piwnicy, by wziąć prysznic. Ale to było nic w porównaniu w „niespodzianką”, jaką organizatorom zrobili muzycy z Mołdawii.

- Przychodzi do mnie Krzysiek Ligenza i mówi, że Mołdawia przyjedzie do nas, ale… tydzień wcześniej. To było przerażające, ponieważ nie mogliśmy im zapewnić nawet internatu, o hotelu nie wspominając - tłumaczy dyrektor ZSŻŚ. - Musieliśmy sobie jakoś poradzić. Często stosowaliśmy metodę, że występujące u nas orkiestry prezentowały się także w innych miejscach. Czy to w centrum handlowym, czy w którejś gminie. W zamian otrzymywały posiłek. Krzysiek pojechał do franciszkanów na Górze św. Anny, a ci w zamian za koncerty przygarnęli Mołdawian, zapewniając im noclegi i część wyżywienia. Koncertowali też m.in. w Zdzieszowicach, w tamtejszym domu kultury. Tym samym mołdawska orkiestra zarobiła koncertami na swój wikt i opierunek w trakcie nadplanowego tygodnia. Potem przyjechali do nas, do szkoły, i znaleźli się pod naszą opieką - wspomina nasza rozmówczyni.

- Podczas organizacji tego typu imprez my, Polacy, jesteśmy bardzo gościnni - podkreśla Krzysztof Ligenza. - Natomiast jeżdżąc na różne imprezy po całej Europie, muszę przyznać, że różnie to bywa. Nasza gościnność jest ceniona. Ta opinia idzie potem w świat. Nie mówi się wtedy o naszej szkole, ale bardziej o naszym mieście, regionie i kraju.

Aby zachować cykliczność, czwartą edycję planowano zorganizować w 2020 roku. Z uwagi na wybuch pandemii COVID-19 plany trzeba było odłożyć na półkę. Krzysztof Ligenza przyznaje, że przygotowania były mocno zaawansowane. - Szykowaliśmy nieco inną formułę. Mieliśmy już nawet partnera, a mianowicie Orkiestrę Reprezentacyjną Akademii Górniczo-Hutniczej z Krakowa. Miał to być nasz wspólny koncert muzyki filmowej na scenie wybudowanej w hali „Azoty” z wyjątkową oprawą taneczną w wykonaniu artystów odpowiedzialnych za element choreograficzny - wspomina Krzysztof.

Inni nas doceniają

Trzeba było odczekać kilka lat, aż do tegorocznego jubileuszu 50-lecia orkiestry Żeglugi. Kulminacją obchodów był koncert galowy w wypełnionej po brzegi hali „Azoty”. Orkiestry z Austrii, Czech, Niemiec, Ukrainy i Polski prezentowały się indywidualnie, ale też wykonały wspólnie kilka utworów, wśród których znalazła się m.in. muzyka filmowa. Niespodzianką był utwór wokalny dedykowany wszystkim absolwentom, którzy przewinęli się w ciągu 50 lat przez kozielską orkiestrę. Wykonali go Joanna Harz i Dawid Teister oraz skrzypaczka Aleksandra Kwiatek.

- W dniu koncertu, skupiając się na różnych wątkach organizacyjnych w hali, pokonałam w tym obiekcie ponad 15 kilometrów - przyznaje dyrektor ZSŻŚ. To pokazuje, jak wiele pracy trzeba włożyć w każdy, nawet najmniejszy detal, aby wydarzenie mogło dojść do skutku. Ale wszystko to poprzedza wieloletni wysiłek samych muzyków. Dzięki wyjazdom zagranicznym kozielskiej orkiestry Krzysztofowi Ligenzie udało się nawiązać kontakty międzynarodowe. - To chociażby orkiestra ukraińska, która odwiedziła nas w tym roku, a z którą wielokrotnie występowaliśmy w Niemczech. W Polsce byli po raz pierwszy. Procedura zapraszania tego typu orkiestr wojskowych wygląda nieco inaczej i jest mocno skomplikowana. Nam się udało - dodaje dyrygent.

Jest dumny z tego, że zagraniczne orkiestry doceniają to wydarzenie artystyczne w naszym mieście. - Gdy słyszę, jak Niemiec czy Austriak mówi, że w Polsce nasze imprezy są lepiej zorganizowane niż te u nich, to niewątpliwie jest to powód do satysfakcji. Podczas wstępnych negocjacji dotyczących ich udziału w naszym wydarzeniu wyczuwałem z ich strony niepewność. Później byli bardzo mile zaskoczeni - mówi Krzysztof.

Ponad 1200 muzyków uczestniczyło w czterech edycjach Międzynarodowych Spotkań Orkiestr Dętych. Czy planowane są kolejne? Nasi rozmówcy podkreślają, że bez charytatywnego zaangażowania całej kadry i uczniów kozielskiej Żeglugi nie udałoby się tego wszystkiego zorganizować. To jest praca zespołowa sztabu ludzi, a przygotowania do wydarzenia trwają co najmniej rok. - Chciałbym, aby odwiedziła nas kiedyś holenderska orkiestra dęta jeżdżąca na rowerach w drewnianych chodakach i regionalnych strojach. Grają m.in. na puzonach i saksofonach, gdzie obie ręce są zajęte. Jadąc na rowerach, jednocześnie wykonują odpowiednią choreografię do swoich utworów. Warto pokazać ich naszej publiczności. To się społeczeństwu podoba. Ludzie mnie pytają, czy i kiedy zorganizujemy kolejne takie wydarzenie. Jeśli mielibyśmy się zdecydować na kolejną edycję, to tylko na typowo cywilizowanych warunkach, jak w 2025 roku, czyli z hotelami, odpowiednią oprawą techniczną, którą zapewni profesjonalna ekipa itp. W tym roku pozyskaliśmy na to fundusze z wielu źródeł, i było warto. Co będzie w przyszłości? Trudno powiedzieć - podsumowuje Krzysztof Ligenza. 

Agnieszka Kossakowska oraz Krzysztof Ligenza

 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Koźlanin 27.12.2025 16:19
Ilu mieszkańców tej mieściny potwierdzi te słowa ?

Trufel 27.12.2025 20:20
wrzody ci pękną synek już niedługo.

Reklama
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 1°C Miasto: Kędzierzyn-Koźle

Ciśnienie: 995 hPa
Wiatr: 28 km/h

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama