niedziela, 9 sierpnia 2026 05:57
Reklama Dental Clinic - baner reklamowy
Reklama
Reklama

Jacek Pelczar w pisaniu inspiruje się mitologią słowiańską

Po latach hobbystycznego pisania Jacek Pelczar z Kędzierzyna-Koźla postanowił spróbować swoich sił w konkursach literackich. Zainspirowany mitologią słowiańską, nieustannie odkrywa jej tajemnice. O pisaniu mówi, że to jego nałóg, bo nieraz chciał to rzucić, ale nie potrafił.
Jacek Pelczar w pisaniu inspiruje się mitologią słowiańską
Jacek Pelczar przy pracy nad kolejnym opowiadaniem

Jak zaczęła się jego miłość do słowa pisanego?

- Generalnie trudno mi znajdować początki. Zawsze myślę o przyczynach, źródłach, próbuję odszukać ten mały kamyczek wywołujący lawinę - opowiada Jacek Pelczar. - Podobnie w przypadku mojego pisania, które czaiło się gdzieś obok mnie na długo, nim to sobie uświadomiłem. Od kiedy pamiętam, kochałem czytać, uwielbiałem literaturę. Pisanie wypracowań było jedną z niewielu rzeczy sprawiających mi przyjemność w czasach szkolnych.

Wtedy też zaczął wymyślać swoje pierwsze historie. Przestał je pisać na studiach, ale sam nie wie dlaczego. Wrócił do tego lata później, kiedy mieszkał w Stanach Zjednoczonych, z dala od rodaków.

- Mimo że wciąż dużo czytałem po polsku, zacząłem łapać się na tym, że czasem, gdy rozmawiałem w ojczystym języku, brakowało mi jakiegoś słowa. Wstyd mi było z tego powodu przed znajomymi i rodziną, ale chyba najbardziej przed samym sobą, bo filologowi przecież coś takiego zwyczajnie nie przystoi. Wymyśliłem wtedy, że wrócę do pisania, by ćwiczyć język - wspomina.

Swoje teksty wydał w kilku antologiach: „Słowiański horror”, „Tabu 2”, „24.02.2022”.  Publikował również w czasopismach literackich: „Sofa”, „Biały Kruk” i „Histeria”. Opowiadanie jego autorstwa pod tytułem „Pieniacz”, będące częścią serii „Słowiańske koszmary”, można znaleźć w portalu Audioteka.

- Myślę, że do tej pory najtrudniejszym do napisania tekstem była dla mnie „Aurora” - przyznał Jacek Pelczar. - To opowiadanie, w którym mieszam kilka gatunków literackich. Fabuła postawiona jest do góry nogami. Od początku nikt nie wie, co tak naprawdę się dzieje, łącznie z główną postacią będącą narratorem. Kartka po kartce czytelnik odkrywa zawoalowane losy bohatera, wraz z nim dowiadując się, że historia ta skończyła się w momencie, w którym się zaczęła. Tworzenie tego tekstu przypominało budowanie domku z kart; wystarczył jeden fałszywy ruch, pojedyncze zdanie niebędące na miejscu, i całe opowiadanie by się posypało.

Pod koniec sierpnia nakładem wydawnictwa Planeta Czytelnika ukaże się antologia słowiańskiej fantastyki „Tryzna”, w której również znajdzie się opowiadanie kędzierzynianina. Jego bohaterami są dwaj słowiańscy wojownicy znani jako Bracia Wilcy. Jesienią autor spodziewa się publikacji jeszcze jednej antologii z jego udziałem, także w słowiańskich klimatach.

- Jestem też w trakcie pisania solowego zbioru opowiadań o dość nieoczekiwanym motywie przewodnim. Prace są na zaawansowanym etapie. Jeśli szczęście dopisze i wszystko pójdzie zgodnie z planem, to może już w przyszłym roku ukaże się pierwsza w pełni moja książka - zapowiada autor, podkreślając, jak ważna jest miłość do tego, co się robi.

- Dla mnie literatura to coś więcej niż tylko hobby - mówi Jacek Pelczar. - Często wydaje mi się, że to, co robię, pozbawione jest sensu. Spędzam kilkadziesiąt lub więcej godzin, pisząc opowiadanie na jakiś nabór. Zawsze jest to okupione jakimś kosztem. Najczęściej jest nim czas, którego nie poświęcam rodzinie i przyjaciołom, odmawiam sobie innych przyjemności, w tym snu, i odrzucam zlecenia zarobkowe. A wszystko za „szczęść Boże”, bo na tym poziomie, na którym jestem, pisze się za darmo, w zamian za publikację i egzemplarz autorski. Wiele razy, po różnych porażkach, obiecywałem sobie skończyć z pisaniem albo przynajmniej zrobić od niego długą przerwę, myśląc o innych pożytecznych rzeczach, na które mógłbym wykorzystać zaoszczędzony czas. Jednak nim się obejrzałem, znowu siedziałem przed komputerem, stukając w klawisze - wspomina.

 Kiedy pytamy go o miłość do słowiańszczyzny, podkreśla, że kiedy zaczął interesować się kulturą Słowian, był to jakby „zaginiony etnos”, i to właśnie owo zapomnienie przyciągnęło go do tego, by zgłębić temat.

- Sama słowiańszczyzna i zainteresowanie nią towarzyszą mi od bardzo dawna, a właściwie od czasów liceum, kiedy włączyłem się w ruch rekonstrukcji historycznej - opowiada nasz rozmówca. - Odtwarzałem wczesne średniowiecze. Najpierw byli to wikingowie, potem Słowianie. Nagle odkryłem, że istnieje cały aspekt historii, który jest mi słabo znany - bo w szkole nie uczono o tym zbyt wiele, a który stanowi przecież moje kulturowe i etniczne dziedzictwo. Zafascynował mnie ten zaginiony etnos, mój i wszystkich dookoła, któremu niewiele osób poświęcało wtedy uwagę. Zacząłem dużo o nim czytać, wkręciłem się tak, że ukończyłem filologię słowiańską.

Te jego zainteresowania nie rozmyły się z wiekiem, jak to często się zdarza. Dziś dalej zgłębia je, nie tylko tworząc teksty fantasy ze słowiańskimi motywami. Regularnie publikuje w czasopiśmie „Gniazdo – rodzima wiara i kultura”, skupiającym się na wszystkim, co słowiańskie. Pisuje tam zarówno artykuły, jak i bajki dla dzieci ze słowiańską nutą.

 Czego możemy nauczyć się od naszych słowiańskich przodków?

- Przede wszystkim miłości i szacunku do natury. Jak żyć w zgodzie z jej rytmem i prawami. Słowianie wiedzieli, że człowiek jest częścią przyrody, ma w niej swoje miejsce. My o tym zapominamy albo może już zapomnieliśmy. Wydaje nam się, że jesteśmy poza lub ponad wszystkim innym, a to nieprawda. Nie jesteśmy w stanie żyć bez natury, natomiast ona bez nas poradzi sobie doskonale. Ba! Nawet dużo lepiej niż z nami! - kończy Jacek Pelczar.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Świetny artykuł, ale osobiście zacząłbym tak, uzupełniając niejako: Kędzierzyńskie Azoty powstały na przełomie lat 40/50 zeszłego wieku na kompletnej ruinie poniemieckich zakładów koncernu Interessen Gemeinschaft Farbenindustrie AG (pupularnie: IG Farben) w dzisiejszym Kędzierzynie-Koźlu (ów. niem.: Heydebreck O.S.; amer.: Blechhammer South) produkujących w czasie II Wojny Światowej głównie benzynę syntetyczną, materiały smarne, kauczuki syntetyczne, kwasy tłuszczowe, glicerynę i formaldehyd wykorzystywane w produkcji militarnej. Była to produkcja ówcześnie strategiczna dla Niemców szczególnie po utracie złóż naftowych w Rumunii. Zakłady te ulokowano właśnie tutaj, czyli w ówczesnych Wschodnich Niemczech jako terenie nieosiągalnym dla uderzeń dalekiego zasięgu drugiej strony konfliktu wojennego. Z tych samych powodów zakłady o podobnym profilu produkcji ulokowano po sąsiedzku – Oberschlesische Hydrierwerke Aktien Gesellschaft Blechhammer (ów. niem.: Blechhammer, amer.: Blechhammer North, obecnie pol.: Blachownia ) oraz Schaffgotsch Benzin Werke GmbH (ów. niem.: Odertal, obecnie pol.: Zdzieszowice). Ta produkcja to był jedynie epizod czasowy i tonażowy - nigdy nie osiągnięto tu założonych przez Niemców i tak nikłych zdolności produkcyjnych, gdyż układ sił zmienił się w momencie, w którym 15 Armia Powietrzna Stanów Zjednoczonych Ameryki uzyskała możliwość operowania z terenu Włoch omijając silną obronę przeciwlotniczą na terenie Niemiec z dotychczasowego kierunku hipotetycznego uderzenia z Wielkiej Brytanii. Od tego czasu zakłady te były systematycznie niszczone w formie intensywnych bombowych nalotów lotniczych, szczątkowo odbudowywane przez ówczesnych gospodarzy (Niemców) rękami niewolników, czyli jeńców wojennych a ostatecznie zniszczone. Nasze Azoty przyjęły największy ciężar uderzenia – trzynaście bombardowań, łącznie 4000t bomb. To były bardzo złe dni, również dla mieszkańców okolicznych wiosek, gdyż często zdarzyły się uchybienia celności bombardowań. Po zakończeniu działań wojennych pozostałości ówczesnych IG Farben (dzisiejsze Azoty) zostały kompletnie rozebrane i wywiezione przez Rosjan do ówczesnego Związku Radzieckiego. Został tu tylko gruz. Dzisiejsze Zakłady Azotowe Kędzierzyn, będące obecnie elementem Grupy Kapitałowej Azoty zbudowali od podstaw Polacy. Dla osób zainteresowanych szczególnie polecam klepnięcie w okienko frazy „wojna o benzynę”. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 21:16 Źródło komentarza: Zakłady Azotowe Kędzierzyn na starych fotografiach. Niektóre są niesamowite Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Potwierdzam i zgadzam się. Moim zdaniem najlepsza aranżacja kozielskiego Rynku, to stan z fontanną-muszlą, żywopłotami, drzewami, rozległymi nasadzeniami kwiatowymi i wolnostojącymi kwietnikami. Jest to tutaj na jednej z widokówek. Wcześniejszych aranżacji nie pamiętam. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 20:52 Źródło komentarza: Tak prezentowało się nasze miasto na kartkach pocztowych Autor komentarza: wieśniak z miasta Treść komentarza: Pięć pytań: 1) Kto kogo zmusił do zakupu czegokolwiek - przykłady? 2) Kto kogo okradł skoro już mowa o złodziejstwie - przykłady? 3) Dlaczego dzisiaj cena litra PB95 w detalu u naszego narodowego paliwowego czempiona wynosi 7,02PLN w Brzesku a w Polanicy – Zdrój 7,34PLN? 4) Gdzie można kupić Izerę (polski samochód osobowy)? 5) Kto jest wieśniakiem, a kto niedoukiem podstaw ekonomii? Z góry dziękuję. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 20:24 Źródło komentarza: Świerkot z karą blisko 12,5 mln zł od UOKiK. Spółka odwołała się do sądu Autor komentarza: tw Treść komentarza: No dzieciarnia dała czadu Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:58 Źródło komentarza: Zamiast tradycyjnego „Biegaj z Koziołkiem” postawili na dwa kółka! ZDJĘCIA Autor komentarza: Nina Treść komentarza: Przecież można od drugiej strony wejść bez bramy.. więc poco takie zamieszanie. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:40 Źródło komentarza: Otworzył się zielony zakątek w sercu Kędzierzyna. ZDJĘCIA Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Marudne głupoty frustrata. W kozielskim parku ławek jest na tyle, że jeszcze nie zdarzyło mi się, aby nie było gdzie usiąść. Pokrzywy oczywiście są jako element ekosystemu, ale raczej w mikrej mniejszości, za to są nowe nasadzenia roślin niskopiennych – cały ten tydzień jeżdżą tam goście z paletopojemnikiem na pace i pompą spalinową, którzy podlewają te rośliny. Drzewa nie usychają, bo drzew się nie podlewa, co najwyżej walą się ze starości, bo mają po kilkaset lat, czyli więcej, niż ty komórek mózgowych, zdaje się. Nie marudź, ceń co jest, bo takie miejskie planty to luksus i ewenement i w dodatku bez biletowania (na razie?). Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:16 Źródło komentarza: Otworzył się zielony zakątek w sercu Kędzierzyna. ZDJĘCIA
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna