Ich Volkswagen Caravelle 2.5 TDI z 1996 roku o mocy 130 KM ma na liczniku blisko 900 tysięcy kilometrów i - co najbardziej imponujące - wciąż pracuje na pierwszym, nigdy nieremontowanym silniku.
- Cały czas bije to jedno, jedyne serce - podkreśla Magdalena Czerner, która na co dzień dojeżdża tym autem z Reńskiej Wsi do pracy w Kędzierzynie-Koźlu.
Drugie życie samochodu
Auto jest w posiadaniu Czernerów od lutego 2006 roku. Samochód kupili w Niemczech w autohausie jako Caravelle. Po kilku latach użytkowania pojazd został przerobiony na Multivana. Na początku samochód pokonywał długie trasy do Niemiec.
- Robił po 8 tys. kilometrów w miesiącu - opowiada Dariusz Czerner.
Kilka lat temu samochód przeszedł gruntowną metamorfozę. Na przełomie 2020 i 2021 roku Darek Czerner postanowił dać mu drugie życie. Przez niemal pół roku auto było remontowane. Pojazd został rozebrany do ostatniej śrubki, a zużyte elementy zastąpiły nowe.
Zniknęła cała rdza, wymieniono blachy, śruby, tapicerkę, elementy wnętrza, a nawet fragmenty podłogi. Co ważne, w samochodzie zachowano oryginalną instalację elektryczną. Wiosną bus trafił do lakiernika i zmienił kolor z granatowego na charakterystyczny odcień Mazda Soul Red (Flower Red), który w zależności od światła zmienia barwę.
- To był świadomy wybór. Ten kolor żyje, mieni się i za każdym razem wygląda inaczej - mówi Magdalena.
Skąd wzięła się nazwa „Maluszek”?
Choć Volkswagen Caravelle Czernerów to duży i solidny bus, jego przydomek ma bardzo osobiste i rodzinne korzenie. Historia nazwy „Maluszek” zaczęła się w 2018 roku i jest nierozerwalnie związana z córką Magdaleny i Darka - Olą.
Po zdaniu egzaminu na prawo jazdy Ola jeździła wyłącznie busem, ponieważ jak podkreślają rodzice, był to samochód z manualną skrzynią biegów, a automat nie do końca jej odpowiadał. Podczas jednych z zajęć praktycznych w szkole doszło do nietypowej sytuacji. Na budowie zabrakło cementu, a instruktor zapytał, czy ktoś mógłby pojechać po brakujący materiał. Ola bez wahania zgłosiła się do zadania.
- Instruktor zapytał ją: „A czym ty przywieziesz pół tony cementu?”. Ola odpowiedziała: „No tym Maluszkiem, który tam stoi” – wspomina z uśmiechem Dariusz Czerner, dodając, że Ola wskazała wtedy na busa stojącego za oknem.
Od tego momentu nazwa przylgnęła do samochodu na dobre i została już z nimi na zawsze.
- Ze względu na to, że Ola nie chciała jeździć automatem, musiałem zrobić remont busa. Jakby nie to, chyba bym go sprzedał i wtedy nie byłoby „Maluszka” - przyznaje Darek Czerner. Jak dodaje, to właśnie Ola zapoczątkowała całą tę wyjątkową historię o „Maluszku”.
Złota rączka i auto „szyte na miarę”
Darek Czerner to typowa „złota rączka”. Nie ma rzeczy, której by się nie podjął - od prac stolarskich, przez wykonanie mebli kuchennych, aż po budowę domu. Choć na co dzień pracuje za granicą, każdą wolną chwilę w domu poświęca majsterkowaniu. W Volkswagenie pojawiły się autorskie rozwiązania, których próżno szukać w seryjnych kamperach.
- Kupiłem całe wnętrze, czyli tylną kanapę rozkładaną do łóżka o wymiarach 200 na 160 cm, fotele obrotowe i składany stolik. Chodziło mi głównie o wyposażenie kempingowe - zaznacza Darek Czerner.
Auto wyposażone jest w funkcjonalną kuchnię z kuchenką gazową, zbiornik na wodę pitną o pojemności 30 litrów, lodówkę oraz panel fotowoltaiczny.
- Jest jeden panel 200 W i akumulator 100 Ah. To wystarczy, by zasilić lodówkę z zamrażalnikiem 65 litrów oraz ogrzewanie postojowe. Jest też przetwornica prądu z 12 V na 220 V, by Magda mogła wysuszyć włosy po myciu – opowiada Darek.
W „Maluszku” jest także mnóstwo schowków oraz miejsce do spania dla dwóch osób. Na wyposażeniu auta znajduje się również toaleta i prysznic. To pełnoprawny dom na kołach, idealny na długie wakacyjne wyprawy.
- Prysznic jest w zewnętrznym namiocie. Na tylnej kanapie mamy zbiornik na wodę o pojemności 60 litrów. Woda jest cały czas nagrzewana, więc wieczorem zawsze jest ciepła. Zatrzymujemy się głównie na kempingach, ale gdy jedziemy na ryby albo stajemy „na dziko”, to jest to świetne rozwiązanie - przyznaje Darek Czerner.
Rodzinny serwis i dbałość o każdy detal
Tak duża żywotność samochodu to efekt regularnych wymian filtrów, olejów i części. O „Maluszka” dba cała rodzina. Przed metamorfozą samochodem zajmował się mechanik, dziś serwisem i bieżącymi naprawami zajmuje się Michał – starszy syn Czernerów.
- Dba o to, by samochód był niezawodny na nasze wyjazdy po Polsce i Europie. Gdy pojechaliśmy na pierwszą objazdówkę po Szwecji, zaraz po wyjeździe z domu co godzinę dzwonił i pytał, czy wszystko w porządku. Za opony odpowiada młodszy syn Karol - opowiada Dariusz Czerner.
- Olej wymieniam co 10 tys. kilometrów, filtr oleju i filtr powietrza co 20 tys., filtr paliwa i kabinowy również co 20 tys. Pasek rozrządu co 80 tys. Sprzęgło z kołem dwumasowym co około 250 tys. kilometrów. Zawsze kupuję markowe części - LUK lub Sachs. Skrzynia biegów do tej pory nie była ruszana. W silniku przy 600 tys. kilometrów była wymiana uszczelki pod głowicą, a przy 860 tys. kilometrów wymieniono panewki, bo pojawiły się niewielkie przetarcia. Wał korbowy zawiozłem do specjalisty i usłyszałem, że jest jak nowy, więc być może ten remont w ogóle nie był konieczny - przyznaje Darek Czerner.
Europa na czterech kołach
Przez lata „Maluszek” przejechał wzdłuż i wszerz całą Polskę. W wakacje 2023 roku pokonał całe wybrzeże.
- Od Międzywodzia do Krynicy Morskiej. Byliśmy 17 kilometrów od granicy z Rosją. Był też w Bieszczadach i na Mazurach – wylicza Magdalena Czerner.
Zaliczył również sporą część Europy. Na jego trasie znalazły się m.in. Niemcy, Austria, Czechy, Słowacja, Węgry, Chorwacja, Czarnogóra, Serbia, Rumunia, Bułgaria, Albania oraz Szwecja.
- Gdy płynęliśmy do Szwecji, „Maluszek” podróżował promem. Wyruszyliśmy o 22.00 ze Świnoujścia, płynęliśmy nad „Heweliuszem”, a w Ystad byliśmy o ósmej rano - wspomina Magdalena.
Najdłuższa wyprawa miała miejsce w sierpniu ubiegłego roku i liczyła ponad 4 tysiące kilometrów w dwa tygodnie. Był to test silnika po wymianie panewek.
- Pojechaliśmy na objazdówkę do Rumunii i Bułgarii. Przejechaliśmy ponad 4 tysiące kilometrów w trudnych warunkach – upał ponad 40 stopni, teren górzysty, m.in. trasa Transfogaraska. Tam trzeba mieć dobre hamulce i mocny silnik. Nasz „Maluszek” spisał się na medal. Jedyną niespodzianką były trzy przebite opony – wspomina Darek.
- Nigdy nas nie zawiódł. Nie było holowania ani stania na poboczu. Jeśli coś się wydarzyło, to drobiazgi - dodaje Magdalena.
Jedyny poważniejszy epizod miał miejsce w Albanii, gdy w górach wypadła drobna śrubka przy chłodnicy. Naprawa w lokalnym warsztacie kosztowała 12 euro. Poza tym zdarzały się jedynie przebite opony czy drobna usterka lewarka zmiany biegów.
Podziw nawet od właścicieli nowych kamperów
Znawcy motoryzacji szybko orientują się, że to nie jest zwykły samochód. Podczas podróży czy nawet w mieście często zdarza się, że ktoś zatrzymuje się, pyta o historię auta. Magda i Darek zawsze chętnie dzielą się opowieścią o „Maluszku”.
Podczas jednego z pobytów na Helu spotkali niemiecką rodzinę podróżującą nowym kamperem Volkswagena wartym 76 tysięcy euro. Gdy zobaczyli wnętrze starej Caravelle, byli pod ogromnym wrażeniem.
- Powiedzieli wprost, że nasze wnętrze podoba im się bardziej niż to, które dostali z salonu - opowiada Magdalena.
Plany na kolejne kilometry
Choć licznik zbliża się do magicznej granicy 900 tysięcy kilometrów, Czernerowie nie zamierzają zwalniać. Celem jest milion kilometrów, a rodzina zastanawia się, jak zachowa się licznik po przekroczeniu tej bariery.
W planach są kolejne wyprawy. W tym roku celują w Hiszpanię przez Francję, a być może także w Gruzję przez Turcję. Na pewno wrócą również do ukochanej Albanii.
Nieodłącznym elementem każdej podróży są specjalne koszulki, które Czernerowie dostali w prezencie i traktują jak swój podróżniczy rytuał.
- Zawsze wyjeżdżamy w tych samych koszulkach. Z tyłu jest zdjęcie naszego busa i my, a z przodu imiona: Magda i Darek. Każda podróż zaczyna się tak samo - opowiada Magdalena.
Zawsze zabierają też rowery. Po dotarciu na miejsce bus zostaje na kempingu, a okolicę zwiedzają już na dwóch kółkach.
- To najlepszy sposób na poznawanie okolicy. Stawiamy auto i ruszamy dalej - dodaje.
Te drobne, powtarzalne elementy stały się częścią ich podróżniczej tradycji i dowodem na to, że ich "Maluszek" to nie tylko samochód, ale styl życia. Choć pojawiały się propozycje odsprzedaży auta, Czernerowie nigdy się na to nie zgodzili.
- Auto mam już 20 lat i nigdy nas nie zawiodło. Przejechałem nim 630 tysięcy kilometrów. Mam do niego zbyt wielki sentyment, żeby go sprzedać. Poza tym chciałbym zobaczyć na liczniku 999 999 kilometrów - podkreśla Darek Czerner.

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, zasil nas kofeiną
![]()





































Napisz komentarz
Komentarze