Tematem zainteresował się Sławomir Wilkowski z kanału historycznego Bunker King, który zauważył w swoim materiale, że część tych „artefaktów” ląduje również na aukcjach.
Zaledwie w ciągu tych dwóch ostatnich zimowych miesięcy miałem wątpliwą przyjemność spotkania z tymi ludźmi i to w ciekawych okolicznościach. Specjalnie w tym miejscu wspomniałem o zimowych miesiącach, będąc przekonanym, że poszukiwania wykrywaczem metali, a szczególnie wbicie łopaty w zmarzniętą ziemię, to raczej trudna kwestia i nikt się na to nie porwie podczas mrozów. Jakież było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia, kiedy temperatura oscylowała w granicach minus ośmiu stopni, przejeżdżając tuż obok obozu żydowskiego w Sławięcicach zobaczyłem auto na krakowskich numerach, z którego panowie ubrani jak radziecki specnaz wyciągali wykrywacze i łopaty. Nie byli zbyt sympatyczni, kiedy zapytałem, czy mają pozwolenie na poszukiwania na tym terenie. Krótko mówiąc poleciały w moją stronę groźby, jednak po kilku minutach pyskówki towarzystwo zmiękło pod wpływem perswazji, wsiadło do auta i odjechało.
Kolejny przypadek miał miejsce kilka dni później, kiedy wracałem z Gliwic już z premedytacją wybierając tę trasę. Jednak tym razem nie było samochodu z obcą rejestracją tylko sylwetki dwóch osób, które kiedy podjechałem bliżej przerwały kopanie i po chwili zaczęły uciekać ze sprzętem w las. Wiem z dobrego źródła, że sporo rzeczy tam znalezionych krążyło na internetowych aukcjach. Były to rzeczy z czasów wojny, ale też z okresu powojennego, czyli jeszcze z 1945 roku. Wśród nich były wykonane ze srebra kieszonkowe zegarki, srebrne sztućce, monety, oraz kobieca biżuteria, czyli broszki i pierścionki z kamieniami szlachetnymi. Gdzie trafiły? Na pewno nie do muzeum w Blachowni, do którego powinny trafić. Zwracajmy więc uwagę i w miarę możliwości reagujmy na takie kwestie - napisał Sławomir Wilkowski.
Niewątpliwie temat jest o wiele szerszy, dotyczy różnych miejsc i znalezisk z różnych epok. Oczywiście każda pasja dodaje życiu barw, inspiruje do działania i przynosi satysfakcję. Dla wielu osób poszukiwanie skarbów – artefaktów, które od wieków spoczywają ukryte w ziemi – jest fascynującym zajęciem łączącym historię, archeologię i dreszczyk emocji. Jednak to, co z pozoru wydaje się pięknym hobby, w rzeczywistości wymaga głębokiej odpowiedzialności. Nielegalne działania poszukiwaczy skarbów często prowadzą do niszczenia stanowisk archeologicznych. Ważne jest zrozumienie, że kontekst znaleziska – jego lokalizacja, głębokość, relacje z innymi obiektami – ma ogromne znaczenie dla naukowców.
Po pierwsze konsekwencje nielegalnych poszukiwań mogą mieć wymiar prawny. Za prowadzenie nielegalnych badań archeologicznych grożą poważne kary, a mianowicie pozbawienie wolności od 6 miesięcy do 8 lat za niszczenie lub uszkadzanie zabytków. Ponadto wysokie grzywny za przywłaszczenie znalezionych artefaktów.
W grę wchodzi też aspekt moralny ponieważ nielegalne poszukiwania często prowadzą do nieodwracalnych strat w dziedzictwie kulturowym. Zniszczenie stanowiska archeologicznego to utrata bezcennej wiedzy o przeszłości, która mogłaby służyć przyszłym pokoleniom.
Istotny jest też wątek naukowy, gdyż nielegalne działania uniemożliwiają dokładne badania, które mogłyby dostarczyć cennych informacji o życiu, kulturze i zwyczajach ludzi z przeszłości.
Poniższe zdjęcia pochodzą z terenu sławięcickiego obozu i zostały wykonane 23 marca 2020 r.






















Napisz komentarz
Komentarze