Państwo Bogna i Artur Smolińscy nie liczyli na to, że ich syn urodzi się właśnie tego dnia. Tymczasem mały Antoś jest jedynym milenijnym obywatelem miasta. Z tej okazji, chcąc uczcić pierwsze narodziny w magicznym roku 2000, wiceprezydent miasta Dariusz Jorg w towarzystwie Iwony Szwedy, kierownika referatu spraw socjalnych i opieki społecznej UM, i Urszuli Pająk odwiedzili małego kędzierzynianina i jego rodziców. - Poród planowany był właściwie na trzeciego lub czwartego stycznia, ale chyba zbyt hucznie świętowaliśmy Nowy Rok - powiedział podczas spotkania tato Antosia. - Żona trafiła do szpitala, po wielkich kłopotach z transportem, gdzieś około 4. nad ranem. O 10. wiedzieliśmy, że mamy syna. Imię malucha jest dość nietypowe, ale jak zapewniała nas mama - nie jest uwarunkowane chęcią podtrzymania tradycji rodzinnej czy zachowania pamięci o kimś szczególnym.
Właśnie imię Antoni najbardziej przypadło do gustu młodym rodzicom. Mama dodała także, że gdyby była dziewczynka, miałaby na imię Zosia. W prezencie od prezydenta i jego świty pierwszy nowo narodzony w 2000 roku mieszkaniec Kędzierzyna-Koźla otrzymał praktyczną i pomysłową przenośną huśtawkę oraz ubranko. A że chłopczyk rośnie niezwykle szybko, ciuszek jest troszeczkę “na wyrost”. - Nasz synek ma strasznie dużo zabawek i trochę baliśmy się, żeby coś się nie “zdublowało”- powiedziała Bogna Smolińska. Ale o huśtawce nikt wcześniej nie pomyślał, za to Antosiowi od razu przypadła do gustu. Na ręce państwa Smolińskich złożony został list z życzeniami zdrowia dla nich i Antosia. Rodzice zdążyli się już przyzwyczaić do że faktu, ich dziecko urodziło się w tym szczególnym dniu i właściwie nie sprawia im różnicy, czy to był pierwszy czy drugi stycznia.
- Ale to w sumie fajnie, bo nigdy nie będę miał problemu z policzeniem wieku mojego syna - śmiał się pan Artur.
- Za to dziadkowie są z tego powodu bardzo dumni - dodała mama. Na razie mały kędzierzynianin cały czas przebywa z panią Bogną, choć dziadkowie uwielbiają się nim opiekować. Z czasem pewnie będzie wołał przebywać z rówieśnikami, ale teraz najpewniej czuje się u mamy na rękach. Jest przy tym bardzo ciekawski pogodny. Nie odstraszył go nawet tłum ludzi, który nagle pojawił się wokół niego (oprócz przedstawicieli Urzędu Miasta byli też dziennikarze) ani wąsy wiceprezydenta Jorga, do którego bez wahania wyciągnął rączki. Chyba szybko się zaprzyjaźnili.

Tekst pochodzi z Gazety Lokalnej nr 23 z 14.06.2000 r.



















Napisz komentarz
Komentarze