Reklama
czwartek, 29 stycznia 2026 00:24
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Krystyna Konarska - skromna dziewczyna z Większyc trafiła na paryskie estrady

Urodziła się jeszcze podczas II wojny światowej, bo 8 marca 1941 roku w Berlinie. Jej matka pracowała w służbach medycznych. Ojciec zginął nim przyszła na świat. Jednak późniejsze życie związała z Polską. Zamieszkała w sąsiadujących z Koźlem Większycach, gdzie wychowywali ją dziadkowie. Śpiewała na weselach i uroczystościach u sąsiadów. Muzyka towarzyszyła w jej życiu od najmłodszych lat. Potem zrobiła wielką karierę.
Krystyna Konarska - skromna dziewczyna z Większyc trafiła na paryskie estrady

Mówiono, że ma wszystko to, co gwiazda mieć powinna. Urodę, talent, głos. Jej przebój „Zakochani są wśród nas” nuciła cała Polska. Ale nim osiągnęła wielki estradowy sukces, musiała zmierzyć się z licznymi wyzwaniami, gdyż los jej nie oszczędzał.

- Krystyna Konarska pochodzi z Większyc. Była gońcem w kancelarii mojego wujka w Koźlu - powiedział nam ostatnio znany kędzierzyńsko-kozielski artysta plastyk Grzegorz Fuławka.

Wszyscy jego znajomi - z którymi podzielił się tą informacją - byli mocno zaskoczeni. Niemniej jednak fakt o tym, że zamieszkiwała w Większycach można dość łatwo zweryfikować.

- Kiedyś opowiedziała mi o tym żona mojego wujka, który miał prywatną kancelarię. Był komornikiem w Koźlu, a młodziutka Krystyna Konarska przez pewien czas była u niego gońcem. Młodej dziewczynie potrzebne były pieniądze, zatem szukała jakiegokolwiek zajęcia - tłumaczy Grzegorz Fuławka.

Na bardzo ciekawe informacje dotyczące Krystyny Konarskiej można się natknąć m.in. na stworzonym przez Zbigniewa Kowalskiego portalu Retromuzyka.pl. 

Wynika z nich, że matka Krystyny - Helena była pracowniczką służb medycznych. Ojciec Jan (nazwisko nieznane) zginął na morzu w randze niemieckiego kapitana jeszcze przed narodzeniem córki. 

W obowiązkach wychowawczych młodziutkiej wdowie pomagali jej rodzice Konrad i Helena Bohlmann, mieszkający w Większycach przy ul. Głogowskiej. Krystyna już w pierwszych latach swojego życia lgnęła do śpiewania. Nieco później, już jako nastolatka, chętnie chwytała za mikrofon przy okazji różnych uroczystości organizowanych przez okolicznych mieszkańców. W tym czasie podejmowała także próby nauki gry na skrzypcach, jednak nie darzyła tego instrumentu szczególną sympatią. 

Nie zapomniała o marzeniach

Po wojnie ukończyła szkołę podstawową w Większycach (1948-1955) i swoje zainteresowania skierowała w stronę pedagogiki. Dlatego naukę rozpoczęła w Liceum Pedagogicznym w Opolu, gdzie udzielała się także w szkolnym chórze. 

Opolskiego liceum jednak nie ukończyła. Podjęła pracę w kancelarii komorniczej w Koźlu, a 7 września 1959 roku wyszła za mąż za studenta medycyny Janusza Konarskiego. Podobno oboje poznali się na jakimś weselu. Po dwóch latach na świat przyszedł ich syn Artur Piotr Konarski. 

Krystynę Konarską wspominał również Waldemar Ziemkowski. Nestor kędzierzyńskiej sceny muzycznej.

„Janusz Konarski był lekarzem. Zatrudniony był w przychodni lekarskiej Zakładów Azotowych Kędzierzyn. Przyszły mąż Krystyny był moim dobrym kolegą. Często się spotykaliśmy. Krystyna została żoną Janusza. Nie było mnie przy zaślubinach. Nie pamiętam dlaczego. On przystojny, ona młodziutka i piękna. Stanowili fajną parę. Zazdrościłem Januszowi. Myślę, że nie tylko ja. Mieszkałem przy ulicy Karola Miarki. W domu mieliśmy pianino. Często Krystyna przychodziła do mnie na ćwiczenia śpiewu. Wraz z muzyczną ekipą kozielskiego PDK-u bardzo często koncertowaliśmy wspólnie w podopolskich miejscowościach. Przyjemnością było akompaniować tak muzykalnej i tak pięknej kobiecie. Później ja związałem się muzycznie z Jerzym Landsbergiem i grupą Heliosi. Nasze drogi się rozeszły” - opowiadał portalowi Retromuzyka.pl Waldemar Ziemkowski.

Wypełniając dzielnie rolę młodej matki, Krystyna nie zapominała jednak o swoich marzeniach.

Pewnego dnia zgłosiła się do konkursu wokalnego zorganizowanego przez Powiatowy Dom Kultury w Koźlu. Postanowiła spróbować. I wygrała. Ośmielona tym sukcesem, przystąpiła w 1962 roku do kolejnego konkursu dla piosenkarzy amatorów, tym razem zorganizowanego przez Rozgłośnię Regionalną Polskiego Radia w Opolu. Została zauważona i wyróżniona. Serca słuchaczy zdobyła własną interpretacją piosenki „Złoty pierścionek” (muz. Jerzy Wasowski, sł. Roman Sadowski) z repertuaru Hanny Skarżanki oraz „Stary cylinder” (muz. Marek Sart, sł. Kazimierz Winkler), znanej z wykonania Sławy Przybylskiej. 

Krystyna Konarska 
Źródło: Retromuzyka

Pierwsze kroki na estradzie

Po konkursie zorganizowanym w 1962 roku przez Radio Opole zainteresowała się nią osoba z branży muzycznej i zaprosiła do Warszawy. W stolicy początkującą artystką zaopiekował się Jerzy Abratowski. Poznała wtedy Sławę Przybylską, Jana Krzyżanowskiego, Teresę Zygadlewicz, Wojciecha Młynarskiego i Witolda Fillera. 

Retromuzyka.pl zamieściła też poświęcony artystce artykuł, którego autorem jest Janusz Szrom, opublikowany przez Jazz Forum w czerwcu 2023 roku. 

„Jerzy Abratowski, natychmiast skierował dobrze zapowiadającą się uczennicę do – popularnej wówczas w kręgach muzyki nieco lżejszego gatunku – klasy Wandy Wermińskiej, pedagoga śpiewu oraz śpiewaczki operowej. To właśnie od niej Krystyna Konarska po raz pierwszy dowiedziała się o podstawach emisji głosu. Abratowski akompaniował artystce przez szereg kolejnych lat, towarzysząc jej podczas wspólnych recitali. Podczas pobytu w Warszawie Konarska miała wreszcie okazję osobiście poznać Sławę Przybylską, a także innych artystów, w tym Wojciecha Młynarskiego. Wiosną roku 1963 Estrada Opolska zorganizowała Konarskiej kilka występów. Piosenkarka cierpliwie budowała też swoją pozycję na słynnych w owym czasie Giełdach Piosenek. Została zauważona. To najprawdopodobniej właśnie wtedy, na fali wzrastającej popularności, dwaj kuzyni – Roman Orłow i Wojciech Młynarski − postanowili obdarzyć młodziutką artystkę piosenką, która na zawsze umieści jej nazwisko w annałach polskiej muzyki rozrywkowej” - pisał Janusz Szrom.

Pisało dla niej coraz więcej uznanych kompozytorów. Krystyna Konarska zdobyła nagrody na II Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w 1964 roku. Tam wyróżniono ją za „Piosenkę z przedmieścia” i „Spaloną ziemię”. Właśnie Roman Orłow i Wojciech Młynarski napisali dla niej utwór pt. „Spalona ziemia”.

Występowała też programie telewizyjnym „Wielokropek”. Był to popularny w latach 60. program rozrywkowy z Janem Kobuszewskim i Janem Kociniakiem w roli głównej. W cyklicznych audycjach artyści w dowcipny sposób komentowali i „chłostali bezlitośnie biczem satyry” ówczesne zjawiska życia społecznego. 

Natomiast w NRD prowadziła cykl audycji telewizyjnych pt. „Krystyna Konarska przedstawia”. Występowała w kilku filmach telewizyjnych w NRD. W 1964 r. została uznana za ”Polkę 64”.

Gdy jej małżeństwo się rozpadło, Krystyna Konarska zamieszkała na stałe w stolicy. Syn został z babcią. Postanowiła wtedy zająć się tylko śpiewaniem. Następne lata dla Konarskiej to pasmo sukcesów na polskiej estradzie. Występowała w całym kraju obok największych gwiazd, koncertowała również w NRD, ZSRR i Jugosławii.

Na oficjalnej stronie Krystyny Konarskiej można znaleźć garść biograficznych informacji na temat tej utalentowanej artystki. To m.in. fragmenty artykułu Tomasza Gawińskiego z 27 grudnia 2009 roku w tygodniku „Angora”.

Można tam przeczytać, że Krystyna Konarska popularność zdobyła nie tylko na estradzie, ale również jako aktorka. W 1964 roku zagrała w filmie Jerzego Stefana Stawińskiego „Pingwin”. Wystąpiła w głównej roli Baśki, u boku Zbigniewa Cybulskiego. Rok później pojawiła się na planie filmu „Święta wojna” w reżyserii Juliana Dziedziny, w którym zaśpiewała piosenkę.

W 1966 roku wystąpiła na festiwalu w Sopocie, gdzie wykonała utwór Jacka Korczakowskiego i Adama Wiernika „Przyjdzie po mnie ktoś”. Artystka wspominała swego czasu, że piosenką tą wyśpiewała sobie całe życie, bo scenariusz jej losów toczył się zgodnie z tekstem tego utworu. Najpierw przyszedł po nią jej przyszły mąż, potem był ktoś z Warszawy. Kolejnym był Bruno Coquatrix, właściciel paryskiej Olimpii. 

Dwie dekady w Paryżu

W 1967 roku wyjechała na roczne stypendium do Paryża, do prestiżowej szkoły Coquatrixa. Bruno Coquatrix to „gruba ryba” francuskiego show-businessu. Obecność tego magnata francuskiej piosenki jeszcze w Sopocie ‘63, a potem zorganizowany przez niego koncert w paryskiej „Olimpii” z udziałem polskiej grupy artystów, wśród których błyszczała Krystyna Konarska, zaowocowały w końcu przepustką do jego prywatnej szkółki - Académie de music-hall.

„Krystyna uczyła się tam muzyki, śpiewania na scenie, szkoliła głos. Zamieszkała w kultowej dzielnicy artystów, na Montmartre. Dość szybko nauczyła się francuskiego i zaczęła występować w kabarecie. I wtedy znowu przyszedł po nią ktoś. Otrzymała propozycję od Eddiego Barclaya, właściciela znanej firmy fonograficznej, która nagrywała z takimi gwiazdami, jak Charles Aznavour i Joe Dassin” – wspomina Tomasz Gawiński.

Mimo wątpliwości podpisała kontrakt z Barclayem. Zaczęła nagrywać płyty, występowała w telewizji. Miała swój artystyczny pseudonim Cristina. Potem znów dopisało jej szczęście. 

„Poznała gwiazdę piosenki francuskiej Salvatore Adamo. Zaproponował jej, aby pojechała z nim na tournee. Koncertowali razem przez dwa lata. Stała się popularna. Pisali dla niej znani francuscy kompozytorzy, nagrywała kolejne płyty. Niestety, Eddie Barclay splajtował. Wszystkie wielkie gwiazdy dały sobie radę, poza nią. Była młoda, początkująca. Dostała wprawdzie propozycję pracy od Philipsa, ale nie mogła się zgodzić, gdyż nie pozwalał jej na to poprzedni kontrakt. Podpisała go, nie wiedząc, na co się decyduje. I tak skończyła się jej wielka kariera” -  napisał Tomasz Gawiński.

Nie załamała się jednak. Postanowiła śpiewać gdzie indziej. Występowała w ekskluzywnych paryskich kabaretach. Jeździła do Grecji, Monako, Japonii, Portugalii, Libanu, Maroka, Iranu. Ale z czasem tych występów było coraz mniej. Zaczęła więc śpiewać w rosyjskich kabaretach w Paryżu. Na początku bardzo cierpiała. Wcześniej przecież występowała w telewizji, dla wielkiej publiczności. To był dla niej upadek. Wpadła w depresję. Jednak dzięki pomocy jednego z rosyjskich śpiewaków pokonała słabości. Radził jej, żeby nauczyła śpiewać rosyjskie romanse. Poznała osobiście Okudżawę, śpiewała jego piosenki. Z czasem do rosyjskiego repertuaru wciskała też polskie piosenki. Nabrała pewności siebie.

„W Paryżu mieszkała i śpiewała przez dwadzieścia lat. Do czasu, gdy przyjechał tam z Alaski polski góral i przyszedł do jej kabaretu. Zobaczył ją i poprosił o spotkanie. Umawiali się przez rok. A potem wyszła za niego za mąż. I wyjechała z nim na Alaskę. Był rok 1987. Pożegnała się z Europą i synem, którego sprowadziła do Francji, gdy miał sześć lat. Przez cały czas byli razem, teraz Artur był już dorosłym mężczyzną. Pożegnała się też ze śpiewaniem. Zdecydowała, że kończy z życiem na walizkach i ciągłą walką o byt” - opisywał ten właśnie epizod z jej życia Tomasz Gawiński. 

Alaska zachwyciła ją przestrzenią, piękną przyrodą. Znajomi ostrzegali, że będzie jej tam trudno, ale ona wytrzymała. Poszła do pracy. Przez siedem lat zajmowała się niepełnosprawnymi dziećmi. To była jej nowa pasja. Wstawała o czwartej rano i odwoziła dzieci do szkoły. Małżeńska idylla szybko się skończyła. Nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Mogła wyjechać do Los Angeles albo do Niemiec, gdzie mieszkała matka. Wybrała Niemcy. Chciała poświęcić czas mamie. W 1996 roku zamieszkała w niewielkim miasteczku na północy Niemiec. 

Sentymentalna wizyta w Większycach 

Artystka przyjechała do Polski w 1988 roku. Odwiedziła wtedy rodzinę męża w Zakopanem. Pojechała też do Większyc. Poszła na grób dziadków. Popłakała się na widok swojego zrujnowanego domu. 

Śladów jej rodziny poszukiwał m.in. twórca portalu retromuzyka Zbigniew Kowalski. Wszyscy bowiem znali artystkę jako Krystynę Konarską. Jak jednak brzmiało jej panieńskie nazwisko?

Osoby z którymi prowadził rozmowy Zbigniew Kowalski, jeśli chodzi o nazwisko panieńskie Krystyny podawali różne jego brzmienia. Jedni twierdzili, że nazywała się Konarska. Inni że Bohlman. Starsi mieszkańcy nazywali dziadka Krystyny „Bolmota”. Jednak prowadząc swoje amatorskie śledztwo Zbigniewowi Kowalskiemu udało się ponad wszelką wątpliwość ustalić, że panieńskie nazwisko Krystyny Konarskiej brzmiało: Bolmothum.

Najczęściej jednak w przekazach ustnych pojawiało się nazwisko Bohlman i tak już do niej przylgnęło nim jeszcze została mężatką.  

- Od lat jestem członkiem Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Kozielskiej. Zwróciłem się z prośbą o pomoc do swoich towarzyszy ze wspólnoty. I tutaj odniosłem pierwszy sukces. Pan Jerzy Drzewiecki, członek zarządu towarzystwa od razu podał mi to nazwisko, które brzmiało: Bohlman. Dla mnie był to punkt zaczepienia i - w jakimś sensie - przełom w moim „dochodzeniu”. Wiedziałem, że dziadkowie, u których wychowywała się Krystyna, zostali pochowani na cmentarzu parafialnym w Większycach. Skontaktowałem się zatem z proboszczem tamtejszej parafii, by zlokalizować rodzinną mogiłę. Jednak ks. Piotr Adamów dopiero od niedawna kierował parafią. Niewiele mógł mi pomóc. Skierował mnie szczęśliwie do Marii Stefanides z Większyc, która potwierdziła nazwisko panieńskie Krystyny Konarskiej. Wspólnie odwiedziliśmy cmentarz. Pokazała mi miejsce w którym jeszcze niedawno znajdowała się płyta nagrobna dziadków artystki. Tej płyty już dzisiaj nie ma. Zarówno ks. Piotr jak i Marii Stefanides zasugerowali mi, abym porozmawiał z pełniącym funkcję sołtysa Większyc Markiem Matuszewskim. Od niego dowiedziałem się, że swego czasu ukazała się publikacja dotycząca historii Większyc autorstwa Tomasza Kandziory oraz Brygidy Lenczyk. Dotarłem do książki, w której odnalazłem krótką notatkę o piosenkarce. To było już coś, jednak mój apetyt stale rósł. Idąc po śladach Konrada i Heleny Bohlmann postanowiłem odnaleźć ich dom, w którym wychowywała się przyszła większycka gwiazda. Niestety budynek zlokalizowany przy ul. Głogowskiej podzielił los płyty nagrobnej jej przodków. Po obu artefaktach nie ma już śladu - ubolewa Zbigniew Kowalski. 

Cenne wspomnienia

W tym przypadku bardzo pomocne okazały się rozmowy ze świadkami tamtych lat. Wśród nich była pani Rut Krupa, koleżanka klasowa Krystyny z okresu szkoły podstawowej, która podzieliła się ze Zbigniewem Kowalskim ciekawymi wspomnieniami oraz przekazała mu interesującą fotkę. 

- Pani Krupa udostępniła mi ze swego rodzinnego albumu jedyne zachowane zdjęcie z Krystyną. Zdjęcie wykonano na zakończenie szkoły podstawowej w Większycach w 1955 roku. Jej mąż Adam Błachowski był wówczas kierownikiem szkoły. To on założył szkolny zespół muzyczny. Uczniowie grali na mandolinach, bałałajkach i akordeonie. Krystyna grała także w zespole na gitarze – mówi Zbigniew Kowalski.

Dziewczyna w środku, w ostatnim rzędzie, z opaską na włosach to Krystyna Bolmothum (Bohlmann). Dziewczyna z mandoliną, od lewej strony to Rut Krupa. W środku drugiego rzędu jest widoczna wychowawczyni Helena Błachowska
Źródło: Retromuzyka.pl

Barbara Wiktor, ówczesna nauczycielka większyckiej szkoły, również bardzo ciepło wypowiadała się o Krystynie Konarskiej

„Ja z Krystyną widziałam się tylko podczas lekcji śpiewu, którego w tym czasie uczyłam w klasach I-III. Wiele się z nią nie spotykałam, ale wiem jednak z relacji koleżanek nauczycielek, że można z nią było porozmawiać na wiele tematów (…) Krystyna już jako uczennica starszej klasy była członkinią szkolnego zespołu instrumentalnego mandolinistów. Bardzo ładnie i poprawnie mówiła po polsku. Śpiewała pięknie polskie piosenki. Była niezwykle zdolna i mądra. Patrząc na zdjęcie klasowe widzę, że niewiele się zmieniła. Nawet na późniejszych fotografiach jest tą samą Krysią, którą zapamiętałam” - wspominała uzdolnioną uczennicę Barbara Wiktor, obecnie mieszkanka Kędzierzyna-Koźla. 

Pani Barbara w 1946 roku wraz z mężem Wojciechem Wiktorem dotarła na Opolszczyznę, gdzie oboje podjęli pracę w szkolnictwie. Po licznych przeprowadzkach w naszym regionie, wreszcie w 1958 roku osiedlili się na stałe w Większycach. Tam Barbara Wiktor pracowała jako nauczycielka w szkole podstawowej oraz wykładowczyni Uniwersytetu Ludowego mieszczącego się w pałacu w Większycach. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że Barbara Wiktor, która urodziła się 27 stycznia 1926 roku i właśnie we wtorek obchodziła swoje 100 urodziny o czym informowaliśmy.  

Bardzo pomocna okazała się też Elżbieta Freier, sąsiadka państwa Bohlmann, której pasją było badanie historii Większyc. 

- Usłyszałem, że dziadkowie Krystyny Konarskiej to prawdopodobnie Konrad i Helena. Opowiadała o pochodzeniu pana Konrada, o jego roli, jaką pełnił we wsi, a także o nieocenionej pomocy jakiej udzielał mieszkańcom w pierwszych dniach tuż po wojnie. Rzec można, że w tamtym czasie pan Bohlmann był nieformalnym sołtysem wsi. Cieszył się wśród jej gospodarzy ogromnym szacunkiem. Natomiast pani Elżbieta zapamiętałą Krystynę jako piękną, mądrą i uzdolnioną dziewczynę, która odróżniała się od większyckich dziewcząt w sposób znaczny - dodaje Zbigniew Kowalski.

W jednej ze swoich prac dotyczących historii Większyc Elżbieta Freier pisała:

„Po I wojnie światowej w naszej wsi przebywał Rosjanin Konrad Bolmotue. Był szewcem i dobrym człowiekiem. Dobrze się tu zadomowił, ożenił z rodowitą dziewczyną z Większyc. Cieszył się szacunkiem sąsiadów. Zmienił nazwisko i nazywał się wtedy Konrad Bohlmann. Wraz z żoną przeniósł się do opustoszałego gospodarstwa i prowadził tam wspólny dom. W czasie drugiej wojny światowej, kiedy najechali Rosjanie, pomagał wielu ludziom we wsi. Rosjanie jako zdobycz wojenną pędzili krowy. Pan Bohlmann wynegocjował z nimi, aby w każdym gospodarstwie zostawili chociaż jedną krowę, aby ludzie, we wsi mogli jakoś przeżyć te trudne powojenne chwile. Rodzina Bohlmannów miała córkę i wnuczkę, Krystynę, śpiewaczkę.  Już jako mała dziewczynka, „przepięknie śpiewała na łące pomiędzy pasącymi się gęsiami”, jak często wspominał mój ojciec, Josef Freier. Dziadkowie, Bohlmannowie znaleźli wieczny spoczynek na naszym cmentarzu. Wnuczka Krystyna Konarska zamieszkała w Niemczech” – można przeczytać we wspomnieniach Elżbiety Freier.

Krystyna Konarska zmarła w niemieckim Rinteln 16 marca 2021 roku. Przeszła rozległy zawał, a potem wylew. Pozostawiła po sobie piękną muzykę i niezwykłe wspomnienia, których mogłaby jej pozazdrościć niemal każda skromna dziewczyna z malutkiej miejscowości. 

------------------------------------------------------------------
Krystyna Konarska znana była z takich przebojów jak: „A jednak do pary”, „Boję się twojej miłości”, „Czy ktoś ci powiedział”, „Dlaczego ty mnie nie kochasz”, „Doliny w kwiatach”, „Jesienny pan”, „Jest tyle różnych szczęść”, „Już późno”, „Ktoś inny”, „Minęło wczoraj”, „Nieproszona miłość”, „Nie mówię nie”, „Nie bój się jesieni”, „Piosenka z całusem”, „Powracająca melodyjka”, „Przyjdzie po mnie ktoś”, „Spalona ziemia”, „Wakacje i miłość”, „Twoje imię”, „Zanim do mnie napiszesz” i wielu innych. Występowała także z zespołem Tajfuny.

Poniżej kilka utworów artystki


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: BalbinaTreść komentarza: Urszula wspiera Urszulę, aby było wrażenie, że jest was więcej. Ale to tylko Urszula. Urszula z kuchni?Data dodania komentarza: 28.01.2026, 21:14Źródło komentarza: Radni Kukolka-Bogocz i Piasecki o pustych lokalach przy Reymonta. ZDJĘCIAAutor komentarza: AlinaTreść komentarza: Chleb jogurtowy to mistrzostwo świata. :)Data dodania komentarza: 28.01.2026, 21:10Źródło komentarza: Nowy hit na osiedlu. Chlebomat czynny całą dobę. ZDJĘCIAAutor komentarza: AlinaTreść komentarza: Chleb jogurtowy to mistrzostwo świata.Data dodania komentarza: 28.01.2026, 21:08Źródło komentarza: Chlebomat w Kędzierzynie-Koźlu. Świeże pieczywo i ciasta o każdej porzeAutor komentarza: TomaszTreść komentarza: Urszula zapomniałaś zmienić nicku:)Data dodania komentarza: 28.01.2026, 17:31Źródło komentarza: Radni Kukolka-Bogocz i Piasecki o pustych lokalach przy Reymonta. ZDJĘCIAAutor komentarza: Instytut Myśli CiemnogrodzkiejTreść komentarza: No popatrz, żyją... kto by pomyślał, że jeszcze nastąpi przebudzenie po 2 latach snu...Data dodania komentarza: 28.01.2026, 15:50Źródło komentarza: Radni Kukolka-Bogocz i Piasecki o pustych lokalach przy Reymonta. ZDJĘCIAAutor komentarza: UrszulaTreść komentarza: Trafiona inicjatywa Radnych PiS. Godna podjęcia stosownej Uchwały przez RM aby uruchomić środki finansowe i rozpocząć remont. Chętni mieszkańcy zapewne już są.Data dodania komentarza: 28.01.2026, 13:52Źródło komentarza: Radni Kukolka-Bogocz i Piasecki o pustych lokalach przy Reymonta. ZDJĘCIA
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 1°C Miasto: Kędzierzyn-Koźle

Ciśnienie: 999 hPa
Wiatr: 16 km/h

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna