Pani Krystyna to Sybiraczka, urodzona na Kresach. Niosła w sobie historię trudnych losów, ale nigdy gorycz. Przeciwnie – była pięknym człowiekiem o wielu talentach, ogromnej wiedzy i niezwykłej wrażliwości. Hafciarka z pasji i serca – każdemu z chórzystów potrafiła podarować na urodziny czy imieniny własnoręcznie wykonaną serwetkę. Każdy haft był jak list: pełen troski, pamięci i ciepła.
„W zimnym bydlęcym wagonie więziono nas daleko, tak trudno to wspominać, bo łzy jak ogień pieką.
I już nie było zabawek, już żądna byłam chleba, aby nie umrzeć z głodu - pracować było trzeba”....
... tak pisała Bogusława Urgacz, sybiraczka, koleżanka Krystyny Tyrpy. Ten fragment poezji żywo odzwierciedla życie na zsyłce.
A Krysia - urocza, delikatna, skromna – dzieliła się z nami nie tylko umiejętnościami, ale i mądrością życia. Potrafiła opowiadać, jak przetrwać wszelkie niedogodności losu, a nawet przekazać receptę na miksturę odpornościową – prostą, skuteczną, zapamiętaną jeszcze z czasów zesłania na Syberię. Jej wspomnienia były lekcją siły, pokory i nadziei.
To właśnie Krystyna Tyrpa była autorką nazwy naszego chóru – Echo Kresów. Nazwy, która dziś brzmi jeszcze mocniej, bo niesie w sobie Jej pamięć.
Choć choroba w ostatnich latach wyłączyła Ją z czynnego życia chóralnego, w naszych sercach była i pozostanie zawsze obecna. Dziękujemy za dobro, za mądrość, za piękno, którym nas obdarzałaś. Spoczywaj w pokoju. Twoje Echo wciąż brzmi – można przeczytać na facebookowym profilu chóru "Echo Kresów".

Śmierć Krystyny Tyrpy to kolejny, bolesny cios dla chóru „Echo Kresów”. W tym miesiącu odeszły już bowiem dwie inne chórzystki o czym pisaliśmy ostatnio.

















Napisz komentarz
Komentarze