Przygotowania do organizowanej już po raz dwunasty wyprawy finalizowano w połowie lipca, natomiast 1 Wodna Maszewska Drużyna Harcerzy Bractwa Harcerskiej Bandery „Białe Wilki”, wyruszyła w podróż w sobotę 25 lipca. Jeszcze tego samego dnia załoga drogą lądową dotarła z położonego nad Wisłą Maszewa (miejscowość w województwie mazowieckim, w powiecie płockim) aż do Raciborza, który powitał ją piękną pogodą. Niedziela (26 lipca) okazała się dniem dość pracowitym, gdyż ruszyły wtedy prace przy składaniu „Białego Pazura”, którym załoga zamierzała pokonać Odrę.
- Udało nam się dokończyć skręcanie pokładu, zamontować zadaszenie sterówki i nową konstrukcję namiotu. Na koniec założyliśmy pawęż, relingi i drabinki zejściowe. No i okazało się, że mamy pierwszy poważny problem, ponieważ nie wzięliśmy śrub do montażu silnika do pawęży - relacjonuje harcmistrz Krzysztof Nowacki, komandor Bractwa Harcerskiej Bandery, opiekun grupy i zarazem organizator wyprawy. - Chcąc nie chcąc, musieliśmy poczekać z montażem silnika do poniedziałku, by zakupić w Raciborzu potrzebne nam śrubki. Po zakończeniu prac, w drugiej połowie dnia, wybraliśmy się na zwiedzanie Raciborza, a dzień zakończyliśmy obrzędowym ogniskiem, którym oficjalnie i po harcersku rozpoczęliśmy naszą tegoroczną wyprawę – opowiada harcmistrz Krzysztof Nowacki.

Poniedziałek (27 lipca) okazał się dniem pełnym przygód. Krzysztof Nowacki nazwał go wręcz dniem katastrof.
- Tak jeszcze nigdy nie rozpoczynaliśmy naszych wypraw! Wyruszyliśmy zaraz po tym jak, dzięki pomocy naszych nieocenionych rodziców, udało nam się zdobyć rano śruby do mocowania silnika. Od razu, po śniadaniu, uciekając przed porannym deszczem, wyruszyliśmy w dół Odry w kierunku Kędzierzyna- Koźla i już po pierwszych kilkuset metrach okazało się, że w Odrze nie ma wody! Niestety nawet nasz „Pazur” przy swoim 30 cm zanurzeniu szorował pływakami po kamienistym dnie rzeki. Nie pamiętam, kiedy tak jak dzisiaj, oraliśmy dno w czasie naszych wcześniejszych wypraw. Nasza tratwa tańczyła jak liść w kałuży. Co zakończyło się po kilkunastu kilometrach, przy przeprawie promowej, zepchnięciem naszego „Pazura” z nurtu rzeki prosto na potężne kamienie. Dwa pływaki wyskoczyły i przesunęły się ze swoich leży, powodując dość znaczny przechył tratwy i chwilową utratę sterowności. Wiatr się dołożył i przepchnął nas na prawą burtę, prosto na wielkie kłody i kamienie, co spowodowało porwanie poszycia naszego pokładu. I tak w znacznym przechyle na prawą burtę, dotarliśmy do mostu na wysokości miejscowości Cisek pod którym przekroczyliśmy wrota Mordoru i wróciliśmy do cywilizacji. Od tego momentu Odra z rzeki górskiej, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki przeistoczyła się w rzekę w pełni tego słowa żeglowną. Dzięki wsparciu naszych przyjaciół z Urzędu Żeglugi Śródlądowej w Kędzierzynie-Koźlu, mogliśmy zacumować na przystani „Szkwał” w Kędzierzynie Koźlu. Tu, serdecznie powitało nas szefostwo UŻŚ, a gospodarze miejsca udostępnili nam wspaniałe warunki na kolejną noc. Od razu poinformowano nas, że następnego dnia zostanie nam udzielona pomoc techniczna w usunięciu szkód.


Wodniacy z okolic Płocka śpią pod namiotami, bądź też na przystosowanej również do takich potrzeb łajbie. Nigdy nie narzekają.
Wtorek 28 lipca powitał załogę lekko pochmurną i dość rześką pogodą. Przyszedł też czas na wywiad dla „Lokalnej”.
- My jesteśmy z Maszewa pod Płockiem, ale mam tu dzieci praktycznie z całego powiatu płockiego. Piętnaście lat temu zbudowaliśmy pierwszą tratwę na beczkach i popłynęliśmy wtedy z Płocka do Malborka. Tak to się zaczęło, natomiast ten obecny spływ odrzański jest naszym dwunastym spływem. Na Odrze w tej chwili jesteśmy już po raz trzeci. Do tej pory przepłynęliśmy na rzekach i jeziorach już ponad 9000 kilometrów. Polskę opłynęliśmy ze trzy razy – nie kryje dumy Krzysztof Nowacki. – Realizujemy to w ramach projektu Wodna Szkoła Życia. To jest cały rok pracy naszych dzieci, które przygotowują się do tej wakacyjnej wyprawy. Co roku skład załogi się zmienia, choć mamy tu i takich harcerzy, którzy płyną drugi, a nawet trzeci raz. Chcemy dopłynąć do Bałtyku, ale nie wiem czy się uda. Oczywiście wyznaczamy sobie ambitne cele, ale dotrzemy tam, gdzie to możliwe, gdzie rzeka i aura na to pozwolą, byśmy szczęśliwie i w zdrowiu dotarli do celu. Przekonaliśmy się o tym pokonując odcinek z Raciborza do Ciska, gdzie natknęliśmy się na jedną wielką płyciznę – wyjaśnia nasz rozmówca.
Przyznał on, że w Kędzierzynie-Koźlu zawsze może liczyć na wsparcie różnych ludzi, firm i instytucji, za co jest bardzo wdzięczny.
Zgodnie z obietnicą w Damen Shipyards Koźle Sp. z o.o., do której ze "Szkwału" było nieco ponad 4 km, czekali na harcerzy znajomi z Urzędu Żeglugi Śródlądowej i kierownik stoczni. Po krótkich oględzinach, zapadła decyzja, że należy wpłynąć na wózek pochylni na którym „Pazur” zostanie wyciągnięty z wody.
Po parunastu minutach byliśmy już na wierzchu i mogliśmy od razu zabrać się do działania przy ustawieniu pływaków na swoje miejsce. Ze stoczniowej narzędziowni pożyczono nam dwa lewary kolejowe którymi podnieśliśmy tamę pokładu. Następnie po upuszczeniu powietrza w pływakach, ustawiliśmy je na swoim miejscu, by na koniec napompować je i dokładnie zamocować do ramy. Przy okazji zmieniliśmy zmieloną na kamieniach śrubę napędową silnika i podnieśliśmy mocowanie silnika na pawęży. Trzy godzinki i po robocie Pozostałe drobne usterki zakończyliśmy już, po przepłynięciu do sąsiedniego basenu Mariny Lasoki (106 km) gdzie bardzo serdecznie przyjął nas gospodarz Bogdan Balawander.
Tym samym 15-osobowa załoga mogła kontynuować wyprawę na północ w stronę Krapkowic. Rejs ma się zakończyć 15 sierpnia. Jego uczestnikom życzymy stopy wody pod kilem.









































Napisz komentarz
Komentarze