Początek spotkania w Elblągu przebiegał pod dyktando ZAKSY, w której szeregach brakowało Igora Grobelnego, a w roli pierwszego rozgrywającego wystąpił Marcin Krawiecki. Goście odskoczyli przy dobrych zagrywkach Jakuba Szymańskiego (9:4). Rywale popełniali błędy w ataku i przewaga kędzierzynian urosła do siedmiu punktów (15:8). Z czasem Barkom się rozkręcił i po asach Mousse’a Gueue’a oraz Wasyla Tupczija odrobił część strat (14:17). Trener Andrea Giani wykorzystał dwie przerwy, a jego zespół - po kontrze Mateusza Rećki i pojedynczym bloku Karola Urbanowicza - prowadził 23:17. Jeszcze Lorenzo Pope zdobył dwa oczka bezpośrednio z zagrywki (20:23), ale dwa kolejne błędy własne gospodarzy przesądziły o porażce.
W drugiej partii Barkom zaprezentował się lepiej i dotrzymywał kroku dobrze grającym rywalom. ZAKSA znów prowadziła od początku (7:4, 11:8), a największą przewagę uzyskała po asie serwisowym Jakuba Szymańskiego (14:10). Miejscowi odpowiedzieli jednak potężnymi ciosami z pola zagrywki (Lorenzo Pope i Mousse Gueye) i zmniejszyli dystans (17:18). A kiedy sędzia odgwizdał Kamilowi Rychlickiemu błąd podwójnego odbicia, zespół ze Lwowa doprowadził do wyrównania 20:20. Na szczęście dla gości ich serię przerwał Rafał Szymura, a za moment Szymon Jakubiszak wykorzystał kontrę ze środka i drużyna z Kędzierzyna-Koźla miała dwupunktową zaliczkę, którą utrzymała do końca.
O tym, co wydarzyło się w trzeciej odsłonie, przyjezdni najchętniej jak najszybciej by zapomnieli. ZAKSA niespodziewanie się zacięła i praktycznie nic jej nie wychodziło. Siatkarze Barkomu wyczuli swoją szansę i mocno przycisnęli rywala. Punktowali seriami, błyskawicznie budując wysokie prowadzenie (7:2, 12:4). Po błędzie dobrze spisującego się do tej pory Marcina Krawieckiego gospodarze mieli już dziesięć punktów przewagi (18:8). Nie pomogły czasy brane przez szkoleniowca gości ani nieliczne zmiany w składzie. Kędzierzynianie nie potrafili się przełamać - grali bardzo słabo (popełnili 11 błędów własnych!) i w tej partii zostali wyraźnie rozbici.
W czwartym secie rozgorzała twarda walka, bo ZAKSA chciała zgarnąć pełną pulę punktów, a Barkom doprowadzić do tie-breaku. Błędy w ataku gospodarzy na początku dały trzypunktową zaliczkę rywalom (3:0, 6:3). Jednak lwowianie szybko doprowadzili do remisu 8:8. Drużyna z Kędzierzyna-Koźla wróciła do trzech punktów przewagi (15:12), gdy asem serwisowym popisał się Jakub Szymański, a po chwili Rafał Szymura zablokował Wasyla Tupczija. Gospodarze znów wyrównali, a gdy Lorenzo Pope wykorzystał kontrę, wyszli na pierwsze prowadzenie 17:16. Asy Rafała Szymury i Karola Urbanowicza dały jeszcze nadzieję na korzystne rozstrzygnięcie dla naszego zespołu, ale końcówka należała już do gospodarzy. Przy stanie 23:23 Wasyl Tupczij huknął ze skrzydła, a w kolejnej akcji Rafał Szymura nadział się na blok.
W tie-breaku gospodarze poszli za ciosem: grali odważnie i zasłużenie wygrali. Zawodnicy ZAKSY wyglądali, jakby zeszło z nich powietrze. Kamil Rychlicki raził nieskutecznością, a trener Andrea Giani nie sięgnął po zmianę na pozycji atakującego, choć ten wyraźnie się męczył. Kędzierzynianie zmarnowali szansę na komplet punktów, który dałby im awans do czołowej ósemki. Walka o play-off wciąż trwa, ale po dobrych występach z Bogdanką, Skrą, Jastrzębskim Węglem i Resovią przyszedł zimny prysznic w meczu z Barkomem walczącym o utrzymanie.
Barkom: Lukas Kampa (1), Wasyl Tupczij (21), Illia Kowalow (18), Mousse Gueye (10), Lorenzo Pope (22), Władysław Szczurow (7), Jarosław Pampuszko oraz Andrij Rogożyn, Mykola Kuts (1)
ZAKSA: Rafał Szymura (14), Jakub Szymański (13), Szymon Jakubiszak (9), Karol Urbanowicz (11), Kamil Rychlicki (14), Marcin Krawiecki, Mateusz Czunkiewicz oraz Mateusz Rećko (1), Quinn Isaacson, Bartosz Zych
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, wesprzyj nasz portal
![]()



















Napisz komentarz
Komentarze