Antoni był wymarzonym i długo wyczekiwanym dzieckiem. Kiedy po trudnym, ośmiogodzinnym porodzie ujrzeli swojego syna, nie potrzebowali słów. Łzy same zaczęły płynąć. Antoni Łempicki został laureatem czerwcowej edycji organizowanego przez redakcję „Lokalnej” plebiscytu na Bobasa Miesiąca. Ze szczęśliwymi rodzicami i małym zwycięzcą spotkaliśmy się w ich mieszkaniu na kozielskiej wyspie. Wręczyliśmy nagrody i poznaliśmy historię rodziny.
- Nasza historia zaczęła się dość niepozornie. Tak naprawdę jeszcze wtedy, gdy byliśmy dzieciakami. Poznaliśmy się na orliku, gdzie połączyła nas wspólna pasja - koszykówka. Oboje ją uwielbialiśmy, a boisko stało się miejscem, w którym nasze drogi zaczęły się powoli przecinać - wspomina Wiktoria.
Miłosz to rodowity mieszkaniec Kędzierzyna-Koźle. Wiktoria urodziła się w Olsztynie, ale od szkoły podstawowej mieszka w naszym mieście. Przez długi czas byli jedynie znajomymi.
- Mówiliśmy sobie „cześć”, nie wiedząc, że ta znajomość kiedyś przerodzi się w coś więcej - opowiada Wiktoria. Przełom nastąpił, kiedy byli nastolatkami. Wiktoria zaczęła jeździć z przyjacielem na dyskoteki. Pewnego dnia znajomy zabrał ze sobą Miłosza. Od tamtej pory zaczęli spotykać się coraz częściej. Zwykłe rozmowy stawały się coraz dłuższe, wspólnie spędzane chwile coraz ważniejsze.
- Miłosz zaprosił mnie na fondanty i właśnie wtedy nasza historia zaczęła pisać się na dobre. Od tamtej pory już zostałam i tak jesteśmy razem do dziś - uśmiecha się Wiktoria. Po około trzech latach związku zdecydowali się na kolejny krok i wynajęli wspólne mieszkanie. - To był dla nas ważny moment. Chcieliśmy zacząć budować swoją codzienność, dzielić obowiązki i marzenia - mówi Wiktoria. Dwa lata później Miłosz postanowił, że chce dzielić z nią nie tylko mieszkanie i codzienność, ale całe życie.
Romantyczny plan
Był 24 sierpnia 2022 roku. Ten dzień Wiktoria do dziś wspomina ze wzruszeniem i ze śmiechem. - Wszystko zaczęło się od tego, że Miłosz zaproponował wycieczkę na Górę Świętej Anny. Już wtedy wydał mi się trochę inny niż zwykle. Był wyjątkowo czuły, ciągle mnie przytulał i zachowywał się nieco dziwnie. Oczywiście wtedy jeszcze nie domyślałam się, co planuje - opowiada. - Zamierzał oświadczyć się podczas wspólnego spaceru. Wszystko miał przemyślane.
Tyle że życie, jak później wielokrotnie miało się okazać również w przypadku ich syna, postanowiło napisać własny scenariusz. Po spacerze para wróciła do domu. Rozmawiali o przyszłości, planach i o dzieciach. - W pewnym momencie Miłosz powiedział, że zanim pojawią się dzieci, powinien być ślub. Odpowiedziałam z uśmiechem, że przecież najpierw muszą być zaręczyny. I wtedy wydarzyło się coś, czego nigdy nie zapomnę. Miłosz uklęknął i zadał mi to najważniejsze pytanie - wspomina Wiktoria. - Ze wzruszenia popłynęły mi łzy. Oczywiście odpowiedziałam: tak! Dopiero później Miłosz wyznał mi, że pierwotnie planował oświadczyć się podczas naszego spaceru na Górze Świętej Anny. Jak to stwierdził, nie dałam mu dojść do słowa, więc musiał zmienić swoje plany - śmieje się Wiktoria.
Nawet data nie była przypadkowa. - Następnego dnia mieliśmy jechać na koncert Eda Sheerana, a Miłosz planował pojechać już nie z dziewczyną, lecz z narzeczoną. Myślę, że to był jeden z najpiękniejszych i najbardziej romantycznych pomysłów, jakie mógł mieć - przyznaje.
Później przeprowadzili się do własnego mieszkania na wyspie, a 14 września 2024 roku zostali małżeństwem. - Dziś możemy spojrzeć wstecz i zobaczyć, jak pięknie potoczyła się nasza historia. Od dzieciaków grających na orliku, przez nastoletnie spotkania i pierwsze wspólne chwile, aż po wspólne mieszkanie, zaręczyny, ślub i najważniejszą rolę w naszym życiu - bycie rodzicami - mówi Wiktoria. - Nasza największa miłość zaowocowała czymś najpiękniejszym - naszą rodziną.
O dzieciach rozmawiali właściwie od zawsze. Wiedzieli, że chcą założyć rodzinę. Marzyli o synu. Decyzję, że przyszedł czas, aby ich wspólne marzenie spróbować spełnić, podjęli w walentynki 2025 roku. Jeszcze zanim ich syn pojawił się na świecie, czuli, że będzie miał sporo energii. - Wiedzieliśmy, że będzie duży, że będzie żywiołowy. Już w brzuszku kopał - wspomina jego mama.
Nie mieli większego problemu z wyborem imienia. Źródłem inspiracji była... koszykówka. - Jest taki grecki koszykarz Giannis Antetokounmpo, grający w NBA. Gdy oglądaliśmy razem mecze, to żona mówiła: „O, Antek będzie grał w tym meczu”, bo prościej było powiedzieć Antek niż Antetokounmpo. No i tak nam się spodobało - opowiada Miłosz.
Koszykówka wciąż zajmuje ważne miejsce w jego życiu. Miłosz nie tylko jest jej wielkim fanem, ale sam gra amatorsko w drużynie Goats Kędzierzyn-Koźle i regularnie bierze udział w mistrzostwach miasta.
Miłosz przeciął pępowinę
Antek od początku pokazał, że wszystko będzie robił na własnych zasadach. - Nie spieszył się z narodzinami i przyszedł na świat dopiero w 41. tygodniu ciąży - opowiada Wiktoria. Poród okazał się bardzo trudnym doświadczeniem. Trwał osiem godzin. Początkowo skurcze pojawiały się co dwie minuty. Później zaczęły zanikać. Przerwy wydłużały się najpierw do pięciu, a następnie nawet do dziesięciu minut. - Dużo się działo. Była to ogromna męczarnia - wspomina Wiktoria.
Ostatecznie konieczny był poród kleszczowy. Miłosz przez cały czas był przy żonie. Przyznaje, że widok wysiłku, bólu i zmęczenia Wiktorii zrobił na nim ogromne wrażenie. - Byłem szczęśliwy, ale też trochę przerażony wysiłkiem włożonym przez żonę podczas porodu. Pomyślałem wtedy, że nawet nie chciałbym drugiego dziecka, żeby nie musiała przez to drugi raz przechodzić - przyznaje szczerze.
Kiedy jednak ich syn wreszcie pojawił się na świecie, wszystko inne przestało mieć znaczenie. Miłosz przeciął pępowinę. - Bycie podczas narodzin własnego dziecka to piękna sprawa. Mega, naprawdę - mówi. A kiedy po raz pierwszy zobaczyli swojego syna, emocji nie dało się już powstrzymać. - Pierwszy moment, gdy go zobaczyliśmy... łzy same zaczęły lecieć - przyznaje Miłosz.
Po miesiącach oczekiwania, planowania i wyobrażania sobie tego momentu wreszcie mogli zobaczyć dziecko, które miało odtąd całkowicie odmienić ich codzienność. Na wspólny powrót do domu musieli trochę poczekać. Wiktoria i Antek spędzili w szpitalu dziewięć dni. Dla świeżo upieczonych rodziców każdy z nich wydawał się bardzo długi. W końcu nadszedł dzień powrotu. W domu na Antosia czekało rodzinne powitanie.
U taty na tzw. "leniwca"
Narodziny syna zmieniły również zawodowe życie Miłosza. Z zawodu jest elektrykiem i przez lata pracował w Austrii. Kiedy dowiedział się, że zostanie ojcem, razem z żoną podjęli decyzję, że czas zamknąć ten etap. Na początku roku Miłosz wrócił do pracy na miejscu. Nie chciał oglądać pierwszych miesięcy życia syna w telefonie. Chciał być obok.
Wiktoria na co dzień pracuje jako księgowa. Dziś ich rytm dnia wyznacza przede wszystkim najmłodszy członek rodziny. - Od dnia jego narodzin nasze życie zmieniło się o 180 stopni. Dni stały się na pewno bardziej intensywne, ale też pełne miłości, czułości i małych chwil, które dużo dla nas znaczą - opowiada Wiktoria. Bo z Antkiem nigdy nie wiadomo, jaki będzie poranek. - Czasami obudzi się z takim gorszym humorkiem. Wtedy wpada w takie furie, że nie wiemy, o co mu chodzi. Krzyczy, nawet nie płacze, tylko krzyczy, i w sumie nikt nie wie dlaczego - śmieje się Miłosz. Na szczęście dziecięce burze równie szybko się kończą, jak się zaczynają. - I jak ten uśmieszek się zobaczy, to jest coś pięknego - przyznaje tata. - A jeszcze przyjemniej, jak budzi się z tym uśmieszkiem - dodaje Wiktoria.
Jak każdy długo wyczekiwany maluch, Antek zdążył dostać wiele zabawek. Kolorowych, miękkich, grzechoczących i przeznaczonych specjalnie dla niemowląt. Na razie żadna z nich nie może konkurować z przedmiotem znacznie prostszym. Zwykłą butelką wody. To właśnie ona potrafi na długo przyciągnąć uwagę chłopca. Antek bardzo lubi kąpiele. Pluskanie w wodzie wyraźnie sprawia mu przyjemność i pomaga się uspokoić. Jest też miejsce wyjątkowe, w którym niemal wszystko staje się lepsze. - Jednym z jego ulubionych miejsc jest tata, zwłaszcza gdy Antoś może poleżeć na nim na tak zwanego „leniwca”. W takiej pozycji zazwyczaj się uspokaja - opowiada Wiktoria.
Codzienność młodych rodziców wygląda dziś zupełnie inaczej niż jeszcze kilka miesięcy temu. - Są pełne przytulasów, spacerów, usypiania, przewijania i karmienia, ale nie zamienilibyśmy tego na nic innego - przyznaje Wiktoria. Są zmęczeni, czasami zaskoczeni kolejnym dziecięcym humorem, uczą się odczytywać potrzeby syna i układają całe życie według jego rytmu. Jednocześnie przyznają, że to właśnie te najzwyklejsze chwile stały się dla nich najważniejsze.
Narodziny Antoniego były ogromnym wydarzeniem nie tylko dla Wiktorii i Miłosza. Antek jest pierwszym wnukiem w rodzinie. Dziadkowie mieszkają w Koźlu, dlatego mogą być blisko niego i obserwować, jak z każdym tygodniem się zmienia. Rodzice Miłosza to Anna i Michał, a mama Wiktorii ma na imię Iwona. Antek ma więc dwie babcie i jednego dziadka, którzy od początku są w nim bez pamięci zakochani. Z każdą z babć łączy go wyjątkowa relacja. - Z jedną z nich uwielbia spędzać czas na działce, gdzie chętnie odpoczywa, bujając się w hamaku. Z drugą babcią najchętniej wymienia uśmiechy i prowadzi pierwsze „rozmowy”, które zawsze kończą się wspólnym śmiechem - opowiada Wiktoria.
Nic więc dziwnego, że kiedy Antek wystartował w plebiscycie na Bobasa Miesiąca, cała rodzina potraktowała sprawę bardzo poważnie. - Konkurs dostarczył nam mnóstwo emocji! Ciągle sprawdzaliśmy wyniki i z niecierpliwością obserwowaliśmy, czy ktoś nas nie dogania. Najbardziej zaangażowani byli oczywiście tata i obie babcie. To oni najbardziej przeżywali każdy oddany głos - śmieje się mama zwycięzcy.
Psi brat czuwa
W domu na Antosia czekał jeszcze jeden członek rodziny, pies Cziter. To wyżeł weimarski, który jest z Wiktorią i Miłoszem od czterech lat. Jeszcze przed narodzinami dziecka młodzi rodzice zastanawiali się, jak pies zareaguje na pojawienie się w domu niemowlęcia. Obawy szybko zniknęły. - Chyba nie mógł lepiej zareagować na Antosia. Powąchał go z dużym spokojem. Buziaczki chciał mu dawać - opowiada Miłosz. Teraz Cziter jest jednym z najciekawszych obiektów obserwacji małego Antka. - Z ogromnym zaciekawieniem obserwuje swojego psiego brata, który często przyciąga jego wzrok - mówi Wiktoria.
Wiktoria i Miłosz przyznają, że jeszcze przed narodzinami syna rozmawiali o tym, że chcieliby mieć dwoje dzieci. Marzyli, aby ich pierwsze dziecko miało kiedyś brata albo siostrę. Po trudnym porodzie i pierwszych intensywnych miesiącach rodzicielstwa nie spieszą się jednak z kolejnymi decyzjami. - Na razie robimy sobie przerwę - mówią zgodnie. Miłosz wciąż pamięta moment, w którym patrząc na cierpienie żony podczas porodu, pomyślał, że nie chciałby, aby musiała przechodzić przez to ponownie. Wiktoria również nie ukrywa, że rodzicielstwo, choć przynosi niewyobrażalną radość, jest doświadczeniem niezwykle intensywnym. - Jest to ogromne szczęście, ale też ogromne przeżycie - przyznaje.
Na razie całą uwagę poświęcają Antosiowi. Patrzą, jak każdego dnia uczy się czegoś nowego. Jak coraz uważniej obserwuje świat. Jak rozpoznaje bliskich. Jak odwzajemnia uśmiechy. Jak uspokaja się na rękach taty. Jak „rozmawia” z babcią, odpoczywa w hamaku na działce i wpatruje się w Czitera. I choć od jego narodzin ich życie rzeczywiście zmieniło się o 180 stopni, nie chcieliby wrócić do tego, co było wcześniej. - Dzięki Antkowi nauczyliśmy się zwolnić, bardziej doceniać codzienność i cieszyć się każdą wspólnie spędzoną chwilą. To dopiero początek naszej wspólnej przygody, a już nie wyobrażamy sobie życia bez niego - przyznają rodzice.



Napisz komentarz
Komentarze