Proces przekształcania sieci szkół w gminie Cisek wszedł w kolejną fazę wraz z przyjęciem uchwały dotyczącej szkoły macierzystej. Władze samorządowe podkreślają, że to jedynie krok formalny, mający uporządkować procedury rozpoczęte w grudniu. W praktyce decyzja ta ponownie ożywiła dyskusję wokół przyszłości placówek w Landzmierzu i Roszowickim Lesie, które mogą stać się filiami obejmującymi klasy I-III. Wójt Rajmund Frischko zapewnia, że kierunek zmian pozostaje niezmienny, a reorganizacja ma przynieść większą spójność i stabilność całemu systemowi. Rodzice dzieci uczących się w szkole w Roszowickim Lesie odbierają to wszystko jednak inaczej. W ich ocenie przekształcenie szkoły to nie tylko kwestia administracyjna, lecz realna zmiana wpływająca na codzienne życie dzieci, rodziców i całej społeczności. To właśnie rodzice uczniów najgłośniej wyrażają wątpliwości, nadzieje i obawy. W ich wypowiedziach powtarza się jedno: poczucie, że decyzje zapadają zbyt szybko, a konsekwencje odczują przede wszystkim najmłodsi. Oto, co mówią.
O przyszłość dzieci
Agnieszka Dąbrowska, mama ucznia szkoły w Roszowickim Lesie, mówi wprost: - Ta szkoła nie jest dla mnie tylko placówką edukacyjną. To miejsce, które realnie pomogło mojemu dziecku wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowało. Wyjaśnia, że jej syn został przeniesiony z większej szkoły, ponieważ zmagał się z trudnościami emocjonalnymi. W dużej placówce, przy licznych klasach i ogromnej liczbie uczniów, nauczycielom – jak podkreśla – trudno było reagować na każdą trudną sytuację. Dodaje, że rozumiała ograniczenia systemu w dużych szkołach, ale dopiero w Roszowickim Lesie jej syn został naprawdę zauważony. - Mała liczba dzieci w klasie, indywidualne podejście nauczycieli i codzienny kontakt z rodzicem sprawiły, że moje dziecko zaczęło się uspokajać, odbudowywać emocjonalnie i wracać do równowagi - podkreśla. Chłopiec przestał bać się szkoły i odzyskał wiarę w siebie.
Agnieszka Dąbrowska zaznacza, że to wartości, których nie da się przeliczyć na pieniądze. Wyjaśnia również, że nie uważa dużych szkół za złe – są po prostu inne. Jej zdaniem, jeśli rodzice mają możliwość wyboru miejsca, w którym dziecko czuje się bezpiecznie, jest objęte opieką i traktowane indywidualnie, to właśnie taka szkoła jak ta w Roszowickim Lesie powinna być dla nich naturalnym wyborem. - Dlatego pomysł likwidacji lub wygaszania tej szkoły uważam za głęboko krzywdzący dla dzieci - mówi. Rozumie, że gmina musi liczyć koszty, ale przypomina, że edukacja to nie tylko budżet, lecz także zdrowie psychiczne uczniów, ich rozwój, poczucie bezpieczeństwa i przyszłość. Zwraca uwagę, że subwencja oświatowa idzie za dzieckiem, a zawężenie działalności szkoły do filii generuje również nowe koszty – społeczne i finansowe – które będą odczuwalne przez lata. Podkreśla, że szkoła w Roszowickim Lesie to zaangażowani nauczyciele, współpracujący rodzice i atmosfera, której nie da się odtworzyć w dużych, przepełnionych placówkach. - Proszę władze gminy o zatrzymanie tej decyzji i podjęcie prawdziwego dialogu z rodzicami. My nie walczymy z gminą. My walczymy o spokój, rozwój i przyszłość naszych dzieci - dodaje.
Czują się bezpiecznie
Również Anna Niemas uważa pomysł gminy za niewłaściwy. Zwraca uwagę, że placówka w Roszowickim Lesie jest położona w bardzo dobrym miejscu – z dala od ruchliwej drogi, z wygodnym dojazdem, parkingiem, orlikiem, boiskiem i bliskim sąsiedztwem kościoła. Jej zdaniem placówka ma ogromny potencjał rozwojowy, a teren jest przygotowany pod ewentualną rozbudowę. - Wystarczy tylko chcieć ją rozbudować, możliwości są naprawdę duże - podkreśla. Zaznacza, że nauczyciele pracują tu rzetelnie, a uczniowie mogą korzystać z wielu zajęć dodatkowych: plastycznych, teatralnych, matematycznych, z języka niemieckiego i angielskiego.
Anna Niemas prowadzi rodzinny dom dziecka, a do szkoły uczęszcza siedmioro jej podopiecznych. Wyjaśnia, że nie zawsze mogą z mężem odebrać dzieci od razu po lekcjach, dlatego świetlica czynna do godz. 15.15 jest dla nich ogromnym wsparciem. - Dzieci odrabiają tam lekcje pod okiem nauczyciela, a kiedy wracają do domu, mają czas dla siebie, mogą iść na treningi, rozwijać swoje pasje - mówi. Podkreśla, że szkoła jest im bardzo bliska również ze względu na atmosferę, którą tworzy dyrekcja. Jej zdaniem dzieci czują się tam bezpieczne, zaopiekowane i traktowane z uwagą, co jest szczególnie ważne, bo wiele z nich ma za sobą trudne doświadczenia. - Nauczyciele potrafią wysłuchać, doradzić, spojrzeć na dziecko z innej perspektywy. To ogromnie ważne w rozwoju młodego człowieka - zaznacza.
Nasza rozmówczyni uważa, że ograniczenie działalności takiej placówki byłoby „bardzo wielką krzywdą dla tych młodych ludzi”. Nie rozumie pomysłu wójta i rady gminy, zwłaszcza że – jak twierdzi – szkoła w Łanach nie jest placówką rozwojową. Wskazuje, że nie ma tam sali gimnastycznej, a zajęcia wychowania fizycznego odbywają się na korytarzu ze słupami. Jako trener medyczny i personalny podkreśla, że w takich warunkach nie da się prowadzić bezpiecznych zajęć sportowych. - Dzieci nie mogą się tam rozładować, pobiegać, rozwijać fizycznie. W dzisiejszych czasach to bardzo ważne - dodaje. Jej zdaniem to właśnie szkoła w Łanach powinna zostać zamknięta lub przekwalifikowana, a nie ta w Roszowickim Lesie, która ma realny potencjał i możliwości rozbudowy.
Zwraca uwagę, że gmina nie zapewnia transportu. Od pięciu lat dowozi dzieci z Błażejowic prywatnym samochodem. Twierdzi, że brak transportu wynika z tego, iż wójt już od 2019 roku zakładał zamknięcie szkoły w Roszowickim Lesie. - Nie wiemy, jaki jest pomysł na tę szkołę. Nie wiemy, co ma się w niej znaleźć. Jest orlik, jest boisko – jakie są plany pana wójta wobec tego miejsca? - pyta. Podkreśla, że placówka w Roszowickim Lesie bardzo motywuje dzieci do działania, a jej podopieczni chętnie biorą udział w zawodach, konkursach i życiu szkolnym. - One są z tą szkołą związane, czują się tam dobrze, a to jest najważniejsze. Nie tylko pieniądze się liczą - mówi. Na koniec dodaje, że dzięki tej szkole, dyrekcji i nauczycielom jej dzieci otrzymały drugą szansę. - Stają się wartościowymi, radosnymi, otwartymi ludźmi. Ta szkoła daje im wiarę w drugiego człowieka, akceptację i miłość. Dlatego będziemy o nią walczyć - podkreśla Anna Niemas.
Wójt sam ją chwalił
Sprzeciw wobec planów samorządu wyraża również Natalia Majewska, mama dwóch dziewczynek. Podkreśla, że decyzja wójta jest nie tylko nieuzasadniona, ale przede wszystkim krzywdząca dla dzieci. Zwraca uwagę, że placówka w Roszowickim Lesie jest nowoczesna, świetnie wyposażona i w pełni przygotowana do pracy. - Mamy nową salę chemiczno‑fizyczną, pracownię informatyczną, orlik, dużą halę sportową, jadalnię – wszystko, czego potrzeba. Mówienie, że szkołę trzeba dopiero wyposażyć, to zwyczajnie nieprawda - zaznacza i zwraca również uwagę na rozbieżności w danych podawanych przez wójta. Jej zdaniem trudno zrozumieć, dlaczego osoba podejmująca tak poważne decyzje raz mówi o 40, raz o 50 uczniach, skoro fakty są jasne: w szkole uczy się 61 dzieci.
Podkreśla, że szkoła w Roszowickim Lesie jest centrum życia lokalnej społeczności. To miejsce, w którym dzieci czują się bezpieczne, zauważone i traktowane z szacunkiem. Z uznaniem wypowiada się o nauczycielach, których opisuje jako ludzi z pasją i ogromnym sercem. Szczególne słowa kieruje do dyrekcji. - Pani dyrektor stworzyła atmosferę wsparcia i bliskości. Dzieci wiedzą, że zawsze mogą liczyć na rozmowę i pomoc. Wójt sam wielokrotnie ją chwalił - przypomina. Największy niepokój pani Natalii budzi to, co stanie się z jej starszą córką. Zwraca uwagę, że przeniesienie dziecka do nowej szkoły w ósmej klasie, tuż przed egzaminami, oznaczałoby utratę stabilności i konieczność odnalezienia się w zupełnie nowym środowisku. - To nie jest żadna „zmiana na lepsze”. To niszczenie poczucia bezpieczeństwa dziecka w najważniejszym momencie edukacji - podkreśla.
Krytycznie ocenia argumenty wójta, który tłumaczy decyzję potrzebą „uczenia dzieci rywalizacji w dużych klasach” oraz brakiem środków na inwestycje. Jej zdaniem takie podejście pokazuje, że budżet stawiany jest ponad realne potrzeby uczniów. - Wygląda na to, że dla wójta ważniejsze są chodniki niż dzieci. A ich emocje i potrzeby traktuje jak przeszkodę - mówi. Natalia Majewska uważa, że mieszkańcy czują się niesłuchani, a ich argumenty – ignorowane. Podkreśla, że szkoła w Roszowickim Lesie jest placówką kompletną, silną i potrzebną, a jej likwidacja nie przyniesie oszczędności, lecz spowoduje rozbicie społeczności. - To nie jest zarządzanie. To decyzja przeciwko rodzinom, przeciwko dzieciom i przeciwko zdrowemu rozsądkowi - stwierdza. W jej opinii szkoła ma ogromny potencjał, którego gmina nie dostrzega, a zamiast redukować ją do trzyklasowej filii szkoły w Cisku, powinna ją wspierać i rozwijać.
Właściwe miejsce
Paulinie Młynarz pomysł gminy również nie odpowiada, ponieważ – jak podkreśla – pozbawia rodziców możliwości wyboru szkoły dla swoich dzieci. Wyjaśnia, że zaledwie kilka miesięcy temu przeniosła swoje dzieci ze szkoły w Cisku do Roszowickiego Lasu, kierując się ich dobrem i potrzebą zapewnienia im spokojniejszego, bardziej wspierającego środowiska. - Gdy zrobią filię, moje dzieci musiałyby wrócić do Ciska, a tego nie chcemy ani my, ani nasze dzieci. Moje dzieci wreszcie zaznały, co to spokój, akceptacja, wsparcie i zrozumienie - mówi. Jej córka uczęszcza do klasy V, a syn do klasy VI. Mama podkreśla, że choć są w nowej szkole krótko, zmiana przyniosła natychmiastową poprawę ich samopoczucia i funkcjonowania. Zaznacza, że jako rodzic jest bardzo zadowolona zarówno z nauczycieli, jak i z dyrekcji szkoły. Jak mówi, już teraz wie, że chce stanąć w obronie tej placówki, bo widzi, jak wiele dobrego daje jej dzieciom. - Jesteśmy tu krótko, ale czujemy, że to jest właściwe miejsce. I nie pozwolimy, żeby nam je odebrano - podkreśla.
Agnieszka Pawlik, mama chłopca, który uczęszcza do klasy V w szkole w Roszowickim Lesie, również sprzeciwia się planom gminy. Jak podkreśla, placówka jest jej bardzo bliska, bo widzi, jak dobrze wpływa na jej syna i jak ważna jest dla całej rodziny. - Jesteśmy bardzo zaangażowani w ocalenie tej szkoły, ponieważ uważam, że to miejsce z rodzinną atmosferą, które wychowuje dzieci na bardzo dobrym poziomie. Jako rodzice uczestniczymy w każdym celu i wydarzeniu organizowanym przez szkołę – mówi. Jej zdaniem decyzja wójta i radnych o likwidacji starszych klas jest nieodpowiednia i nie bierze pod uwagę realnych potrzeb uczniów. Podkreśla, że w innej placówce dzieci nie będą miały takiej opieki i poczucia bezpieczeństwa jak w Roszowickim Lesie. - W większej szkole nauczyciel nie będzie wiedział, w którą stronę patrzeć, żeby każde dziecko było bezpieczne podczas przerw. Tutaj mamy pewność, że nasze dzieci są zauważone i zaopiekowane - dodaje.
Agnieszka Pawlik zaznacza, że jako rodzice uczniów tej szkoły mają jednoznaczną opinię: to miejsce jest bezpieczne, przyjazne i bardzo rodzinne. Dzieci czują się tu dobrze, chętnie chodzą na lekcje, a kameralny charakter placówki sprzyja indywidualnemu podejściu do ucznia, dobrej atmosferze i bliskiej współpracy nauczycieli z rodzicami. W jej ocenie szkoła zapewnia dzieciom stabilność, poczucie przynależności i bezpieczeństwa, których nie da się zastąpić przeniesieniem do innej placówki. Dlatego – jak podkreśla – rodzice nie wyrażają zgody na zmiany dotyczące funkcjonowania szkoły, jej likwidację ani przekształcenie. - Zależy nam na zachowaniu tej szkoły w obecnej formie, bo ma ogromne znaczenie dla naszych dzieci i całej lokalnej społeczności - podsumowuje.
List uczennicy
Wśród osób broniących szkoły w Roszowickim Lesie jest także 11‑letnia Kamila Kujawska. Z inicjatywy dziewczynki, przy wsparciu jej taty, Piotra, do redakcji trafił list wyrażający stanowczy sprzeciw wobec planów gminy. Kamila pisze, że pomysł zamknięcia szkoły uważa za niewłaściwy i niesprawiedliwy, zwłaszcza wobec dzieci, które – jak podkreśla – odnalazły w niej swoje miejsce, bezpieczeństwo i radość. „Szkoła w Roszowickim Lesie spełnia wszystkie niezbędne wymogi do prowadzenia nowoczesnego i bezpiecznego kształcenia. Posiada pełne, doskonale wyposażone zaplecze: boisko Orlik, zaplecze kuchenne oraz jadalnię, plac zabaw, salę gimnastyczną, a także w pełni wykwalifikowaną kadrę nauczycielską” - pisze dziewczynka, dodając, że dzięki temu dzieci mają idealne warunki do nauki i rozwoju.
W liście podkreśla, że szkoła daje coś, czego nie da się zastąpić większą placówką – atmosferę akceptacji i wsparcia. Zwraca uwagę, że odkąd została tam przeniesiona, wraca do domu radosna, uśmiechnięta i pełna entuzjazmu. „Chętnie uczęszczam na zajęcia, czego wcześniej – w poprzedniej szkole – nie doświadczałam” - zaznacza. Kamila opisuje codzienną życzliwość, zrozumienie i uśmiech, z czym spotyka się ze strony nauczycieli i rówieśników. Jej zdaniem to właśnie ta atmosfera sprawia, że dzieci czują się szczęśliwe i bezpieczne.
„Miarą zdrowia psychicznego i zadowolenia dziecka nie jest wielkość szkoły, lecz dobroć, empatia i życzliwość, jakie w niej spotyka. Szkoła w Roszowickim Lesie daje to wszystko w sposób wyjątkowy” - podkreśla. List kończy się apelem, by szkoła pozostała miejscem, w którym dzieci mogą rozwijać się w bezpiecznym i życzliwym środowisku. Pod pismem podpisał się również tata dziewczynki, który w pełni popiera słowa córki.



















Napisz komentarz
Komentarze