Wydarzenie zorganizowane przez Muzeum Ziemi Kozielskiej od lat cieszy się dużym zainteresowaniem mieszkańców. Łączy ono edukację z dobrą zabawą i pozwala poczuć wyjątkowy klimat dawnego Koźla.
Chętni mogli przymierzyć elementy rycerskiego rynsztunku, podziwiać pokaz broni czarnoprochowej, walki rycerzy, scenkę obyczajową inspirowaną dawnym życiem. Był też turniej na bezpieczne miecze dla widzów, bezpieczne pojedynki rycerskie, strzelanie do tarczy, turniej łuczniczy dla publiczności, pokaz ubierania rycerza i prezentacja uzbrojenia średniowiecznych wojowników, wykład o zamkach i życiu w średniowieczu, turniej rzutów włócznią do celu i kolczugą w dal.

Dziesiątki osób przyglądały się długo wyczekiwanej inscenizacji legendy kozielskiej, której kulminacyjnym momentem było zrzucenie z wieży kukły kozła symbolizującego braci, którzy przed wiekami władali kozielskim zamkiem. Członkowie grupy Herold z Będzina doskonale odegrali tę scenkę, przypominając zgromadzonej publiczności mroczną legendę.
Jej głównymi i zarazem negatywnymi bohaterami są trzej bracia Kozłowie, a zwano ich tak nie przypadkiem, albowiem wygląd ich, a zwłaszcza kształt głów i wąskich, spiczastych bród, upodabniał ich do kozłów. Chociaż byli rycerskiego rodu nie chlubili się żadnymi walecznymi czynami. Zajęcie ich było podłe, trudnili się grabieżą.
Ich zamek znajdował się w pobliżu szlaku kupieckiego, wiodącego z dalekiej Italii aż do kraju Pomorzan, nad Bałtyk. Zawożono tam oliwę i drogocenne materie, a przywożono kamień brunatny, zwany jantarem. Dlatego też teren ten stanowił idealne miejsce dla rycerzy - rabusiów, którzy stamtąd mogli organizować zasadzki na kupców.

Kozłowie dokuczliwi byli nie tylko dla przewożących towary, ale także dla okolicznej ludności. Kiedy kupców w pobliżu nie było, a z czasem szlak mocno opustoszał, rycerze - rabusie napadali na okoliczne wsie i miasteczka. Grabili co popadło, mordowali wszystkich, nie tylko próbujących się bronić mężczyzn, ale również kobiety i dzieci. Haniebne te wyprawy prowadzili głównie nocami. Wtedy łuny palących się strzech widoczne były daleko, a krzyki krzywdzonych docierały nawet do odległych miejscowości.
Wieść o godnych potępienia czynach trzech braci dotarła również do władcy tych ziem - Mieszka I, zwanego Plątonogim Księcia Opolsko - Raciborskiego. Nieraz wysyłał on swoje wojska, aby schwytać rycerzy - rabusiów. Nie było to zadanie proste, bowiem potrafili oni ujść przed każdym pościgiem i tajemnymi przejściami dotrzeć do zamku.
Ale w końcu dosięgła ich ręka sprawiedliwości. W owym czasie żył w mieście, nieopodal zamku odważny i sprytny rzeźnik miejski, ku czci patrona cechu rzeźnickiego zwany Jakubem, a przez przyjaciół Kubą. Kuba, który nieraz odwiedzał zamczysko, aby dostarczyć tam jadło, poznał też tajemnicę różnych zakamarków i przejść. Wiedząc, jak sąsiedztwo trzech braci doskwiera okolicznej ludności, wybrał się do księcia Mieszka, pokłonił się nisko i obiecał pomoc w ujęciu rycerzy - rabusiów.
Wojownicy Mieszka prowadzeni przez Jakuba, który sobie tylko znanymi ścieżkami potrafił dojść do zamku, podziemnym przejściem dotarli do lochów. Stamtąd cicho, omijając straże, weszli na wieżę. Bracia Kozłowie zaskoczeni widokiem wojów księcia nie mieli czasu by wezwać pomoc - sami chwycili za miecze. W wyniku krótkiej, ale zaciętej walki zaskoczeni rabusie zostali ujęci.
Nie było dla nich litości. Tam, gdzie ich pojmano przy podziale łupów, tam wymierzono im karę. Zostali strąceni z okien wieży, wprost w ciemne odmęty Odry. Zginęli wszyscy.
Odtąd przez kilka stuleci starszyzna cechu rzeźnickiego w imieniny Jakuba organizowała przemarsz ulicami z kukłą kozła. Zrzucano ją następnie z wieży przy bramie raciborskiej. Wraz z upadkiem kozła rozlegały się radosne krzyki i wiwaty.

Tak też było 15 maja 2026 roku na dziedzińcu kozielskiego zamku, gdzie zgromadzili się mieszkańcy, którzy żywo reagowali na widok zrzucanej kukły kozła, której po upadku z wieży odpadły rogi.


















Napisz komentarz
Komentarze