Postanowienie Komisarza Wyborczego w Opolu zapadło 21 maja, co potwierdza nam Anna Kwiatkowska‑Kazimierska, p.o. dyrektora Delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Opolu. Jak wyjaśnia, inicjatorzy deklarowali złożenie 476 podpisów, jednak podczas analizy kart okazało się, że fizycznie dostarczono ich 477. – W momencie składania dokumentów liczymy wyłącznie karty i nabijamy pieczęcie. Liczbę podpisów deklaruje pełnomocnik komitetu, a my ustalamy ją dopiero na etapie weryfikacji – tłumaczy.
To właśnie szczegółowa analiza podpisów przesądziła o losie całej inicjatywy. Komisarz stwierdził 75 podpisów złożonych wadliwie. Jak wylicza Kwiatkowska‑Kazimierska, wśród nich znalazło się pięć przypadków nieczytelnego lub niepełnego imienia i nazwiska, jeden przypadek braku wypełnienia rubryki adresu, cztery sytuacje, w których adres podany na karcie różnił się od tego widniejącego w Centralnym Rejestrze Wyborców, a także czternaście przypadków niepełnego adresu. W jednym przypadku nie wpisano numeru PESEL, a w trzynastu numer PESEL był błędny lub niepełny.
Największą grupę stanowiły jednak osoby, które nie miały prawa wybierania do właściwej rady – 37 podpisów. Jak wyjaśnia przedstawicielka KBW, te osoby były ujęte w rejestrach wyborców innych gmin. Co istotne, nie chodziło o mieszkańców jednej konkretnej miejscowości. – To były osoby z terenu całej Polski – podkreśla rozmówczyni. Dodaje, że takie sytuacje zdarzają się częściej, niż mogłoby się wydawać, zwłaszcza gdy podpisy zbiera wiele osób w różnych miejscach. Jej zdaniem to właśnie dlatego komitety powinny gromadzić podpisy z dużą nadwyżką, gdyż nawet drobne błędy potrafią wywrócić całą inicjatywę.
Dyrektor delegatury zwraca uwagę, że sam podpis nie musi być czytelny. – Podpis może być parafką, nie ma wymogu czytelności. Wadą jest nieczytelne lub niepełne nazwisko bądź imię w odpowiedniej rubryce, a nie sam podpis – zaznacza. Dodaje, że dane muszą być wpisane w sposób umożliwiający jednoznaczną identyfikację, a PESEL powinien być przepisany dokładnie, bez zgadywania. – My nigdy nie dopisujemy ani nie korygujemy PESEL‑u. Wpisujemy to, co znajduje się na karcie – mówi.
Po zakończeniu weryfikacji ważnych podpisów było 402, czyli o 22 mniej niż wymagane ustawowe minimum 424. – Te podpisy są bardzo rzetelnie sprawdzane i weryfikowane. Każdy błędny podpis jest analizowany kilkukrotnie, a komisarz wyborczy bardzo wnikliwie badał każdy przypadek – podkreśla Anna Kwiatkowska‑Kazimierska.
W rozmowie przywołuje również przykłady innych gmin, które pokazują, jak duże znaczenie ma zapas podpisów. W Nysie i Grodkowie inicjatorzy mieli tak dużą nadwyżkę, że pojedyncze błędy nie miały wpływu na wynik weryfikacji. Z kolei we Wrocławiu – mimo ogromnej liczby mieszkańców – dwie próby zainicjowania referendum zakończyły się fiaskiem. Komitety nie były w stanie zebrać nawet minimalnej liczby podpisów i ostatecznie nie złożyły wniosku. – To pokazuje, że powodzenie inicjatywy zależy nie tylko od determinacji, ale też od jakości i staranności zbierania podpisów – podsumowuje.
Inicjatorzy mają jeszcze możliwość złożenia skargi na postanowienie komisarza. Składa się ją do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w terminie 14 dni.






















Napisz komentarz
Komentarze