niedziela, 9 sierpnia 2026 08:06
Reklama
Reklama
Reklama

Znów przyciągnął mnie Śląsk. Rozmowa z Maciejem Siembiedą

Podobno tak jak nigdy nie przestaje się być alkoholikiem, tak do końca życia jest się dziennikarzem - mówi w rozmowie z „Lokalną” Maciej Siembieda, dziennikarz, reportażysta, doktor nauk społecznych.
Znów przyciągnął mnie Śląsk. Rozmowa z Maciejem Siembiedą

Maciej Siembieda był redaktorem naczelnym dzienników regionalnych: „Gazety Opolskiej”, „Nowej Trybuny Opolskiej”, „Trybuny Śląskiej” i „Dziennika Bałtyckiego”. Od 2014 r. - przez 5 lat - był kierownikiem Katedry Dziennikarstwa Szkoły Wyższej Ateneum w Gdańsku, choć wykładowcą był od pierwszej połowy lat 90. - na Uniwersytecie Opolskim prowadził zajęcia z metod pracy redakcyjnej. Współpracował także z Uniwersytetem Gdańskim oraz Katolickim Uniwersytetem Lubelskim. Jest trzykrotnym laureatem tzw. polskiego Pulitzera, czyli Nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (1992, 1993, 1996) oraz zdobywcą pięciu nagród Media Trend. Od 1993 r. jest członkiem Związku Literatów Polskich. Autor kilku bestsellerów: „444”, „Miejsce i imię”, „Gambit”, „Wotum” oraz „Kukły”.

- Kolejna wizyta w Kędzierzynie-Koźlu. Pamięta pan która?

- Chyba mi już palców u rąk i nóg zabraknie, żeby zliczyć wszystkie moje wizyty w tym mieście, a odwiedzałem je jeszcze w czasach, gdy pracowałem w "Nowej Trybunie Opolskiej", ale i wcześniej. Bardzo to miasto lubię i zawsze tu wracam z ogromnym sentymentem. Natomiast przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Kędzierzynie-Koźlu zostałem zaproszony po raz drugi.

- Ostatnie lata w pana karierze można zaliczyć do bardzo udanych. Napisał pan pięć powieści, z których wszystkie okazały się bestsellerami i są doceniane nie tylko przez czytelników, ale i krytyków literackich.

- W Polsce pojęcie bestselleru jest nieco inne w porównaniu z tym, co obowiązuje na Zachodzie. Różne są, zmieniające się zresztą co roku, kryteria wyznaczające ten próg bestsellera. Ostatnio usłyszałem, że tak naprawdę wydawnictwo ma zysk już wtedy, gdy sprzeda się 3500 książek.

- Szału nie ma.

- Dokładnie. Natomiast o bestsellerze można mówić, gdy czytelnicy kupią od 15 do 17 tys. książek, ale to jest taka dolna granica. Dwie z moich powieści sprzedały się w takim właśnie nakładzie, a pozostałe są na dobrej drodze, by ten cel osiągnąć. W każdym razie każda z tych pięciu przebiła próg 10 tys., więc myślę, że można mówić o jakimś spełnieniu.

Przypuszczam, że niebawem możemy spodziewać się kolejnej pańskiej książki.

- Nowa powieść jest już skończona i ma 600 stron, ale nie wyjdzie w tym roku. Doszliśmy do wniosku z wydawcą, że nie będziemy jej upychać kolanem w okresie przedświątecznym, ponieważ w tym czasie nieco inne gatunki mają rację bytu. Na pewno wydamy to wiosną 2022 roku. Książka nosi tytuł „Katharsis”. Tak naprawdę są to cztery powieści w jednej. Bohaterami są Grecy, którzy przyjechali do Polski w 1949 roku, a konkretnie ojciec i syn. Trzecią postacią w tej hybrydzie jest przedwojenny przemytnik gdyński, bo to była granica z Wolnym Miastem Gdańskiem i tam przemyt kwitł na potężną skalę. Czwartym bohaterem jest gangster z powojennej już Gdyni. Wszyscy czterej spotkają się na Dolnym Śląsku, a połączy ich tajemnica kopalni uranu w Kletnie. Dużo czasu tam spędziłem, zbierając materiał. Znów przyciągnął mnie Śląsk i pewna zdobyta wiedza, a mianowicie, że pierwsza radziecka bomba atomowa powstała z polskiego uranu ze wspomnianego Kletna.

Rozmawiał Andrzej KOPACKI

Całość wywiadu w najnowszym wydaniu Nowej Gazety Lokalnej z 21 września

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Mryc 03.06.2022 09:38
Nic tylko czekać na kolejną książkę, Katharsis mam już za sobą - mimo gabarytów jest to tytuł, który bardzo dobrze się czyta, a historia bohaterów jest niebanalna!

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Świetny artykuł, ale osobiście zacząłbym tak, uzupełniając niejako: Kędzierzyńskie Azoty powstały na przełomie lat 40/50 zeszłego wieku na kompletnej ruinie poniemieckich zakładów koncernu Interessen Gemeinschaft Farbenindustrie AG (pupularnie: IG Farben) w dzisiejszym Kędzierzynie-Koźlu (ów. niem.: Heydebreck O.S.; amer.: Blechhammer South) produkujących w czasie II Wojny Światowej głównie benzynę syntetyczną, materiały smarne, kauczuki syntetyczne, kwasy tłuszczowe, glicerynę i formaldehyd wykorzystywane w produkcji militarnej. Była to produkcja ówcześnie strategiczna dla Niemców szczególnie po utracie złóż naftowych w Rumunii. Zakłady te ulokowano właśnie tutaj, czyli w ówczesnych Wschodnich Niemczech jako terenie nieosiągalnym dla uderzeń dalekiego zasięgu drugiej strony konfliktu wojennego. Z tych samych powodów zakłady o podobnym profilu produkcji ulokowano po sąsiedzku – Oberschlesische Hydrierwerke Aktien Gesellschaft Blechhammer (ów. niem.: Blechhammer, amer.: Blechhammer North, obecnie pol.: Blachownia ) oraz Schaffgotsch Benzin Werke GmbH (ów. niem.: Odertal, obecnie pol.: Zdzieszowice). Ta produkcja to był jedynie epizod czasowy i tonażowy - nigdy nie osiągnięto tu założonych przez Niemców i tak nikłych zdolności produkcyjnych, gdyż układ sił zmienił się w momencie, w którym 15 Armia Powietrzna Stanów Zjednoczonych Ameryki uzyskała możliwość operowania z terenu Włoch omijając silną obronę przeciwlotniczą na terenie Niemiec z dotychczasowego kierunku hipotetycznego uderzenia z Wielkiej Brytanii. Od tego czasu zakłady te były systematycznie niszczone w formie intensywnych bombowych nalotów lotniczych, szczątkowo odbudowywane przez ówczesnych gospodarzy (Niemców) rękami niewolników, czyli jeńców wojennych a ostatecznie zniszczone. Nasze Azoty przyjęły największy ciężar uderzenia – trzynaście bombardowań, łącznie 4000t bomb. To były bardzo złe dni, również dla mieszkańców okolicznych wiosek, gdyż często zdarzyły się uchybienia celności bombardowań. Po zakończeniu działań wojennych pozostałości ówczesnych IG Farben (dzisiejsze Azoty) zostały kompletnie rozebrane i wywiezione przez Rosjan do ówczesnego Związku Radzieckiego. Został tu tylko gruz. Dzisiejsze Zakłady Azotowe Kędzierzyn, będące obecnie elementem Grupy Kapitałowej Azoty zbudowali od podstaw Polacy. Dla osób zainteresowanych szczególnie polecam klepnięcie w okienko frazy „wojna o benzynę”. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 21:16 Źródło komentarza: Zakłady Azotowe Kędzierzyn na starych fotografiach. Niektóre są niesamowite Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Potwierdzam i zgadzam się. Moim zdaniem najlepsza aranżacja kozielskiego Rynku, to stan z fontanną-muszlą, żywopłotami, drzewami, rozległymi nasadzeniami kwiatowymi i wolnostojącymi kwietnikami. Jest to tutaj na jednej z widokówek. Wcześniejszych aranżacji nie pamiętam. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 20:52 Źródło komentarza: Tak prezentowało się nasze miasto na kartkach pocztowych Autor komentarza: wieśniak z miasta Treść komentarza: Pięć pytań: 1) Kto kogo zmusił do zakupu czegokolwiek - przykłady? 2) Kto kogo okradł skoro już mowa o złodziejstwie - przykłady? 3) Dlaczego dzisiaj cena litra PB95 w detalu u naszego narodowego paliwowego czempiona wynosi 7,02PLN w Brzesku a w Polanicy – Zdrój 7,34PLN? 4) Gdzie można kupić Izerę (polski samochód osobowy)? 5) Kto jest wieśniakiem, a kto niedoukiem podstaw ekonomii? Z góry dziękuję. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 20:24 Źródło komentarza: Świerkot z karą blisko 12,5 mln zł od UOKiK. Spółka odwołała się do sądu Autor komentarza: tw Treść komentarza: No dzieciarnia dała czadu Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:58 Źródło komentarza: Zamiast tradycyjnego „Biegaj z Koziołkiem” postawili na dwa kółka! ZDJĘCIA Autor komentarza: Nina Treść komentarza: Przecież można od drugiej strony wejść bez bramy.. więc poco takie zamieszanie. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:40 Źródło komentarza: Otworzył się zielony zakątek w sercu Kędzierzyna. ZDJĘCIA Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Marudne głupoty frustrata. W kozielskim parku ławek jest na tyle, że jeszcze nie zdarzyło mi się, aby nie było gdzie usiąść. Pokrzywy oczywiście są jako element ekosystemu, ale raczej w mikrej mniejszości, za to są nowe nasadzenia roślin niskopiennych – cały ten tydzień jeżdżą tam goście z paletopojemnikiem na pace i pompą spalinową, którzy podlewają te rośliny. Drzewa nie usychają, bo drzew się nie podlewa, co najwyżej walą się ze starości, bo mają po kilkaset lat, czyli więcej, niż ty komórek mózgowych, zdaje się. Nie marudź, ceń co jest, bo takie miejskie planty to luksus i ewenement i w dodatku bez biletowania (na razie?). Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:16 Źródło komentarza: Otworzył się zielony zakątek w sercu Kędzierzyna. ZDJĘCIA
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna