Reklama
niedziela, 14 czerwca 2026 17:50
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Dokąd wywieziono eksponaty z kozielskiego muzeum?

Eksponaty zgromadzone w kozielskim muzeum przekraczały w 1942 roku liczbę 20 tys. Do dziś nie wiadomo, jak cenny był to zbiór i co się z nim stało podczas drugiej wojny światowej.
Dokąd wywieziono eksponaty z kozielskiego muzeum?

Koźle od wielu wieków, jako miasto leżące na szlakach handlowych, było miejscem, gdzie osiedlali się ludzie z wielu stron świata. Od połowy wieku XVI do końca wieku XIX liczba mieszkańców miasta oscylowała wokół dwóch tysięcy. W połowie XVIII wieku, po zdobyciu całego Śląska przez wojska pruskie, naszemu miastu przybyły kolejne dwa tysiące żołnierzy wraz z rodzinami.

- W wojsku pruskim, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie służyli głównie Prusacy. Połowa żołnierzy pochodziła z naboru. Każdy regiment posiadał swój okręg, z którego wybierani byli żołnierze potocznie nazywani kantonistami - mówi historyk Robert Słota.

Według Encyklopedii Orgelbranda kantonista to kandydat przeznaczony do służby wojskowej, wybierany jako rekrut z pewnego okręgu, czyli kantonu. Odnosi się to do zasad poboru do armii pruskiej wprowadzonych w 1733 roku przez Fryderyka I i obowiązujących do 1813 roku. Druga połowa pochodziła z dobrowolnego naboru, nierzadko zagranicznego.

W XVIII wieku dość powszechna w Polsce, nie tylko wśród szlachty, była służba w wojsku zagranicznym. Żołnierzy pochodzących z Polski spotykamy również w Koźlu. Służba w korpusie oficerskim była dla wielu przedstawicieli szlachty możliwością zdobycia sławy, bogactwa, a w wielu przypadkach jedyną szansą na jakikolwiek stan posiadania, gdyż dziedziczenie dóbr obejmowało tylko i wyłącznie najstarszego potomka rodu.

- Nie inaczej było z pułkownikiem von Hülsenem, który swoją służbę w wojsku pruskim rozpoczął w VI regimencie garnizonowym, który organizował się w 1741 roku w brzeskiej twierdzy. Kiedy w 1743 roku zapadła decyzja o budowie twierdzy w Koźlu, pojawiła się konieczność zasilenia jej stałym garnizonem. W tej sytuacji VI regiment garnizonowy przeniesiono z Brzegu do Koźla - wyjaśnia Robert Słota.

Podczas służby w Koźlu von Hülsen uczestniczył w działaniach wojennych 1745 roku, kiedy to w maju forteca została zdobyta przez wojska Marii Teresy, a następnie podczas kilkudniowego oblężenia przez 20-tysięczną armię wróciła w ręce pruskie. W 1757 roku von Hülsen, po kilkunastu latach służby w garnizonie kozielskim, przeszedł na emeryturę i osiedlił się w naszym mieście. Od tego czasu rodzina von Hülsenów związała się z naszym miastem na blisko 200 lat.

- Kolejnym przedstawicielem tego rodu, który odegrał znaczącą rolę, był urodzony w 1816 roku we Wrocławiu major Herman von Hülsen. Poświęcił niemal całe życie służbie wojskowej. Już w 1835 roku zasilił szeregi 2. gwardyjskiego pułku piechoty. W kwietniu 1862 roku został komendantem w Koźlu. Za jego czasów dokonano wzmocnień fortyfikacji, magazynów, a także remontu wieży w forcie Fryderyka. Przy pracach zatrudnieni byli jeńcy duńscy - opowiada Robert Słota.

Herman miał dwóch synów: Waltera i Bernharda, którzy urodzili się w Koźlu. Obaj kontynuowali tradycje związane ze służbą w armii. Zarówno Walter, jak i Bernhard, po zakończeniu I wojny światowej, dosłużyli się stopni generalskich i pracowali w sztabie generalnym. Nie zapomnieli jednak swojej rodzinnej miejscowości. W latach 30. XX bardzo mocno wspierali Heimatsmuseum w Koźlu i byli w stałym kontakcie z jego dyrektorem Hansem Aleksandrem.

Współpraca zaowocowała przekazaniem przez starszego z braci von Hülsen, Bernharda, wielu pamiątek rodzinnych, szczególnie po ojcu, który przez kilka lat był w Koźlu komendantem. Walter wspierał również starania dyrektora mające na celu pozyskanie przez muzeum nowych pomieszczeń, gdyż stan eksponatów w 1942 roku przekroczył liczbę 20 tys. Niestety, po dziś dzień nie wiemy, dokąd zostały one wywiezione podczas wojny i czy zdołano je zabezpieczyć.

Ciekawostką jest to, że potomek rodziny, dr Matthias von Hülsen, do dziś zaangażowany jest w prace Fundacji Krzyżowa, która ma na celu wspieranie polsko-niemieckiego pojednania.


W zbiorach przedwojennego muzeum w Koźlu nie brakowało m.in. starych map. Widoczna na zdjęciu pochodzi z 1897 roku.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Treść komentarza: po co to komu niemaja na co kasy wydawac......... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 13:12 Źródło komentarza: DW 421 do rozbudowy. Powstanie także obwodnica Błażejowic i Łanów. ZDJĘCIA Autor komentarza: sugeruję Treść komentarza: wracaj do siebie za Bug... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 11:11 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: INGO Treść komentarza: Ale niemieckie pieniądze z unii europejskiej, to już inna sprawa. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 10:06 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Normalny człowiek stoi stabilnie na wyprostowanych nogach, gdzie szerokość rozstawu nóg równa się mniej więcej szerokości obręczy barkowej. Istnieją pozycje bardziej stabilne, „specjalne” np. pozycja z wykrokiem, pozycja z szerokim rozstawem nóg z ugięciem w kolanach (sztuki walki, sport). Na czymś takim jak hulajnoga człowiek nie ma żadnej stabilności, gdyż stoi „noga za nogą”, czyli w pozycji zupełnie nijakiej. Hulajnoga to był pojazd, a raczej zabawka, wymyślony dla biedaków, których nie było stać na rower i było to w czasach pokolenia urodzonego mniej więcej w połowie zeszłego wieku. Co się stało, że wymyślono takie coś, z napędem niezależnym (czyli bez popychania nogą jak sama nazwa wskazuje) i to pozwalającym osiągać prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę?! Rozumiem marketing, ale głupoty ludzi już nie. I tak samo głupoty ustawodawcy – takie coś powinno być zdelegalizowane! Władza rozpatruje kaski dla nieletnich na rowerach a o hulajnogach nic. Bezpieczniejsze byłyby już elektryczne wrotki czy rolki, ale nie chcę prowokować. A w ramach profilaktyki – podobny rajdowy as jednośladu przemykał codziennie ulicą Chrobrego w Koźlu w okolicach godziny 6:00. Wyeliminujcie go z ruchu zanim stanie mu się krzywda lub komu innemu. Chyba że to ten sam, co skończył w Azotach. Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:58 Źródło komentarza: Śmierć 48‑latka na hulajnodze elektrycznej. Kluczowe ustalenia dopiero przed biegłym Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Artykuły z tymi kiepskimi techniczne i perspektywicznie zdjęciami wyglądają na klikbajty typu „wróżenie z fusów”. Równie dobrze można by powiedzieć, że zdjęcie przedstawia kamienicę w Kędzierzynie na rogu ul. Grunwaldzkiej i Al. Jana Pawła II, po lewej widać fragment dworca kolejowego w Kędzierzynie a po prawej nieistniejącą dzisiaj zabudowę. Te zdjęcia są kopiowane ze znanych portali, tam są opisy i nierzadko bzdurne. Po co to? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:24 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Jeszcze raz: żyłem w innych czasach – nauczyciel muzyki rzucał w uczniów pękiem kluczy albo napierniczał po rękach drewnianą linijką albo smyczkiem od skrzypiec, pani od rosyjskiego waliła uczniów po łbie książką z zamachu zza ucha, facet od wuefu był wyrafinowany – on uderzał nieosłonięte części ciała specjalnym węzełkiem zawiązanym na sznurku od gwizdka a gość od matematyki dawał karne prace resocjalizacyjne – zrzucanie koksu do kotłowni, sprzątanie liści z boiska, prace porządkowe w kotłowni. W dzisiejszych standardach wszyscy ci nauczyciele mieliby pewnie co najmniej poczwórne dożywocie, ale za to za ich czasów nie było takich hec, jak w pewnej szkole w Toruniu (2003r.) gdzie nauczycielowi włożyli kosz na śmieci na głowę i jeszcze filmik z tego „wydarzenia” nagrali, była dyscyplina i szacunek dla belfra. A jak który uczeń coś naprawdę poważnie nawojował i wezwali rodziców do szkoły, to potem w domu jeszcze rodzice poprawili. I finalnie wszyscy jakoś tak nieoczekiwanie wyrośli na nieskrzywionych psychicznie obywateli. A jak jest z chuchanymi milenialsami bąbelkami, to przekona się każdy, u którego pojawią się w miejscu pracy współcześni 25+. Nie żebym popierał przemoc w szkole, ale…. Może czasy dojrzały do tego, aby wszystkich uczniów traktować jako dzieci specjalnej troski a dla nauczycieli nałożyć obowiązek, oprócz kwalifikacji branżowych i pedagogicznych, posiadania kwalifikacji psychologicznych? ALBO W OGÓLE ZNIEŚĆ OBOWIĄZEK SZKOLNY I ZROBIĆ TYLKO PŁATNĄ EDUKACJĘ? W końcu kształcenie człowieka to towar. Chcesz mieć bezstresowo chowane, ale głupie dziecko – twoja rzecz i jego problem na przyszłość, może znajdzie robotę na szparagach w Niemczech, czy w szklarni w Holandii? Słyszał kto kiedy, aby rodzice jakiegoś Markusa, Brajana czy Dżesiki szli do mediów albo sądu ze skargą na prywatnego korepetytora taryfikującego 50 do 200PLN za godzinę? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:08 Źródło komentarza: Reportaż TVN „Uwaga!” przypomina sprawę z Mechnicy. Reakcje dyrekcji szkół były jednak zupełnie inne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama