- W związku z wprowadzeniem planów ogólnych – czy gmina planuje aktualizację lub sporządzenie nowych miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego? Które obszary będą priorytetowe i dlaczego właśnie te?
- W tym momencie procedujemy równolegle plan ogólny dla całej gminy oraz powstanie nowych planów miejscowych tam, gdzie ich do tej pory nie było – dla Pokrzywnicy i terenów „na północ od torów”, tj. Komorna, Poborszowa, Mechnicy i Kamionki. Chcielibyśmy obie procedury zakończyć w miarę równolegle, a to dlatego, że plan ogólny powinien uwzględniać istniejące plany miejscowe, które z kolei mają wyższość znaczenia nad planem ogólnym. To musi ze sobą współgrać. Co chcę z całą stanowczością podkreślić, nie przewidujemy jakichkolwiek nowych lokalizacji turbin wiatrowych na terenie gminy, czy to w istniejących planach, czy planie ogólnym, czy w tych nowych planach miejscowych, nad którymi pracujemy. Oczywiście musimy uwzględnić przy tworzeniu tych nowych planów miejscowych uwagi różnych instytucji, szczególnie GDDKiA, która złożyła ich najwięcej (przez teren, nad którym pracujemy, przebiega DK45 i DK40). Chcielibyśmy, żeby te procedury zakończyły się do końca wakacji.
- Jak ocenia pan tempo rozbudowy infrastruktury technicznej i jakie konkretne inwestycje, źródła finansowania oraz terminy mają pozwolić na jego przyspieszenie?
- Gminę mamy skanalizowaną chyba już w ponad 95 proc., zwodociągowaną chyba w całości. W latach 2019-25 skanalizowałem Dębową i Poborszów, część Mechnicy oraz sporo nowych terenów mieszkaniowych. Wciąż przed nami skanalizowanie części Mechnicy oraz Kamionki, a także kilku białych plam, jak np. ul. Pierzchowickiej i części Tarnowskiej w Długomiłowicach. Chciałbym zakończyć kanalizowanie właśnie Mechnicy i Kamionki do końca mojej drugiej i ostatniej kadencji wójta (wiosna 2029). Byłoby to symboliczne zamknięcie pewną klamrą wysiłków mojego poprzednika i moich. Równolegle co roku kanalizujemy i wodociągujemy także nowo powstałe tereny mieszkaniowe, co też jest nie lada wyzwaniem. W tym roku dotyczy to np. ul. Wiosennej i Promiennej w Większycach, Kwiatowej w Mechnicy czy Brzozowej w Długomiłowicach. Trzeba uczciwie powiedzieć, że koszty tych inwestycji są dość wysokie i bez finansowania zewnętrznego szczególnie te duże, dotyczące kanalizowania całych miejscowości, są niezmiernie trudne dla takich gmin jak nasza. Mamy nadzieję, że rzutem na taśmę pojawią się jakieś dodatkowe środki, np. z KPO na ten cel. W ostateczności możemy skorzystać z umarzalnej w części pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej czy zapowiadanych preferencyjnych środków pożyczkowych na inwestycje strategiczne dla samorządów z Banku Gospodarstwa Krajowego. Ale pożyczkę trzeba spłacić, więc dobrze mieć stabilne źródło dodatkowego dochodu na kolejne lata, dzięki któremu taką pożyczkę można wziąć.
- Jakie konkretne szanse i korzyści widzi pan dla gminy w rozwoju energetyki odnawialnej, w tym projektów wiatrowych w regionie? Jakie pojawiają się głosy sprzeciwu i w jaki sposób gmina zamierza je uwzględniać?
- W związku z rozpoczętą w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Opolu procedurą uzyskania tzw. decyzji środowiskowej dla farmy wiatrowej „Ostrożnica” do przestrzeni publicznej po raz kolejny w ostatnich latach wraca temat wiatraków. Procedura dotyczy w sumie 41 turbin wiatrowych planowanych przez firmę Energia Przykona – należącą do grupy Neo Energy Group, powiązanej z Grupą Polsat Plus rodziny Solorzów, w tym osiem w gminie Reńska Wieś (pozostałe w gminie Pawłowiczki i Polska Cerekiew). Siedem z nich jest oddalonych o ponad kilometr od zabudowy, a jedna niewiele ponad 700 m.
Inwestor bazuje na Miejscowym Planie Zagospodarowania Przestrzennego uchwalonym jeszcze w 2013 roku oraz na obecnej ustawie wiatrakowej, która wprowadziła obowiązkową odległość właśnie minimum 700 m od terenów mieszkaniowych. RDOŚ bada środowiskowe uwarunkowania planowanej inwestycji i jej wpływ na różne aspekty. Wiem, że zainteresowanie mieszkańców tym postępowaniem jest spore i do tej instytucji wpłynęło wiele wniosków i uwag. Teraz piłeczka jest po stronie ekspertów z tej niezależnej instytucji, którzy pochylą się nad przesłanymi im przez firmę materiałami oraz wnioskami i uwagami mieszkańców. Trudno mi na dziś prorokować, jaki będzie finał tej procedury, kiedy się zakończy oraz czy i kiedy firma rozpocznie starania o pozwolenie budowlane, do którego decyzja środowiskowa z RDOŚ jest im niezbędna. Do gminy wpłynęła też petycja grupy zaniepokojonych mieszkańców, wraz z kilkuset podpisami, i na pewno będziemy chcieli się do niej odnieść lub przesłać ją właściwej instytucji do rozpatrzenia. Mamy świadomość, że nawet te kilka wiatraków (oryginalnie w MPZP zaplanowano ich prawie 30, ale wiele lokalizacji jest dziś nierealnych głównie z powodów odległościowych) zmieni krajobraz w części gminy i wprowadzi do niego pewien nowy element. Prawdą jest też to, że wiatraki to realny zastrzyk podatkowy dla budżetu gminy, szacowany na około 150 tys. zł rocznie za jedną turbinę, co w przypadku ośmiu turbin może dać kwotę ponad 1 mln zł rocznie. Pojawia się też realna perspektywa pozyskania przez gminę 10 proc. wytworzonej przez wiatraki energii, co de facto zaspokoiłoby nasze całoroczne zapotrzebowanie na energię, a także dałoby szansę na obniżenie kosztów energii części mieszkańców.
Dlatego na cały toczący się już poza gminą formalny proces patrzymy z pewnym dystansem i mieszanymi uczuciami. Z jednej strony te dodatkowe środki pozwolą nam na szybsze tempo pozytywnych zmian w naszej gminie, na kolejne oczekiwane przez mieszkańców inwestycje, utrzymanie obecnie rozbudowanej sieci szkolno-przedszkolnej. Choć mam świadomość, że nawet gdyby wiatraki stanęły już za trzy lata, to benefity z tego tytułu spadną na gminę już pod rządami nowego włodarza, który z nową radą będzie dysponował tymi środkami. Z drugiej strony rozumiemy, że części mieszkańców nie podoba się perspektywa takiego nowego elementu krajobrazu. Czas i decyzje niezależnych instytucji pokażą, w którym kierunku pójdzie ten proces. My nie zamierzamy iść na rękę inwestorom wiatrakowym i zmieniać miejscowego planu, czy to w kontekście zmiany niektórych lokalizacji turbin, czy ich wysokości. W naszym planie maksymalna wysokość to 190 metrów, mierzona od poziomu gruntu do najwyższego wychylenia śmigła. Ale działa to też w drugą stronę. Zmiana planu na niekorzyść inwestora w tym momencie naraziłaby gminę na olbrzymie ryzyko roszczeń odszkodowawczych z jego strony, jak i ze strony właścicieli nieruchomości, gdzie wiatraki miały stanąć, spodziewających się dochodów z tytułu dzierżawy swojego gruntu. Tym ostatnim gwarantuje to nawet ustawa o planowaniu przestrzennym z racji obniżenia taką decyzją gminy wartości gruntu, który miał im planowo przynosić dochody w kolejnych dziesięcioleciach z tytułu dzierżawy. Nikt o zdrowych zmysłach nie zafunduje takiego ryzyka gminie, szczególnie ekipie, która będzie kierować gminą po zakończeniu tej kadencji – to druga i zgodnie z obecnym prawem ostatnia moja kadencja wójta. Dlatego jestem za zachowaniem status quo i działaniami w ramach obowiązującego prawa – zarówno gminnego, jak i ustaw krajowych.
- Jak wygląda współpraca z sołectwami, realizacja ich postulatów i potrzeb?
- Staram się traktować sołtysów i sołectwa jak partnerów – bo w końcu gramy wszyscy do jednej bramki. Elastycznie reagujemy na zgłaszane potrzeby i wnioski – na miarę naszych możliwości finansowych i mocy przerobowych. Jak trzeba coś dołożyć do zadania z funduszu sołeckiego, to dokładamy z budżetu gminy, w miarę potrzeb, tak by wybrane przez mieszkańców zadanie miało szansę na realizację.
Sołtysi są też na bieżąco z naszym harmonogramem zadań inwestycyjnych, by wiedzieli, co się dzieje lub będzie niedługo dziać w ich sołectwach. Niedawno mieliśmy też nasz konwent sołtysów, który jest okazją do spotkania w szerszym gronie wszystkich sołtysów i porozmawiania o bolączkach, wyzwaniach i naszych planach. Bardzo sobie cenię ten bezpośredni kontakt z sołtysami, gdyż widzimy się dość często. Dwa razy w roku widzimy się też w szerszym gronie z mieszkańcami podczas zebrań sołeckich, choć muszę przyznać, że w ostatnich latach z ich frekwencją bywa różnie. Żartobliwie sobie to tłumaczę, że widocznie wszystko jest w porządku i nie ma problemów, skoro niewiele osób przychodzi na zebranie. A tak na poważnie, to ten kontakt z sołectwami, mieszkańcami mam dość intensywny na co dzień, więc na bieżąco reagujemy, wyjaśniamy, załatwiamy różne tematy i może dlatego nie nawarstwiają się one na zebraniach sołeckich. Oczywiście nie wszystko i nie od razu idzie rozwiązać, załatwić, ale to już kwestia wyjaśnienia sprawy mieszkańcom.
Generalnie moje drzwi zawsze stoją otworem przed sołtysami, ale też mieszkańcami, którzy wpadają do mnie z różnymi tematami codziennie, gdyż nie mam wyznaczonych godzin przyjmowania interesantów. Taki mam styl i tak to działa od prawie ośmiu lat. Mam nadzieję, że mieszkańcy też cenią sobie ten bezpośredni kontakt, otwartość i moją częstą obecność w sołectwach. Taki jestem.

















Napisz komentarz
Komentarze