Reklama
poniedziałek, 2 lutego 2026 12:45
Reklama
Reklama
Reklama

Długo czekali na ukochanego syna, a gdy się urodził, lekarze walczyli o życie matki

Historia Katarzyny Mazur-Szewerdy i Adama Szewerdy z Ortowic to opowieść o dramacie, nadziei, sile rodziny i pięknej miłości. Poród długo wyczekiwanego syna przerodził się w walkę o życie matki. Dziś szczęśliwa rodzina dziękuje lekarzom, że podjęli dobre decyzje.
Długo czekali na ukochanego syna, a gdy się urodził, lekarze walczyli o życie matki
Adam i Katarzyna z synem Lechem

Katarzyna i Adam znają się od wielu lat, ale parą zostali 24 grudniu 2016 roku. Poznali się w pracy w firmie Angra z Kędzierzyna-Koźla, gdzie Katarzyna jest zatrudniona do dziś jako operator lasera. Następnie Adam rozpoczął pracę w Grupie Azoty ZAK, gdzie jest zastępcą brygadzisty - maszynistą turbozespołów. - Najpierw byliśmy długo przyjaciółmi. Jak ja to mówię, Adam chodził, chodził, aż wychodził. No i zostaliśmy parą - wspomina Katarzyna z uśmiechem.

Pożar odebrał wszystko

Ich historia potoczyła się bardzo dynamicznie. Już po 14 dniach, odkąd zostali parą, 7 stycznia 2017 roku, Adam oświadczył się Katarzynie w ukochanych przez nich Tatrach, w małej góralskiej chacie. Cztery miesiące później, 29 kwietnia 2017 roku, młodzi stanęli na ślubnym kobiercu i rozpoczęli wspólne życie, które - jak się później okazało - wystawiło ich na niejedną próbę, ale też obdarowało największymi cudami. Urodziła im się dwójka wspaniałych dzieci, które zostały laureatami konkursu na Bobasa Miesiąca. Najpierw, w listopadzie 2022 roku, tytuł Bobasa Miesiąca zdobyła ich córeczka Liwia. Trzy lata później historia zatoczyła koło – laureatem został Lech, który przyszedł na świat 25 listopada ubiegłego roku.

Informacja o pierwszej ciąży była dla Katarzyny i Adama czymś wyjątkowym i bardzo potrzebnym. Wcześniej młode małżeństwo musiało zmierzyć się z ogromnym dramatem. W listopadzie 2021 roku ich dom w Ortowicach, który kupili w 2017 roku - po ślubie - i wyremontowali własnymi rękami, stanął w płomieniach. Adam zna się na budowlance, dlatego wraz z żoną w ekspresowym tempie odnowili nieruchomość.

- Ogień pojawił się od strony tarasu i gdyby tamtej nocy nie obudził mnie trzask pierwszej pękającej szyby w oknie, teraz by nas tu nie było, bo Adam spał jak zabity. Olbrzymie płomienie i wybiegnięcie w piżamie w środku nocy z domu – to było przeżycie nie do zapomnienia - wspomina Katarzyna.

Małżonkowie spali wtedy w osobnych pokojach. Adam wcześniej położył się w sypialni, a Katarzyna przysnęła w salonie, oglądając telewizję. Elektryczne rolety w oknach były opuszczone, a gdy wybuchł pożar, zabrakło prądu, co uniemożliwiło ich otwarcie. Młodzi ludzie znaleźli się w pułapce, chwilę później ogień mógł odciąć im jedyną drogę ucieczki. Na szczęście zdołali uciec na podwórko. Pożar kompletnie ich załamał. Remont poszedł na marne, a ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania.

- Po około trzech miesiącach, po tych traumatycznych przeżyciach, gdy dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży, to był dar w tych naszych ciężkich chwilach. To był ogrom szczęścia po miesiącach smutku - przyznaje Katarzyna. Dobre wiadomości dały też siłę i motywację do szybkiego remontu budynku.

Lekarstwo na całe zło

Wiadomość o powiększeniu rodziny dodała im skrzydeł. - Mój mąż chciał mieć syna, ale zakochał się w córeczce od pierwszego wejrzenia. Ja od samego początku czułam, że urodzę dziewczynkę. Jest moim oczkiem w głowie. Nie wiedziałam, że można tak bezgranicznie oszaleć na czyimś punkcie - przyznała trzy lata temu na łamach „Lokalnej” szczęśliwa mama. Liwia bardzo szybko skradła serca całej rodziny. Od urodzenia patrzyła na każdego z uwagą i robiła wiele śmiesznych min. W listopadzie 2022 roku Liwia Szewerda wygrała plebiscyt na Bobasa Miesiąca. W rodzinie było już wtedy dziecko, które zdobyło ten tytuł. Okazało się, że Maksymilian Mazur z Bierawy, który wygrał w styczniu 2022, to kuzyn Liwii. Przyjął kuzynkę uroczo, dawał jej buziaczki i przytulał.

Do pełni szczęścia brakowało już tylko kolejnej pociechy. Rok po narodzinach Liwii Katarzyna i Adam zaczęli starać się o drugie dziecko. Po półtora roku prób i braku efektów odpuścili. W marcu ubiegłego roku Adam zabrał się za remont salonu. - Gdy już wszystko było rozwalone, Kasia przyszła do mnie zapłakana i mówi: „Adam, słuchaj, jestem w ciąży” - wspomina mężczyzna.

Lech Szewerda urodził się 25 listopada ubiegłego roku. Chłopczyk ważył 3,42 kg i mierzył 54 cm. Radość z narodzin syna jest ogromna, tym bardziej że poród przybrał dramatyczny obrót i nie wiadomo było, jak się zakończy dla Katarzyny, ale też Lecha. Jak później ocenili specjaliści, to, co zaszło, zdarza się niezwykle rzadko. - Lekarze powiedzieli mi, że raz na 20 lat - opowiada Katarzyna.

Ciąża od początku nie należała do łatwych. Około 15. tygodnia pojawiła się kamica żółciowa. - Nikomu nie życzę tego bólu. Pod koniec ciąży bywałam w szpitalu pięć razy mniej więcej co dwa tygodnie, bo zwykłe leki przeciwbólowe nie wystarczały. Musiały być już leki dożylne. Odliczałam dni do końca, bo bałam się o syna przez to, że tyle leków zażywam - przyznaje.

Było niebezpiecznie

Rozwiązanie okazało się dramatyczne dla obojga. - Żona miała taki poród, że ledwo go przeżyła - wspomina Adam. - Operacja trwała ponad trzy godziny. - Moja ciąża była ciężka przez kamicę żółciową i w konsekwencji poród był dla nas dwojga bardzo ciężki. Lesio trafił na patologię noworodka z wrodzonym zapaleniem płuc i słabą saturacją, a ze mną było jeszcze gorzej. Lekarze walczyli o moje życie. Miałam poważny krwotok, transfuzję krwi, pęknięcie macicy - wymienia Katarzyna. Sytuacja była bardzo dynamiczna, a lekarze musieli podejmować trudne decyzje. - Usłyszałam, że być może będą musieli usunąć mi macicę, bo inaczej umrę. Na szczęście udało się tego uniknąć i jestem w całości - dodaje.

Po porodzie Katarzyna przez trzy dni nie mogła wstać z łóżka i nie widziała syna. - Ani on nie mógł do mnie przyjść, bo był w inkubatorze, ani ja nie mogłam do niego pójść - wspomina. Jednak jedno zdarzenie zmieniło wszystko. - Przywieźli na salę kobietę po porodzie z dzidziusiem, a ja, przykuta do łóżka, bardzo płakałam. Rozumiałam, że tak musi być, że muszę wyzdrowieć, by zobaczyć swoje dziecko. Ale położne uznały, że moje zdrowie psychiczne też jest ważne i po kilku godzinach zawiozły mnie na wózku inwalidzkim do syna. To było wspaniałe przeżycie, choć zupełnie inne niż wtedy, gdy od razu ma się noworodka przy sobie. Dzięki temu dziś cieszę się z małych rzeczy i dziękuję, że mam to, co mam: rodzinę - podkreśla nasza rozmówczyni.

Małżeństwo nie ukrywało, że zawsze planowali mieć trójkę dzieci. Ale po porodzie Katarzyna usłyszała druzgocącą diagnozę - lekarze kategorycznie odradzili kolejną ciążę, ponieważ mogłaby jej nie przeżyć. - Dlatego cieszymy się, że wszystko szczęśliwie się zakończyło i że jesteśmy wszyscy razem. Lesio to nasze drugie oczko w głowie. Jest radosnym niemowlakiem i zupełnie innym niż była jego siostra. Jedyne, co ich łączy, to to, że jak Liwia była mała i głodna, to zamiast płakać, mówiła po swojemu "ejok, ejok, ejok" i Lech robi tak samo - opowiada mama.

Katarzyna spędziła w szpitalu 10 dni, ale bardzo szybko stanęła na nogi, mimo że zaszytych ran było dużo i były bolesne. - Byłam w szoku, że tak szybko doszłam do siebie, zacisnęłam zęby. Wiedziałam, że muszę, bo mam dwójkę dzieci. Nie mogłam się załamywać - przyznaje. Na Świętego Mikołaja Katarzyna i Lech byli już w domu. Rodzina spędziła wyjątkowe święta Bożego Narodzenia. - Mieliśmy pierwsze święta sami. Bez rodziny, bez nikogo - opowiada Adam. - Chcieliśmy się sobą nacieszyć – dodaje Katarzyna.

Siostrzana miłość

Tata cieszy się z syna, mama z „parki”, a Liwia uwielbia swojego braciszka. - Ciągle go całuje, głaszcze i pomaga mamie tyle, ile potrafi. Lech skradł każdemu z nas serce - mówi Katarzyna. - Baliśmy się, że Liwia będzie zazdrosna, ale - odpukać - bardzo kocha braciszka. Zawsze gdy poproszę, pomoże: poda krem, pampersa, wytrze buzię. Pięknie wygląda ich rodzeńcza miłość. Oby zawsze tak między nimi było.

Wybranie imienia dla Lecha nie było wcale proste: - Nasza córka miała mieć na imię Zuzia, ale gdy dowiedziałam się, że to bardzo popularne imię, przestało mi się tak podobać. Pewnego dnia przyszła do mnie paczka, a tam informacja, że pakowała ją pani Liwia. Zakochałam się od razu w tym imieniu. Musiałam męża przekonać do zmiany - zgodził się.

- Dla syna chciałam polskie imię, ale nieoklepane. Tym razem mąż powiedział, że to on wybierze. Chciał, żeby było na literę „L”, jak u córki. W ósmym miesiącu ciąży powiedziałam: wybieraj, bo jak nie, to ja wybiorę. Czytałam mu wszystkie imiona na „L”. Doszłam do Lecha, a mąż powiedział: „Będzie Lech”. I tak mamy Liwię i Lecha. Lech rośnie zdrowo, ma już 62 cm wzrostu i waży 5,65 kg. Płeć dziecka rodzice poznali dopiero w 22. tygodniu ciąży, bo chłopiec długo się ukrywał. Na oddziale noworodkowym Lech zyskał przydomek „Księciunio”.

W rodzinie pielęgnowana jest piękna tradycja przekazywania wiklinowego wózka, który 42 lata temu zakupił dziadek pani Kasi – Julian. Przez lata spało w nim ponad 30 dzieci z rodziny, każde z ręcznie wykonanym obszyciem od babci Małgorzaty. Tym razem jednak wózek trafił do kuzynki Lecha – Mai, która urodziła się pięć tygodni wcześniej. Lech również otrzymał własne, piękne obszycie do łóżeczka.

Podziękowania z serca

Chciałabym ogromnie podziękować lekarzom, którzy dosłownie walczyli o moje życie, dzięki nim mogę nadal cieszyć się każdym dniem spędzonym w gronie rodzinnym. Za ich opiekę po porodzie, za odpowiedzi na każde nasze pytanie. Mojej pani doktor prowadzącej ciążę, która nie była łatwa, za podjęcie decyzji o cesarskim cięciu, które było najlepszą decyzją. Gdybym rodziła siłami natury, nie byłoby mnie i mojego synka na świecie! 

Również podziękowania należą się lekarzom z patologii noworodka i wszystkim „ciociom” z tego oddziału za opiekę nad Lesiem, najbardziej wtedy, gdy ja nie mogłam być jeszcze przy synku. Za każde karmienie, które wykonywały, kiedy ja nie mogłam, bo miałam podpiętą kolejną kroplówkę.

Dziękuję pani rehabilitantce, która postawiła mnie małymi kroczkami na nogi po dwóch dobach leżenia w łóżku, za rady, co robić, by sobie nie zaszkodzić, i za dobre słowo, które umiało podbudować i podnieść na duchu.

Ogromne podziękowania kieruję również do wszystkich położnych z oddziału ginekologicznego. Oj, było ze mną dużo roboty. Dziękuję za opiekę przy dosłownie każdej czynności zaraz po zabiegu, za zanoszenie mojego mleka synkowi, kiedy ja jeszcze nie byłam w stanie, za troskę o mój stan psychiczny i za każde dobre słowo. Dziękuję, że zawsze mogłam liczyć na pomoc, która nigdy nie kończyła się odmową, że mogłam zapytać o wszystko, co mnie niepokoiło. Dzięki wam ten długi czas spędzony na oddziale – pomimo bólu i rozłąki – był komfortowy. Dziękuję za życzliwy uśmiech i miłą atmosferę w tych ciężkich dla nas chwilach. Jesteście wspaniali! - przekazała Katarzyna Mazur-Szewerda.

Szczęśliwi rodzice z laureatami plebiscytu na Bobasa Miesiąca: Liwią i Lechem


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: JasnowidzTreść komentarza: Jak wam nie wstyd...Data dodania komentarza: 2.02.2026, 06:39Źródło komentarza: Nowe władze koła Koalicji Obywatelskiej w Kędzierzynie-KoźluAutor komentarza: ŚmiechłemTreść komentarza: postawić kilka automatów do sprzedaży biletów i po problemie.. Koleje zwalniają ludzi i myślą, że ci co zostaną udźwigną wszystko za najniższą krajową.. To jest skandal.. ale w tym kraju skandal goni skandal.. jedyne co dziwi, że ten naród stał się bardzo bierny na decyzję włodarzy, na przestrzeni ostatnich dziesiątek lat.. Sobie nawzajem skaczą do gardeł, a jak im rządy pod nogi kłody rzucają, to grzecznie idą dookoła..Data dodania komentarza: 2.02.2026, 05:15Źródło komentarza: Od 1 lutego kasy na kędzierzyńskim dworcu PKP będą zamknięte do odwołaniaAutor komentarza: wujoTreść komentarza: Pisze sie Zenobjo fabetoData dodania komentarza: 2.02.2026, 00:24Źródło komentarza: Nowe władze koła Koalicji Obywatelskiej w Kędzierzynie-KoźluAutor komentarza: WaniaTreść komentarza: Ty smutny musisz być, bo nigdy nie paliłeś auta na kable. Pewnie tylko na popych.Data dodania komentarza: 2.02.2026, 00:04Źródło komentarza: Straż miejska kontroluje kopciuchy w Kędzierzynie-KoźluAutor komentarza: EstaTreść komentarza: Ratownik w Bóbrce miałby teraz pozamiatane. A wtedy to był gość, casanova.Data dodania komentarza: 1.02.2026, 23:55Źródło komentarza: Wielka CPN-owska rodzina. Firma, która działała w naszym mieście przez 60 lat. ZDJĘCIAAutor komentarza: RTTreść komentarza: Sama młodzież...Data dodania komentarza: 1.02.2026, 23:47Źródło komentarza: Nowe władze koła Koalicji Obywatelskiej w Kędzierzynie-Koźlu
zachmurzenie umiarkowane

Temperatura: -6°C Miasto: Kędzierzyn-Koźle

Ciśnienie: 1014 hPa
Wiatr: 12 km/h

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna