“Sowa-Tech” jest własnością Tomasza Wąsa oraz Grzegorza Świątczaka. To oni wpadli na pomysł, żeby jakoś uprzyjemnić deszczowe dni. "Sowa” cieszy się wielką popularnością wśród okolicznej młodzieży, więc nie było problemów ze znalezieniem ochotników. Reguły nie były, na pierwszy rzut oka, zbyt skomplikowane. Każdy zawodnik miał do dyspozycji komputer oraz wyjście do toalety. Nie można było opuścić kawiarenki. Zabronione było picie alkoholu, palenie tytoniu i wszelkie inne używki. Jeśli komuś brakowało jedzenia lub napojów - mógł liczyć jedynie na życzliwość ze strony rodziny lub licznie przetaczających się przez “Sowę” znajomych. To pierwszy konkurs na terenie miasta, jednak jak zapewniają organizatorzy - nie ostatni. Impreza była bezpłatna, jednak jeśli ktoś nie wytrzymałby limitu (tym razem wynosił on 12 godzin), musiałby zapłacić za spędzone przed komputerem godziny. Zaczęli w piątek o godzinie 10 rano, natomiast ostatni zapaleniec opuścił salę o 22... w niedzielę! Wynik 60 godzin jest nie tylko imponujący w naszym mieście. Rekord Polski w tej “konkurencji”, jeśli chodzi o kawiarnie internetowe, wynosi 36 godzin. - Odnotujemy to na naszej stronie internetowej i wtedy jego osoba będzie sławna - powiedział nam Grzegorz (Y), który pomaga w “Sowie”.
Choć “Sowa” jest przede wszystkim miejscem spotkania męskiego grona internautów, do konkursu stanęły też dwie kobiety o nickach Kador i Izaa. Najmłodszy zawodnik, Morfeusz, miał 13 lat. Wszyscy zawodnicy przekroczyli limit, co oznacza, że nikt za zabawę nie zapłacił. Cache i Cador wytrzymali 13 godzin, łzaa nie opuściła sali przez 15 godzin. Dino 1 przesiedział przy komputerze o 3 godziny dłużej, natomiast Coolio i Morfeusz - ponad 28 godzin. Ponad 30 godzin spędzili w kawiarence Iced, Rook i Lean. Trzeciego dnia rano Rook i Iced odpadli, a na placu boju został już tylko Lean. I właściwie wiadomo już było, że wygrał, ale nie bardzo chciał zrezygnować z kontynuacji zabawy. Tomek siedział do godziny 22 w niedzielę, co znaczy, że wytrzymał 60 godzin. Ostatecznie, turniej zakończy! się w niedzielę, ale Lean i tak chciałby posiedzieć jeszcze trochę:
- Zostałbym jeszcze trochę, ale nikt nie chciał już ze mną zostać - powiedział nam po turnieju. Chyba rzeczywiście nie chciało mu się spać, bo po zakończeniu i otrzymaniu w gronie właścicieli kawiarenki oraz przyjaciół dyplomu, Tomek zamiast pójść do domu, poszedł z kolegami grać w koszykówkę. A następnego dnia w południe był już z powrotem w kawiarence. Teraz w nagrodę może spędzić w “Sowie” 60 godzin, nie płacąc za nie. Podczas konkursu zawodnicy przeważnie spędzali czas na IRC-u, ale od czasu do czasu przerzucali się na gry. Najgorzej, jak mówili, było w nocy, zwłaszcza tej ostatniej, kiedy zawodników było już niewielu i czas niemiłosiernie się dłużył. W ciągu dnia jednak do zawodników przychodzili znajomi i rodzina, więc godziny mijały w miarę szybko. Pod koniec w grę wchodziła, oprócz wytrzymałości, psychologia. Wygrywał ten, który miał silniejszą osobowość i potrafił opanować zmęczenie, nie zamknąć zapuchniętych powiek i nie zasnąć na klawiaturze (z tego powodu jeden zawodnik musiał opuścić salę). Mimo wszystko jednak rekord Tomka jest imponujący, nawet dla niego samego - Mój rekord osobisty to 54 godziny, chciałbym go poprawić - powiedział nam jeszcze podczas konkursu, około 30 godziny. Turniej Twardzieli jest pierwszym, ale nie ostatnim konkursem w “Sowie”. Na początku września Kędzierzyn rywalizować będzie z Koźlem w Quake’a.

Tekst pochodzi z Gazety Lokalnej nr 31 z 9.08.2000 r.



Napisz komentarz
Komentarze