Tekst o "odbetonowaniu” ul. Kozielskiej znajdziesz TUTAJ. Poniżej publikujemy wiadomość naszego czytelnika. Jego zdaniem to nie tylko pomysł urbanistyczny, ale odpowiedź na coraz poważniejszy problem rozproszonego miasta i odpływu mieszkańców.
Może potrzebujemy nowego centrum miasta?
- Przeczytałem Wasz artykuł o odbetonowaniu ul. Kozielskiej i muszę przyznać, że to bardzo dobry kierunek. Takie zmiany są potrzebne i dobrze, że ktoś o tym mówi. Przy okazji przypomniał mi się pomysł, który chodzi mi po głowie już od dłuższego czasu. Można powiedzieć, że to trochę marzenie, ale im więcej o tym myślę, tym bardziej widzę, że to wcale nie jest takie nierealne.
Bo może problem Kędzierzyna-Koźla nie polega na tym, że brakuje zieleni w jednym miejscu. Może problem jest większy. Może po prostu nie mamy jednego konkretnego centrum miasta.
Takiego miejsca, gdzie ludzie spotykają się naturalnie. Gdzie jest życie. Gdzie można pójść na kawę, posiedzieć, coś zjeść, przyjść z dzieckiem albo po prostu się przejść.
Dzisiaj wszystko jest trochę porozrzucane. Jest historia, są różne miejsca, ale nie ma jednego punktu, o którym można powiedzieć, że to serce miasta.

Teren po tartaku – niewykorzystany potencjał
I właśnie dlatego wrócił do mnie pomysł, żeby takie miejsce stworzyć od zera. Myślę o terenach po byłym tartaku, dokładnie obok miejsca, o którym pisaliście. To jest kawał terenu z ogromnym potencjałem. Trochę zapomniany, a jednocześnie bardzo dobrze położony. Dodatkowo dużym atutem tej lokalizacji jest bliskość dworca PKP, co naturalnie wpisuje się w dostępność i może przyciągać ludzi także spoza miasta.
Wyobrażam sobie tam nowy rynek. Taki nowoczesny, z zielenią, kawiarniami, małymi punktami usługowymi, miejscem do siedzenia. Wokół normalna zabudowa mieszkaniowa, żeby to miejsce żyło cały czas, a nie tylko od święta. To nie jest nic abstrakcyjnego. W wielu miastach w Polsce takie rzeczy już powstały na terenach poprzemysłowych. U nas też mogłoby się udać.
Strategia jest dobra. Problemem jest coś innego
Co ciekawe, taki kierunek bardzo dobrze wpisuje się w to, co miasto samo planuje w strategii rozwoju. Strategia Kędzierzyna-Koźla do 2035 roku jest dobra na papierze. I to naprawdę dobra. Jest nowoczesna, mówi o mieście kompaktowym, zielonym, dostępnym. Zauważa problem jakości przestrzeni i stawia na ludzi, nie tylko na infrastrukturę. Czyli kierunek jest właściwy. Problem w tym, że strategia to jedno, a jej realizacja to drugie. Największym zagrożeniem dla miasta nie jest brak planów. Największym problemem jest demografia.
Młodzi ludzie wyjeżdżają. Społeczeństwo się starzeje. Jest coraz mniej życia. Za tym idzie mniej biznesu, mniej usług i mniej powodów, żeby tu zostać. To jest proces, który się nakręca. Formalnie miasto się nie rozpadnie, ale funkcjonalnie już trochę się rozpada. Dzielnice żyją osobno. Nie ma jednego centrum. Nie ma miejsca, które łączy mieszkańców. Miasto jest na mapie, ale coraz mniej jest odczuwalne jako jeden organizm.
Bez centrum miasto się rozmywa
I właśnie tu trafiamy w sedno. To nie jest tylko temat estetyki czy zieleni. To jest pytanie o przyszłość miasta. Bez jednego silnego centrum miasto się rozmywa. Z takim miejscem zaczyna żyć. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Jeżeli mieszkańców będzie ubywać, to nie jest problem tylko statystyki. To dotyczy każdego: mieszkańców, przedsiębiorców, młodych ludzi, ale też tych, którzy dziś podejmują decyzje.
Bo przy odpływie ludzi kończą się nie tylko szkoły i sklepy. Kończą się też możliwości i stabilność. Dlatego to nie jest pytanie, czy coś zmieniać. To jest pytanie, jak szybko zaczniemy. Miasta średniej wielkości w Polsce stoją dziś przed prostym wyborem. Albo będą się kurczyć i tracić znaczenie, albo stworzą nowe miejsca, które przyciągną ludzi. Nie ma trzeciej drogi.
Dlatego pozwalam sobie przesłać Państwu wizualizację takiego rynku oraz zdjęcia z drona tego terenu, żeby można było zobaczyć skalę i potencjał tego miejsca. Dla mnie to nie jest tylko luźna koncepcja. Udało mi się nawet dotrzeć do właściciela tego terenu i wysłałem mu ten pomysł, chociaż nie było łatwo znaleźć bezpośredni kontakt. Mam świadomość, że to czyjaś własność i ktoś zapewne widzi tam po prostu biznes. Tylko pojawia się pytanie, które chyba warto zadać głośno: Czy te tereny nie są zbyt cenne dla miasta, żeby przeznaczyć je pod coś więcej niż kolejną halę?
Może warto pokazać to szerzej i pozwolić ludziom samym to ocenić. Nawet jeśli skończy się to kolejną falą narzekania, w czym akurat jesteśmy całkiem nieźli, to może tym razem coś z tej dyskusji naprawdę wyniknie.















Napisz komentarz
Komentarze