Reklama
czwartek, 22 października 2026 21:45
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Filip wrócił do domu w Polskiej Cerekwi po stu dniach walki o życie w szpitalu

Osiemset gramów życia. (Cała) historia małego wojownika z Polskiej Cerekwi. ZDJĘCIA

Dziś śpi spokojnie w ramionach mamy, ale jeszcze niedawno każdy jego oddech był niepewny, a każdy gram wagi – zwycięstwem. Filip urodził się 25 stycznia, w 25. tygodniu ciąży, ważył zaledwie 800 gramów. „Ja bym go na dłoni położył” – wspomina ojciec, Waldemar. „Taki malutki, rurki, aparatura, tlen… Widok przerażający, a jednocześnie najpiękniejszy, bo to nasz syn”.
Osiemset gramów życia. (Cała) historia małego wojownika z Polskiej Cerekwi. ZDJĘCIA

Autor: W, archiwum prywatne

Historia, której szczęśliwy finał dziś obserwujemy, rozpoczęła się rankiem 13 stycznia. Wówczas, zaniepokojona pewnymi objawami, Aneta wraz ze swoim partnerem, Waldemarem, udała się na izbę przyjęć szpitala w Kędzierzynie-Koźlu. Stamtąd, jeszcze tego samego dnia, karetką przetransportowano ją do Klinicznego Centrum Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii w Opolu. Zakażenie, które wykryto, wymagało stałej obserwacji.

Pani Aneta liczyła, że uda się utrzymać ciążę jak najdłużej. Udało się na prawie dwa tygodnie. Poród przyszedł nagle, bez ostrzeżenia. Rano 25 stycznia, kiedy poszła do toalety, wysunęła się pępowina. - To były minuty. A dokładnie – z tego, co przekazała położna – trzy minuty, podczas których Aneta leżała na stole. O godzinie 5.20 Filip był już na świecie. Synek przyszedł na świat przez cesarskie cięcie - relacjonuje.

Waldemar dowiedział się o wszystkim z krótkiej wiadomości. „Urodziłam Ci syna” - przeczytał, kiedy wstał rano. Była niedziela. - Od razu pojechałem. Człowiek nie wie, czego się spodziewać. A tam… 800 gramów życia - mówi.

Pierwsze chwile Filipa w opolskiej neonatologii — maleńki, kruchy, pod opieką specjalistów. Foto: archiwum prywatne 

 

Choć nie są małżeństwem, Aneta i Waldemar tworzą rodzinę od czterech lat. Oboje mają dzieci z poprzednich związków, więc dom Filipa od początku był pełen osób, które na niego czekały. - Nasze wcześniejsze dzieci, gdy się urodziły, miały prawie po cztery kilo. A tu 800 gramów. To inny świat - mówi tata Filipka.

Po przyjściu na świat niemowlę zostało podłączone do respiratora, monitorów. Długo potrzebowało pomocy. To wcześniak, więc wszystko było inne, delikatniejsze, trudniejsze. Lekarze i położne byli dla rodziców oparciem. - Trafiliśmy na wspaniałe panie. Wszystko tłumaczyły tak, żebyśmy rozumieli. Nie po lekarsku, tylko po ludzku. To ogromna umiejętność - podkreśla mama Filipa. Każdy dzień przynosił nowe informacje, nowe obawy i nowe nadzieje. Trzy miesiące czekania. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem.

Droga przez strach

Do Opola z Polskiej Cerekwi jest prawie 70 kilometrów. Pani Aneta jeździła tam co drugi dzień. Waldemar pracuje za granicą – od lutego musiał wrócić do pracy. - Praca pracą, ale dziecko to dziecko. W weekendy jeździliśmy razem - wspomina.

Olbrzymim wsparciem okazała się Joanna – siostra Waldemara. Świeżo po uzyskaniu prawa jazdy woziła mamę Filipa do szpitala. - Bez niej byłoby ciężko. Pociągi, autobusy… codzienne wyjazdy do Opola i powroty trwałyby nie pięć, a z osiem godzin, a tak – wsiadała pod domem i jechała prosto do szpitala w Opolu - podkreśla Waldemar. - Joanna ma 22 lata. Stresowała się, ale była szczęśliwa, że może pomóc - mówi Aneta. - Nie mogła wejść na oddział, ale woziła mnie, czekała, wspierała. To nie tylko siostra Waldka, ale jednocześnie najlepsza przyjaciółka - zaznacza.

W tym czasie w domu czekała trójka dzieci – Emilia, Kacper i Gabryś. - Też się martwili. Ale nie mogli wejść na oddział. Tylko my dwoje - mówi tata Filipka. Dopiero pod koniec pobytu, dzięki interwencji rzeczniczki szpitala, Joannie pozwolono zobaczyć Filipa. - Ona będzie chrzestną - zdradzają rodzice.

Najtrudniejsze były pierwsze dni. Przede wszystkim strach, co będzie dalej. Poród w 25. tygodniu ciąży to wejście w świat, w którym nic nie jest pewne, a każdy oddech staje się walką o przetrwanie. - Człowiek się boi, że coś się stanie, że nie da rady - mówi Aneta. Rodzice podkreślają, że nie załamywali się dzięki pozytywnemu nastawieniu. Wierzyli, że będzie dobrze.

W opolskiej lecznicy zaliczyli szkolenie z fizjoterapeutką i położnymi. Uczyli się kąpieli, karmienia, pielęgnacji. Na początku bali się dotknąć syna. Był taki maleńki... Dziś wszystkie czynności wykonują pewnie, ale pamięć tamtej delikatności pozostała.

Filip walczył z retinopatią, ale leczenie przyniosło efekty. - Najgorsze minęło. Teraz tylko kontrole - słyszymy od taty wcześniaka.

Nowy początek

Gdy gościmy u rozmówców, Filip jest w domu dopiero od dwóch dni, ale rodzice już poznali jego rytm. - Jest śpioszkiem. Lubi spać i się uśmiechać. Mało płacze - mówi Aneta. W ciągu dwóch dni przybrał 130 gramów. - Rośnie jak na drożdżach; walczył od pierwszego dnia - dodaje Waldemar.

Pierwsze noce były trudne. Bez snu. Rodzice chłopca śmieją się, że teraz ich największym marzeniem jest… wyspać się. - A potem jakieś wakacje, jak podrośnie. Do roczku przynajmniej - zapowiada mama Filipa.

Rodzeństwo nie odstępuje go na krok. Przychodzą do pokoju, chcą go trzymać. Cieszą się. Też czekali trzy miesiące. Położna środowiskowa odwiedza ich regularnie, kontroluje rozwój, doradza. Filip pije mleko dla wcześniaków, dostaje witaminy i żelazo. - Potrafi zasnąć przy jedzeniu. Ale radzi sobie świetnie - chwali go tata.

Przed nimi jeszcze wiele kontroli – w Opolu, we Wrocławiu. - Ale ważne, że jesteśmy razem - mówią zgodnie. I dodają, że najważniejsze jest to, iż Filip jest zdrowy.

Rodzice z Filipem – małym wojownikiem, który przeszedł długą drogę od inkubatora do własnego łóżeczka. Foto: W

 

Na koniec proszę ich o przekaz dla innych rodziców wcześniaków. Aneta mówi cicho, ale pewnie: - Nie poddawać się. Walczyć. Wierzyć. Zawsze mieć nadzieję. Waldemar dodaje: - Tak, bo najważniejsze, to się nie załamać. Dziecko czuje, że rodzic wierzy.

Filip zasypia w ramionach mamy. W domu, wśród bliskich, w miejscu, na które tak długo czekał. Z 800 gramów do ponad czterech kilogramów. Ze strachu do nadziei. Z sali intensywnej terapii do pokoju pełnego miłości. Mały wojownik zaczyna nowy rozdział.

Słowa wdzięczności

Takie słowa podziękowania skierowali do personelu Klinicznego Centrum Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii w Opolu, Oddziału Neonatologii, rodzice Filipa (i sam Filip):

„Z całego serca pragniemy wyrazić naszą najgłębszą wdzięczność za opiekę, jaką otoczyliście naszego synka Filipa. Filip przyszedł na świat 25 stycznia 2026 roku jako maleńki wcześniak, ważący zaledwie 800 gramów. Był kruchy i bezbronny, a my – pełni lęku i niepewności o jego przyszłość. W tamtych najtrudniejszych chwilach to właśnie Wy staliście się dla nas oparciem, nadzieją i siłą. Dzięki Waszej wiedzy, doświadczeniu, zaangażowaniu oraz ogromnemu sercu nasz synek każdego dnia robił kolejne, małe-wielkie, kroki ku zdrowiu. Pod Waszą troskliwą opieką rósł, nabierał sił i – dosłownie – rósł jak na drożdżach. Każdy jego postęp był dla nas cudem, który zawdzięczamy Wam. Dziękujemy za każdy uśmiech, każde dobre słowo, za cierpliwość i wsparcie, które dodawały nam otuchy w chwilach zwątpienia. Dziękujemy za nieprzespane noce, czujność i troskę, które uratowały i umocniły życie naszego dziecka. Nie sposób wyrazić słowami, jak wielką rolę odegraliście w naszej historii. Na zawsze pozostaniecie w naszych sercach jako bohaterowie, którzy dali Filipowi szansę na życie i zdrowie.

Z wyrazami najgłębszego szacunku i wdzięczności - Rodzice Filipa Aneta i Waldek wraz z Filipem.

PS. Hej, tu Filip. Dziś, 5 maja 2026, uciekam do domciu z całkiem niezłym wynikiem jak na 100 dni w szpitalu. 3930 g i 55 cm, prawda?

Moja „studniówka” dobiegła końca.

Dziękuję wszystkim kochanym ciociom za opiekę – jeszcze tu wpadnę Was odwiedzić, jak trochę podrosnę".

Foto: archiwum prywatne

 



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Ślonski synek Treść komentarza: O jest też ksiądz Piotr Klemens, gdzie nie poszedł to zakładał chór, tak też zrobił w Kędzierzynie. To była dla mnie niezapomniana przygoda, dużo potrafił nauczyć i utrzymać ten projekt przez kilka lat. Poznaliśmy wtedy też jego poprzedni chór ze Stolarzowic, który przetrwał do dziś. A biskup Alfons jest niezniszczalny i wieczny... Data dodania komentarza: 22.10.2026, 18:43 Źródło komentarza: To już 20. rocznica konsekracji kościoła parafialnego na os. Piastów. ZDJĘCIA Autor komentarza: AntyNWO Treść komentarza: Spotkanie o 9 rano w środku tygodnia.....super ..widać że władza liczy na bardzo małą frekwencję. Nie można zrobić spotkania np o 14 lub 15...nie zróbmy rano, ludzie i tak nie przyjdą bo będą w pracy, a emerytów to nie obchodzi. Super ...miasto możliwości...gratuluję. Data dodania komentarza: 22.10.2026, 18:35 Źródło komentarza: Ponad 4 km nowej trasy rowerowej. Powiat buduje połączenie Cisowej ze Sławięcicami. ZDJĘCIA Autor komentarza: mądry i oczytany Treść komentarza: Na wasze jęki i utyskiwania jest jedna rada.. prosta ale dla wielu z was leni śmierdzących, pierdzących na kanapie przed reklamami z tv za trudna - wstań i ugotuj sam. Data dodania komentarza: 22.10.2026, 18:30 Źródło komentarza: Magda Gessler w Kędzierzynie-Koźlu! „Kuchenne rewolucje” w znanym lokalu. ZDJĘCIA Autor komentarza: Olek Treść komentarza: A co Cisek ma do Kędzierzyna ? Proszę redaktora o wyjaśnienie Data dodania komentarza: 22.10.2026, 16:43 Źródło komentarza: Derby gminy Cisek. Dwa gole Witki dały wygraną. ZDJĘCIA Autor komentarza: WoznyInternetu Treść komentarza: Gospodyni, gospodarczyni? Nauczyła się odmieniać, ta nasz Minister Edukacji. Data dodania komentarza: 22.10.2026, 16:05 Źródło komentarza: Zbigniew Kubala z ZS nr 1 w Kędzierzynie-Koźlu odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi Autor komentarza: Merni05 Treść komentarza: Ten bar to porażka! ! Tam ludzie nie mają pojęcia o gotowaniu !! Jak coś ma dobrze iść, skoro zamówiony przeze mnie schabowy był smażony na głębokim oleju jak frytki !! Panierka odchodziła od kotleta jak osobny twór. Myślałam, że tam będzie jedzenie jak w dawnym Smakoszu /potem Mniam Mniam, szkoda że padł ten bar!!/ ,ale bez urazy ,właściciel chyba myślał, że zmiany baru polegają na zmianie nazwy!! W zupa ch same kartofle, kompot cienki .Wpadłam do tego baru jeszcze ze 2 razy i dałam sobie spokój! !! Data dodania komentarza: 22.10.2026, 14:07 Źródło komentarza: Magda Gessler w Kędzierzynie-Koźlu! „Kuchenne rewolucje” w znanym lokalu. ZDJĘCIA
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna