piątek, 4 września 2026 21:54
Reklama
Reklama
Reklama

Koszulki gwiazd ZAKSY, medale olimpijczyka i piłka mistrzów świata. Takie muzeum jest w Sławięcicach

Z zewnątrz wygląda jak zwykły osiedlowy sklep spożywczy. W środku, obok produktów codziennego użytku, zaczyna się jednak zupełnie inny świat. Koszulki znanych siatkarzy, ich buty i stroje treningowe, piłki z najważniejszych spotkań, medale, plakietki, olimpijskie identyfikatory i dziesiątki innych sportowych pamiątek.
Koszulki gwiazd ZAKSY, medale olimpijczyka i piłka mistrzów świata. Takie muzeum jest w Sławięcicach
Herbert Melich w swoim niezwykłym muzeum

Wszystkie eksponaty można wziąć do ręki i z bliska obejrzeć. Od kilkunastu lat Herbert Melich prowadzi w Sławięcicach swoje niewielkie, prywatne muzeum sportu.

Ma 64 lata i ze Sławięcicami związany jest właściwie od urodzenia. Spędził tutaj całe życie. Od 30 lat przy ul. Sadowej 2 prowadzi sklep Melich. Sam handel w tym miejscu ma jednak dłuższą historię, a początki rodzinnego interesu były znacznie skromniejsze.

- Najpierw to był taki malutki kiosk. Mówili na niego „drewutnia”, bo wcześniej było tam coś takiego. Od niego wszystko się zaczęło, a później rodzice wybudowali sklep, który jest teraz. Mamy dużo produktów od polskich dostawców i rolników – jajka, pieczywo, warzywa, polskie owoce czy wędliny z Podhala - opowiada Sabina Melich-Widurska, córka Herberta.

- Większość klientów przychodzi do nas od pokoleń. Czasami wpadają nawet tylko po to, żeby sobie pogadać, bo mówią, że panuje tutaj rodzinna atmosfera. Rodzice są w Sławięcicach bardzo dobrze znani, ponieważ poza prowadzeniem sklepu od wielu lat angażują się w różne lokalne akcje jako wolontariusze czy darczyńcy. Na stałe współpracują z miejscowymi instytucjami – przedszkolem, szkołami, parafią, biblioteką, radą osiedla, a także z lokalnymi firmami. Nawet dziewczyny pracujące w sklepie są z nami niezmiennie od wielu lat. To taka nasza rodzina - dodaje Sabina Melich-Widurska.

Z czasem część sklepu zamieniła się w miejsce, którego trudno szukać w przewodnikach turystycznych, a które potrafi zaskoczyć nawet osoby na co dzień niezainteresowane sportem. Pomiędzy sklepowymi regałami i w specjalnie przygotowanej części zaczęło przybywać pamiątek związanych przede wszystkim z siatkówką, ale również z innymi dyscyplinami.

- Dziesięć lat na pewno - odpowiada Herbert Melich, gdy pytamy, od jak dawna istnieje jego muzeum. Rodzina precyzuje, że kolekcja zaczęła powstawać już około 13 lat temu.

I nie jest to zamknięty zbiór. Wręcz przeciwnie - kolekcja cały czas się powiększa, a wraz z rosnącą popularnością tego niezwykłego miejsca pojawiają się kolejne osoby gotowe przekazać swoje sportowe pamiątki.

- Co chwilę ktoś coś przynosi - mówi właściciel.

Pamiątki, które ludzie chcą tu zostawić

Kolekcja powstawała inaczej niż zbiory typowego muzeum. Nie było budżetu na zakupy ani planu pozyskiwania eksponatów. Zadziałały znajomości, sportowe kontakty i poczta pantoflowa. Jedna osoba przyniosła koszulkę, druga medal, ktoś inny piłkę. Z czasem informacja o niezwykłym miejscu zaczęła zataczać coraz szersze kręgi.

Niektóre przedmioty trafiają tutaj z bardzo osobistych powodów. Herbert wspomina dziewczynę, która niedawno przyniosła szalik należący do jej zmarłego ojca. Jego życzeniem było, aby właśnie tutaj znalazł swoje miejsce.

Takich historii są dziesiątki. Ktoś znajduje w domu sportową pamiątkę i zamiast pozostawić ją w szafie, przynosi ją na Sadową. Inni dowiadują się o kolekcji z filmów publikowanych przez osoby odwiedzające sklep. Dzięki temu miejsce zaczęło żyć własnym życiem.

Koszulki, w których naprawdę grali

Znaczną część zbiorów stanowią stroje sportowców. Nie są to sklepowe repliki, ale w wielu przypadkach rzeczy używane przez zawodników podczas meczów, treningów lub zawodów.

Herbert pokazuje oryginalną koszulkę reprezentacyjną Adama Swaczyny. Jak podkreśla, może to być jedyna taka koszulka zawodnika, jaka trafiła poza jego prywatne zbiory.

W kolekcji znajduje się również oryginalna koszulka Mai Włoszczowskiej, używana przez nią podczas startów, a także stroje innych sportowców. Jedna z pamiątek należała do nieżyjącego już zawodnika i została przekazana właścicielowi przez osobę, która wcześniej zgromadziła kilka oryginalnych koszulek.

Jest nawet koszulka zawodnika, który występował na Wyspach Owczych, a później przeniósł się do Włoch.

- Powiedział, że takich koszulek w Polsce nie ma - wspomina Herbert Melich.

Właściciel nie ogranicza się przy tym wyłącznie do największych nazwisk. Interesują go również ludzie pracujący wokół sportu. W kolekcji znajduje się również oryginalna koszulka Olafa Gołąbka, pochodzącego z Kędzierzyna-Koźla fizjoterapeuty związanego z siatkówką, który pracował także w Lublinie.

Buty Kaczmarka, pamiątki od Kurka i Leona

Najwięcej miejsca zajmuje jednak siatkówka. Nic dziwnego - Kędzierzyn-Koźle przez dziesięciolecia stał się jednym z najważniejszych punktów na siatkarskiej mapie Polski i Europy. Przez sklep Herberta przewijali się ludzie związani z miejscowym środowiskiem siatkarskim. Wspomina m.in. Michała Chadałę, który wpadał tutaj nawet na lody. Odwiedzał go również Sebastian Świderski, a ostatnio pojawił się Kamil Semeniuk. Za każdą z takich wizyt może kryć się kolejny eksponat.

Herbert pokazuje pamiątki od Kamila Semeniuka, wśród nich koszulkę treningową. Zależy mu na tym, aby odwiedzający mogli zobaczyć nie tylko stroje znane z telewizyjnych transmisji, ale również ubrania, w których zawodnicy przygotowują się do spotkań.

Są pamiątki związane z Bartoszem Kurkiem i Wilfredo Leonem. Są rzeczy przekazane przez ludzi z bezpośrednim dostępem do zawodników. Jest wreszcie pokaźny zestaw należący do Łukasza Kaczmarka.

Historia jego pozyskania szczególnie utkwiła Herbertowi w pamięci.

Kiedy Łukasz Kaczmarek odchodził z Kędzierzyna-Koźla, osobiście przyniósł do sklepu swoje rzeczy. Zostawił buty, koszulkę oraz cały strój treningowy.

- Żeby dzieci mogły zobaczyć, w czym oni trenują - tłumaczy Herbert Melich.

Dzisiaj można więc zobaczyć kompletny zestaw zawodnika: spodnie, koszulkę treningową, meczową i buty. Dla Herberta ważniejsze od wartości materialnej jest właśnie to, że młody człowiek może stanąć przed strojem znanym z boiska i zobaczyć go z odległości kilkunastu centymetrów.

Piłka, którą zdobyto mistrzostwo świata

Szczególne miejsce zajmują piłki. Herbert od razu zaznacza, że nie chodzi o zwykłe egzemplarze kupione w sklepie i później podpisane przez zawodników.

- To są wszystko meczówki - podkreśla. Jednym z najcenniejszych eksponatów jest piłka związana z mistrzostwami świata siatkarzy w 2014 roku, które rozgrywano w Polsce. Turniej rozpoczął się 30 sierpnia meczem otwarcia na Stadionie Narodowym w Warszawie, a zakończył 21 września wielkim finałem w katowickim Spodku. Reprezentacja Polski, prowadzona przez Stéphane’a Antigę, pokonała w nim Brazylię 3:1 i po 40 latach ponownie została mistrzem świata.

Był to jeden z największych sukcesów w historii polskiej siatkówki. Oryginalna piłka meczowa znajdująca się w zbiorach Herberta Melicha ma więc szczególną wartość. Znajduje się na niej autograf trenera.

Melich zwraca uwagę na oznaczenia umieszczane na piłkach. Jak tłumaczy, sędziowie oznaczają egzemplarze wykorzystywane podczas spotkań, dzięki czemu można potwierdzić ich meczowe pochodzenie.

Kolejna wyjątkowa piłka pochodzi z Ligi Mistrzów i związana jest z sukcesem Aluronu CMC Warty Zawiercie. Pokrywają ją podpisy zawodników drużyny. Do tego dochodzą kolejne pamiątki związane z historycznymi sukcesami Zawiercia, w tym koszulka z podpisami zespołu.

Skarb olimpijczyka ze Sławięcic

Wśród dziesiątek przedmiotów szczególne miejsce zajmuje kolekcja związana z człowiekiem pochodzącym ze Sławięcic – Helmutem Kriegerem, jednym z najlepszych polskich kulomiotów lat 80. i 90. oraz uczestnikiem igrzysk olimpijskich w Seulu.

To właśnie Krieger, jak przyznaje Herbert, był jednym z impulsów do rozwijania sportowej kolekcji. Na stole i w gablotach można zobaczyć imponujący zbiór jego medali oraz pamiątek z kariery trwającej ponad dwie dekady. Są medale mistrzostw Polski i halowych mistrzostw kraju, pamiątki z Memoriałów Janusza Kusocińskiego, mistrzostw Europy, międzynarodowych mityngów oraz zawodów, w których Krieger występował w biało-czerwonych barwach.

Wśród nich znajdują się pamiątki z mistrzostw Europy w Stuttgarcie w 1986 roku, Glasgow w 1990 roku, zawodów Golden Gala we Włoszech, międzynarodowych zawodów w Monako, Memoriałów Kusocińskiego czy zawodów w Paryżu.

Są złote medale mistrzostw Polski, m.in. z 1986, 1992 i 1995 roku, oraz medal halowych mistrzostw Polski z 1987 roku.

Jedna z najciekawszych części kolekcji dotyczy XXIV Letnich Igrzysk Olimpijskich w Seulu w 1988 roku. Zachowała się oryginalna karta identyfikacyjna Kriegera. Widnieje na niej jego fotografia, nazwisko, oznaczenie „Competitor”, „NOC Poland” oraz symbol lekkoatletyki. Jest także dokument wystawiony przez Polski Komitet Olimpijski.

Do tego dochodzą olimpijskie medale pamiątkowe i zestaw przypinek, m.in. z symbolami Polski, Korei Południowej oraz innych reprezentacji. W jednym miejscu znalazła się więc spora część historii kariery sportowca, który ze Sławięcic dotarł na olimpijski stadion w Seulu.

Tutaj medal można wziąć do ręki

Herbertowi zależy na czymś jeszcze. Jego muzeum nie ma być miejscem, w którym wszystko ogląda się zza szyby.

- Mnie najbardziej zależy na dzieciach – mówi. I właśnie dlatego część eksponatów można wziąć do ręki. Medal ma mieć ciężar, fakturę, ma być czymś realnym, a nie tylko przedmiotem oglądanym z odległości. - Zawsze mówię: ile trzeba wysiłku, żeby medal zdobyć? - opowiada.

W jego zbiorach znajdują się pamiątki, których przeciętny kibic prawdopodobnie nigdy nie miałby okazji zobaczyć z tak bliska. A tutaj można przyjść, obejrzeć medal, dotknąć go i zobaczyć strój noszony przez zawodnika.

Herbert Melich przyznaje przy tym, że mimo tak swobodnego dostępu jeszcze nigdy nic mu nie zginęło. To chyba najlepiej pokazuje charakter tego miejsca. Nie jest stworzone wokół zabezpieczeń, barierek i gablot. Opiera się przede wszystkim na zaufaniu.

Muzeum bez biletu

Nie ma tutaj kas, biletów ani wyznaczonych godzin zwiedzania z przewodnikiem. Muzeum funkcjonuje razem ze sklepem MEL przy ul. Sadowej 2 w Sławięcicach. Można je odwiedzać w godzinach pracy sklepu – od 6.00 do 21.00, a w niedziele od 9.00 do 17.30. Wstęp jest bezpłatny. A jeśli akurat Herbert jest na miejscu, trudno skończyć wizytę na samym oglądaniu. Chętnie opowiada, skąd wziął się dany przedmiot, do kogo należał i kto go przyniósł.

Na miejscu jest również pokaźny zbiór książek poświęconych sportowi, przede wszystkim siatkówce, ale także publikacji związanych z lokalną historią i Sławięcicami. To jednak nie koniec. Za sklepem znajduje się boisko do siatkówki, z którego można bezpłatnie korzystać. Jeżeli ktoś nie ma własnej piłki, może dostać ją na czas gry od właściciela sklepu.

W pobliżu przygotowano również miejsce na ognisko. Korzystanie z niego także nic nie kosztuje. Zasada jest prosta - kiełbasę można kupić w sklepie, a później usmażyć ją przy ognisku.

W ten sposób sklep, muzeum, boisko i miejsce spotkań tworzą jedną całość. Można przyjść obejrzeć pamiątki najlepszych zawodników, a kilka minut później samemu stanąć przy siatce. I właśnie dzieci są dla Herberta najważniejsze. Nie chce tworzyć niedostępnego magazynu cennych przedmiotów. Chce, żeby sport można było tutaj zobaczyć, dotknąć, a później wyjść za sklep i spróbować go samemu.

Muzeum, które nie jest skończone

Po około 13 latach kolekcja nadal rośnie. Im więcej osób dowiaduje się o muzeum, tym częściej ktoś pojawia się z kolejną pamiątką. Czasami jest to rzecz należąca do znanego reprezentanta Polski. Innym razem szalik po zmarłym ojcu, który dla jednej rodziny znaczy więcej niż niejeden mistrzowski medal.

I chyba właśnie dlatego trudno to miejsce nazwać zwykłą kolekcją sportowych trofeów.

Herbert Melich zgromadził rzeczy związane z mistrzostwami świata, igrzyskami olimpijskimi, Ligą Mistrzów i reprezentacją Polski. Ma medale olimpijczyka, meczowe piłki, buty, koszulki i stroje ludzi znanych z telewizyjnych transmisji. Ale stworzył przy tym miejsce bardzo dalekie od typowego muzeum.

Tutaj drzwi otwiera się tak samo, jakby szło się po chleb czy lody. Nie trzeba kupować biletu. Nie trzeba umawiać wizyty. Można obejrzeć kolekcję, posłuchać historii gospodarza, wziąć do ręki medal, a później wyjść za sklep, pożyczyć piłkę i zagrać w siatkówkę.

I prawdopodobnie za jakiś czas na ścianie będzie wisiała kolejna koszulka, a na półce pojawi się następny medal. Bo niezwykłe muzeum przy Sadowej 2 w Sławięcicach cały czas tworzą ludzie, którzy uznają, że właśnie tutaj warto zostawić kawałek swojej sportowej historii.



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Zgred Treść komentarza: Ale co jest w tym regulaminie że jest pod wędkarzy? Możesz podać przykład takiej dyskryminacji? Data dodania komentarza: 4.09.2026, 17:33 Źródło komentarza: Sezon na Dębowej zakończony. Spokojnie, choć jeden z użytkowników notorycznie łamał regulamin. FILM Autor komentarza: Olek Treść komentarza: A co ma koncert do promowania czytelnictwa? Data dodania komentarza: 4.09.2026, 13:07 Źródło komentarza: W niedzielę w Sławięcicach, w sercu natury wybrzmią filmowe dźwięki Autor komentarza: 3ewrfd Treść komentarza: czysty region nie jest dostosowany do wymogów i oczekiwań mieszkańców Data dodania komentarza: 4.09.2026, 12:58 Źródło komentarza: Recykling zaczyna się w domu. Poznaj najważniejsze zasady i najczęściej popełniane błędy w segregacji odpadów Autor komentarza: _<>_ Treść komentarza: Ekologizm. zacofanie i regres. Fałszywa troska naszym kosztem Data dodania komentarza: 4.09.2026, 10:26 Źródło komentarza: Recykling zaczyna się w domu. Poznaj najważniejsze zasady i najczęściej popełniane błędy w segregacji odpadów Autor komentarza: Kuba Treść komentarza: Żeby mieli frajdę, poza kąpieliskiem i tak nie maja żadnych uprawnień, a skuterem za....ą ile manetka. Data dodania komentarza: 4.09.2026, 09:48 Źródło komentarza: Sezon na Dębowej zakończony. Spokojnie, choć jeden z użytkowników notorycznie łamał regulamin. FILM Autor komentarza: Marcos Narcos Julio Alvarez Baciata Treść komentarza: Podziękować pciembiorciom uciemiężonym, że im szkoda godnie Polakowi zapłacić. Taki spokój mieliśmy na dzielnicy, to albo kolumbia albo rzymianie nagle wpychani. Ktoś powinien za to beknąć. Pamiętajcie o tym przy wyborach samorządowych drodzy Sławięciczanie. Data dodania komentarza: 4.09.2026, 08:56 Źródło komentarza: Radny Tomasz Scheller reaguje na dantejskie sceny z udziałem Kolumbijczyków w Sławięcicach
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama