Małgorzata i Mateusz Skrobkowie wychowują czworo dzieci: Alexandra (10 lat), Agathę (8 lat), Blankę (4 lata) oraz najmłodszego Piotrusia. To już 6. wnuk od strony Mateusza. - Z mojej strony babcia Ela ma 13 wnuków i jedną prawnuczkę - opowiada Małgorzata. Rodzina mieszka w wyjątkowym miejscu, na końcu ulicy Serdecznej, w urokliwym zakątku Sławięcic, w otoczeniu zieleni i lasu. Dom powstał w miejscu, gdzie natura jest na wyciągnięcie ręki, a dzieciństwo pachnie lasem, malinami i grzybami. Skrobkowie mieszkają tu od lutego ubiegłego roku. Dom czeka jeszcze na wykończenie. Na parterze trzeba osadzić dwoje drzwi, a na piętrze powstaną dodatkowe dwa pokoje i łazienka.
- Ze szkoły do domu to mamy dwa i pół kilometra - opowiada 8-letnia Agatha. Do szkoły chodzi z Alexandrem. Dzieci uwielbiają miejsce, w którym rodzice zdecydowali się wybudować dom, tuż przy lesie, w pięknym, zielonym otoczeniu. - Można po polu latać - mówi z uśmiechem Agatha. - Brudne dzieci to szczęśliwe dzieci - podkreśla Mateusz.
Rodzina codziennie korzysta z uroków życia blisko natury. - Mamo, idziemy szukać jeżyn - wołają dzieci. - Za chwilę patrzę, wracają już z malinami. A dzisiaj są grzyby, to od razu na grzyby. Codziennie przychodzą z grzybami, blisko domu można znaleźć sporo podgrzybków - opowiada Małgorzata. Gdy zbierze się dziecięca ekipa z sąsiedztwa, miejsc do zabawy nie brakuje.
Przesąd się sprawdził
- Imię Piotrek ma po dziadkach. Zarówno ojciec taty, jak i ojciec mamy nosili to imię. Piotruś jest naszym czwartym dzieckiem. Ma brata oraz dwie siostry. Porównując okres niemowlęcy ze starszymi dziećmi, Piotruś jest najspokojniejszy. Uwielbia być w ruchu - jazdę samochodem, długie spacery. Jako najmłodszy w rodzinie, jest naszym misiaczkiem do przytulania i kochania. Starsze rodzeństwo chętnie się nim opiekuje i spędza z nim czas - opowiada Małgorzata Skrobek.
Dzieci od samego początku były przygotowywane na pojawienie się nowego członka rodziny. - Były wcześniejsze rozmowy na temat niemowlaka i zmian, jakie nastąpią w domu. Bardzo się cieszyły i nie mogły doczekać się przyjścia na świat małego brata. Dlatego przyjechała nas odebrać ze szpitala pokaźna ekipa i wracaliśmy do domu całą rodziną. Na co dzień widzę, jak się przytulają, dają buziaki, cieszą się z drobnych postępów Piotrka, zachwycają się jego uśmiechem i chwalą się nim w szkole czy przedszkolu - dodaje mama.
Po narodzinach Blanki Małgorzata szybko sprzedała wszystkie dziecięce ciuchy i rzeczy. - Wtedy znajoma mi powiedziała, że jak się wszystkiego pozbędę od razu, po ciąży, to jeszcze będę miała jedno dziecko - wspomina Małgorzata. - No i faktycznie, 3 lata później się zdecydowaliśmy. Chociaż nie ukrywam, że rozważaliśmy zupełnie inną perspektywę na przyszłość - dodaje.
Rodzice przez pewien czas rozmawiali na temat pogotowia opiekuńczego. - Coś takiego jak rodzina zastępcza. Niekoniecznie adopcja, ale żeby pomóc dzieciaczkom. Ale potem, od rozmowy do rozmowy, stwierdziliśmy, że może faktycznie zdecydowalibyśmy się na jeszcze jedno swoje dziecko - mówi Małgorzata. - Daliśmy sobie szansę. Jak Bozia da, no to będzie. A jeśli nie, no to po prostu zrezygnujemy z tej drugiej opcji - opowiada Mateusz.
Jak wychowuje się taką gromadkę? - No, jest ciężko - przyznaje Mateusz. - Ale najważniejsza jest organizacja. Jak ustalimy z żoną, jak to ma mniej więcej wyglądać i jeden na drugiego może liczyć, to jest łatwiej - dodaje.
Małgorzata i Mateusz są małżeństwem od 27 czerwca 2015 roku. Poznali się w 2009 roku przez portal Nasza Klasa. - Mąż poszukiwał, nie wiem kogo, ale trafił na mnie, no i tak wyszło – śmieje się Małgorzata.
Mateusz pochodzi z Niezdrowic, Małgorzata ze Sławięcic. W rodzinie, która jest bardzo zżyta, są już łącznie trzy tytuły Bobasa Miesiąca. Siostra Mateusza, Jessica Honisz, która mieszka w Niezdrowicach, ma dwóch synów: Milan wygrał plebiscyt w lipcu 2023 roku, a Alan w sierpniu ubiegłego roku. - To oni nas tak w sumie nakręcili na udział w konkursie – przyznaje Mateusz. - Na początku każdy z rodziny wysłał SMS-a, żeby nie było, że jesteśmy na ostatnim miejscu - dodaje Małgorzata.
Później mama Mateusza, Katarzyna, kupowała gazety i zaczęło się wycinanie kuponów. Jak zobaczyliśmy, że jesteśmy na trzecim miejscu, to stwierdziliśmy, że trzeba wygrać - wspomina Mateusz. - Całą rodziną walczyliśmy - siostra, rodzeństwo żony - dodaje.
W Polsce najlepiej
Po narodzinach pierwszego dziecka, Alexandra, rodzina wyjechała do Niemiec. Mieszkali tam pięć lat. Tam przyszła na świat Agatha. Małgorzata w międzyczasie studiowała w Opolu i przyjeżdżała co dwa tygodnie do Polski na zajęcia. Rodzinie na początku bardzo podobało się mieszkanie w Niemczech. Dużo czasu spędzali na wspólnych podróżach, a relacje z kilku wypraw pojawiły się nawet na specjalnie stworzonym kanale na YouTube.
- Pikniki, wyjazdy do wesołego miasteczka, pobyt na wakacjach w Bułgarii. Chcieliśmy pokazać ludziom ciekawe miejsca i mieć dla siebie pamiątkę. Chociaż kosztowało to też trochę czasu, żeby zmontować. Ale dzieci mają pamiątkę, czasami sobie włączają i oglądają. Chcieliśmy też pokazać, że z dziećmi da się zwiedzać - mówi Mateusz.
- Na początku było super, mieliśmy dużo czasu na jeżdżenie i zwiedzanie. Nie było pracy przy domu - opowiada Mateusz. Praktycznie w każdy weekend dokądś jeździli z dziećmi. Wszystko się zmieniło, gdy nastała pandemia COVID. - Zamknęli nas w bloku i to był taki gwóźdź do wszystkiego – wspomina Małgorzata.
Wtedy rodzina podjęła decyzję, że chce mieć własny dom, a finanse zdecydowały o zakupie działki i budowie w Polsce. - W 2020 podjęliśmy decyzję, że będziemy się budować, i wróciliśmy do Polski. Oceniliśmy, że nie chcemy mieszkać w Niemczech i nie w bloku. Jednak Polska to Polska - mówi Mateusz. Tu też mają swoje ulubione miejsca do podróżowania. Lubią jeździć nad Bałtyk i do Krakowa, który odwiedzają przynajmniej raz w roku. - Ostatni nasz wyjazd był, jak Patryk był w brzuszku - przyznaje Małgorzata. - Tata, pojedziemy na wycieczkę wszyscy razem? - pytała podczas naszego spotkania Agatha. - Pojedziemy - obiecał z uśmiechem Mateusz. - Na razie nasze wyprawy to są z wózkiem. Spacerujemy po kilka kilometrów dziennie - żartuje Małgorzata. W tym roku jest plan, żeby pojechać ponownie do Krakowa, a także do Warszawy.
Rodzina chciałaby po zakończeniu prac wykończeniowych w domu kupić kamper. Małżeństwo przyznaje, że budowa domu nie była łatwe, zwłaszcza prace wykończeniowe. Małżonkowie sporo rzeczy, takich jak kładzenie kafli, malowanie czy skręcanie mebli, robili sami. - Każdy miał swój pomysł. Nieraz żeśmy się nie dogadywali koncepcjami – przyznaje głowa rodziny. - Nastąpił taki moment, kiedy powiedziałam, że to, co w domu, planuję ja, a mąż ma podwórko i tam ma robić, co zechce, bo się nie dogadamy - śmieje się Małgorzata. - Żona miała swoją wizję na dom i koniec, jeśli chodzi o wnętrze, a z zewnątrz to ja sobie coś tam działam – mówi Mateusz.
Mama na pełen etat
Mateusz cały czas pracuje w Niemczech jako elektryk. Do domu przyjeżdża na weekendy. - Staram się być już w piątek wieczorem w domu - mówi. - A ja od 10 lat jestem mamą na cały etat - śmieje się Małgorzata. Gdy wyjeżdża, już w poniedziałek dzieci dzwonią i pytają, kiedy wróci. - Dlatego staram się, żeby w weekendy być w domu z rodziną. Żonie należą się brawa, bo jest sama tutaj, a z wszystkim sobie radzi - przyznaje z dumą. Mateusz przez cały rok odkładał godziny pracy, aby być w domu w czasie narodzin syna. Dzięki temu byłem tydzień przed porodem i przez pierwsze siedem tygodni po narodzinach Piotrka. Najmłodszy syn przyszedł na świat przez cesarskie cięcie. Mateusz towarzyszył żonie w przygotowaniach do operacji, a po narodzinach kangurował syna.
Rodzice chcieli, by ich czwarta pociecha była chłopcem. Ale nie śpieszyli się z poznaniem płci. - Lekarz dwa razy miał możliwość powiedzenia nam, jaka będzie płeć. Ale poprosiłam, żeby mnie nie informował. Nie chciałam wiedzieć. Poprosiłam, żeby zapisał na kartce i wsadził do koperty. Ale ja tej koperty nie otwierałam. Przekazałam ją siostrzenicy - opowiada Małgorzata. Na kolejnej wizycie lekarz ponownie zapisał płeć na kartce, która trafiła do koperty. - No bo czasami jest tak, że na jednej wizycie jest chłopiec, a na drugiej okazuje się, że dziewczynka - mówi Małgorzata. Zorganizowano też baby shower, podczas którego wszyscy obstawiali płeć dziecka. - Każdy głosował, czego oczekuje. No i później odpaliliśmy race - wspomina Mateusz.
Dzieci Małgorzaty i Mateusza mają wiele pasji. Dziewczynki uczą się jazdy konnej, Alexander i Agatha ćwiczą strzelectwo. Cała trójka jest też „zmotoryzowana”. Alex jeździ na crossie spalinowym, Agatha na elektrycznym, Blanka na quadzie. Tata, motocyklista, zaszczepił w dzieciach pasję do motoryzacji. - Przeważnie robimy tak, że ja biorę skuter, taką pięćdziesiątkę małą, oni biorą swoje pojazdy i wszyscy jedziemy do lasu pojeździć - opowiada Mateusz. Mama w tym czasie ma czas na chwilę relaksu. - Jak wracamy, to czeka na tarasie – opowiada. Dzieci z dumą wspominają wspólne wyprawy z tatą. - Raz jechałem z tatą na poświęcenie na Górę Świętej Anny - mówi Alexander. - A mnie tata zawiózł do przedszkola na motorze – dodaje Agatha. - Uwalniamy dzieci od telefonów – podkreśla Mateusz.
Piotruś wkrótce zamieszka w pokoju z Blanką, która nie może się już tego doczekać. Dziewczynka uwielbia zajmować się braciszkiem. Spośród rodzeństwa to ona najbardziej się nim opiekuje. - Ona bardzo się na to cieszy, czeka na ten moment, aż on się wprowadzi do niej, bo na razie jest w sypialni z nami – mówi Małgorzata. - Blanka, jak wstaje, to pierwsze, co musi, to się poprzytulać z bratem, całuski są z samego rana. Ona nie mówi: dzień dobry, mamo, dzień dobry, tato, tylko: gdzie jest Piotruś? - dodaje. Familia Skrobków pokazuje, że duża rodzina to nie tylko wyzwania, ale przede wszystkim ogrom miłości, wsparcia i radości. A tytuł Bobasa Miesiąca dla Piotrusia jest piękną pamiątką.

















Napisz komentarz
Komentarze