Do zdarzenia doszło 3 lutego o godz. 14:29. Pan Tadeusz Szostak, mieszkaniec Kędzierzyna-Koźla, skorzystał z Drive Thru w KFC przy ul. Kozielskiej. Zamówił kubełek z polędwiczkami panierowanymi i frytkami o wartości 44,99 zł.
- To było dla wnuka. Zawsze, jak jedziemy razem samochodem, to mu zamawiam. To miała być taka mała niespodzianka - mówi pan Tadeusz.
„W kubełku była głównie panierka”
Po przyjeździe do domu okazało się, że zawartość kubełka znacznie odbiegała od tego, co zwykle otrzymuje się w takim zestawie.
- Zjadł frytki, przyniósł mi kubełek i mówi: „Dziadek, tam nie ma mięska”. Zawsze to są takie podłużne kawałki. A tym razem były drobne resztki i sama, twarda panierka. Tego się nawet nie dało ugryźć - relacjonuje i pokazuje zakupione w KFC polędwiczki.
Pan Marek następnego dnia wrócił do lokalu, by złożyć reklamację. Nie miał przy sobie paragonu, jednak, jak twierdzi, był w stanie jednoznacznie potwierdzić zakup.
- Mam potwierdzenie płatności na koncie. Pokazywałem je. To nie jest tak, że można było to kupić gdzieś indziej, w Kędzierzynie-Koźlu jest tylko jedno KFC - tłumaczy Tadeusz Szostak.
Mężczyzna trafił na tę samą osobę, która obsługiwała go dzień wcześniej. Reklamacja została jednak odrzucona przez kierownika, wyłącznie z powodu braku paragonu.
- Nie chciał w ogóle słuchać. Od razu „nie”, bo nie ma paragonu. A przecież ja mam zapłatę w banku, dokładną godzinę, kwotę. Nic to nie pomogło - mówi.
Rok temu było inaczej
Jak podkreśla pan Marek, nie była to jego pierwsza reklamacja w tym lokalu. W ubiegłym roku, w podobnej sytuacji, sprawa została załatwiona zupełnie inaczej.
- Wtedy pani od razu wymieniła jedzenie, dała nowe polędwiczki i jeszcze bon przeprosinowy. I po sprawie. Dlatego teraz byłem przekonany, że tak samo to załatwimy - wspomina.
Pan Marek zaznacza, że jest stałym klientem restauracji - bywa tam z reguły razy w tygodniu. Przez wiele lat prowadził własną działalność gospodarczą.
- Prowadziliśmy firmę 40 lat. Ja wiem, jak działa handel i jak traktuje się klienta. Tutaj zabrakło zwykłego podejścia. To nie są wielkie pieniądze dla takiej sieci - podkreśla.
Mężczyzna zaznacza, że nie oczekiwał konfliktu ani rozgłosu.
- Nie chciałem się kłócić. Chciałem tylko, żeby wymienili jedzenie. To miało być dla dziecka. A zostałem potraktowany tak, jakbym coś kombinował - mówi.
Skontaktowaliśmy się z kierownikiem KFC przy Kozielskiej. Mężczyzna powiedział, że nie może udzielać informacji mediom, i poprosił o kontakt mailowy do firmy. Zaznaczył jednak, że pan który kupował jedzenie, nie posiadał dowodu zakupu. Drogą mailową poprosiliśmy KFC z Kędzierzyna-Koźla o odniesienie się do opisanej sytuacji, ale do momentu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.





















Napisz komentarz
Komentarze