poniedziałek, 7 września 2026 13:22
Reklama Dental Clinic - baner reklamowy
Reklama
Reklama

Z latarką na skorpiony i sprayem na niedźwiedzie. Rafał Turemka przemierza Amerykę na motocyklu

Trwa wielka przygoda Rafała Turemki z Kędzierzyna-Koźla, który 29 sierpnia rozpoczął swoją motocyklową podróż przez Stany Zjednoczone. Ma już za sobą pierwszy tydzień samotnej wyprawy przez amerykańskie bezdroża i pustkowia. Sprawdziliśmy, jak sobie radzi, co już zobaczył i z jakimi niespodziankami musiał zmierzyć się na trasie.
Z latarką na skorpiony i sprayem na niedźwiedzie. Rafał Turemka przemierza Amerykę na motocyklu
Rafał Turemka na słynnej pustyni solnej Bonneville, na której Anthony Hopkins w „Prawdziwej historii” bił rekord prędkości na motocyklu.

Rafał dotarł już m.in. na słynne solnisko Bonneville i do Parku Narodowego Yellowstone. Teraz kieruje się w stronę Chicago. Jeszcze przed wylotem było wiadomo, że nie będzie to zwykła turystyczna wycieczka. Rafał Turemka zamierza spędzać wiele nocy pod namiotem, przemierzać pustynne tereny i docierać do miejsc oddalonych o setki kilometrów od dużych miast. Dlatego obok standardowego motocyklowego ekwipunku znalazło się kilka mniej oczywistych przedmiotów. Jednym z nich jest specjalnie zamówiona na tę wyprawę latarka UV o długości fali 365 nanometrów. Ma przydać się przede wszystkim podczas noclegów na pustyniach, gdzie można natknąć się na skorpiony.

- Mam w planie wiele nocy spędzić na pustyni, gdzie jest bardzo dużo skorpionów. Dzięki tej latarce będę mógł je w nocy zobaczyć. Skorpiony mają fluorescencyjny pancerz i pod światłem UV świecą jaskrawym, seledynowozielonym albo niebieskawym kolorem. Wyglądają wtedy jak neon - opowiadał Rafał przed wyprawą.

Żartował przy tym, że szkoda, iż w podobny sposób nie da się nocą wypatrzyć grzechotników, których na pustynnych terenach również nie brakuje.

Na spotkanie z zupełnie innym zagrożeniem przygotował się przed dotarciem do Yellowstone. W jego bagażu znalazł się spray na niedźwiedzie, a także kosmetyki, które nie wydzielają intensywnych zapachów mogących zainteresować dzikie zwierzęta.

- Pierwsza niezbędna rzecz, którą trzeba mieć przy sobie zarówno na szlaku, jak i podczas spania w namiocie, to bear spray. Mam nadzieję, że nie będę musiał go używać. To właściwie jedyna rzecz, którą mogę się obronić przed niedźwiedziem - mówił w filmie na Facebooku motocyklista.

Trzy godziny na kontroli

Długo wyczekiwana amerykańska przygoda rozpoczęła się jednak nie od pustyni czy górskich szlaków, lecz od bardzo szczegółowej kontroli na lotnisku. Po przylocie do Stanów Zjednoczonych Rafał spędził około trzech godzin na kontroli imigracyjnej.

- Dotarłem po wielu perypetiach na miejsce. Dopiero wyszedłem z lotniska. Tak mnie trzepali na immigration, że trzy godziny siedziałem. Wszystko chcieli wiedzieć na mój temat: co, dlaczego, ile zarabiam, gdzie mam nocleg - relacjonował tuż po przylocie Rafał.

Po wyjściu z lotniska musiał jeszcze odebrać motocykl, dopełnić formalności i ruszyć do miejsca pierwszego noclegu, oddalonego o ponad dwie godziny jazdy.

- Jestem już 24 godziny na nogach bez spania. Teraz muszę znaleźć motocykl, zrobić check-in i dopiero mogę ruszyć. Potem położę się spać, a jutro na spokojnie będę planował dalej - mówił.

Pierwsza awaria i błyskawiczna pomoc

Długa podróż szybko przyniosła pierwszą niespodziankę techniczną. 3 września Rafał zatrzymał się na stacji benzynowej. Zatankował, przekręcił kluczyk i... motocykl nie zareagował.

- Zero prądu. Nie zdążyłem jeszcze zebrać myśli, a już podchodzi do mnie facet i pyta: „Wszystko OK?”. Mówię, że nie, bo nie mam prądu. On na to: „Pewnie akumulator”. Ściągam kanapę, ruszam pierwszym przewodem masowym, czuję delikatny luz, patrzę na zegary i prąd się pojawił. Mam cię! – wspomina Rafał.

Jeszcze większe wrażenie zrobiła na nim reakcja przypadkowego Amerykanina.

- Podnoszę głowę, a ten facet już stoi koło mnie z kluczem dziesiątką i dokręca mi śrubkę. Szok. Jestem pod wrażeniem życzliwości ludzi. Oby więcej takich ludzi na drodze i mniej takich stresujących sytuacji. Przybiliśmy żółwika i każdy pojechał w swoją stronę - opowiada.

Jak się okazuje, nie był to odosobniony przypadek. Życzliwość spotykanych po drodze ludzi jest jednym z największych pozytywnych zaskoczeń pierwszych dni wyprawy.

Bonneville i filmowa historia

Jednym z pierwszych ważnych punktów trasy było słynne Bonneville Salt Flats w stanie Utah - rozległe solnisko kojarzone od dziesięcioleci z próbami bicia rekordów prędkości.

Rafał doskonale znał to miejsce z filmu „Prawdziwa historia”, w którym Anthony Hopkins wcielił się w nowozelandzkiego motocyklistę Burta Munro. - To jedno z tych miejsc znanych z filmów. Anthony Hopkins w „Prawdziwej historii” grał motocyklistę, który bił tam rekord prędkości na przerobionym motocyklu. Mega klimat zobaczyć to na żywo - mówi Rafał.

Z Bonneville skierował się dalej do jednego z najbardziej wyczekiwanych miejsc na trasie - Parku Narodowego Yellowstone.

Bizon metr od motocykla

Yellowstone zrobiło na nim ogromne wrażenie. - Byłem zachwycony tym parkiem. Jest naprawdę niesamowity i bardzo duży. Jest tam mnóstwo ciekawych rzeczy do zobaczenia, trekkingów i różnych miejsc. Super miejsce do odwiedzenia - relacjonuje. Podczas przejazdu przez park doszło też do spotkania, którego nie da się zaplanować. Rafał stał w korku, kiedy tuż obok niego przeszedł bizon.

- Stałem w korku na drodze, a bizon przeszedł metr ode mnie - opowiadał podekscytowany. Yellowstone przyniosło także zmianę pogody. Po gorących i suchych terenach Utah przyszły znacznie niższe temperatury. - W Yellowstone troszeczkę zmarzłem, bo to jest wysoko - przyznaje.

Karton jedzenia i kawa za darmo

Jeszcze większe wrażenie niż krajobrazy robią na nim jednak spotykani ludzie.

- Jak na razie spotykam na swojej drodze samych życzliwych ludzi. W Yellowstone kobieta dała mi cały karton jedzenia w paczkach, bo oni już go nie potrzebowali i kończyli swoją podróż. Taki karton kosztuje około 100 dolarów. Naprawdę mega pozytywnie - mówi.

Podobną sytuację przeżył w jednej z restauracji. - Pani dała mi kawę za darmo, nie chciała żadnych pieniędzy. Pogadaliśmy, skąd jestem, gdzie jadę i poleciła mi kilka ciekawych miejsc. Właśnie takie rzeczy podczas takiej wyprawy są bardzo fajne – dodaje.

Setki kilometrów i ani jednej stacji

Amerykańskie odległości szybko pokazały jednak swoją mniej przyjazną stronę. Szczególnie podczas przejazdu przez Utah Rafał musiał bardzo uważnie kontrolować poziom paliwa.

- Wyobraź sobie, że jedziesz 150 czy 200 mil i nie ma stacji benzynowej, a na wskaźniku paliwa prawie zero. Tam są potężne odległości. Farmy, bezdroża i nic więcej - opisuje.

Podczas jednego z takich odcinków z trudem dotarł do niewielkiej miejscowości, gdzie w końcu znalazł stację benzynową. Właśnie tam był świadkiem policyjnej interwencji.

- Miałem jedną taką sytuację, że ledwo dojechałem do małej miejscowości. Było tam bardzo dużo Meksykanów, a kiedy podjeżdżałem na stację benzynową, policja właśnie zakuwała w kajdanki młodego chłopaka, który najwyraźniej coś przeskrobał. Ustawiłem więc motocykl w bezpiecznym miejscu, zatankowałem, poszedłem po kawę, chwilę odpocząłem i ruszyłem dalej - relacjonuje Rafał.

Jednocześnie podkreśla, że mimo takich obrazków ani razu podczas dotychczasowej podróży nie poczuł się zagrożony.

- Nie miałem ani jednej sytuacji, w której mógłbym czuć się w jakiś sposób niebezpiecznie. Jak na razie ludzie bardzo fajnie i pozytywnie do mnie podchodzą. Co chwilę ktoś mnie zaczepia, pyta, skąd jestem, gdzie jadę i chce porozmawiać - podkreśla motocyklista.

Tankowanie też potrafi zaskoczyć

Sam sposób kupowania paliwa również nie zawsze wygląda tak, jak w Polsce. Na części stacji automat przy dystrybutorze nie akceptuje zagranicznej karty.

- Częstym problemem podczas tankowania jest to, że nie przyjmuje karty. Wtedy trzeba iść do okienka, zadeklarować, za jaką kwotę chce się zatankować, wrócić i nalać paliwo. Jeżeli nie wykorzysta się całej kwoty, trzeba znowu iść do okienka, żeby resztę zwrócili na kartę. Nie na każdej stacji tak jest, ale zdarzyło mi się to już niejednokrotnie – tłumaczy Rafał.

Teraz kierunek Chicago

Po opuszczeniu Yellowstone Rafał ruszył przez Wyoming w stronę Chicago. Zanim tam dotrze, chce zobaczyć jeszcze Mount Rushmore oraz monumentalny pomnik Crazy Horse. Kolejne przystanki wybiera także spontanicznie, zależnie od tego, co znajdzie po drodze.

Na trasie pojawił się jednak kolejny drobny problem techniczny. Tym razem chodzi o niski poziom oleju w motocyklu.

- Jadę przez Wyoming, a tutaj ludności jest mało, miejscowości są niewielkie i nie ma nawet gdzie kupić oleju. Mam nadzieję, że dojadę do Chicago i tam po prostu kupię olej na dolewkę. To jednak nic takiego, czego nie można byłoby ogarnąć - uspokaja.

Do Chicago pozostało mu jeszcze kilka dni jazdy. Później rozpocznie kolejny, bardzo ważny etap wyprawy – przejazd legendarną Route 66.

Pierwszy tydzień przyniósł już jednak niemal wszystko, czego można oczekiwać po wielkiej motocyklowej podróży: ogromne przestrzenie, dzikie zwierzęta, pustynne bezdroża, pierwszą awarię, problemy z paliwem i przypadkowe spotkania z ludźmi.

- Na razie jest bardzo fajnie, pozytywnie. Jestem mega zadowolony. Wyprawa przebiega zgodnie z moją myślą - podsumowuje Rafał Turemka.

Przed motocyklistą z Kędzierzyna-Koźla wciąż tysiące kilometrów. Podróż Rafała można śledzić w mediach społecznościowych na jego profilu na Facebooku.

Przeczytaj też: 



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: suweren Treść komentarza: Czyli nagranie z monitoringu jest sfałszowane. Data dodania komentarza: 7.09.2026, 10:17 Źródło komentarza: Matka Jakuba L. twierdzi, że ma dowód jego niewinności. Nowe pytania w sprawie zabójstwa Diany Autor komentarza: obserwator z Miasta Możliwości Treść komentarza: chodzi o klikalność, a dziady i babcie już dawno skazały go na śmierć, poczytaj fejsa, baby z imienia i nazwiska skazały go na śmierć... Data dodania komentarza: 7.09.2026, 09:14 Źródło komentarza: Nagranie w sprawie zabójstwa w Kędzierzynie-Koźlu. Monitoring pokazuje mężczyznę o godz. 16.53 Autor komentarza: tuptuś Treść komentarza: Kogo to obchodzi, dajcie policji pracowac, a nie teraz ciągnięcie tematu, żeby dziadki miały o czym dyskutować. Gorzej jak telenowela. Data dodania komentarza: 7.09.2026, 06:55 Źródło komentarza: Nagranie w sprawie zabójstwa w Kędzierzynie-Koźlu. Monitoring pokazuje mężczyznę o godz. 16.53 Autor komentarza: Czesio Treść komentarza: Chwila.. chwila.. A ten drugi starszy syn jest podobny do Jakuba? Może starszy macza w tym palce a młody go kryje... Data dodania komentarza: 7.09.2026, 06:34 Źródło komentarza: Rodzice podejrzanego o zabójstwo Diany zabierają głos. Matka: Mam nagrania, syn ma alibi Autor komentarza: Elektryk Treść komentarza: Media będą miały na tapecie kolejnych wirtualnie skazanych, to kwestia czasu. A te wszystkie baby katoliczki z Pejsbuka skazujące chłopaka na śmierć klęczące przed plebanem, nie szanuję... Data dodania komentarza: 7.09.2026, 00:50 Źródło komentarza: Rodzice podejrzanego o zabójstwo Diany zabierają głos. Matka: Mam nagrania, syn ma alibi Autor komentarza: mądry i oczytany Treść komentarza: Jak walił młotkiem w głowę, to krew i DNA denatki pryskało wszędzie, tego tak szybko nie wypierzesz... to też u Jakuba można sprawdzić i jest sprawdzane. Jestem przekonany że grzbiet 19 lat nie wie jak obsługiwać pralkę, szanujmy się... Czekajmy... Data dodania komentarza: 7.09.2026, 00:47 Źródło komentarza: Nagranie w sprawie zabójstwa w Kędzierzynie-Koźlu. Monitoring pokazuje mężczyznę o godz. 16.53
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna