Reklama
czwartek, 14 maja 2026 22:32
Reklama
Reklama
Reklama

Męska przygoda

Miał być przyjemny spacerowy rejs wśród zielonych brzegów niegłębokiej Odry. Tymczasem płycizny, spory dystans, chłód i dokuczliwe opady sprawiły, że spływ “Pływadło 2000” stał się dla wielu uczestników prawdziwie “męskim” sprawdzianem. Czy płycizny górnej Odry na tyle zniechęciły amatorów pływadłowego sportu, że planowana na przyszły rok powtórka się nie odbędzie?
  • Źródło: Gazeta Lokalna
Męska przygoda

Autor: Daniel Nurzyński

Niedzielny poranek, godz. 7.30 na kei w Raciborzu melduję się u komandora spływu - Sebastiana Sztandera, który na co dzień pracuje w kozielskim Zespole Szkół Żeglugi Śródlądowej, gdzie dba o posiadany przez szkołę sprzęt pływający. - Trzymaj się mnie, zamustrujesz na “Klipra” mówi

“Kliper to luksusowy motorowy katamaran (dwukadłubowiec), z pulpitem sterowniczym przypominającym bardziej odrzutowiec niż klasyczną motorówkę. Dzień wcześniej łódź przyjechała z Niemiec, dokąd trafiła z USA. Jest własnością pochodzącego z Kędzierzyna-Koźla amerykańskiego biznesmena Stanleya Kasprzaka, który przywiózł ją specjalnie na “Pływadło 2000”. 

Przy nabrzeżu, wzdłuż raciborskiego bulwaru, cumują już pływadła, które dzień wcześniej przeszły próby dopuszczające do spływu. Podstawowym warunkiem, poza bezpieczeństwem załogi, było zanurzenie nie mniejsze niż 30 cm. Większość spośród kilkunastu pływadeł przyjechała z K-K. Widać, że Racibórz nie bardzo się postarał, coś z tą integracją nie za bardzo. 

W końcu dochodzi 8.00. Po krótkich przemówieniach starosty powiatu K-K Józefa Gismana i wiceprezydenta Raciborza Mirosława Lęka, pływadła ruszają w dół Odry. Chyba nie brak reklamy, tylko wczesna pora sprawiła, że to niecodzienne widowisko oglądają nieliczni Raciborzanie. Kilkunastu pływadłom towarzyszy co najmniej drugie tyle łodzi motorowych strażaków z nadodrzańskich Ochotniczych Straży Pożarnych, którzy wraz z ratownikami WOPR mają czuwać nad bezpieczeństwem pływadeł i ich załóg.

Kryterium rzeczne

Nasza załoga liczy 13 osób: dziennikarze, organizatorzy spływu i paru przyjaciół. “Kliper” nie odpływa z centrum “Raciborza”, prawdopodobnie nie przeszedłby przez płycizny miejsca, w którym stare koryto Odry łączy się z kanałem ulgi. Okrętujemy się więc w łodzi stojącej na lawecie i pod eskortą policji ruszamy do podraciborskich Grzegorzowic, gdzie wodujemy katamaran przy tamtejszym promie. Stąd ruszamy w górę rzeki na spotkanie pływadeł. Po drodze mijamy licznych wędkarzy, którzy półgębkiem odpowiadają na nasze pozdrowienia. Pływadła pływadłami, a silnik płoszy ryby. - Woda jest znacznie niższa niż zapowiadała prognoza. W najniższych miejscach nie ma nawet zakładanych przez nas 30 cm. Pływadła będą miały kłopoty - martwi się Sztander. 

Kilka drażniących nasze uszy szurnięć po kamienistym dnie, dwa wejścia na mieliznę i komandor decyduje, że poczekamy na pływadła między ostrogami. Przy okazji przekonujemy się, że strażackie krótkofalówki UKF, nie nadają się do łączności wzdłuż tafli rzeki, ich fale giną w odrzańskich meandrach. Nieocenione okazują się dzikiego zachodu zbudowany na dwóch wojskowych stalowych pontonach. Podczas przepychania przez mieliznę kamienie uszkodziły jeden z pontonów i konstrukcja zaczęła mocno nabierać wody. Strażacy holują ją do promu w Grzegorzowicach, reszta płynie nadal.

Przełomy

Mija kolejna godzina spływu, coraz lepiej się poznajemy, pojawiają się cukierki, ktoś częstuje paluszkami... Sielankę rejsu płoszy nagły zgrzyt aluminiowych pływaków o kamieniste dno. Najpierw odczuwamy mocne szarpnięcie - to zahamowało nas dno. Potem czujemy jak nurt gwałtownie obraca łódź zupełnie bez konsultacji ze sternikiem - to jeden z pływaków nadal płynie, a drugi leży na kamieniach. Wszystkiemu towarzyszy piekielny zgrzyt kojarzący się z rozdzieranymi blachami Titanica. Na chwilę wszyscy wpadają w panikę i zaczynają bezładnie przemieszczać się po pokładzie, dopóki nie zdyscyplinują ich ostre głosy załogi łodzi. - Sebastian ostrożnie! - denerwuje się Stanley, armator katamaranu. - Tej płycizny dwa tygodnie temu tu nie było - irytuje się komandor.

Sebastian wraz z pomysłodawcą spływu, radnym powiatowym Bronisławem Pirogiem i kilkoma ochotnikami wcześniej już dwa razy płynęli tą trasą badając dno. Okazuje się jednak, że Odra jest rzeką żywą. Jej wartki nurt nieustannie przesuwa masy żwiru i spore kamienie, co powoduje, że droga zbadana kilka dni wcześniej dziś wygląda zupełnie inaczej. - Gdyby była wyższa woda zaznaczylibyśmy płycizny specjalnymi tyczkami, ale w sytuacji gdy cała rzeka jest jedną płycizną trudno było coś zaznaczać - tłumaczy Sebastian Sztander. 

O 12.20 sytuacja zmusza dziennikarzy do rzucenia długopisów i złapania za wiosła. Początkowo by zepchnąć łódź z mielizny wystarczy zaprzeć się wiosłami o dno, ale robi się coraz płycej. Pierwszy skacze do wody radny powiatowy Bronisław Piróg. Zapiera się o rufę i całym ciężarem swego nietuzinkowego ciała spycha katamaran na głębszą wodę. Jeszcze chwila i zostałby samotnie na mieliźnie, bo uwolniona łódź szybko ruszyła z prądem, ale kilka dłoni pomaga mu wrócić na pokład. Jest przemoczony, ale bardzo z siebie zadowolony. Jego poświęcenie nie wystarcza jednak na długo, chwilę później w wodzie jest już trzech członków załogi. Jak się okazało liczba ta miała się systematycznie zwiększać wprost proporcjonalnie do spadku poziomu wody w rzece. Skok do wody, zaprzeć stopy w kamienistym dnie, znaleźć punkt zaczepienia dla dłoni na śliskich blachach burt, na sygnał z całej siły pchnąć, a czasem przy tym lekko unieść kadłub w górę, gdy łódź odpływa uczepić się jej rękami i zawisnąć na burcie, ewentualnie, jeśli się da, wejść na pokład. To w skrócie jedna z podstawowych procedur jakich nauczyliśmy się tego dnia. Przeżywam osobistą tragedię: szlag trafia mój aparat fotograficzny. 

Pejzaże z Missisipi 

Najgorsze dopiero przed nami: szerokie rozlewisko z najgłębszą wodą o poziomie 20 cm. Na kursie zbudowany na żelaznych beczkach przez żeglarzy z klubu “Nauta” bocznokołowy parowiec. Koła stracił już na podraciborskich płyciznach, ale dym z komina unosi się nadal. Dumny olbrzym stoi teraz na płyciźnie i na rozlewisku wygląda niczym statek z czasów Tomka Sawera. Pod słońce trudno dojrzeć, czy kilkanaście postaci ciągnących za przymocowaną . do dziobu linę, to czarnoskórzy niewolnicy, czy żeglarze z Blachowni. Idziemy w ich ślady, ale nasz okręt jest lżejszy i przebywamy mieliznę szybciej. Parowiec zostaje w tyle - dziś nie czas na sentymenty. Po płyciznach przychodzi czas na bystrzyny - małe skaliste wodospady. W tym miejscu wyprzedzamy siedmioro żeglarzy ze zbudowanego z tysiąca plastikowych butelek katamaranu Www.net.pl. Ich dramatyczne zmagania z wartkim nurtem przypominają z kolei, jako żywo, sceny z filmu “Rzeka czerwona”: ludzie z długimi wiosłami na rzucanej przez wodę tratwie, podskakujący zabawnie, gdy ich pokład zalewają kolejne fale. Nie wiem która godzina, bo woda zalała także mój zegarek, ale mamy chyba spore opóźnienie. Osiągamy most między Ciskiem, a Bierawą. Stoi na nim kilkusetosobowy tłum. Ludzie biją brawo, niektóre kobiety rzucają nam kwiaty. Na prośbę armatora, ryzykując wejście na mieliznę, zataczamy koło. Warto dodać, że wzdłuż całej trasy spływu przez cały dzień zebrały się spore grupy widzów z okolicznych wsi. Na szczególne uznanie zasługuje ich cierpliwość: czekali po kilka godzin na deszczu. Wreszcie osiągamy Brzeźce, od tej pory zaczyna się przyjemny rejs. Oczywiście przyjemny dla tych, co zachowali suche ubrania. O godz. 18.00 w Koźlu na nabrzeżu obok strzelnicy wita nas spory tłum. Sukcesywnie docierają kolejne pływadła, nawet te, o których strażacy mówili, że uszkodzone przerwały rejs. Tymczasem w różnych odstępach czasu dopłynęli niemal wszyscy. Gdzieś zapodzieli się organizatorzy, nie ma obiecanego posiłku dla żeglarzy, ale niedociągnięcia rekompensuje satysfakcja z ukończonego rejsu. Czy popłyniemy za rok? - Nie tą rzeką, chyba, że kajakiem - odpowiadają żeglarze. Teraz są wyczerpani, może jednak do przyszłego roku zmienią zdanie.

Tekst pochodzi z Gazety Lokalnej nr 26 z 5.07.2000 r.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: KoźlaninTreść komentarza: Zgadzam się z komentującym poniżej iż woda w Koźlu to syf. Strasznie zanieczyszczona powodując osadzanie kamienia nawet bez gotowania w naczyniu.Data dodania komentarza: 14.05.2026, 21:20Źródło komentarza: Woda w Kędzierzynie-Koźlu pod kontrolą. Sanepid sprawdził jakość z trzech ujęćAutor komentarza: rynkowy koźlakTreść komentarza: A ha jednocześnie informuje iż nadal oświetlenie nie działa.Data dodania komentarza: 14.05.2026, 21:11Źródło komentarza: Awaria oświetlenia na ul. Sądowej i Piramowicza w KoźluAutor komentarza: rynkowy koźlakTreść komentarza: Nie stety nadal jest ciemno ale dziękuję redakcji że zajęła się tym problemem.Data dodania komentarza: 14.05.2026, 21:10Źródło komentarza: Awaria oświetlenia na ul. Sądowej i Piramowicza w KoźluAutor komentarza: ElaTreść komentarza: No i fajnie. Młodzi potrzebują miejsc gdzie mogą się socjalizować.Data dodania komentarza: 14.05.2026, 21:03Źródło komentarza: Młodzież dostanie własną przestrzeń. „SIGMA Club” powstanie w centrum KędzierzynaAutor komentarza: twTreść komentarza: co za geniusze wpadają na takie pomysłyData dodania komentarza: 14.05.2026, 19:50Źródło komentarza: Młodzież dostanie własną przestrzeń. „SIGMA Club” powstanie w centrum KędzierzynaAutor komentarza: AxelTreść komentarza: A gdzie można zobaczyć wyniki tych pomiarów ??Data dodania komentarza: 14.05.2026, 18:50Źródło komentarza: Woda w Kędzierzynie-Koźlu pod kontrolą. Sanepid sprawdził jakość z trzech ujęć
zachmurzenie duże

Temperatura: 14°C Miasto: Kędzierzyn-Koźle

Ciśnienie: 1001 hPa
Wiatr: 13 km/h

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna