Dawid Kasprzyk urodził się w 1992 roku w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie dorastał i mieszkał. Przez kilka lat służył w Wojsku Polskim. Po zakończeniu służby osiedlił się w niewielkiej miejscowości niedaleko Jarocina. Obecnie pracuje jako kierowca zawodowy.
Od dzieciństwa interesuje się historią II wojny światowej, szczególnie wydarzeniami rozgrywającymi się na froncie europejskim oraz mniej znanymi faktami z tego okresu. Pomysł na napisanie powieści „Gdy wojna zapuka do drzwi” zaczął rozwijać po poważnym wypadku w pracy. Długa rekonwalescencja i związana z nią przerwa w życiu zawodowym dały mu czas na rozpoczęcie pracy nad historią siedemnastoletniego Ślązaka przymusowo wcielonego do Wehrmachtu. Obecnie autor pracuje nad kolejnymi projektami literackimi.
O czym opowiada książka „Gdy wojna zapuka do drzwi”?
Jest rok 1941. Dla mieszkańców III Rzeszy wojna wciąż wydaje się czymś odległym. Niemal cała Europa znalazła się pod hitlerowskim panowaniem. Trwają walki w Afryce Północnej, a w czerwcu Niemcy rozpoczną operację „Barbarossa” i zaatakują Związek Radziecki.
Spokojne życie siedemnastoletniego Janka Krawczyka kończy się w chwili, gdy do drzwi jego rodzinnego domu pukają niemieccy żołnierze. Młody Ślązak zostaje powołany do Wehrmachtu i zmuszony do opuszczenia matki oraz młodszego brata. Trafia do świata wojskowych rozkazów, przemocy i bezwzględnych zasad, w którym to inni mają odtąd decydować, kim jest i po której stronie powinien walczyć.
Los stawia go jednak przed kolejnym wyborem. Droga rozpoczęta w niemieckim mundurze prowadzi Janka do polskiej partyzantki. Tam chłopak próbuje odnaleźć własne miejsce, odzyskać kontrolę nad swoim życiem i pozostać wiernym wartościom wyniesionym z rodzinnego domu. Nie jest to łatwe, ponieważ wojna nie pozostawia miejsca na bezpieczne decyzje. Każdy wybór może kosztować życie jego samego albo ludzi, za których zaczyna czuć się odpowiedzialny.
„Gdy wojna zapuka do drzwi” przedstawia wojenną rzeczywistość z perspektywy młodego człowieka, któremu odebrano możliwość spokojnego wejścia w dorosłość. To opowieść o przymusie, odpowiedzialności, stracie i walce o zachowanie człowieczeństwa w świecie, który nieustannie wystawia je na próbę.
Historia Janka Krawczyka jest fikcyjna, lecz została zainspirowana prawdziwymi życiorysami i doświadczeniami wielu osób. Ich losy autor połączył i przedstawił poprzez historię jednego bohatera.
Fragment powieści „Gdy wojna zapuka do drzwi”
Rozdział I – „Nowa rzeczywistość”, marzec 1941 roku
Pukanie do drzwi było ostre, niemal agresywne. W ciszy naszego małego domu brzmiało jak wystrzał. Matka spojrzała na mnie z przerażeniem, a Franek zamarł nad kartką, wbijając we mnie ciemne, szeroko otwarte oczy.
Nie musieliśmy nic mówić. Wszyscy wiedzieliśmy, co oznacza to pukanie. Od tygodni krążyły plotki, że Niemcy będą zabierać chłopaków z naszej wsi jednego po drugim. „Do Wehrmachtu” – szeptano z przerażeniem. Nikt nie wiedział, kiedy przyjdzie jego kolej. Teraz przyszła moja.
– Janek, nie otwieraj – wyszeptała matka, chwytając mnie za rękę. Jej lodowate palce drżały. – Może pójdą dalej. Może zapukają do Kowalskich...
Pukanie zmieniło się w łomot. Franek skulił się na krześle, a ołówek upadł na podłogę. Matka ścisnęła moją rękę mocniej, jakby chciała mnie powstrzymać, ale wiedziałem, że jeśli nie otworzę, wejdą siłą. Widziałem to już u sąsiadów: drzwi wyważone, krzyki, a potem cisza. Nie mogłem na to pozwolić.
– Muszę – powiedziałem cicho, wysuwając dłoń z jej uścisku. Spojrzałem jej w oczy, błyszczące od łez. – Jeśli nie otworzę, zrobią coś gorszego. – Janek... – zaczęła, ale nie dokończyła.
Podszedłem do drzwi, czując, jak moje serce wali jak młot. Każdy krok wydawał się ważyć tonę. Wziąłem głęboki oddech i otworzyłem.
Dwóch niemieckich żołnierzy stało na progu. Jeden z nich, wysoki i szeroki w barach, miał na sobie idealnie dopasowany mundur. Jego twarz była kamienna, bez wyrazu. Drugi, młodszy, trzymał karabin, jakby czekał na pretekst, żeby go użyć. Ich obecność wypełniła cały dom, jakby zabrali ze sobą chłód z zewnątrz.
– Jan Krawczyk? – zapytał ten wyższy. Jego głos był zimny, jakby wypowiadane słowa nie należały do człowieka, lecz do bezdusznej maszyny. – Tak – odpowiedziałem, próbując brzmieć pewnie. – Masz pięć minut, żeby się spakować – powiedział, a jego słowa brzmiały jak wyrok. – Wehrmacht cię wzywa.
Matka rzuciła się do przodu, chwytając mnie za ramiona, jakby chciała mnie zasłonić własnym ciałem.
– On jest tylko dzieckiem! – krzyknęła, patrząc na Niemców z desperacją w oczach. – Ma dopiero siedemnaście lat! Nie możecie go zabrać! Żołnierz spojrzał na nią bez emocji. – Jeśli nie pójdzie, zabierzemy całą rodzinę – powiedział spokojnie, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.



Napisz komentarz
Komentarze