środa, 24 czerwca 2026 02:54
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Pamiętnik kobiety w turbanie

Ja, łysa matka. Matka bez włosów. Nie ukrywam przed dziećmi swojej choroby, swojej inności. Mówię im: mam alopecię, to ona sprawia, że moja głowa jest wyjątkowa. Nie, nie wstydziłam się swojej fryzury. Nie, nie wyskubałam sobie brwi. Ani rzęs. Nie, nie zarazisz się. To alopecja - tak o swojej chorobie mówi bohaterka tego materiału, była mieszkanka Kędzierzyna-Koźla, absolwentka I LO im. Henryka Sienkiewicza.
Pamiętnik kobiety w turbanie
foto: archiwum prywatne

Autor: Nie silę się na oryginalność. Nie próbuję się wyróżnić. Czasem chcę się schować. Z alopecją to nie takie proste - mówi Magdalena Schatt-Skotak

W tych czasach, gdy agresja i bezduszność dominują nad ludzką wrażliwością, coraz trudniej o tak szczere i trudne wyznania. A jednak są jeszcze wyjątkowi ludzie, którzy potrafią otworzyć się na świat i mówić głośno o jego różnych obliczach.

Nasza rozmówczyni mieszka obecnie w Opolu. Kobieta zmaga się z chorobą, która doświadcza w pewnym stopniu także jej bliskich. Alopecja to choroba, która może pojawić się w każdym momencie życia. Niezależnie od płci, wieku, aktywności czy stosowanej diety. Bohaterka tego materiału usłyszała kiedyś od jednej z lekarek, że jest to „defekt kosmetyczny”, jednak obecnie medycyna uznaje alopecję za jednostkę chorobową. Często towarzyszą jej inne poważne choroby jak bielactwo,
czy też zapalenie tarczycy (Hashimoto), choć pani Magdalena jest tą „szczęściarą”, że choruje tylko na alopecję.

Ta historia pokazuje, że choć ż
ycie nie jest bajką, to często pisze niezwykłe i piękne scenariusze. Internetowe wpisy naszej rozmówczyni, to swoista i pełna nadziei kronika losów kobiety, która mimo przeciwności losu, jest pogodną i nadzwyczaj życzliwą osobą. Można się o tym przekonać, czytając wszystko to, co zamieściła w sieci.  
  

- Nazywam się Magdalena Schatt-Skotak, mam trzydzieści pięć lat, dwoje dzieci i łysą głowę. To w tej łysej głowie powstał pomysł, by stworzyć książeczkę dla dzieci o alopecji, chorobie, z którą się zmagam - napisała nasza bohaterka.

Alopecja to autoimmunologiczna choroba, która polega na utracie włosów. Ryzyko pojawienia się tego schorzenia dotyka około 2% populacji.

Płacz przynosi ulgę

- Łysienie całkowite, powodujące utratę całego owłosienia wraz z rzęsami i brwiami jest jego najrzadszą postacią, z którą i ja się zmagam. W szpitalu poznałam kobietę, która straciła swoje włosy w jedną noc. Zwykle trwa to dłużej. Lecą ci nie tylko włosy, ale też łzy. Płaczesz z wielu powodów. Ci, którzy mają włosy, mówią ci: „głowa do góry, to tylko włosy, szkoda łez”. Tak jak po śmierci bliskiego, po odejściu ukochanego, po utracie ciąży czy mleka podczas karmienia piersią, tak po stracie włosów - masz prawo do żałoby. Płacz, jeśli przynosi to ulgę - przekonuje pani Magdalena.

Dla niej p
oczątek roku sprzyja podejmowaniu nowych wyzwań, wprowadzaniu w życie układanych w głowie planów, które funkcjonowały jedynie w sferze marzeń.

- Jednak dla mnie przełomowy był nie Nowy Rok, a zwyczajny poranek majowy. Wypiłam kawę, a potem zrobiłam sobie zdjęcie i napisałam kilka słów o swojej chorobie. O życiu z alopecją, chorobą  w której organizm traktuje własne włosy jako ciała obce
- wyjaśnia pani Magdalena, która od pewnego czasu zaczęła publikować na Instagramie zdjęcia i teksty na temat alopecji. Otrzymała tam wiele ciepłych komentarzy i ogromne wsparcie.

- Nadszedł czas, by za to dobro podziękować, by swoje doświadczenia przekuć w konkretne działania. Będę Was o nich informowała. I będę Was bardzo potrzebowała. Bądźcie czujni - napisała tajemniczo.


To był impuls

Kiedyś w przedszkolnej szatni jedna drobna pięciolatka krzyczała na całe gardło: A mama Hani jest łysa!

- Zaskoczyło mnie to, jak bardzo moja inność odbija się na moich dzieciach, jak je stygmatyzuje, wpycha do worka z napisem: dziwne dzieci dziwnej mamy. Kiedy dotyka cię choroba, która zmienia Twoje ciało na zewnątrz, to, że jesteś chory, przestaje być tylko twoją sprawą. Nagle ciężar Twojej inności spada na Twoich bliskich. Pomyślałam o innych dziwnych mamach i ich dzieciach, które tej dziwności nie widzą. O dzieciach, które zaskoczone milczą, gdy ktoś śmieje się z ich mam. Tak jak milczała moja Hania. To dla nas wszystkich napisałam „Łysolkę i Długowłosego”. By było nam łatwiej zrozumieć, rozmawiać, zaakceptować - tłumaczy Magdalena Schatt-Skotak, która w  rozmowie z nami przyznała, że chce w ten sposób pomóc innym dzieciom i pokazać z jak nieprzyjemnymi sytuacjami mogą się zetknąć. Zwłaszcza dzieci narażone są na takie traktowanie. Być może ta książeczka będzie impulsem do tego, by pedagodzy zaczęli rozmawiać z dziećmi na temat inności, empatii, czy akceptacji.


Na światło dzienne

Panią Magdę namawiano do wydania książki dla dzieci o alopecji, jednak jak sama przyznaje, to nie takie proste, gdy nie ma się funduszy i wiary we własne możliwości.

- Ale gdy ma się wokół ludzi, którzy cię wspierają, pomagają, wierzą w ciebie bardziej niż ty sam, to łatwiej wówczas otworzyć szufladę i zacząć działać. Są choroby, które można tylko przetrwać. Z moją chorobą żyje się do końca. Bez włosów też można żyć - ale żyje się trudniej. Moja książka pomaga przetrwać najmniejszym, a zrozumieć każdemu. Aby mogła nieść informację i pomoc, musi opuścić szufladę - wyjaśnia.

Zbiórka pieniędzy na wydanie „Łysolki i Długowłosego” ruszyła na stronie polakpotrafi.pl nieco ponad tydzień, bo 5 lutego.

Więcej na ten temat w najbliższym wydaniu Nowej Gazety Lokalnej


Zachęcamy też do wsparcia projektu:

„Łysolka i Długowłosy”



Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Mama 17.02.2020 19:48
Dziękuję za opisanie historii Pani Magdaleny, moja córeczka straciła włosy, brwi i piękne rzęsy w wieku 2,5 roku. Trzymam kciuki za wydanie "Łysolki i Długowłosego".

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Opolanin Treść komentarza: Walczył o naszą sprawę. Historia sie nie kończy lecz jest to sztafeta pokoleń. Musimy pamiętać że jesteśmy sami. Dookoła otoczeni nieprzyjaźnie nastawionymi do nas państwami. Głowa do góry. Nie damy się póki jesteśmy razem. Data dodania komentarza: 24.06.2026, 00:08 Źródło komentarza: Najgroźniejszy Polak w powiecie kozielskim Autor komentarza: Dąb Treść komentarza: Dlaczego tacy ludzie nie mają pomników w naszym mieście? Data dodania komentarza: 23.06.2026, 23:21 Źródło komentarza: Najgroźniejszy Polak w powiecie kozielskim Autor komentarza: Leokadia Treść komentarza: Który to Patryk ? Jaka dzielnica ? Data dodania komentarza: 23.06.2026, 18:57 Źródło komentarza: Dzielnicowy z Kędzierzyna-Koźla w gronie najlepszych na Opolszczyźnie! Autor komentarza: Koźlanin Treść komentarza: Cytat z artykułu :Uczestnicy rywalizowali podczas testu wiedzy oraz symulacji kontaktu z mieszkańcem, który zgłosił się do policjanta z wielowątkowym problemem. Ich umiejętności oceniali funkcjonariusze prewencji oraz policyjni psychologowie. Cóż jak sami wspominają to tylko symulacja bo tak się składa że dzielnicowych nikt nie zna i nie widział by przychodzili i chociaż się przedstawili, porozmawiali czyli ściema z ich strony. Zresztą prosić policję o pomoc to jak zwrócić się do ściany. Co też widać efekty ich pracy zwłaszcza nocami .... Data dodania komentarza: 23.06.2026, 18:33 Źródło komentarza: Dzielnicowy z Kędzierzyna-Koźla w gronie najlepszych na Opolszczyźnie! Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Obserwowałem te wykopaliska fragmentarycznie osobiście, jak jeszcze Rynek był w fazie płytkiej odkrywki. Przechodząc obok widziałem tam co najmniej dwóch mężczyzn i jedną kobietę grzebiących w ziemi. Ubrani byli w ciuchy typu militarnego. Byli w szacowanym wieku 25-35. Kobita przy mnie coś znalazła (róg Rynku przy dawnej księgarni) i podjęła z ziemi, strasznie przy tym marudząc i narzekając, że to tylko gwoździe. Gwoździe wyglądały na bardziej z czasów biblijnych niż z GSu z lat 80’ XXw. Cała sytuacja była dla mnie bardzo dziwna z kilku powodów: 1) Kto to w ogóle jest? – nie mieli żadnych identyfikatorów i wyglądało to tak dla pobocznego obserwatora, jakby przypadkowi „harcerze” przyszli sobie tam pogrzebać przy okazji remontu Rynku; 2) Że im się w ogóle chce? – padał wtedy deszcz; 3) NIE BYŁO TAM żadnych garniturowców z notatnikami, szkicownikami i aparatami fotograficznymi, czyli nadzoru – a to w końcu strefa „A”, czyli ścisłej ochrony konserwatorskiej; 4) Nigdzie nie zauważyłem tablic informacyjnych, że trwają prace archeologiczne. Groteskowa całość tego wszystkiego skojarzyła mi się z czymś tak prostym, jak koszenie trawnika na posesji – po skoszeniu trawy przylatuje kto chce, czyli ptaki aby powybierać sobie to co ich interesuje, czyli jakieś robactwo. Dla kontrastu – kiedyś obserwowałem z boku ekshumację żołnierzy (niemieckich) na tzw. Starym Cmentarzu w Koźlu - tam to wyglądało ZGOŁA INACZEJ. Z tym Rynkiem to wyjdzie w końcu tak, że albo ktoś to źle zorganizował albo nie przypilnował należycie, albo jedno i drugie. Data dodania komentarza: 23.06.2026, 17:22 Źródło komentarza: Unikatowa moneta znaleziona w Koźlu zniknęła. Co się stało z denarem Władysława Łokietka? Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: A ja zielony wodór. Ino gdzie indziej - jakieś 20km na prawo i na dół na mapie i na razie tylko w fazie projektu. Data dodania komentarza: 23.06.2026, 17:07 Źródło komentarza: Kłęby czarnego dymu nad Zdzieszowicami. Mieszkańcy zaalarmowali straż pożarną
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna