Część ruszyła prywatnym samochodem, a siódemka autokarem z Zabrza, jednym z kilkunastu przygotowanych przez biuro podróży obsługujące wyjazd. Dla wielu był to pierwszy kontakt ze Stadionem Narodowym i wyjątkowe sportowe przeżycie.
Jeden z kibiców, który zgodził się opowiedzieć o wyjeździe, relacjonuje, że zdobycie wejściówek nie było proste. – Chętnych było ponad dwudziestu, ale biletów starczyło tylko dla dwunastu – mówi. Podkreśla, że mimo partnerstwa gminy z klubem, nie mieli dostępu do żadnej puli biletów. – Kupowaliśmy na stronie PZPN-u, bo z klubowej puli praktycznie nic nie trafiło do takich kibiców jak my. Karnetowicze i ci, którzy jeżdżą na wszystkie wyjazdy, mieli pierwszeństwo. My musieliśmy polować na neutralną strefę.
Eskorta i pełna organizacja
Wyjazd zorganizowano w dużej skali. – To była duża akcja, kilkanaście autokarów, sprawna organizacja. A do tego policja jechała z nami od samego Zabrza aż pod stadion. Każdy parking, każdy postój był obstawiony. Nie wiedziałem, że w Polsce może być tyle policji w jednym miejscu – uśmiecha się kibic.
Na sektorze neutralnym, gdzie ostatecznie trafili, zdecydowaną większość stanowili kibice Górnika. – Wśród nas było może kilka osób kibicujących Rakowowi Częstochowa, ale atmosfera była spokojna, bez żadnych spięć. Każdy przyszedł na mecz, nie na awantury – dodaje rozmówca.
Był to dla niego również wyjątkowy moment osobisty. – Pierwszy raz w życiu byłem na Narodowym. Myślałem, że z tych wysokich sektorów będzie słabo widać, a było dużo lepiej, niż się spodziewałem. Stadion robi ogromne wrażenie – wielki, nowoczesny, a jednocześnie wszystko widać jak na dłoni.
Jak mówi, w jego rodzinie kibicuje się Górnikowi „od urodzenia”. – Ojciec był kibicem, wujek był, to się po prostu przejęło. Kiedyś nie miałem z kim jeździć, mieszkałem gdzie indziej, różnie bywało. Teraz zebrała się ekipa, jest nas więcej, jeździmy na mecze u siebie i czasem na wyjazdy. Nie zawsze mogę, bo pracuję na zmiany, ale jak tylko termin pasuje, to jadę.
Mała wyprawa, wspólna przygoda
Wyjazd do Warszawy był dla nich czymś więcej niż tylko meczem. – W autokarze, na trasie, na stadionie – wszędzie czuć było, że jedziemy na coś dużego – wspomina.
Kulminacją całego dnia było oczywiście zwycięstwo Górnika. – Jak moja drużyna wygrywa puchar, to wiadomo… lepiej być nie mogło. To była wisienka na torcie. Człowiek jedzie tyle kilometrów, pierwszy raz na Narodowy, a tu jeszcze taki finał. Czego chcieć więcej – podsumowuje kibic z gminy Bierawa.
***
Górnik Zabrze 2:1 Raków Częstochowa. To zwycięstwo dało Górnikowi pierwszy Puchar Polski od 1970 r. Nie dziwi, że dla kibiców z gminy Bierawa był to wyjazd idealny.
















Napisz komentarz
Komentarze