Ludwik Rutyna, urodzony 10 lutego 1917 r. w Podzameczku w powiecie buczackim (archidiecezja lwowska) na dzisiejszej Ukrainie, pochodził z wielodzietnej chłopskiej rodziny. Jego rodzicami byli Kazimierz Rutyna i Katarzyna z domu Wąsik. Dzieciństwo spędził we wsiach Podzameczek i Wojciechówka pod Buczaczem. Był zdolnym dzieckiem, więc rodzice poświęcili jego edukacji sporo uwagi. Ukończył z szkołę powszechną im. Stanisława Konarskiego we Lwowie, a następnie Państwowe Gimnazjum Męskie w Buczaczu. Po maturze w 1937 roku wstąpił do seminarium we Lwowie i podjął studia filozoficzno-teologiczne w Wyższym Seminarium Duchownym przy Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie.
Los tak chciał
Po zajęciu Podola przez Sowietów seminarium zostało zamknięte, zatem studia Ludwik Rutyna kontynuował w konspiracyjnym seminarium we lwowskim klasztorze księży zmartwychwstańców. 11 maja 1941 roku w kaplicy św. Józefa w katedrze lwowskiej, z rąk bpa Eugeniusza Baziaka, przyjął święcenia kapłańskie. Już w następnym miesiącu rozpoczął pracę w rodzinnej archidiecezji jako wikariusz w Parafii św. Wacława w Baworowie dek. Tarnopol (1941-1945).
Tam 2 listopada 1943 roku był świadkiem mordu na proboszczu, ks. Karolu Procyku i organiście Szymonie Wiśniewskim, dokonanym przez zbrodniarzy z OUN UPA. W trakcie napadu banderowców Ludwik Rutyna wyskoczył przez okno plebanii. Wspominał, że ścigający go Ukraińcy rzucili za nim z okna dwa granaty, ale żaden z nich nie wybuchł, w czym widział ingerencję Opatrzności. Od tego dnia do końca życia unikał siadania przy oknie. Po śmierci proboszcza ks. Ludwik został administratorem tamtejszej parafii.
Po wojnie, 27 czerwca 1945 roku, wraz z innymi Polakami został zmuszony do wyjazdu z terenów, które przeszły pod administrację sowiecką. W ramach ekspatriacji ksiądz Ludwik wyjechał na Śląsk Opolski, zabrał ze sobą obraz Matki Boskiej, który później przekazał Kurii Rzymskokatolickiej w Lubaczowie.
Z Kresów na Śląsk
Wraz z wieloma mieszkańcami ziemi tarnopolskiej trafił na Opolszczyznę. Zatrzymał się w Prudniku. Początkowo władze diecezji rozważały skierowanie księdza Rutyny, jako proboszcza, do Wołczyna, ale ostatecznie tamtejszą parafię objęli kapucyni. On zaś został proboszczem Parafii św. Michała Archanioła w Szybowicach (1945-1958). Był administratorem w Szybowicach, Mieszkowicach, Rudziczce. Dojeżdżał do wielu tamtejszych miejscowości. Miał dobry kontakt z ludźmi, ceniono go jako kapłana. Był bardzo pobożny i pokorny, dzielił się wszystkim, co miał. Żył skromnie.
W uznaniu za szlachetną postawę kapłańską w 1953 r. otrzymał tytuł, nadany mu przez kościelnego rządcę Śląska Opolskiego, dziekana honorowego, a w 1965 r. został włączony, jako kanonik honorowy, do kapituły lwowskiej z siedzibą w Lubaczowie.
21 czerwca 1958 roku został proboszczem Parafii Świętych Zygmunta i Jadwigi Śląskiej w Koźlu, w której z oddaniem służył aż do przejścia na emeryturę w 1990 r. W kozielskiej parafii pozostawił liczne świadectwa swej działalności. Doprowadził między innymi do budowy kaplicy cmentarnej i parafialnego domu katechetycznego, a przede wszystkim świątyni w Większycach i Kościoła Najświętszej Maryi Panny Królowej Świata w Koźlu Rogach, za co komuniści skazali go na cztery lata więzienia w zawieszeniu i karę grzywny. Skonfiskowano mu motocykl i meble. Przez prawie 30 lat pełnił funkcję dziekana dekanatu Koźle (1961-1990). Był bardzo gorliwym duszpasterzem. W roku 1965 przygotował parafian na peregrynację kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.

Nigdy nie zapomniał o Kościele na Kresach Wschodnich, skąd pochodził. W grudniu 1990 roku, w wieku 73 lat, po przejściu na emeryturę, przekazał kozielską parafię kolejnemu proboszczowi, ks. Alfonsowi Schubertowi.
Buczacki pielgrzym
Rok później, gdy nadarzyła się okazja podjęcia pracy duszpasterskiej na wschodzie, ks. Ludwik Rutyna zaangażował się w odbudowę katolickiego życia religijnego w rodzinnej archidiecezji. Jak do tego doszło? Otóż spotkał w Przemyślu księdza Marcjana Trofimiaka, późniejszego biskupa sufragana lwowskiego. Otrzymał propozycję posługi w odradzającym się Kościele na Kresach i nie odmówił.
W lutym 1991 objął funkcję proboszcza parafii w Krzemieńcu. Już trzy miesiące później przeniósł się w rodzinne strony, do Buczacza, gdzie zamieszkał na stancji. Najpierw dojeżdżał autobusem do Tarnopola, gdzie odprawiał msze święte na cmentarzu. W Buczaczu rozpoczął odbudowę zrujnowanego Kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (przed wojną była to świątynia pod wezwaniem Matki Bożej Szkaplerznej), a jednocześnie podjął pracę w okolicznych parafiach.
Odzyskiwał kolejno kościoły w Buczaczu, Złotym Potoku, Trybuchowcach, Petlikowcach Starych, Uściu Zielonym, Koropcu. Niepokalanki w Jazłowcu opowiadały, że często pokonywał pieszo szesnaście kilometrów z Buczacza, by odprawić mszę św. Mieszkańcy Złotego Potoku wspominali, że mieszkał na strychu kościoła ze szczurami.
W ciągu kolejnych 19 lat pracy na Ukrainie doprowadził do odzyskania przez Kościół katolicki aż 40 świątyń, w większości zrujnowanych. Jego energia i zaangażowanie, a przy tym charyzma i skromność życia sprawiły, że wszędzie zjednywał sobie ludzi gotowych do pomocy w przywracaniu życia w zniszczonych świątyniach. Posługę tę kontynuował niemal do ostatnich chwil swego życia. Po dwóch dekadach intensywnej pracy, w 2010 roku, zakończył posługę w Buczaczu. Był jeszcze rezydentem w Medenicach k. Stryja. 1 czerwca 2010 roku na zawsze opuścił Kresy i zamieszkał w Domu Księży Emerytów w Opolu.

Foto: Rudolf Marczyński
Poniżej liczne zdjęcia księdza infułata Ludwika Rutyny z archiwum prywatnego rodziny duchownego.












Jego ciężka praca na przestrzeni lat, połączona z zasługami dla Kościoła i wiernych, została zauważona w Watykanie. Ks. Ludwik Rutyna mógł cieszyć się godnościami papieskimi. Przypomnijmy, w 1981 r. Ojciec Święty Jan Paweł II mianował go kapelanem Jego Świątobliwości, a w 1992 r. protonotariuszem apostolskim, czyli infułatem. Ksiądz Ludwik Rutyna zmarł 11 grudnia 2010 r w Opolu. Pochowano go w grobowcu wybudowanym w sąsiedztwie kościoła parafialnego w Koźlu.
Poniżej fotogaleria z uroczystości pogrzebowych w Koźlu (zdjęcia: Andrzej Kopacki)
















Napisz komentarz
Komentarze