Reklama
czwartek, 22 stycznia 2026 00:42
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Rozmowa z Arpadem Barotim, atakującym Grupy Azoty ZAKSA

Jako nastolatek wyjechał z Węgier, by uczyć się siatkówki we Włoszech. Z powodu kontuzji Sławomira Jungiewicza w tym sezonie trafił do Kędzierzyna-Koźla. A gdy choroba, a następnie kontuzja, wyeliminowała z gry Łukasza Kaczmarka, to na nim spoczął obowiązek pierwszego atakującego mistrzów Polski. Wywiad z Arpadem Barotim, atakującym Grupy Azoty ZAKSA.
Rozmowa z Arpadem Barotim, atakującym Grupy Azoty ZAKSA

Autor: Atakujący Grupy Azoty ZAKSA Arpad Baroti

 

- Siatkówka w twoim kraju nie jest zbyt popularną dyscypliną, więc jak to się stało, że ją uprawiasz?

- Teraz właściwie jest już z tym lepiej na Węgrzech, ale jeśli chodzi o mnie, to próbowałem wielu sportów. Trenowałem lekką atletykę, piłkę nożną, koszykówkę i pływałem kilka lat. Siatkówka to przypadek. Pewnego razu jeden z moich kolegów zaprosił mnie na trening. Spodobało mi się, więc zacząłem grać amatorsko. Raz pojechaliśmy również na zawody, które wygraliśmy, z czego byłem bardzo zadowolony i stwierdziłem, że zacznę trenować na poważnie.

- W wieku 19 lat przeniosłeś się do Włoch. Z perspektywy czasu uważasz, że to była dobra decyzja?

- Przenosiny do Włoch były moim marzeniem. Mogę powiedzieć, że to było dla mnie świetne doświadczenie. Byłem bardzo młody i chciałem zobaczyć, jak wygląda liga. Ciężko trenowałem, widziałem najlepszych zawodników na świecie, pojedynki stojące na wysokim poziomie.

- We Włoszech spędziłeś trzy lata, po czym przeniosłeś się do Korei. Tamtejsi włodarze są bardzo wymagający i od zagranicznych graczy oczekują, że będą zdobywać najwięcej punktów w meczu. To prawda?

- Dokładnie tak to działa. Oni lubią fizycznych graczy. Mój pierwszy rok tam był bardzo trudny. Zderzyłem się z nową kulturą, daleko od Europy, domu i znajomych. Bardzo dużo i ciężko trenowaliśmy. Po kilku miesiącach walki ze sobą odbyłem rozmowy z władzami klubu, ponieważ miałem problemy fizyczne. Pozwolili mi odpocząć i zregenerować się. Koreańczycy zrobią dla ciebie wszystko. Są profesjonalni i nie trzeba się troszczyć o nic innego poza siatkówką. Musisz skupić się jedynie na treningu i meczach. Każdy wie, że oni są wymagający. Mój szef też taki był. Zanim podpisałem kontrakt, próbowałem zaczerpnąć języka u zawodników, którzy grali już w Korei. Opowiedzieli mi nieco o lidze przed podjęciem ostatecznej decyzji. Powiedzieli, że muszę grać dobrze, bo w przeciwnym razie drużyna ma kłopoty. Jest ciężko, ponieważ poza tłumaczem nie ma do kogo się odezwać. Koledzy z drużyny nie mówią za bardzo po angielsku, dlatego nawiązywanie znajomości jest dość trudne. W Korei jest ciężko pod względem mentalnym i fizycznym. Czułem się tam jednak dobrze. Spędziłem w Azji najpierw dwa lata, a przed swoim trzecim sezonem doznałem kontuzji, więc klub ze mnie zrezygnował, ale generalnie to było dla mnie miłe doświadczenie.

- Wróciłeś do Europy na dwa lata, ale później znowu trafiłeś do Korei. Wygląda na to, że odpowiada ci ten kraj.

- Tak, spędziłem rok we Włoszech, potem pojechałem grać do Berlina. Tam wygraliśmy dużo trofeów, a w Korei zmieniono zasady naborów. Wcześniej każdy klub zapraszał sobie zawodników do siebie na testy i wybierał ostatecznie jednego. Później wprowadzono draft. Pojechałem, pokazałem, co potrafię i mnie wybrano. Muszę jednak przyznać, że draft jest bardzo ciężki. Opiera się głównie na sile fizycznej.

- Jak on wygląda?

- Wysyła się listę 150 kandydatów do federacji koreańskiej, a ona wskazuje 7 trenerów, którzy wybierają ostatecznie 25 graczy na draft.

- I trwa jeden dzień?

- Nie. To są trzy dni treningów. Wcześniej odbywało się to w Korei, ale w poprzednim roku przeniesiono nabory do Włoch. Jest bardzo ciężko, ponieważ w drafcie uczestniczy jeden lub dwóch rozgrywających. Gdy wszystko odbywało się w Azji, było również dwóch libero, ale w Italii byli tylko włoscy rozgrywający. I teraz wyobraź sobie, że graliśmy 6 x 6 i w jednej drużynie mieliśmy pięciu skrzydłowych i jednego wystawiającego. Każdy szedł na zagrywkę, serwował ponad 100 km/h i wychodził albo aut albo as, ewentualnie trzeba było grać na wysokiej piłce. To było nieco dziwne, ale w porządku. Graliśmy tak 3 dni.

- Jak spędzałeś w Korei czas wolny?

- Moje życie tam wyglądało podobnie do tego w Kędzierzynie. Co trzy-cztery dni graliśmy mecz. Dużo trenowaliśmy, nie mieliśmy zbyt wiele wolnego. Maksymalnie jednego dnia był wolny poranek i ewentualnie wieczorna sesja była na siłowni. Czas leciał bardzo szybko. Sezon tam jest bardzo ciężki, ponieważ podczas okresu przygotowawczego kładzie się bardzo duży nacisk na siłownię oraz ćwiczenia z piłkami, a kiedy zacznie się sezon, te 5 miesięcy grania mija bardzo szybko. Nie ma nawet czasu o tym myśleć. Wstajesz, trening, podróż, mecz, podróż. Ale jest przyjemnie.

- Grałeś już we Włoszech, Niemczech, Francji, Korei, teraz jesteś w Polsce. W którym kraju czujesz się najlepiej?

- Myślę, że Włochy. To bardzo fajny kraj. Jedzenie jest bardzo dobre, a ponadto liga silna, dlatego gdyby połączyć te dwa czynniki, to wybrałbym właśnie Półwysep Apeniński. Lubię też Polskę, ponieważ tutaj rozgrywki również są silne, a jedzenie podobne do tego na Węgrzech. Bardzo dobrze się tu czuję, lecz numerem jeden są zdecydowanie Włochy.

- Co porabiasz w Kędzierzynie-Koźlu poza meczami i treningami?

- Odpoczywam. Idę na spacer albo zakupy ze swoją dziewczyną. Bardzo lubię łowić ryby, ale obecnie jest zimno i nie mam zbyt wiele czasu na moje hobby. Wiem, że Simone Parodi też lubi łowić. Dużo o tym rozmawialiśmy i zaprosiłem go do swojego domu po sezonie.



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: OnyTreść komentarza: Niestety ale z tego co slyszalem jak poniektorzy rozkradaja ta firme i mysla tylko aby napchac swoje kieszenie to jako wlasciciel tez bym w koncu das se na luz i wszystko sprzedal. Nie doceniacie goscia ktöry postawil na nogi caly region a on dlaczego ma przymykac oczy na przewalki ,,, ci co to przeczytaja to pewnie sami teraz siedza i mysla co ja zrobilem.... a moglo byc tak pieknie....Data dodania komentarza: 21.01.2026, 20:42Źródło komentarza: Co dalej z firmą Eko-Okna? Czy zmieni właściciela?Autor komentarza: KędzierzynTreść komentarza: Też bym się nie martwiła zagrożonym budżetem. Zawsze można wywłaszczyć działki i na nich zarobić, a mieszkańców mieć w głębokim...a potem sobie zdjęcia robić renomowanych dróg.A o tym że ludzie zostali z niczym pominąćData dodania komentarza: 21.01.2026, 20:33Źródło komentarza: Na co miasto Kędzierzyn-Koźle wyda 488 milionów złotych?Autor komentarza: suwerenTreść komentarza: Annn daj spokój, zjedz swego snickersa sprzątając po sobie.Data dodania komentarza: 21.01.2026, 19:36Źródło komentarza: Odnotowano już cztery przypadki otrucia psów. Mieszkańcy ostrzegają: „Ktoś kręci się koło posesji”Autor komentarza: KoźlaninTreść komentarza: Bardzo fajna inicjatywa.Data dodania komentarza: 21.01.2026, 19:29Źródło komentarza: Osadzeni zbudują budy i schrony dla czworonogówAutor komentarza: KoźlaninTreść komentarza: No nie jest rzeczywistością by dzielnicowy był znany mieszkańcom danej dzielnicy. To bzdura. Prędzej kiedyś ale nie dziś.Data dodania komentarza: 21.01.2026, 19:27Źródło komentarza: Dwa mundury – jedno serce do pomaganiaAutor komentarza: altaTreść komentarza: Ludzie nie chcą, lub nie potrafią zrozumieć, że czasy się zmieniają i po prostu finansowo się to już nie spina. Przy tej ilości dzieci te szkoły nie mogą już pracować jak dawniej. Czy reszta mieszkańców Gminy ma dopłacać do jej niewielkiej części?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 19:21Źródło komentarza: Banery w Roszowickim Lesie głosem mieszkańców w sprawie reorganizacji szkół
Reklama
bezchmurnie

Temperatura: -6°C Miasto: Kędzierzyn-Koźle

Ciśnienie: 1007 hPa
Wiatr: 10 km/h

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna