Z naszą redakcją skontaktowała się pani Martyna, znajoma pani Barbary. Nie prosiła o nagłośnienie wielkiego wydarzenia ani niezwykłego sukcesu. Poprosiła o coś znacznie ważniejszego – pomoc dla kobiety, która każdego dnia walczy o zdrowie i przyszłość swojej rodziny. - Basia jest ciepłą osobą. Życie nigdy jej nie rozpieszczało, a kiedy wreszcie zaczęło się stabilizować, przyszła dramatyczna diagnoza - napisała do nas Martyna.
Za tymi słowami kryje się historia 39-letniej Kędzierzynianki, mamy dwójki małych dzieci, której codzienność w ciągu kilku miesięcy zmieniła się nie do poznania. Wszystko zaczęło się w czerwcu, kiedy Barbara zauważyła guzek w prawej piersi. Nie zwlekała. Natychmiast umówiła się na badania. Potem były kolejne wizyty, biopsja i pełne niepokoju oczekiwanie na wyniki. Miała nadzieję, że to nic groźnego. Niestety, diagnoza była bezlitosna – nowotwór złośliwy prawej piersi z przerzutami do węzła chłonnego i sutka.
- W jednej chwili moje życie zmieniło się nie do poznania. Dziś każdy dzień jest walką, a największą siłę dają mi moje dzieci i nadzieja, że będzie dobrze - opowiada Barbara na stronie zbiórki prowadzonej przez Fundację Cancer Fighters.
Dziś życie Basi wyznaczają terminy badań, wizyt lekarskich i kolejnych cykli chemioterapii. Leczenie jest wyczerpujące. Pojawiają się osłabienie, zmęczenie i chwile, kiedy brakuje sił nawet na najprostsze czynności. A to jeszcze nie koniec. Lekarze planują mastektomię, a następnie radioterapię. Jednak obok strachu o własne zdrowie jest coś, co boli ją szczególnie mocno – rozłąka z dziećmi. Jej córeczka ma dopiero dwa latka. Synek dziewięć. Są w wieku, w którym mama jest całym światem. Potrzebują jej obecności, przytulenia, wspólnych zabaw i codziennych rozmów.
Kiedy Barbara przebywa w szpitalu, dziećmi opiekują się bliscy. Kobieta wie, że są bezpieczne, ale tęsknota nie daje o sobie zapomnieć. - Czasami boję się po prostu kolejnego dnia, ale kiedy patrzę na moje dzieci, wiem, że muszę być silna - wyznaje 39-latka.
Chce wrócić do tych wszystkich zwyczajnych chwil, które przed chorobą wydawały się oczywiste. Do wspólnego śniadania, dziecięcego śmiechu, spacerów, przytulania na dobranoc. Do życia, w którym największym zmartwieniem nie jest kolejny wynik badania.
Przed diagnozą jedną z największych pasji Barbary było fryzjerstwo. Uwielbiała poznawać nowe techniki strzyżenia, uczyć się upięć i rozwijać swoje umiejętności. Praca z włosami dawała jej radość i satysfakcję. Dzisiaj musi skupić całą energię na leczeniu. Ze względu na stan zdrowia nie może pracować, a koszty związane z chorobą są wysokie. Potrzebuje wsparcia finansowego, by przejść przez ten niezwykle trudny okres. Na szczęście nie jest sama. Ma przy sobie rodzinę, która pomaga w opiece nad dziećmi i wspiera ją w najtrudniejszych momentach. Są też przyjaciele, którzy nie chcą bezczynnie patrzeć na jej cierpienie. To właśnie dzięki zaangażowaniu znajomej historia Basi trafiła do naszej redakcji.
- Nie jest mi łatwo prosić o pomoc. Zawsze chciałam być samodzielna i sama radzić sobie z przeciwnościami. Tym razem jednak muszę prosić o wsparcie. Chcę walczyć - pisze.
Zbiórkę prowadzi Fundacja Cancer Fighters. Tutaj można pomóc Barbarze:
Każda wpłata, nawet niewielka, może pomóc jej w pokryciu wydatków związanych z chorobą i leczeniem. Ważne jest również udostępnienie zbiórki, aby informacja dotarła do jak największej liczby osób. Basia nie prosi o luksusy ani spełnienie wielkich marzeń. Chce odzyskać zdrowie, wrócić do swojej pasji i przede wszystkim być mamą, która może każdego dnia towarzyszyć swoim dzieciom w dorastaniu.



Napisz komentarz
Komentarze