Czytelniczka zwróciła uwagę na dom przy ulicy Dworcowej w Długomiłowicach, który - jak napisała - "jest wart rozgłosu".
W kilku zdaniach opisała ciężką pracę, pasję, planowanie i kolorowe światełka, które tworzą "magię świąt". Dodała, że to "konkurencja lub zastępca domu w Krapkowicach", a efekt wieczorem jest tak wyrazisty, że "ciężko tej bajki nie zauważyć". Na końcu podkreśliła: "Naprawdę respekt dla pana, który się tak poświęca i próbuje zmienić ten ponury świat". Postanowiliśmy więc skontaktować się z autorem tej iluminacji - Łukaszem Sobotą.
Jak się okazało, historia zaczęła się dużo wcześniej, niż można by przypuszczać. - Odkąd pamiętam, zawsze było coś oświetlone - to jakieś choinki, to jakaś gwiazdka - wspomina. Dopiero rok temu, tuż przed świętami, podczas wspólnych przejażdżek z córką Nicolą zobaczyli, jak w innych miejscowościach domy są bardziej rozświetlone. To wystarczyło, żeby ruszyło dokładanie kolejnych kompletów lampek. - Miało być parę kompletów, wyglądało coraz ciekawiej, aż skończyło się na chyba 10 czy 15 tys. lampek. Jeszcze w Wigilię dokładaliśmy parę, bo było puste miejsce - mówi z uśmiechem.
W tym roku przygotowania zaczęły się dużo wcześniej, bo już w połowie listopada. Codziennie po pracy po kilka godzin. Bez planu na konkretną liczbę, bez kalkulacji. - Planów jako takich do liczby lampek nigdy nie było. Jest trochę z tamtego sezonu, trochę doszło nowych i tak po podsumowaniu przekroczyło 20 tysięcy - tłumaczy. Efekt widać z daleka, a reakcje mieszkańców są jednoznaczne. - Sąsiadka z naprzeciwka stwierdziła, że mieszka naprzeciw Las Vegas. Pozdrawiam sąsiadkę - dodaje. Samochody zwalniają, przechodnie robią zdjęcia, niektórzy pytają, skąd biorą dekoracje. Widać, że ta iluminacja stała się lokalnym punktem odniesienia.
Co ciekawe, wiele elementów powstaje spontanicznie. - Wpada jakiś pomysł w trakcie rozwieszania lampek, to działamy. Te, których nie zdążymy zrealizować teraz, przechodzą na przyszły rok - mówi Łukasz. To nie jest projekt jednej osoby, choć to on jest jego twarzą. To rodzinne przedsięwzięcie, które zaczęło się od zabawy dla córki i siostry z autyzmem. - Szybko zmieniło się w rodzinne działanie. Mama, ja i córka - to takie nasze szalone trio. Jak jedno mówi, że wystarczy, to drugie wymyśla jeszcze to i tak działamy razem - mówi z uśmiechem Łukasz.
Wśród tegorocznych dekoracji jest też szczególny element - wykonany przez jego córkę. - Najbardziej dumny jestem z córki i jej dziadka do orzechów, którego zrobiła. To taka perełka w naszym wystroju - podkreśla rozmówca.
Za bajkowym efektem stoi również technika. W tym roku udało się połączyć całość w jeden system. - Sterowana z komputera i telefonu, żeby mieć dostęp w każdej chwili. Cała instalacja jest pod różne rodzaje zabezpieczeń, żeby wszystko było bezpieczne - wyjawia pasjonat. O zużyciu prądu mówi krótko: - Ciężko powiedzieć, ale nie jest źle.
Dekoracje będą świecić długo - aż do 2 lutego, codziennie od 16.00 do 22.30. To decyzja, która sprawia, że mieszkańcy będą mogli cieszyć się iluminacją również w styczniu, kiedy większość domów zdąży już schować świąteczne ozdoby.
Dla Łukasza ta tradycja ma znaczenie większe niż tylko efekt wizualny. - Dużo świątecznych tradycji zanikło albo się zmieniły. A to jest chyba jedyna tradycja, która się nie zmieniła i chciałbym, żeby to przypominało nam czasy z naszych młodych lat - podkreśla.
To hobby, wyzwanie, forma relaksu i zabawy w jednym. Najważniejszy moment przychodzi wtedy, gdy wszystko po raz pierwszy rozbłyśnie. - Kiedy wszystkie lampki zaczynają świecić po raz pierwszy i wszystko działa tak, jak planowaliśmy, to czuję zadowolenie, radość i dumę z naszej pracy i z naszych pomysłów - ogólnie z nas wszystkich - opowiada Łukasz.
Patrząc na dom przy Dworcowej, trudno nie odnieść wrażenia, że te 20 tysięcy lampek rozświetla nie tylko elewację. To światło rodzinnej tradycji, wspólnego działania i zwykłej potrzeby tworzenia czegoś dobrego. I może właśnie dlatego czytelniczka napisała, że ktoś "próbuje zmienić ten ponury świat". Bo czasem wystarczy jeden dom, żeby przypomnieć, że świąteczna magia wcale nie musi znikać po 26 grudnia.





































Napisz komentarz
Komentarze