Tydzień temu Chemik grał w ośmiu, w tym z dwoma zawodnikami, którzy lód powinni oglądać co najwyżej z perspektywy szpitalnej sali. Wynik był brutalny. Ale w wczoraj?
Wczoraj (1 lutego) na lód wyjechało 11 wojowników. Dwie pełne formacje. To była inna krew, inna energia. Mecz zaczął się od wysokiego napięcia. Już w 5. minucie kapitan Chemika, Marek Stochaj, wylądował na ławce kar za uderzenie kijem. W powietrzu wisiało pytanie: czy demony sprzed tygodnia wrócą? Nic z tych rzeczy. Osłabiony Chemik przetrwał napór, a potem sam wyprowadził cios.
W 11. minucie Tadeusz Drabik otworzył wynik po asyście Tymona Górskiego. To był moment, w którym ArcelorMittal Park zrozumiał, że to nie będzie łatwy wieczór dla gospodarzy. Chemik grał hokej szybki, fizyczny i – co najważniejsze – pełnym składem.
Druga odsłona to był prawdziwy rollercoaster. Warriors próbowali odgryzać się bramkami, wprowadzając ataki na bramkę Jurka Kuziana, ale Kędzierzyn nie pozostawił tych ataków bez odpowiedzi. W 23. minucie Arkadiusz Grzesik po koronkowej akcji Stochaja i Hydzika wpakował krążek do siatki.
Wiara czyni cuda
„Tydzień temu wielu nas skreśliło. Graliśmy w ośmiu, ledwo łapiąc oddech” – mówił po meczu obrońca Grzegorz Kulik. „Wczoraj pokazaliśmy charakter Chemika. Gdy jesteśmy w pełnej gotowości, z nami nie ma żartów”.
Trzecia tercja, czyli decydujące starcie przyniosło najwięcej emocji. W 35. minucie na lodzie zawrzało. Tomasz Żak z Warriors Sosnowiec stracił panowanie nad sobą w starciu z Wojciechem Czernikiem. Pachniało bójką, ale Czernik pokazał mistrzowski spokój – odpuścił szarpaninę, by uderzyć tam, gdzie boli najbardziej.
Gdy Żak siedział na karze, Chemik założył hokejowy zamek. Zamknęli rywali w ich tercji, krążek krążył jak podłączony pod prąd, aż w końcu Czernik wykorzystał przewagę i wprowadził „gumę” do bramki.
Ostatnie słowo należało jednak do człowieka, który ten mecz zaczął na ławce kar. W 42. minucie kapitan Chemika Marek Stochaj dostał genialne podanie od Jarosława Hydzika i i huknął pod poprzeczkę, ustalając wynik na 4:3.
„To zwycięstwo dedykuję całej drużynie” – mówił dumny Stochaj. „Wynik 4:3 nie oddaje w pełni przebiegu spotkania – ich bramkarz po prostu zamurował bramę i opierał się naszej kanonadzie”
.Tymczasem w bramce Chemika Jerzy Kuzian mógł wreszcie poczuć się pewnie. „Ostatnio czułem się jak na strzelnicy, więc te trzy bramki wczoraj to dla mnie niemal jak wakacje!” – podsumował z uśmiechem Kuzian.
Chemik dalej w walce o zwycięstwo w 2. lidze PALH!
Chemik nie tylko wyrównał stan rywalizacji. Oni odzyskali duszę i pewność siebie. Zmobilizowanie jedenastu graczy zmieniło w maszynę do wygrywania play-offów. Warriors Sosnowiec, mimo posiadania świetnego bramkarza, dostali lekcje pokory od doświadczonych hokeistów z Kędzierzyna-Koźla.
Teraz cała presja spoczywa na barkach Warriors. Mecz numer trzy zdecyduje o wszystkim – albo Chemik dokończy to dzieło zniszczenia, albo Sosnowiec znajdzie sposób na „chemiczną” nawałnicę. Decydujące starcie w Chemik vs. Warriors wkrótce - liga ustala termin dodatkowego spotkania.
Zainteresowani mogą poniżej zobaczyć relację z tego emocjonującego spotkania.






























Napisz komentarz
Komentarze