niedziela, 9 sierpnia 2026 11:08
Reklama
Reklama
Reklama

Młoda dusza Karola Strasburgera

Obecny podczas zorganizowanych na przełomie sierpnia i września XXII Jeździeckich Mistrzostw Gwiazd - Art Cup Karol Strasburger postrzegany jest jako legenda tej imprezy. Wydarzenie było okazją do rozmowy z artystą nie tylko o wielkim świecie, ale również o zupełnie przyziemnych sprawach.
Młoda dusza Karola Strasburgera
Karol Strasburger chętnie przyjeżdża do Zakrzowa

Autor: Foto: Andrzej Kopacki

- Jak to jest być legendą zakrzowskiej imprezy? Takie określenie padło chociażby z ust organizatorów tego wydarzenia.

- To bardzo ładnie ze strony tych, którzy mnie tak określają, o ile legenda jest w tym kontekście pewnym wyróżnieniem. Jeśli tak, to niezmiernie się z tego cieszę. Natomiast w mojej świadomości funkcjonuje trochę inne przesłanie. Otóż bycie legendą jest miłe, ale jeszcze milej jest być tym, który działa tu i teraz i ma coś przed, a nie za sobą. Więc ja mam przed sobą ciągłe wyzwania, a jednym z nich jest wygrywanie. Czyli jak startuję w zawodach, to chcę je zawsze wygrać, a nie mówić, że kiedyś wygrywałem, i budować coś jedynie na tym, co było. Pragnę budować ten wizerunek na tym, co jest dziś i co będzie jutro. Druga moja refleksja dotyczy naszych spotkań, które mają charakter wyjątkowy, dlatego tu jestem i zawsze chętnie przyjeżdżam do Zakrzowa w gminie Polska Cerekiew. Mimo że Andrzej Sałacki nie jest jedyną osobą, która odpowiada za organizację całego przedsięwzięcia, to czujemy się gośćmi Andrzeja, których szanuje i dba o nas w sposób bardzo osobisty. Ja się właśnie tak czuję i jeśli Andrzej do mnie dzwoni i pyta, czy przyjadę, to jak mogę odmówić?

 

- Podczas wywiadu przeprowadzonego wiele lat temu zadałem panu pytanie dotyczące wyjątkowej atmosfery, jaka panuje w tym miejscu. Zgodził się pan wówczas, że klimat zakrzowskiej imprezy jest niepowtarzalny. Czy z perspektywy czasu Karol Strasburger podtrzymuje swoje zdanie?
 

- Jak najbardziej. Podtrzymuję to, co mówiłem przed laty. Nie zmieniam zdania i poglądów, co - jak wiemy - jest dość powszechnym zjawiskiem w tych czasach. W jakimś sensie się zatem wyróżniam. Tu na szczęście nic się nie zmienia, choć przecież tak wiele zmieniło się wokół nas na przestrzeni tych lat. Zmieniają się ludzie i zasady, co niestety jest najgorsze, jak również ta szlachetność, na której budujemy więzi międzyludzkie. Hipika to w pewnym sensie sport arystokratyczny, choć może określenie to nie jest przez wszystkich do końca lubiane i akceptowane. Niemniej relacje międzyludzkie, zachowanie kibiców, z jakim mamy tu do czynienia, bardzo mnie cieszą. Tu nie ma kiboli, nie ma mordobicia. Widzę tu ludzi, którzy są grzeczni i mili dla siebie. Być może konie wyzwalają te pokłady życzliwości wśród widzów. I myślę, że na ile tylko będzie to możliwe, ta doskonała atmosfera tu przetrwa, co jest także zasługą władz lokalnych i regionalnych, których rolę bardzo doceniam. Bywam w tym województwie przynajmniej raz w roku. Razem z Robertem Janowskim prowadzimy Wojewódzki Festiwal Twórczości Artystycznej „Opolskie Szmaragdy” na zamku w Mosznej i wiem, jak władze regionu i lokalne samorządy dbają o to, aby na Opolszczyźnie było dobrze. Sądzę, że zakrzowskie zawody wpisują się w te tendencje i w to myślenie. Cieszę się z tego i chciałbym, aby to jak najdłużej funkcjonowało i by nikt temu nie przeszkodził.

- Kiedyś widzowie kochali pana za świetne role w takich produkcjach, jak chociażby: „Kolumbowie”, „Polskie drogi”, „Karino”, „Noce i dnie” i wiele innych. Z kolei teraz chyba trudno wyobrazić sobie „Familiadę” bez 72-letniego Karola Strasburgera. Zatem prawie całe życie na szklanym ekranie. Latka lecą, a popularność nie przemija.

 

- To bardzo cieszy, bo są inne pokolenia, konkurencja rośnie. Swoją drogą cieszy mnie także to, że kolejne pokolenia pamiętają jeszcze chociażby serial „Polskie drogi”, o którym pan wspomniał. Obecnie nie ograniczam się wyłącznie do „Familiady”. Gram w dwóch serialach telewizyjnych, z pewnymi przerwami biorę również udział w różnych projektach, także teatralnych. Tak więc jestem nieustannie obecny w tej artystycznej przestrzeni. Utkwiły w mej pamięci słowa wypowiedziane przez mojego guru i zarazem profesora szkoły teatralnej, niestety nieżyjącego już Zbigniewa Zapasiewicza, że aktorem z prawdziwego zdarzenia zostaje się po 20-30 latach pracy. Owszem, początki są miłe, ale żeby to wszystko było świadome, ukształtowane i ugruntowane, to musi upłynąć trochę czasu. Nie jest sztuką być gwiazdą jednego czy dwóch sezonów, być najlepszym i noszonym na rękach, a potem świat zapomina o tobie. Zbigniew Zapasiewicz mówił, nie musicie być najlepsi. Bądźcie średni, bądźcie dobrzy, ale przez całe swoje życie. I ja tę zasadę przyjąłem. Próbuję więc nie błyszczeć, tylko robić to, co robię dobrze, i jak najdłużej.
 

- W pana prywatnym życiu zaszły ważne zmiany. To świeży temat, bo niedawno wziął pan ślub z młodszą o 37 lat Małgorzatą Weremczuk. Są powody do radości.
 

- Oczywiście, bo to jest takie przedłużenie naszej aktywności. Nie wszyscy ludzie w tym samym wieku są tacy sami. W relacjach międzyludzkich nie wiek jest zatem najważniejszy, a świadoma praca nad sobą i bieżąca działalność. Moim zdaniem to nie odwoływanie się do przeszłości i legend, a życie teraźniejszością i doskonalenie naszych postaw w oparciu o nabyte niegdyś doświadczenia dają szansę na to, że stajemy się ludźmi, którzy potrafią odnaleźć się w tych współczesnych realiach. Ludźmi mającymi rozeznanie w świecie nie tylko sztuki, ale i techniki. Staram się być na bieżąco z nowinkami technicznymi, informatycznymi. Lubię to, grzebię w tym i powiem nieskromnie: znam się na tym. Nie mówię, że coś jest tylko dla młodych albo dla starszych. Dla mnie takie pojęcia nie istnieją. Tu jest podział na tych, którzy coś na ten temat wiedzą lub nie. Młodzi ludzie też wielu rzeczy nie znają i ten kult młodości, który panuje niepodzielnie, jest jak dla mnie trochę przesadzony. Bo jeśli człowiek dojrzały ma doświadczenie, a przy tym duszę młodego, no to ci młodzi nie mają szans.
 

- No właśnie widzę, że ta młoda dusza w panu drzemie.
 

- Grając w tenisa, można się trochę sprawdzić. Jak na korcie pojawi się dwudziestoparolatek, który nie ma doświadczenia, a tylko dobre chęci i młodość, to jest to trochę za mało, by wygrać z seniorem, który gra na bieżąco.

- Do Zakrzowa bardziej przyciąga osoba Andrzeja Sałackiego czy też piękne rolnicze krajobrazy gminy Polska Cerekiew? Jak sądzę, taka wizyta to dla artystów szansa na odpoczynek od wielkomiejskiego zgiełku, z którym zmagacie się na co dzień.

 

- Szczerze mówiąc, przyciągają nas konie. Bo gdyby tych koni tu nie było, to i nas by tu nie było. Te piękne zwierzęta, z którymi łączą się wspaniałe tradycje, działają jak magnes. Ale obok koni są ludzie, miejsce i wspomniana wcześniej wyjątkowa atmosfera. Natomiast czy mamy tu czas na odpoczynek? Tak średnio, bo jest dużo atrakcji, są emocje. Sam w pewnym momencie zastanawiałem się, czy tego typu zawody są bardziej odpoczynkiem, jakąś formą relaksu, czy też kontynuacją działalności zawodowej. Wszak ciągle stykamy się z mediami, rozmawiamy o naszym dorobku artystycznym, jesteśmy obiektem zainteresowania fotoreporterów, więc w jakimś sensie cały czas jesteśmy w pracy. Musimy uważać na to, jak wyglądamy, co mówimy. Natomiast ktoś kiedyś mądrze powiedział, że jak będziesz robił to, co lubisz, to nigdy nie będziesz musiał pracować. Zatem skoro w Zakrzowie robimy to, co lubimy, to nie jest to praca, a bardziej przyjemność. Jest to pochłaniające nas hobby oraz realizacja pewnych sportowych ambicji. Natomiast przykładowo dla takiego Andrzeja Sałackiego czy zawodowych jeźdźców jest to praca. Zakrzowskie zawody pozwalają nam choć na chwilę odciąć się od rzeczywistości, gdyż skupiamy się właśnie na rywalizacji sportowej i zapominamy o innych sprawach. Sport i inne pasje odciągają nas od problemów, które zostawiamy w domu. Więc w tym kontekście należy to traktować jako relaks. W Zakrzowie mamy zatem trzy dni relaksu.

- Czyli do zobaczenia za rok.

 

- No mam taką nadzieję, bo jak pan wie, otaczająca nas rzeczywistość zmienia się bardzo dynamicznie. Naprawdę trudno jest przewidzieć, co będzie za rok. Już nie mówię o tym, jaka będzie sytuacja polityczna w kraju czy na świecie, bo tego nie wiemy, ale mam tu na myśli również zmiany klimatyczne, które są coraz bardziej zauważalne. Lodowce topnieją, lasy płoną, temperatura rośnie, huragany i powodzie zbierają straszne żniwo. Skoro tego lata temperatury osiągały 40 st. C, to strach pomyśleć, co będzie za rok. Być może nie przyjedziemy, bo uniemożliwią nam to ekstremalne temperatury. Wszystko może się zdarzyć, ale zakładając optymistycznie, że letnia aura nie przybierze jakiegoś katastroficznego oblicza, to zapewne spotkamy się tu za rok.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: ZKedzierzyna Treść komentarza: Jakoś policja nie kwapi się wyłapywać szybkich, wściekłych i głośnych w centrum Kędzierzyna. Paradoksem jest, że bardzo często jeżdżą obok komendy. Ale lepiej udawać, że nie ma problemu, bo kolegów się nie zatrzymuje. Data dodania komentarza: 9.08.2026, 07:36 Źródło komentarza: Brak pasów był najmniejszym problemem. 51-latek prowadził mimo sądowego zakazu Autor komentarza: Obiektywnie Treść komentarza: Czy tak jak w Parku Orderu zostaną posadzone w większości martwe drzewka? Jak łatwo wydaje się nie swoje pieniądze. Ale tak jest kiedy brak w mieście prawdziwego gospodarza a jest tylko osoba pełniąca funkcję Prezydenta. Data dodania komentarza: 9.08.2026, 07:30 Źródło komentarza: Otworzył się zielony zakątek w sercu Kędzierzyna. ZDJĘCIA Autor komentarza: Wolności Treść komentarza: Konserwator zabytków. Każdy chce robotę. Milion sto tysięcy to i tak bardzo dużo za 3 bramy, ścieżki szutrowe, ławki i trochę farby. Przypominam że cała hala sportowa w psp9 to 9 milionów. kasa na zmarnowanie. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 23:37 Źródło komentarza: Otworzył się zielony zakątek w sercu Kędzierzyna. ZDJĘCIA Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Świetny artykuł, ale osobiście zacząłbym tak, uzupełniając niejako: Kędzierzyńskie Azoty powstały na przełomie lat 40/50 zeszłego wieku na kompletnej ruinie poniemieckich zakładów koncernu Interessen Gemeinschaft Farbenindustrie AG (pupularnie: IG Farben) w dzisiejszym Kędzierzynie-Koźlu (ów. niem.: Heydebreck O.S.; amer.: Blechhammer South) produkujących w czasie II Wojny Światowej głównie benzynę syntetyczną, materiały smarne, kauczuki syntetyczne, kwasy tłuszczowe, glicerynę i formaldehyd wykorzystywane w produkcji militarnej. Była to produkcja ówcześnie strategiczna dla Niemców szczególnie po utracie złóż naftowych w Rumunii. Zakłady te ulokowano właśnie tutaj, czyli w ówczesnych Wschodnich Niemczech jako terenie nieosiągalnym dla uderzeń dalekiego zasięgu drugiej strony konfliktu wojennego. Z tych samych powodów zakłady o podobnym profilu produkcji ulokowano po sąsiedzku – Oberschlesische Hydrierwerke Aktien Gesellschaft Blechhammer (ów. niem.: Blechhammer, amer.: Blechhammer North, obecnie pol.: Blachownia ) oraz Schaffgotsch Benzin Werke GmbH (ów. niem.: Odertal, obecnie pol.: Zdzieszowice). Ta produkcja to był jedynie epizod czasowy i tonażowy - nigdy nie osiągnięto tu założonych przez Niemców i tak nikłych zdolności produkcyjnych, gdyż układ sił zmienił się w momencie, w którym 15 Armia Powietrzna Stanów Zjednoczonych Ameryki uzyskała możliwość operowania z terenu Włoch omijając silną obronę przeciwlotniczą na terenie Niemiec z dotychczasowego kierunku hipotetycznego uderzenia z Wielkiej Brytanii. Od tego czasu zakłady te były systematycznie niszczone w formie intensywnych bombowych nalotów lotniczych, szczątkowo odbudowywane przez ówczesnych gospodarzy (Niemców) rękami niewolników, czyli jeńców wojennych a ostatecznie zniszczone. Nasze Azoty przyjęły największy ciężar uderzenia – trzynaście bombardowań, łącznie 4000t bomb. To były bardzo złe dni, również dla mieszkańców okolicznych wiosek, gdyż często zdarzyły się uchybienia celności bombardowań. Po zakończeniu działań wojennych pozostałości ówczesnych IG Farben (dzisiejsze Azoty) zostały kompletnie rozebrane i wywiezione przez Rosjan do ówczesnego Związku Radzieckiego. Został tu tylko gruz. Dzisiejsze Zakłady Azotowe Kędzierzyn, będące obecnie elementem Grupy Kapitałowej Azoty zbudowali od podstaw Polacy. Dla osób zainteresowanych szczególnie polecam klepnięcie w okienko frazy „wojna o benzynę”. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 21:16 Źródło komentarza: Zakłady Azotowe Kędzierzyn na starych fotografiach. Niektóre są niesamowite Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Potwierdzam i zgadzam się. Moim zdaniem najlepsza aranżacja kozielskiego Rynku, to stan z fontanną-muszlą, żywopłotami, drzewami, rozległymi nasadzeniami kwiatowymi i wolnostojącymi kwietnikami. Jest to tutaj na jednej z widokówek. Wcześniejszych aranżacji nie pamiętam. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 20:52 Źródło komentarza: Tak prezentowało się nasze miasto na kartkach pocztowych Autor komentarza: wieśniak z miasta Treść komentarza: Pięć pytań: 1) Kto kogo zmusił do zakupu czegokolwiek - przykłady? 2) Kto kogo okradł skoro już mowa o złodziejstwie - przykłady? 3) Dlaczego dzisiaj cena litra PB95 w detalu u naszego narodowego paliwowego czempiona wynosi 7,02PLN w Brzesku a w Polanicy – Zdrój 7,34PLN? 4) Gdzie można kupić Izerę (polski samochód osobowy)? 5) Kto jest wieśniakiem, a kto niedoukiem podstaw ekonomii? Z góry dziękuję. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 20:24 Źródło komentarza: Świerkot z karą blisko 12,5 mln zł od UOKiK. Spółka odwołała się do sądu
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama