Gospodarze piątkowego spotkania bardzo potrzebowali punktów, jeśli chcą utrzymać się w czołowej ósemce i wystąpić w rundzie play-off. Miejscowi kibice liczyli, że po wpadce w Suwałkach, gdzie ZAKSA prowadziła w setach 2:0, by ostatecznie przegrać ze Ślepskiem Malow w tie-breaku, w starciu z akademikami Kędzierzynianie zaprezentują się lepiej i odniosą tak potrzebne zwycięstwo. Niestety tak się nie stało, a w rywalizacji o miejsce w play-off podopieczni trenera Andrei Gianiego muszą coraz bardziej liczyć na korzystne rozstrzygnięcia w innych spotkaniach. ZAKSA nadal jest ósma i ma dwa punkty przewagi nad Skrą, ale rozegrała o trzy spotkania więcej od bełchatowian.
- Po raz kolejny nie wykorzystaliśmy szans, które mieliśmy w tym meczu. Pierwszy set ułożył się po naszej myśli, dobrze zagrywaliśmy i pewnie zwyciężyliśmy. Zmiany w ekipie gości wpłynęły na ich lepszą grę. Nam spadło skupienie, zaczęliśmy słabiej serwować i ta nasza gra przestała się układać. W czwartej partii mogliśmy doprowadzić do tie-breaku. Mieliśmy piłki na skończenie akcji, ale ich nie wykorzystaliśmy. Nie wiem, co musimy zrobić, żeby to poprawić. Musimy wierzyć, że ta gra zacznie wyglądać pozytywnie, normalnie, i na to liczę - skomentował spotkanie kapitan Rafał Szymura, który pomimo problemów zdrowotnych pojawił się na parkiecie i próbował pomóc kolegom.
- Zmiennicy w zespole Indykpolu zrobili to, co powinni, czyli dodali wartość drużynie, zastępując słabiej spisujących się kolegów. Jednak my nie powinniśmy na to kompletnie zwracać uwagi, tylko - prowadząc wysoko w drugim secie - powinniśmy to dokończyć na 2:0. Niestety tak się nie stało. Nie chcę gdybać: co, dlaczego i jak. Nie na to czas - dodał libero Mateusz Czunkiewicz.
Drużynie z Kędzierzyna-Koźla pozostało do rozegrania pięć spotkań sezonu zasadniczego. Kolejne, również w hali im. Kazimierza Pietrzyka, odbędzie się w sobotę, 28 lutego, o godz. 14.45, a rywalem będzie wiceliderem PGE Projekt Warszawa.



















Napisz komentarz
Komentarze