środa, 24 czerwca 2026 03:23
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Historia wigilijnego opłatka

Na honorowym miejscu wigilijnego stołu, na haftowanej serwecie, ozdobnym talerzu, na pasemku słomy lub siana, na ziarnach zbóż rozsypanych na obrusie albo zawiązanych w serwetkę czy bochenku chleba. Tak o nim pisał w XIX w. Kajetan Kraszewski: „Ojców to naszych obyczaj prastary/ Rodzinnej niwy maluje dostatek/ Symbol braterstwa, miłości i wiary – Święty opłatek”.
Historia wigilijnego opłatka

W polskich domach gości tylko raz w roku – przy okazji pięknych, niezwykle ciepłych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia. Tym niezwykłym chlebem, chlebem-symbolem, wypowiadając słowa pełne miłości, dzielimy się z bliskimi.

Opłatek to rodzaj przaśnego ciasta ze skrobi pszennej i wody. Nazwa tego białego, delikatnego i cienkiego chleba pochodzi od łacińskiego słowa oblatum – czyli dar ofiarny; niegdyś używano też nazwy nebula – mgiełka.

Opłatki wypiekano w urządzeniach przypominających obcęgi zakończone żeliwnymi, ściśle do siebie przylegającymi tabliczkami. Ich wnętrze ozdobione było wklęsłym rytem. W Polsce nazywano je „żelazkami”. Do formy wlewano wodę rozrobioną z mąką pszenną, wkładano do ognia i po dwóch-trzech minutach opłatek był gotowy. Sposób ich wyrabiania do dziś nie uległ praktycznie zmianom.

 

Do XV wieku wypiekano je w klasztorach z zachowaniem uroczystego rytuału, mającego podkreślać sakralny charakter pieczywa. Brano najlepsze ziarna i mielono je w specjalnych, tylko do tego celu używanych młynkach. Mąki w nich zmielonej nie wolno było używać do wypieku innego.

Dopiero w wieku XVI ważne zadanie wypieku opłatków i komunikantów powierzono osobom świeckim, wprawdzie związanym z Kościołem i gospodarstwem plebańskim, ale niekoniecznie stanu duchownego. Zajmowali się tym organiści, kantorzy, kościelni i ich przypadkowi pomocnicy.

 

Przed Bożym Narodzeniem księża lub organiści roznosili opłatki do domów parafian, składając im życzenia świąteczne.

Opłatek do dziś znany jest, poza Polską, na Białorusi, Litwie, Słowacji, Ukrainie i w Czechach. Obyczaj dzielenia się nim w naszym kraju  początkowo przyjął się na dworach szlacheckich, około XVIII wieku. Szybko jednak rozpowszechnił się także wśród innych stanów, mieszczan i chłopów.

Zygmunt Gloger, opisując wigilijny wieczór po ukazaniu się pierwszej gwiazdki, tak przedstawiał najważniejszy moment spożywanej wieczerzy: „Gospodarz i gospodyni łamią się ze wszystkimi opłatkiem, który rozesłany od proboszcza i rozwieziony przez organistę wszystkim parafianom wyobraża pamiątkę owych chlebów przaśnych pozostałych od ofiar i przez kapłana rozdzielanych wiernym.

Każdy z obecnych musi u drugiego ułamać kawałek opłatka i zarazem podać mu swój do ułamania” („Rok Polski w życiu, tradycji i pieśni”). A potem  wybaczyć wszelkie urazy, winy i zdrady i życzyć wszelkiego dobra... I tak to się dzieje od pokoleń, rokrocznie.

Szczególnego znaczenia dzielenie się opłatkiem nabierało w trudnych dla narodu chwilach: w czasie rozbiorów, okupacji hitlerowskiej, w stanie wojennym. Stawało się wtedy symbolem jedności i więzi narodowej. Opłatki starano się przekazywać zesłańcom i więźniom politycznym, a także bliskim przebywającym poza krajem, na emigracji.

 

Obyczaj łamania się opłatkiem wykazuje podobieństwa z dawnymi chrześcijańskimi rytuałami, jak pisze Barbara Ogrodowska w „Polskich obrzędach i zwyczajach dorocznych”.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa w misteriach religijnych używano okrągłych, spłaszczonych chlebów przaśnych, niesolonych i niekwaszonych, upieczonych na gorących kamieniach.

Te, które nie zostały wykorzystane, niekonsekrowane, zwane eulogiami, rozdawano wiernym, aby łamali je i spożywali na znak braterstwa i przynależności do wspólnoty chrześcijańskiej.

Chleb przaśny stosowany był w ofiarnych obrzędach chrześcijańskich jeszcze w czasach panowania Karola Wielkiego, cesarza rzymskiego i króla Franków. Dopiero około X-XI wieku do misteriów religijnych wprowadzono inny rodzaj pieczywa, podobny do znanych nam dzisiejszych opłatków. Przyjął się on przede wszystkim w Kościele obrządku rzymskiego, łacińskiego (po rozłamie w Kościele, w 1054 roku) i dotychczas ma zastosowanie w rzymskokatolickich obrzędach Eucharystii.

 

Z czasem opłatek przestał pełnić tylko funkcje obrzędowe. Stał się ulubioną przekąską do wina, a posmarowany miodem stanowił przysmak dziecięcy.

W „Compendium Ferculorum albo zebranie potraw”, książce, która wyszła w 1682 roku spod pióra Stanisława Czarnieckiego, kuchmistrza wojewody Aleksandra Michała Lubomirskiego, znajdziemy przepisy na sporządzenie z nich rurek z kremem, a nawet migdałowych makaronów i obwarzanków, które podawano jako wety; w dawnej Polsce wetami nazywane były słodkie specjały.

Opłatki znajdowały też zastosowanie w innych dziedzinach życia. Z opłatkowego ciasta aptekarze wypiekali kapsułki, do których sypali niewielkie dawki sproszkowanych gorzkich lekarstw. Używano ich też w kancelariach zarówno królewskich, jak i w dworach szlacheckich. Musiały być zawsze pod ręką, w zestawie przyborów do pisania, obok kałamarza z inkaustem, zaostrzonych piór gęsich i różnych pieczęci. Robiono z nich podkładki pod papierowe wycinanki, którymi ozdabiano pieczęcie na listach prywatnych i różnych urzędowych dokumentach.

 

Obok białych wyrabiano także kolorowe opłatki, z użyciem barwników roślinnych. Wykonywano z nich świąteczne ozdoby, np. wycinano krzyżyki, słońca i półksiężyce, wyklejano z nich kołyski (dla Dzieciątka Jezus) oraz różne, małe i duże, ażurowe gwiazdy.

Wśród nich wyróżniały się formy przestrzenne, przypominające kulę lub będące kombinacją kunsztownie posklejanych i połączonych ze sobą kul i półkul. Formy te zwano „światami” lub „wilijkami”.

Zawieszano je na belkach stropowych, zwykle w pobliżu ołtarzyka domowego, obrazów z wizerunkami świętych, i zawsze nad stołem, na którym spożywano wieczerzę wigilijną. Ozdabiano nimi także podłaźniczki, a w późniejszym czasie drzewka bożonarodzeniowe.

We wnętrzach mieszkalnych umieszczano je nie tylko dla dekoracji, ale przede wszystkim po to, aby opłatek, chleb boży i święty, zsyłał na dom pokój, chronił jego mieszkańców i ich dobytek od wszelkiego zła. Miały one również zapewnić szczęście i dobrobyt w nadchodzącym roku. Starano się, aby ozdoby wisiały w izbie jak najdłużej, przynajmniej do Matki Boskiej Gromnicznej.

 

Opłatkiem i resztkami wigilijnych potraw częstowało się również zwierzęta gospodarskie. Znaczenie miał ich kolor. Czerwone opłatki dostawały konie, żeby nie dosięgło ich żadne zło. Krowom podawano opłatek z dodatkiem ruty, żeby czarownice nie psuły ich mleka, a psom – opłatek z rozgniecionym ziarnkiem pieprzu, żeby były groźne i skuteczniej strzegły obejścia przed złodziejami.

Wedle tradycji wszyscy powinni obchodzić święta, dlatego opłatkiem obdzielano nawet dusze zmarłych. Wierzono powszechnie, że w wieczór i noc wigilijną, z łaski bożej, mogą odwiedzać swoje rodzinne domy. Wszyscy domownicy kładli cząstkę swego opłatka na dodatkowym nakryciu stawianym na stole.

 

Wincenty Pol w 1866 roku w „Pieśni o domu naszym” tak opisał tę tradycję:

„A trzy krzesła polskim strojem

Koło stołu stoją próżne

I z opłatkiem każdy swojem

Idzie do nich składać dłużne,

I pokłada na talerzu

Anielskiego chleba kruchy,

Bo w tych krzesłach siedzą duchy”.

Ów obyczaj pozostawiania wolnego miejsca przy stole – dla podróżnego lub niespodziewanego gościa – w wielu polskich domach zachował się do dziś.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Opolanin Treść komentarza: Walczył o naszą sprawę. Historia sie nie kończy lecz jest to sztafeta pokoleń. Musimy pamiętać że jesteśmy sami. Dookoła otoczeni nieprzyjaźnie nastawionymi do nas państwami. Głowa do góry. Nie damy się póki jesteśmy razem. Data dodania komentarza: 24.06.2026, 00:08 Źródło komentarza: Najgroźniejszy Polak w powiecie kozielskim Autor komentarza: Dąb Treść komentarza: Dlaczego tacy ludzie nie mają pomników w naszym mieście? Data dodania komentarza: 23.06.2026, 23:21 Źródło komentarza: Najgroźniejszy Polak w powiecie kozielskim Autor komentarza: Leokadia Treść komentarza: Który to Patryk ? Jaka dzielnica ? Data dodania komentarza: 23.06.2026, 18:57 Źródło komentarza: Dzielnicowy z Kędzierzyna-Koźla w gronie najlepszych na Opolszczyźnie! Autor komentarza: Koźlanin Treść komentarza: Cytat z artykułu :Uczestnicy rywalizowali podczas testu wiedzy oraz symulacji kontaktu z mieszkańcem, który zgłosił się do policjanta z wielowątkowym problemem. Ich umiejętności oceniali funkcjonariusze prewencji oraz policyjni psychologowie. Cóż jak sami wspominają to tylko symulacja bo tak się składa że dzielnicowych nikt nie zna i nie widział by przychodzili i chociaż się przedstawili, porozmawiali czyli ściema z ich strony. Zresztą prosić policję o pomoc to jak zwrócić się do ściany. Co też widać efekty ich pracy zwłaszcza nocami .... Data dodania komentarza: 23.06.2026, 18:33 Źródło komentarza: Dzielnicowy z Kędzierzyna-Koźla w gronie najlepszych na Opolszczyźnie! Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Obserwowałem te wykopaliska fragmentarycznie osobiście, jak jeszcze Rynek był w fazie płytkiej odkrywki. Przechodząc obok widziałem tam co najmniej dwóch mężczyzn i jedną kobietę grzebiących w ziemi. Ubrani byli w ciuchy typu militarnego. Byli w szacowanym wieku 25-35. Kobita przy mnie coś znalazła (róg Rynku przy dawnej księgarni) i podjęła z ziemi, strasznie przy tym marudząc i narzekając, że to tylko gwoździe. Gwoździe wyglądały na bardziej z czasów biblijnych niż z GSu z lat 80’ XXw. Cała sytuacja była dla mnie bardzo dziwna z kilku powodów: 1) Kto to w ogóle jest? – nie mieli żadnych identyfikatorów i wyglądało to tak dla pobocznego obserwatora, jakby przypadkowi „harcerze” przyszli sobie tam pogrzebać przy okazji remontu Rynku; 2) Że im się w ogóle chce? – padał wtedy deszcz; 3) NIE BYŁO TAM żadnych garniturowców z notatnikami, szkicownikami i aparatami fotograficznymi, czyli nadzoru – a to w końcu strefa „A”, czyli ścisłej ochrony konserwatorskiej; 4) Nigdzie nie zauważyłem tablic informacyjnych, że trwają prace archeologiczne. Groteskowa całość tego wszystkiego skojarzyła mi się z czymś tak prostym, jak koszenie trawnika na posesji – po skoszeniu trawy przylatuje kto chce, czyli ptaki aby powybierać sobie to co ich interesuje, czyli jakieś robactwo. Dla kontrastu – kiedyś obserwowałem z boku ekshumację żołnierzy (niemieckich) na tzw. Starym Cmentarzu w Koźlu - tam to wyglądało ZGOŁA INACZEJ. Z tym Rynkiem to wyjdzie w końcu tak, że albo ktoś to źle zorganizował albo nie przypilnował należycie, albo jedno i drugie. Data dodania komentarza: 23.06.2026, 17:22 Źródło komentarza: Unikatowa moneta znaleziona w Koźlu zniknęła. Co się stało z denarem Władysława Łokietka? Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: A ja zielony wodór. Ino gdzie indziej - jakieś 20km na prawo i na dół na mapie i na razie tylko w fazie projektu. Data dodania komentarza: 23.06.2026, 17:07 Źródło komentarza: Kłęby czarnego dymu nad Zdzieszowicami. Mieszkańcy zaalarmowali straż pożarną
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama