Historycy i dziennikarze opowiadają w nich o ukrytych w lasach mogiłach i zalegającym w ziemi, różnej produkcji, sprzęcie wojskowym z czasów drugiej wojny światowej. Stwierdzenie o leśnych tajemnicach jest jak najbardziej prawdziwe, a las powoli oddaje to, co przed laty wchłonął.
Te leśne tajemnice powoli i systematycznie odkrywane są przez wyspecjalizowane grupy zajmujące się poszukiwaniami historycznymi. Poza dokonaniami profesjonalistów często jednak takie odkrycia są dziełem przypadku i właśnie o takiej sprawie chciałbym opowiedzieć.
Czasem zdarza się, że ktoś podczas spaceru, czy zbierania grzybów trafi na pozostałości po wojnie, lecz zdecydowanie rzadsze są przypadki, kiedy to maszyna leśna trafi na artefakty z okresu II wojny światowej.
- Ostatni taki przypadek miał miejsce w kędzierzyńskim lesie na przełomie września i października 2025 roku, gdy kierowca pługa leśnego, który głęboką orką miał za zadanie przygotować ponad dwuhektarową działkę pod przyszłe nasadzenia, trafił na ciekawe rzeczy związane z drugą wojną, a konkretnie na mnóstwo części pochodzących z amerykańskiego bombowca Liberator.
Jak to zwykle bywa w takim przypadku, powiadamiane są odpowiednie służby, a samo miejsce utrzymywane jest w tajemnicy do czasu rozpoczęcia odpowiednich badań. Mogę jednak uchylić rąbka tajemnicy i napisać, że sprawą zajmuje się profesjonalna ekipa, czyli członkowie Stowarzyszenia Blechhammer - 1944.
Jeśli wszystko przebiegnie pomyślnie to pozostałości po amerykańskim bombowcu będziemy mogli zobaczyć w blachowiańskim muzeum – napisał Sławomir Wilkowski z kanału historycznego Bunker King.

Pod facebookowym postem Bunker Kinga pojawiły się pierwsze, bardzo ciekawe komentarze. Autorem jednego z nich jest pan Georg Dieter, który napisał:
- W latach 80. uczęszczałem do ZSZ przy ZA Kędzierzyn. Idąc na skróty przez las do szkoły od pętli autobusowej można było w lesie zauważyć wiele jednoosobowych schronów przeciwlotniczych. Na samej działce graniczącej bezpośrednio z pływalnią i warsztatami do praktycznej nauki zawodu było ich sporo.
Za budynkami internatów szkolnych stał bunkier. Szczególne było widoczne uszkodzenie z jednego narożnika, z którego wystawały elementy stali zbrojeniowej. Podobny bunkier znajdował się na terenie zakładu, na wysokości budynku 380 (mycie miedziowe), należał do ostatniego budynku oddziału amoniaku. Ten bunkier był nienaruszony.
Pamiętam opowieści współpracowników, którzy przed rokiem 45 uczyli się zawodu w tym zakładzie. Opowiadali o nalotach i o tym, że po odwołaniu alarmu zadaniem młodych adeptów zawodu było rozejrzenie się po podległym im terenie, czy nie leżą tam jakieś bomby, które nie eksplodowały, bądź szczątki bombowców. Wszystkie spostrzeżenia meldowano odpowiednim służbom.
Jadąc drogą łączącą Bierawę z Dziergowicami (tuż przed Dziergowicami po prawej stronie drogi) można było zauważyć wybetonowaną powierzchnię. W tym miejscu znajdowała się według opowieści miejscowych bateria przeciwlotnicza.
Po lewej stronie Odry za wsią Przewóz, patrząc w kierunku Roszowickiego Lasu teren był usiany lejami po bombach. Opowiadano, że czasami bomby już tam spadały, nie osiągając zakładów. Można temu dać wiarę, czytałem, że większość alianckich bombowców startowała we Włoszech, nadlatując nad cel z południa – napisał Georg Dieter.

















Napisz komentarz
Komentarze