środa, 24 czerwca 2026 02:54
Reklama Dental Clinic - baner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Te katastrofy kolejowe wciąż napawają trwogą

W zderzeniu dwóch pociągów w Sukowicach 12 listopada 1939 roku zginęło kilkadziesiąt osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Nie sposób określić dokładnych liczb, gdyż różne opracowania podają inne dane. Bez wątpliwości pamięć o największej katastrofie kolejowej w dziejach Śląska wciąż jest żywa wśród mieszkańców Sukowic i okolicznych wsi.
Te katastrofy kolejowe wciąż napawają trwogą
„Boże, zmiłuj się nad ofiarami wypadku kolejowego 12.11.1939. Spoczywaj w pokoju” - głosi napis na krzyżu stojącym obok nieczynnego przejazdu kolejowego w Sukowicach

Autor: W

W historii kolei żelaznej w naszym regionie nie brak nieszczęśliwych wydarzeń. Wśród nich dwa były szczególnie katastrofalne w skutkach. Dzieliło je 20 lat i niewielka odległość. W oddalonych od Sukowic o ok. 40 km Krzanowicach (pow. raciborski) 25 października 1919 r. zderzyły się dwa składy: osobowy i towarowy. Pociąg osobowy relacji Opawa - Racibórz był przepełniony pasażerami, z których większość szmuglowała wysokoprocentowy alkohol. Ówcześnie w procederze tym uczestniczyły tysiące osób z całego Górnego Śląska. W wyniku zderzenia pociągów, do którego doszło nieopodal stacji w Krzanowicach, straszliwą śmierć poniosło ok. 40 osób. Płomienie, które pojawiły się po zderzeniu maszyn, podsycały w głównej mierze tysiące litrów przemycanego spirytusu.

Przepełnione do granic możliwości były też dwa pociągi pasażerskie, które zderzyły się 12 listopada 1939 r. pomiędzy stacjami Długomiłowice - Zakrzów - Sukowice. Podróżujący wieźli ze sobą artykuły spożywcze, z których większość była reglamentowana przez III Rzeszę. Na dworze mocno śnieżyło, zerwał się też mocny wiatr. Jedna z osób, które pisały o wypadku, to Erwin Fandrych, autor wydanej w 2011 r. publikacji „Pałac z marzeń. Historia Zakrzowa na tle losów rodzin zamieszkujących pałac”. W swoim artykule zamieszczonym w dodatku specjalnym nr 10/2010 do informatora społeczno-kulturalnego gminy Polska Cerekiew „Florian” Fandrych dość szczegółowo opisał skutki, przebieg, bilans i konsekwencje wypadku sprzed 80 lat. Sporo miejsca w opracowaniu, które wciąż dostępne jest w internecie, poświęcił uroczystościom żałobnym przeprowadzonym trzy dni po katastrofie.

„Uroczystości odbyły się niedaleko miejsca katastrofy, przed przystrojonym budynkiem gospody „Kolejowej” (Zur Eisenbahn) w Sukowicach (obecnie budynek GS). W przeważającej większości ofiarami katastrofy byli mieszkańcy powiatu kozielskiego, wywołało to żałobę w wielu okolicznych miejscowościach. Tysiące osób przyjechało do Zakrzowa, aby wziąć udział w uroczystościach. Głowa przy głowie, zatopieni w głębokim milczeniu, obserwowali przemarsz przywódców politycznych, formacji reprezentacyjnych Wehrmachtu, służby ochrony kolei i innych organizacji. Przed budynkiem gospody ustawiono w dwóch rzędach trumny z ciałami ofiar, bezpośrednio przed mównicą ustawiono dwie białe trumny z ciałami dzieci, które zginęły. Przy trumnach zatrzymywali się bliscy ofiar” - pisał Erwin Fandrych.

Według oficjalnych danych końcowych komisji raciborskiej, które były najbardziej wiarygodne, w katastrofie tej zginęło 48 osób, a 80 zostało rannych. „Katastrofa pociągnęła za sobą jeszcze jedną ofiarę śmiertelną” - pisze Piotr Sput z „Nowin Raciborskich” w materiale „Z dziejów górnośląskiej kolei żelaznej - 160 lat linii Racibórz-Chałupki” (27 kwietnia 2007 r.). „Jeden z maszynistów przeżył ją bowiem bez większego szwanku na ciele. Całkowicie załamał się jednak psychicznie. Nie potrafił tych strasznych zdarzeń zapomnieć. W rok po tragedii popełnił samobójstwo, rzucając się w Baborowie pod pociąg”.

Zarówno w przypadku katastrofy w Krzanowicach, jak i w Sukowicach zawinił czynnik ludzki. Pamięć o ofiarach jest wciąż żywa. Świadczą o tym choćby lampiony zapalane na Wszystkich Świętych przy krzyżu na granicy Sukowic i Długomiłowic.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Opolanin Treść komentarza: Walczył o naszą sprawę. Historia sie nie kończy lecz jest to sztafeta pokoleń. Musimy pamiętać że jesteśmy sami. Dookoła otoczeni nieprzyjaźnie nastawionymi do nas państwami. Głowa do góry. Nie damy się póki jesteśmy razem. Data dodania komentarza: 24.06.2026, 00:08 Źródło komentarza: Najgroźniejszy Polak w powiecie kozielskim Autor komentarza: Dąb Treść komentarza: Dlaczego tacy ludzie nie mają pomników w naszym mieście? Data dodania komentarza: 23.06.2026, 23:21 Źródło komentarza: Najgroźniejszy Polak w powiecie kozielskim Autor komentarza: Leokadia Treść komentarza: Który to Patryk ? Jaka dzielnica ? Data dodania komentarza: 23.06.2026, 18:57 Źródło komentarza: Dzielnicowy z Kędzierzyna-Koźla w gronie najlepszych na Opolszczyźnie! Autor komentarza: Koźlanin Treść komentarza: Cytat z artykułu :Uczestnicy rywalizowali podczas testu wiedzy oraz symulacji kontaktu z mieszkańcem, który zgłosił się do policjanta z wielowątkowym problemem. Ich umiejętności oceniali funkcjonariusze prewencji oraz policyjni psychologowie. Cóż jak sami wspominają to tylko symulacja bo tak się składa że dzielnicowych nikt nie zna i nie widział by przychodzili i chociaż się przedstawili, porozmawiali czyli ściema z ich strony. Zresztą prosić policję o pomoc to jak zwrócić się do ściany. Co też widać efekty ich pracy zwłaszcza nocami .... Data dodania komentarza: 23.06.2026, 18:33 Źródło komentarza: Dzielnicowy z Kędzierzyna-Koźla w gronie najlepszych na Opolszczyźnie! Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Obserwowałem te wykopaliska fragmentarycznie osobiście, jak jeszcze Rynek był w fazie płytkiej odkrywki. Przechodząc obok widziałem tam co najmniej dwóch mężczyzn i jedną kobietę grzebiących w ziemi. Ubrani byli w ciuchy typu militarnego. Byli w szacowanym wieku 25-35. Kobita przy mnie coś znalazła (róg Rynku przy dawnej księgarni) i podjęła z ziemi, strasznie przy tym marudząc i narzekając, że to tylko gwoździe. Gwoździe wyglądały na bardziej z czasów biblijnych niż z GSu z lat 80’ XXw. Cała sytuacja była dla mnie bardzo dziwna z kilku powodów: 1) Kto to w ogóle jest? – nie mieli żadnych identyfikatorów i wyglądało to tak dla pobocznego obserwatora, jakby przypadkowi „harcerze” przyszli sobie tam pogrzebać przy okazji remontu Rynku; 2) Że im się w ogóle chce? – padał wtedy deszcz; 3) NIE BYŁO TAM żadnych garniturowców z notatnikami, szkicownikami i aparatami fotograficznymi, czyli nadzoru – a to w końcu strefa „A”, czyli ścisłej ochrony konserwatorskiej; 4) Nigdzie nie zauważyłem tablic informacyjnych, że trwają prace archeologiczne. Groteskowa całość tego wszystkiego skojarzyła mi się z czymś tak prostym, jak koszenie trawnika na posesji – po skoszeniu trawy przylatuje kto chce, czyli ptaki aby powybierać sobie to co ich interesuje, czyli jakieś robactwo. Dla kontrastu – kiedyś obserwowałem z boku ekshumację żołnierzy (niemieckich) na tzw. Starym Cmentarzu w Koźlu - tam to wyglądało ZGOŁA INACZEJ. Z tym Rynkiem to wyjdzie w końcu tak, że albo ktoś to źle zorganizował albo nie przypilnował należycie, albo jedno i drugie. Data dodania komentarza: 23.06.2026, 17:22 Źródło komentarza: Unikatowa moneta znaleziona w Koźlu zniknęła. Co się stało z denarem Władysława Łokietka? Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: A ja zielony wodór. Ino gdzie indziej - jakieś 20km na prawo i na dół na mapie i na razie tylko w fazie projektu. Data dodania komentarza: 23.06.2026, 17:07 Źródło komentarza: Kłęby czarnego dymu nad Zdzieszowicami. Mieszkańcy zaalarmowali straż pożarną
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna