Wycieczkę do Kędzierzyna-Koźla zorganizował Oddział PTTK „Wędrowiec” w Zabrzu. Już w zapowiedzi wyprawy podkreślano, że będzie to „podróż w czasie”, łącząca bogatą historię Śląska z tajemnicami okresu II wojny światowej. Jednym z atutów programu miała być obecność lokalnego przewodnika.
– Cieszę się, że postawiono na walor, jakim niewątpliwie jest lokalny przewodnik – podkreśla Tomasz Rogus.
Program kilkugodzinnego zwiedzania był bardzo rozbudowany. Goście zobaczyli m.in. pozostałości podobozu w Sławięcicach oraz Muzeum Blechhammer, gdzie spędzili blisko dwie godziny. Odwiedzili także syfon Kłodnicy i Kanału Gliwickiego oraz pozostałości dawnego Kanału Kłodnickiego.
Jak podkreśla Tomasz Rogus, właśnie możliwość porównania starego i nowego kanału jest dla odwiedzających szczególnie ciekawa. Dawny Kanał Kłodnicki, którego zachowane fragmenty mają ponad 200 lat, pozostaje jednym z unikatowych zabytków śląskiej hydrotechniki na terenie miasta.
Trasa prowadziła również przez Koźle Port, gdzie turyści poznali historię dawnej dzielnicy portowej, Kanału Kłodnickiego i pozostałości fabryki papieru. W programie znalazły się także pozostałości fortyfikacji twierdzy Koźle, w tym Baszta Montalemberta i kazamaty, a także rampa przy ulicy Kochanowskiego, pierwszy miejski szpital w Koźlu, kościół parafialny oraz mniej oczywiste detale architektoniczne, takie jak postać Gambrinusa na jednej z kamienic czy historyczne poidełko.
Zdaniem przewodnika właśnie takie miejsca, wraz z opowieściami, które za nimi stoją, robią na turystach największe wrażenie.
– Nie chodzi tylko o to, co można pokazać, ale o to, co można o danym miejscu opowiedzieć. Nawet zwykła z pozoru kamienica staje się ciekawa, kiedy pozna się jej historię – mówi Tomasz Rogus.
Około dziesięciu wycieczek rocznie
Jak szacuje Tomasz Rogus, w ciągu roku do Kędzierzyna-Koźla przyjeżdża około dziesięciu zorganizowanych grup spoza miasta, które chcą poznać jego historię i zabytki. Nie zawsze Kędzierzyn-Koźle jest jedynym punktem takich wypraw. Często stanowi część większej trasy obejmującej kilka miejscowości. Są jednak również grupy zainteresowane zwiedzaniem samego Koźla.
Przewodnik przekonuje, że spokojnie można przygotować cztero- lub pięciogodzinną trasę po tej części miasta, podczas której odwiedzający poznaliby historię twierdzy, kozielskich świątyń, dawnych zakładów, portu oraz wielu zachowanych do dziś obiektów.
- Są ludzie, którzy jeżdżą po Polsce i zwiedzają dawne twierdze. Gdyby wiedzieli, ile pozostałości znajduje się w Koźlu, mogliby przyjechać również tutaj. Naprawdę mamy co pokazywać - zaznacza Tomasz Rogus.
Duże zainteresowanie historią miasta widać również podczas lokalnych spacerów organizowanych dla samych mieszkańców. Jak zauważa przewodnik, wiele osób żyjących tu od lat po raz pierwszy podczas takich spotkań dowiaduje się o wydarzeniach i miejscach znajdujących się niemal tuż obok ich domów.
Jest potencjał
Jak przekazał nam Tomasz Rogus, we wrześniu przyjedzie do Kędzierzyna-Koźla kolejna wycieczka. To pokazuje, że miasto ma potencjał, aby mocniej zaistnieć na turystycznej mapie regionu. Zdaniem Tomasza Rogusa, aby przyciągać większą liczbę zorganizowanych grup, potrzebna jest jednak odpowiednia infrastruktura.
Jednym z największych problemów jest brak wyznaczonego miejsca, w którym bez przeszkód mógłby zatrzymać się autokar z turystami. Szczególnie trudne jest to w Koźlu, gdzie znajduje się wiele najważniejszych zabytków, ale grupa musi przemieszczać się pomiędzy kolejnymi punktami. Przewodnik zwraca również uwagę na niewystarczającą liczbę ogólnodostępnych toalet dla turystów.
Wycieczka z Zabrza pokazała, że Kędzierzyn-Koźle ma co zaoferować turystom. Potrzeba tylko skuteczniej opowiadać o tym, co już tutaj mamy, i stworzyć warunki, dzięki którym kolejne grupy będą chciały zatrzymać się w mieście na dłużej.


Napisz komentarz
Komentarze