piątek, 7 sierpnia 2026 15:51
Reklama
Reklama
Reklama

Unikatowa moneta znaleziona w Koźlu zniknęła. Co się stało z denarem Władysława Łokietka?

Ten bulwersujący temat musi ujrzeć światło dzienne, ponieważ dotyczy wyjątkowego, na skalę ogólnopolską, odkrycia archeologicznego, którego wiele lat temu dokonano podczas remontu rynku w Kędzierzynie-Koźlu.
Unikatowa moneta znaleziona w Koźlu zniknęła. Co się stało z denarem Władysława Łokietka?
Na zdjęciu Mariusz „Cuba” Kubacki - szczęśliwy znalazca denara z epoki Władysława Łokietka. Gdzie podział się ten niezwykle cenny numizmat i reszta artefaktów, na które natrafiono podczas prac archeologicznych prowadzonych na kozielskim rynku? Niewątpliwie mamy tu do czynienia z wielkim skandalem

Chodzi o denar z epoki Władysława Łokietka, odnaleziony podczas remontu rynku w Koźlu i przyległych do niego ulic, prowadzonego od października 2018 r. do września 2019 r. Opolski wojewódzki konserwator zabytków w Opolu 2 października 2018 r. wydał zezwolenie na prowadzenie w okresie tegoż remontu nadzoru archeologicznego przez Gliwiczanina Marcina Paternogę. Podczas prac natrafiono między innymi na zabytek archeologiczny w postaci niezwykle rzadkiej monety średniowiecznej. Dotychczas odnotowano zaledwie 6 sztuk tego typu numizmatów w naszym kraju! Co istotne, sprawozdanie z nadzoru archeologicznego remontu rynku w Koźlu z 2019 roku przygotowane przez Marcina Paternogę nie zawiera żadnej informacji o tej monecie. Tymczasem znalezienie denara z epoki Władysława Łokietka i wejście w jego posiadanie przez Marcina Paternogę nie ulega wątpliwości, gdyż może to potwierdzić wiele osób zainteresowanych remontem kozielskiego rynku, a zwłaszcza wykonywanymi wówczas pracami ziemnymi i archeologicznymi. Co gorsza, pozostałe znaleziska, które zostały opisane w sprawozdaniu z nadzoru archeologicznego, również nie zostały przekazane Muzeum Ziemi Kozielskiej.

Dobre złego początki

We wrześniu 2018 roku firma ARMAJA - Specjalistyczne Usługi Archeologiczne Marcina Paternogi złożyła do Muzeum Ziemi Kozielskiej podanie o wyrażenie zgody na przyjęcie zabytków z planowanego nadzoru archeologicznego nad inwestycją realizowaną na kozielskim rynku. Archeolog zapowiadał, że planowane prace ziemne prowadzone będą sprzętem mechanicznym oraz ręcznie. Zakres prac ziemnych miał objąć kilka wykopów liniowych pod sieć kanalizacji deszczowej o długości 506 m wraz z przyłączami i studniami, pod sieć wodociągową o długości 560 m wraz z przyłączami, pod sieć ciepłowniczą o długości 46 m, pod oświetlenie uliczne o długości 500 m, pod sieć teletechniczną o długości 800 m, a także wykop pod korytowanie płyty rynku chodników i zjazdów (8000 mkw.). W trakcie nadzoru archeologicznego, prowadzonego od 31 września 2018 do 31 września 2019 r., miała zostać wykonana dokumentacja fotograficzna, opisowa oraz rysunkowa odsłanianych układów nawarstwień. Zgodnie z dokumentacją osobą realizującą nadzór archeologiczny miał być Marcin Paternoga.

Muzeum wyraziło zgodę na przyjęcie zabytków archeologicznych z planowanego nadzoru archeologicznego nad wspomnianą inwestycją. W odpowiedzi zaznaczono jednak, że pozyskane zabytki masowe i wydzielone muszą być przekazane placówce: umyte, posegregowane, sygnowane, zapakowane w nowe pudełka kartonowe, zabytki metalowe oraz skórzane muszą być zakonserwowane (w specjalistycznej pracowni konserwacji zabytków) i oddane wraz z dokumentacją konserwatorską. Ponadto wszystkie zabytki miały posiadać metryczki zawierające szczegółowy opis merytoryczny, miały być opracowane naukowo i posiadać karty ewidencyjne. Dodatkowo do muzeum należało dostarczyć - w tym samym terminie, co zabytki - całą dokumentację sprawozdawczą, którą archeolog - zgodnie ustawą z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami - przekazuje wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków. Wstępne sprawozdanie należało oddać w terminie do trzech tygodni od zakończenia nadzoru.

Prace archeologiczne na kozielskim rynku. Na pierwszym planie Mariusz „Cuba” Kubacki

Tyle teoria. Życie pokazało, że mimo upływu lat przepisy nie zawsze i nie wszędzie są należycie respektowane. Wystosowane 17 grudnia 2025 r. do Marcina Paternogi wezwanie, w którym Muzeum Ziemi Kozielskiej domaga się zwrotu wspomnianego denara i innych zabytków ujawnionych w czasie wykonywania przez niego nadzoru archeologicznego, jak również przekazania dokumentacji z nadzoru oraz inwentarza zabytków pozostało bez odpowiedzi, co 27 maja 2026 w rozmowie z nami potwierdziła dyrektor Izabela Migocz.

W piśmie tym muzealnicy wezwali Marcina Paternogę do przekazania posiadanych zabytków, pochodzących z prac prowadzonych w ramach inwestycji na rynku, najpóźniej do 30 czerwca 2026 r., po wcześniejszym uzgodnieniu terminu oraz sposobu przekazania. Jednocześnie zwrócono się z prośbą o przekazanie denara Władysława Łokietka do 12 lutego 2026 r. Należy podkreślić, że moneta, o której mowa, stanowi - zgodnie z art. 35 ust.1 i 2 ustawy z dn. 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami - własność Skarbu Państwa. Ponadto w piśmie z 5 marca 2026 r. Muzeum Ziemi Kozielskiej zwróciło się do opolskiego wojewódzkiego konserwatora zabytków z prośbą o podjęcie działań w celu odzyskania wspomnianego zabytku archeologicznego oraz złożenia przez Marcina Paternogę dokumentacji dotyczącej nadzoru archeologicznego.

Klucz z dawnej epoki

Znalezisk nie brakowało

Z pochodzącego z 2019 roku sprawozdania przygotowanego przez Marcina Paternogę wynika, że w toku prowadzonego nadzoru archeologicznego w wykopie kanalizacji deszczowej, na płycie rynku w Koźlu, odkryto pozostałości nawierzchni drewnianych, bruku, wodociągu drewnianego - związanych z funkcjonowaniem rynku w XIII-XIV w. Odkryto również relikty architektoniczne piwnic, wysuniętych przed pierzeję rynku, na wysokości kamienic Rynek 6 oraz Rynek 1. Odkryto także relikty ratusza i liczne materiały zabytkowe (w tym monetę 10-fenigową z 1888 r., znalezioną w obrębie nawarstwień gruzowych wnętrza ratusza).

Fragmenty dawnej ceramiki

 Materiał masowy stanowiły fragmenty kości zwierzęcych, poroża bydła (ok. 600 szt.), liczne fragmenty ceramiki (ok. 1000 szt.) i ścinków drewna. Ich nagromadzenie stwierdzono zwłaszcza nad i pod pierwszym poziomem drogi. W zespole ceramiki licznie występowały fragmenty garnków, dzbanów, mis szerokootworowych, pokrywek z uchwytem guzikowatym. Pod względem technologicznym 90% materiałów stanowiła ceramika stalowoszara, reprezentująca materiały z miast lokacyjnych z okresu drugiej połowy XIII-XIV wieku na Śląsku, a mianowicie Wrocławia, Opola, Środy Śląskiej, Nysy i innych.

Jeśli chodzi o ceramikę, to stwierdzono również obecność naczyń importowanych - wykonanych z masy garncarskiej z domieszką grafitu - charakterystycznych dla ośrodków morawskich z okresu XII-XIII w. Nielicznie wystąpiły materiały ceramiczne o starszej, „archaicznej” stylistyce, typowej dla garncarstwa okresu XI-XII wieku. W badanych nawarstwieniach licznie wystąpiły zabytki ze skór, a konkretnie ścinki, fragmenty i całe podeszwy, przyszwy.

Inne znalezisko z rynku

Znaleziono również pojedyncze przedmioty drewniane - fragmenty klepek i den naczyń drewnianych, łuczywa itp. W wykopie kanalizacji deszczowej, w warstwach średniowiecznych, liczny zbiór stanowiły gwoździe, fragment noża, groty bełtów od kusz. W sumie znaleziono 150 przedmiotów żelaznych. Odkryto kilkanaście przedmiotów z brązu: 2 sprzączki do pasa, zakończenie pasa, kilka aplikacji w kształcie lilijki nabijanych na pas i ścinki ołowiu.

„Pozyskane materiały zabytkowe objęte zostaną kompleksowym opracowaniem, z pełną analizą materiałów archeobotanicznych oraz archeozoologicznych i wraz z materiałami zostaną przekazane do muzeum w Koźlu” - czytamy we wspomnianym sprawozdaniu. Tymczasem - jak wynika z przeanalizowanego przez nas sprawozdania z nadzoru archeologicznego - jego autor wykazał tylko część artefaktów, na które natrafiono podczas prowadzonych wówczas prac, pomijając w wykazie chociażby wspomniany denar z epoki Władysława Łokietka.

Jak wynika z informacji zawartej w portalu numizmatycznym onebid.pl, odnaleziony w Koźlu denar Władysława Łokietka to wyjątkowo rzadka moneta: „Typ z koroną na awersie i orłem na rewersie, znany z jednostkowych egzemplarzy. Borys Paszkiewicz w monografii mennictwa Władysława Łokietka (WN 1-2/1986) odnotował raptem 6 sztuk” (informacja z lutego 2020 roku). 

Denary Władysława Łokietka pochodzą z okresu jego panowania jako księcia i króla Polski, datowane są najczęściej na pierwsze dekady XIV wieku, ze szczególnym uwzględnieniem lat około 1306-1333. Najintensywniejsze bicie tych monet przypada na czas po koronacji królewskiej w 1320 roku, choć rzadsze emisje srebrnych denarów miały miejsce wcześniej (ok. 1306-1320). Są to monety srebrne, a ich rzadkość wynika z burzliwego okresu jednoczenia kraju i problemów finansowych państwa. Denary te są niezwykle rzadkie w numizmatyce polskiej. Mennice, w których bito te denary (najczęściej krakowskie), nie zawsze są jednoznacznie zidentyfikowane, co czyni je cennymi obiektami badawczymi.  Władysław Łokietek znany jest również z emisji pierwszej złotej monety polskiej – florena, datowanego na okres po 1320 roku.

Warto przypomnieć, że Marcin Paternoga już wcześniej realizował badania i usługi archeologiczne w naszym mieście, a mianowicie w trakcie inwestycji pod nazwą „Remont i urządzenie wzgórza zamkowego”. Z informacji, do których dotarliśmy, wynika że gmina Kędzierzyn-Koźle poniosła wymierne koszty związane z usługami archeologicznymi prowadzonymi przez Marcina Paternogę reprezentującego firmę ARMAJA w przypadku „Remontu i urządzenia wzgórza zamkowego” (na wspomniane zadanie podpisano w sumie trzy umowy na łączną kwotę 258 844,28 zł brutto).

Co ciekawe, obowiązek zatrudnienia archeologa nadzorującego roboty budowlane oraz poniesienie kosztów leżały po stronie wykonawców robót, stąd też w czasie realizacji obu inwestycji „gmina nie poniosła bezpośrednio kosztów badań i nadzoru archeologicznego” - wynika z odpowiedzi udzielonej nam przez kędzierzyńsko-kozielski magistrat. Nie wiemy natomiast, jaki koszt po stronie wykonawcy robót dotyczył usług archeologicznych w przypadku inwestycji realizowanej na kozielskim rynku i czy firma budowlana wywiązała się z płatności wobec archeologa. Trudno to ustalić, ponieważ Marcin Paternoga nie odbiera telefonów. Nie jest to jednak wątek kluczowy w całej tej sprawie.

Aspekty prawne sprawy

Zgodnie z ustawą o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami o odkryciu należy poinformować jak najszybciej. Obowiązek zgłaszania znalezionych przedmiotów, co do których istnieje przypuszczenie, że są zabytkami archeologicznymi, określa art. 33 ustawy z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. 

W art. 33 ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami czytamy: "Kto przypadkowo znalazł przedmiot, co do którego istnieje przypuszczenie, iż jest on zabytkiem archeologicznym, jest obowiązy, przy użyciu dostępnych środków, zabezpieczyć ten przedmiot i oznakować miejsce jego znalezienia oraz niezwłocznie zawiadomić o znalezieniu tego przedmiotu właściwego wojewódzkiego konserwatora zabytków, a jeśli nie jest to możliwe, właściwego wójta (burmistrza, prezydenta miasta). Wójt (burmistrz, prezydent miasta) jest obowiązany niezwłocznie, nie dłużej niż w terminie 3 dni, przekazać wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków przyjęte zawiadomienie, o którym mowa w ust. 1. W terminie 3 dni od dnia przyjęcia zawiadomienia, o którym mowa w ust. 1 i 2, wojewódzki konserwator zabytków jest obowiązany dokonać oględzin znalezionego przedmiotu i miejsca jego znalezienia oraz, w razie potrzeby, zorganizować badania archeologiczne".

Problem w tym, że wtedy ze strony Marcina Paternogi takowe zgłoszenie nie wpłynęło ani do konserwatora zabytków, ani do władz miasta.

Denar z epoki Władysława Łokietka znaleziony na rynku

To on znalazł monetę

W trakcie nadzoru archeologicznego Marcin Paternoga korzystał ze wsparcia fachowców. W tym gronie był Mariusz „Cuba” Kubacki, miłośnik historii, eksplorator i zarazem znalazca denara Łokietka. Przekazał on wyjątkowy numizmat Marcinowi Paternodze. - Ja wtedy zwróciłem mu uwagę na to, żeby pilnował tego denara jak oka w głowie, bo to jest bardzo cenny numizmat, i żeby go gdzieś przypadkiem nie zgubił. Porobiłem sobie dobrej jakości zdjęcia tej monety i mu ją wtedy nawet wstępnie identyfikowałem na forach internetowych. Były pewne podejrzenia, iż może to być moneta Kazimierza Wielkiego, ale ostatecznie za sprawą wybitnych numizmatyków padło stwierdzenie, że jest to denar Łokietka - wyjaśnia Mariusz „Cuba” Kubacki.

Nasz rozmówca ma nagrany filmik, gdzie widać moment odnalezienia denara. Chciał tę chwilę uwiecznić, żeby pokazać znajomym przebieg poszukiwań. Na pozostałościach drewnianej średniowiecznej drogi w wykopie zalegała zbitka ziemi, z której wystawał rant monety. Moneta była malutka, wielkości paznokcia, o średnicy około centymetra. - To jest wyjątkowo rzadka moneta. Na tę chwilę znanych jest tylko kilka, maksymalnie 4-5 egzemplarzy tej monety w Polsce. Operując cenami z tamtego okresu, kiedy udało mi się ją znaleźć, to jeśli ktoś chciał ją kupić, to musiałby zapłacić co najmniej 30-40 tysięcy złotych. Tyle była wtedy warta. W tej chwili, po kilku latach, nawet więcej, bo ceny srebra i numizmatów mocno poszybowały - podkreśla.

Prace archeologiczne na kozielskim rynku. Na zdjęciu znalazca denara Łokietka - Mariusz „Cuba” Kubacki

Wspomniana zbitka ziemna, składająca się z części organicznych, trocin, prawdopodobnie też odchodów, świetnie zakonserwowała mnóstwo ciekawych artefaktów. Skąd się tam wzięła? Otóż w średniowieczu nie sprzątano ulic. Aby nie grzęznąć w błocie, posypywano je trocinami. Gdy dana warstwa była zbyt gruba, plastyczna i przemieszczanie się stanowiło coraz większy problem, kładziono na nią nową drewnianą drogę.

Jeden z denarów Władysława Łokietka pojawił się na aukcji 8 lutego 2020 roku 
Wystawionemu przez warszawski Dom Aukcyjny
MARCINIAK sp. k. numizmatowi towarzyszył taki oto opis: Literatura: Stan zachowania: 4 Kopicki 321 (R8) /zn.3/, Paszkiewicz 5.3 Wielkiej rzadkości denar Władysława Łokietka. Typ z koroną na awersie i orłem na rewersie, znany z jednostkowych egzemplarzy. Borys Paszkiewicz w monografii mennictwa Władysława Łokietka (WN 1-2/1986) odnotował raptem 6 sztuk, licząc z niniejszym (ilustrowany na tablicach, nr 5.3). Rzadkość. Awers: korona z rozchylonymi fleuronami i łukowatą podstawą. W otoku: [+R:]POLO[N]I[E]. Rewers: ukoronowany orzeł z głową zwróconą w prawo. W otoku: + [o] WLADI[SLAVS] o.Mimo wykruszeń zachowana dobra czytelność monety. Bardzo dobrze wybita korona i orzeł. Srebro, średnica 13-13.5 mm, waga 0.30 g.
Źródło: onebid.pl

Wracając do meritum, na pytanie, czy archeolodzy zawsze tak długo zwlekają z oddaniem odnalezionych artefaktów, Mariusz „Cuba” Kubacki odpowiedział: - Według mnie są to jednostkowe przypadki. Dziwi mnie opieszałość zdawania tych artefaktów. O ile dobrze liczę, to upłynęło już 8 lat, kiedy prowadziliśmy te prace na kozielskim rynku. Znaleźliśmy tam sierpy, groty, gliniane garnki. Trafiły nam się też inne denary, grosz praski, a także trochę halerzy z Bytomia. Możliwe, że nawet jakieś monety z Koźla, ale tego akurat nie jestem w stanie potwierdzić, bo ja się konserwacją tych numizmatów nie zajmowałem. Wśród artefaktów była też żydowska srebrna odznaka, całe buty ze skóry, kostka do gry, kości, groty bełtów od kusz, podkowy, noże. Odkryto fundamenty ratusza i wiem, że one też nie były skrupulatnie badane. Choć były to tylko fragmentaryczne prace, bo obejmujące raptem kilka wykopów na całej płycie rynku, to i tak tych artefaktów odnaleźliśmy naprawdę mnóstwo. Mam całą fotorelację z tych znalezisk, bo ja zazwyczaj je fotografuję, żeby później nie było, że coś się gdzieś zapodziało. Na pewno to wszystko powinno trafić do zbiorów Muzeum Ziemi Kozielskiej, bo przecież zostało znalezione na tutejszym rynku. Jakkolwiek patrzeć, jest to lokalna historia. Po drugie na podstawie tych odkryć można w bardzo interesujący sposób określić wpływy, jakie miało ówczesne Koźle. Wygląda na to, że miało spore i było ważnym ośrodkiem, wchodzącym w skład księstwa bytomsko-kozielskiego. Trzeba walczyć o zwrot tych artefaktów. Dziwię się Marcinowi Paternodze, że do tej pory ich nie zdał. Ktoś mógłby w oparciu o te znaleziska napisać ciekawą pracę naukową. Nadarzyła się ku temu idealna okazja.

Mariusz „Cuba” Kubacki podczas prac archeologicznych na rynku

Służby zaskoczone

Grzegorz Molenda - kierownik Wydziału Zabytków Archeologicznych w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Opolu - nie krył zaskoczenia zaistniałą sytuacją: - Jeśli prowadzone były badania archeologiczne za pozwoleniem konserwatora zabytków, to artefakty, które zostały pozyskane w toku tych badań, są, zgodnie z ustawą o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, własnością Skarbu Państwa - wyjaśnia.

 Grzegorz Molenda potwierdził, że otrzymał pismo z Muzeum Ziemi Kozielskiej. Próbował nawet skontaktować się telefonicznie z Marcinem Paternogą, ale bez rezultatu. - Będę dalej próbował. Sytuacja jest dla mnie otwarta o tyle, że pan Paternoga nie poinformował mnie w trakcie prowadzenia badań, że tego typu obiekt został przez niego odkryty. Szkoda, że upłynęło już trochę czasu i że ta informacja dotarła do mnie dopiero teraz. Po tylu latach. Tu jest, że tak powiem, pewne niedociągnięcie - przyznaje kierownik.

Nasz rozmówca zadeklarował, że będzie starał się zweryfikować te informacje. Na tę chwilę mają one dla niego charakter półoficjalny. Nie zmienia to faktu, że Marcin Paternoga nie poinformował służb konserwatorskich o swoim odkryciu. - Nie poinformował. Tymczasem zawsze jednym z warunków, które w pozwoleniu konserwatorskim się znajdują, jest warunek powiadomienia o nowych okolicznościach, które się pojawiają w trakcie prowadzenia badań archeologicznych. Niewątpliwie taką nową okolicznością jest znalezienie jakiegoś naprawdę unikalnego obiektu. Czasami się to zdarza w toku realizacji badań wykopaliskowych nie tylko tutaj, na terenie województwa opolskiego, ale w ogóle w Polsce, i o tych faktach organy konserwatorskie są informowane. W tym przypadku nie miało to miejsca. Szkoda, że urząd konserwatorski nie został wcześniej poinformowany o tym fakcie, bo wtedy wszcząłbym natychmiast adekwatne kroki - zapewnia Grzegorz Molenda.

Należy przypomnieć, że w pozwoleniu konserwatorskim są określone terminy przekazania tych artefaktów. Z reguły trafiają one do muzeów, które wystawiają tak zwane promesy dla starającego się o wydanie pozwolenia na prowadzenie badań archeologicznych.

Mariusz „Cuba” Kubacki na pierwszym planie. W tle po lewej stronie Marcin Paternoga

Złożą zawiadomienie?

- Każdy starający się musi mieć taką zgodę, czyli promesę jednostki muzealnej na potencjalne przyjęcie zabytków, które mogą być pozyskane w toku przeprowadzonych badań archeologicznych. Ma zatem obowiązek oddać odnalezione artefakty, a jeżeli tego nie zrobi, to wejdziemy na drogę sądową i złożymy zawiadomienie do prokuratury - zapowiada Grzegorz Molenda.

 Nasz rozmówca nie ma wątpliwości, że cenny numizmat trafiłby do Muzeum Ziemi Kozielskiej. Służby konserwatorskie starają się bowiem, aby pozyskane zabytki archeologiczne trafiały do najbliższych muzeów. Zwłaszcza tych, które swoim zainteresowaniem obejmują tę okolicę, gdzie prowadzono prace archeologiczne zakończone pozyskaniem wartościowych z historycznego punktu widzenia artefaktów. Kierownik przyznaje, że tych jednostek muzealnych na terenie województwa opolskiego nie ma zbyt wiele. Nie ma ich nawet w każdym powiecie. Poza tym, mimo że ustawowo to konserwator wojewódzki decyduje o miejscu przekazania zabytków, to i tak musi się on liczyć ze wspomnianymi wcześniej muzealnymi promesami.

- Owszem, pierwszeństwo ma tu zapis ustawy, który mówi wyraźnie, że to konserwator przekazuje dane artefakty muzeum. Ale, tak jak wspomniałem, staramy się iść na rękę na przykład znalazcom. Są bowiem osoby, które dostają pozwolenie na poszukiwanie zabytków archeologicznych, znajdują je i na przykład ich życzeniem jest, aby ten zabytek trafił do konkretnego, powiedzmy lokalnego muzeum, a nie na przykład do Muzeum Śląsko-Opolskiego w Opolu. Chociaż zapewne oni też chętnie przyjęliby unikalny obiekt. Natomiast respektujemy wolę znalazcy, który chce bądź ma nadzieję, że dany artefakt trafi do tegoż właśnie lokalnego muzeum i będzie prezentowany jako obiekt pochodzący z najbliższych okolic danej jednostki muzealnej. Mamy takie przypadki i reagujemy na to pozytywnie - dodaje kierownik Molenda. - Dlaczego mówię, że czas jest tu istotny. Mam doświadczenie z tego typu prowadzącymi badania, którzy nie przekazują zabytków. Zdarzają się takie sytuacje. Czasami prowadzimy postępowanie wiele lat, wchodzimy na drogę sądową i nagle okazuje się, że sąd odrzuca nasze wnioski o ukaranie, twierdząc, że sprawa się przedawniła. Mam nadzieję, że z panem Paternogą ostatecznie się skontaktuję, a jak nie, to i tak będę musiał formalnie wszcząć postępowanie, i to już będzie korespondencja urzędowa. Chcę, żeby wykazał on odrobinę dobrej woli, a jeżeli tej dobrej woli nie dostrzeżemy, to niestety będziemy musieli wejść na drogę prawną - kończy Grzegorz Molenda.

Fragment skórzanego buta ze średniowiecza

Wielkie zniesmaczenie

Oburzenia nie kryje historyk i wieloletni prezes Towarzystwa Ziemi Kozielskiej dr Ryszard Pacułt. - Te odnalezione w naszym mieście ciekawe, bardzo cenne artefakty, jak na przykład denar Łokietka, powinny być tutaj. Gdy nie było jeszcze formalnego, faktycznego muzeum w Kędzierzynie-Koźlu, które mamy w tej chwili, to wszystkie takie znaleziska przejmowało muzeum w Opolu albo jakieś inne instytucje wojewódzkie. No ale teraz, kiedy mamy własną, dobrze zorganizowaną placówkę, to te eksponaty powinny się znaleźć tutaj i cieszyć oczy zwiedzających, żebyśmy na tej podstawie mogli pokazywać naszą historię. To jest znalezione u nas, odpowiednio udokumentowane, zatem ma jeszcze większą wagę. Nie rozumiem natomiast, dlaczego to wszystko trwa tyle lat. To jest niebywała rzecz, która mnie zaskakuje. Ile można coś katalogować, opisywać? To już dawno powinno być u wojewódzkiego konserwatora zabytków, który mógłby podjąć decyzję, aby przekierować to do Kędzierzyna-Koźla. Przecież te znaleziska, na które wcześniej natrafiano m.in. podczas rozmaitych prac budowlanych, w miarę szybko były przekazywane przez archeologów. Te procedury nigdy nie trwały tak długo - tłumaczy nasz rozmówca.

Średniowieczna podkowa

Zdumienia nie kryje również dyrektor Muzeum Ziemi Kozielskiej. - Nie ma kontaktu z panem Paternogą. Sprawa jest w toku. Na nasze pisma kierowane do pana archeologa nie doczekaliśmy się żadnej odpowiedzi - ubolewa Izabela Migocz.

Nam również - mimo kilku prób - nie udało się dodzwonić do archeologa. Pozostaje mieć nadzieję, że sprawa nie zakończy się na milczącym przyzwoleniu dla takich działań. Cieszą nas zapowiedzi służb konserwatorskich o zamiarze wejścia na drogę sądową i złożenia zawiadomienia do prokuratury, jeśli gliwicki archeolog nie wykaże odrobiny dobrej woli.   

Denary Władysława Łokietka pochodzą z okresu jego panowania jako księcia i króla Polski, a dokładniej datowane są najczęściej na pierwsze dekady XIV wieku, ze szczególnym uwzględnieniem lat około 1306–1333. Kluczowe informacje o denarach Łokietka: Najintensywniejsze bicie monet przypada na czas po koronacji królewskiej w 1320 roku, choć rzadsze emisje srebrnych denarów miały miejsce już wcześniej (ok. 1306–1320). Charakterystyka: Są to monety srebrne, a ich rzadkość wynika z burzliwego okresu jednoczenia kraju i problemów finansowych państwa. Wyjątkowość: Denary te są niezwykle rzadkie w numizmatyce polskiej. Mennica: Mennice, w których bito te denary (najczęściej krakowskie), nie zawsze są jednoznacznie zidentyfikowane, co czyni je cennymi obiektami badawczymi.  Oprócz denarów, Władysław Łokietek znany jest również z emisji pierwszej złotej monety polskiej – florena, datowanego na okres po 1320 roku. 
Odbudowa państwa polskiego po okresie rozbicia dzielnicowego wymagała licznych reform. Jedną z nich było ujednolicenie systemu pieniężnego ziem zjednoczonych pod panowaniem Władysława Łokietka. Władca ten już niedługo po objęciu władzy rozpoczął wybijanie własnych monet. System monetarny oparł na denarach. Do transakcji wymagających większych sum używano groszy praskich, które na długi czas zadomowiły się na ziemiach polskich. Produkcja mennicza objęła głównie denary, wybijane w różnych odmianach. Pomimo stosunkowo niewielkiej liczby zachowanych egzemplarzy, da się wyróżnić wśród nich wiele odmian.Zmiany w ikonografii monet w pewnym stopniu odzwierciedlały etapy umacniania się władzy Władysława Łokietka. Przypuszcza się bowiem, że najwcześniejszy typ denarów stanowiły monety przedstawiające z jednej strony koronę, z drugiej zaś herb Piastów kujawskich. Władysław Łokietek w tym czasie poza rodzimymi Kujawami posiadał de facto jedynie Małopolskę. Spory z biskupem krakowskim Janem Muskatą oraz mieszczanami, a także zabiegi o przyłączenie Wielkopolski zwieńczone w 1314 roku, wymagały przyjęcia symboliki ponaddzielnicowej. W tej sytuacji rodzimy herb księcia zastąpiły symbole łączące się z ideą jednoczącego się państwa. Być może z tym okresem należy wiązać  denary przedstawiające św. Stanisława, którego poćwiartowane ciało miało – zgodnie z legendą – zrosnąć się w cudowny sposób, tak jak „zrastały się” części podzielonego państwa. Przyjęcie korony królewskiej w 1320 roku dodatkowo umacniało ideę odrodzonego królestwa oraz podnosiło prestiż władcy.Wszystkie typy denarów były wybijane w Krakowie i obiegały głównie na terenie Małopolski. Produkcja monet zapewne nie odbywała się stale i była przerywana okresami bezczynności, co dodatkowo utrudnia chronologizację poszczególnych odmian.
Źródło: Portal "W Muzeach" Leszek Poniewozik - MUZEUM NARODOWE W LUBLINIE


Poniżej prezentujemy zdjęcia oraz filmik z momentu odnalezienia denara Władysława Łokietka podczas prac archeologicznych prowadzonych na kozielskim rynku.

Materiały udostępnione dzięki uprzejmości ich autora - Mariusza „Cuby” Kubackiego. 

 

Poniżej zdjęcia także innych artefaktów na które natrafiono podczas wspomnianych prac na rynku w Koźlu. 

 

Podczas prac na kozielskim rynku 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

stary_zgred 23.06.2026 17:22
Obserwowałem te wykopaliska fragmentarycznie osobiście, jak jeszcze Rynek był w fazie płytkiej odkrywki. Przechodząc obok widziałem tam co najmniej dwóch mężczyzn i jedną kobietę grzebiących w ziemi. Ubrani byli w ciuchy typu militarnego. Byli w szacowanym wieku 25-35. Kobita przy mnie coś znalazła (róg Rynku przy dawnej księgarni) i podjęła z ziemi, strasznie przy tym marudząc i narzekając, że to tylko gwoździe. Gwoździe wyglądały na bardziej z czasów biblijnych niż z GSu z lat 80’ XXw. Cała sytuacja była dla mnie bardzo dziwna z kilku powodów: 1) Kto to w ogóle jest? – nie mieli żadnych identyfikatorów i wyglądało to tak dla pobocznego obserwatora, jakby przypadkowi „harcerze” przyszli sobie tam pogrzebać przy okazji remontu Rynku; 2) Że im się w ogóle chce? – padał wtedy deszcz; 3) NIE BYŁO TAM żadnych garniturowców z notatnikami, szkicownikami i aparatami fotograficznymi, czyli nadzoru – a to w końcu strefa „A”, czyli ścisłej ochrony konserwatorskiej; 4) Nigdzie nie zauważyłem tablic informacyjnych, że trwają prace archeologiczne. Groteskowa całość tego wszystkiego skojarzyła mi się z czymś tak prostym, jak koszenie trawnika na posesji – po skoszeniu trawy przylatuje kto chce, czyli ptaki aby powybierać sobie to co ich interesuje, czyli jakieś robactwo. Dla kontrastu – kiedyś obserwowałem z boku ekshumację żołnierzy (niemieckich) na tzw. Starym Cmentarzu w Koźlu - tam to wyglądało ZGOŁA INACZEJ. Z tym Rynkiem to wyjdzie w końcu tak, że albo ktoś to źle zorganizował albo nie przypilnował należycie, albo jedno i drugie.

mieszkaniec koźla 23.06.2026 06:02
Panie Mariuszu „Cuba” Kubacki, Pan żeś się wczoraj urodził, czy co innego jest nie tak? Publicznie pokazujesz Pan dowody w postaci fotografii, na której rzeczona moneta jest w Pana rękach (tak wynika z opisu zamieszczonej fotografii) oraz oświadczenia o znalezieniu tego osobiście, ale dowodu z przekazania osobie drugiej już nie pokazujesz (protokół pisemny, nagranie audio-video). Jak Pan myśli, jak to wygląda? Tak tylko z ciekawości pytam, jako czytelnik prasy, bo zasadniczo to nie moja sprawa.

Ustawodawca 24.06.2026 07:14
Dz. U. 2003 Nr 162 poz. 1568: Art. 32. 1. Kto, w trakcie prowadzenia robót budowlanych lub ziemnych, odkrył przedmiot, co do którego istnieje przypuszczenie, iż jest on zabytkiem, jest obowiązany (…) 3) NIEZWŁOCZNIE zawiadomić o tym właściwego wojewódzkiego konserwatora zabytków, a jeśli nie jest to możliwe, właściwego wójta (burmistrza, prezydenta miasta); Art. 33a. 1. Kto w wyniku poszukiwań, o których mowa w art. 36b ust. 1, znalazł lub pozyskał przedmiot, co do którego istnieje przypuszczenie, że jest on zabytkiem archeologicznym albo innym zabytkiem ruchomym, jest obowiązany zabezpieczyć ten przedmiot i oznakować miejsce jego znalezienia oraz NIEZWŁOCZNIE zawiadomić o tym właściwego wojewódzkiego konserwatora zabytków.

stary_zgred 22.06.2026 17:44
Znowu jakaś ruchawka na forum publicznym a sprawa jest prosta: Na grzebanie w ziemi w celu poszukiwania zabytków musisz mieć zgodę konserwatora zabytków i właściciela terenu. Wszystko, co tam znajdziesz jest własnością Państwa Polskiego i trzeba to oddać, kto tego nie rozumie są na to paragrafy, procedury i instytucje, które to mają odzyskać od złodziei a nie jakieś publikacje prasowe. Wyjątkiem bezpozwoleniowego ganiania z wykrywaczem metali są poszukiwania na publicznych plażach, poszukiwania meteorytów oraz poszukiwania rzeczy zagubionych. Jak spotkasz typa z wykrywaczem, gdziekolwiek, a on ci powie, że szuka zgubionej ślubnej obrączki, zgubionej części z kombajnu zbożowego albo meteorytów, obejrzyj go dokładnie, czy on nie jest ubrudzony ziemią i rozejrzyj się po okolicy, czy gdzieś w krzakach nie ma zakamuflowanej łopaty oraz czy w pobliżu nie ma dziur w ziemi – zasypanych lub nie. Jeżeli tak, od razu dzwoń na Policję. W necie jest co najmniej dwóch kopaczy o statusie już branżowych celebrytów, mają ksywki Odyn i Saper i oni dawno temu zrozumieli, a przynajmniej od czasu kiedy tych z wykrywaczami metali ustawowo ukrócili, że więcej legalnej kasy zgarną z reklamy i handlu wykrywaczami metalu oraz z reklam wyświetlanych na ich filmikach publikowanych w sieci, niż na tym co wykopią. Z niektórych komentarzy do tamtych filmów, i nie tylko tamtych, można wywnioskować, że istnieje jakaś „szara strefa” kopaczy, którzy bokiem przemycają informacje typu „jak znajdziesz, nie zgłaszaj, bo to i tak nie znajdzie się w muzeum, tylko na jakiejś aukcji”. Uważam, że to pomówienie, jeżeli tamci piszą inaczej, trzeba ich znaleźć i przepytać. A wszystkim tym, którzy zgłaszają, że „na nowo będą poszukiwać Koźla bo wiedzą gdzie pierwotnie było” to patrzcie DOSŁOWNIE na ręce wszak kontrola najwyższą formą zaufania, co jest potwierdzone na przykład tym artykułem. Jak gość buchnął denara – to mu to odbierzcie a nie proście się aby oddał albo sprawdźcie komu to sprzedał i tamtemu odbierzcie, jak nie buchnął tego denara, to go przeproście za pomówienie. I tyle!

Jo achim 20.06.2026 12:24
Trzeba nazwać pana nogę po imieniu złodziej w rękawiczkach. Na dodatek na legalu.

Hugo 19.06.2026 10:33
31 września 2019 zakończył się nadzór a Muzeum wzywa 17 grudnia 2025 r. do oddania znalezisk. Rozumiem, że przez niespełna 6 lat Muzeum "bombardowało" wspomnianego archeologa innymi pismami tudzież telefonami, mailami etc. tylko autor artykułu omyłkowo zapomniał o tym wspomnieć? Procedura roszczenia windykacyjnego, również została uruchomiona jak mniemam? Biblioteka Miejska nie jest aż tak cierpliwa w sytuacji opóźnienia zwrotu wypożyczonej książki o zagubieniu nie wspominając, ale najwidoczniej są rzeczy cenne i cenniejsze.

Sławuś 19.06.2026 20:06
A może poświęciłbyś HUGO trochę uwagi facetowi, który od lat trzyma u siebie te skarby i najwyraźniej nie zamierza ich oddać. Gdyby nie autor tego tekstu to byśmy nawet nie mieli pojęcia o tej aferze, bo inni „eksperci” od historii zamiast ją nagłośnić, to wolą pisać o dziurach w ziemi koło muzeum.

stary_zgred 24.06.2026 18:20
W tej naciąganej historii nic się nie zgadza. Prowadzenie ratunkowych badań archeologicznych lub nadzór archeologiczny zleca Wojewódzki Konserwator Zabytków (WKZ). WKZta powołuje i odwołuje Wojewoda za zgodą Generalnego Konserwatora Zabytków w efekcie czego WKZ wchodzi w skład zespolonej administracji rządowej i kieruje Wojewódzkim Urzędem Ochrony Zabytków (WUOZ). Kierownik WUOZ w Opolu opowiada tutaj, że o niczym nie wiedział i „nie kryje zaskoczenia” a o sprawie dowiedział się od lokalnego muzeum a nie od swojego szefa i w ogóle nie wie, czy szef (WKZ) wydał stosowne decyzje. Do nadzoru archeologicznego archeologa zatrudnia INWESTOR, czyli tutaj Miasto na podstawie tytułu prawnego do korzystania z zabytku wynikającego z prawa własności, użytkowania wieczystego, trwałego zarządu albo ograniczonego prawa rzeczowego lub stosunku zobowiązaniowego (zgodnie z ustawą o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami; inwestor ma obowiązek umożliwić prowadzenie nadzoru archeologicznego i pokryć związane z nim koszty; art. 36 ust. 5 oraz art. 36a), a obowiązek jego przeprowadzenia wynika z decyzji administracyjnej wydanej przez WKZ. Tymczasem Inwestor opowiada tutaj, że archeologa miał zatrudnić i rozliczyć się z nim WYKONAWCA prac (!) a oni o niczym nie wiedzą i nie ponieśli żadnych kosztów. Kopał i wykopał nie wiadomo kto, czyli jakiś Mariusz/Kuba nie wiadomo na czyje zlecenie i na jakiej podstawie. Wykopał unikat w latach 2018-2019, ale jeszcze sześć lat od tego publicznie twierdził w mediach, że coś wykopał ale nie powie co [Lokalna24, 2025-04-21, 10:36 PRZY BADANIU RYNKU W KOŹLU NATRAFILIŚMY NA MNÓSTWO CIEKAWYCH ARTEFAKTÓW]: cyt.: Andrzej Kopacki: (...)Tych monet odkrytych na kozielskim rynku było dużo?(...) Mariusz „Cuba” Kubacki: (…) Owszem. Jedna z nich bardzo wyjątkowa, ale NIE ZDRADZĘ NA RAZIE JAKA(…). Ponad rok później opowiada inaczej [Lokalna24, 2026-06-18, 15:39 UNIKATOWA MONETA ZNALEZIONA W KOŹLU ZNIKNĘŁA. CO SIĘ STAŁO Z DENAREM WŁADYSŁAWA ŁOKIETKA?]: cyt.: Mariusz „Cuba” Kubacki:(...) Ja wtedy {2018-2019}zwróciłem mu uwagę {Marcin Paternoga}na to, żeby pilnował tego denara jak oka w głowie, bo to jest bardzo cenny numizmat(…); Autor: (…) Chciał {Mariusz „Cuba” Kubacki} tę chwilę uwiecznić, żeby pokazać znajomym przebieg poszukiwań(…). Czyli tak – wykopał i nagłośnił, ale nikt o niczym nie wiedział przez 6-7 lat łącznie z WKZ, WUOZ i UM, 6-7 lat później powiedział, że wykopał, ale nie powie co wykopał, a rok później z powrotem mówi co wykopał, pokazał i oświadczył, że to znalazł i podjął z ziemi. Na to co wykopał nie ma jednak dokumentacji katalogowej, samej rzeczy też nie ma, mówi że ma to kto inny, ale nie ma na to żadnego dowodu. A instytucje, które powinny to odzyskać próbują to zrobić telefonując do tego, który PODOBNO to ma, ale mają związane ręce bo tamten nie odbiera telefonu (!), ale nic nie chcą od człowieka, który publicznie pokazał i oświadczył, że to znalazł i podjął z ziemi kilka lat wcześniej. Matrix! Wygląda na to, że coś „poszło nie tak” i strony zaczynają, nomen omen, okopywać się. Jeżeli ta moneta gdzieś „wypłynęła” albo „wypłynie” np. na jakiejś aukcji, czy w prywatnej kolekcji to ktoś będzie miał poważny problem, jeżeli ta moneta zniknęła, to całość zapewne rozejdzie się po kościach na zasadzie bajki o smokach i jednorożcach. Prokurator już się tym zajął, czy dopiero zajmie? A w Koźlu bawimy się w miasto prywatne, czyli dziką eksplorację na +/- tysiącletnich zabytkach? A w ogóle całe to przywoływane tutaj towarzystwo przeczytało choćby raz USTAWĘ z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami?

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Ślonski synek Treść komentarza: Fajna ta historia i porównania... tak prąd był dostępny przed wojną nawet na wsiach. Dziadek miał 4 konie, oborę krów i chlew pełen świń, studnią i kołem jak w Polsce by tego nie napoił. Dopiero Gierek doprowadził prąd pod strzechy i dopiero Gierek zrobił Polskę murowaną ale na potrzeby narodowe historia jest opowiadana inaczej. Data dodania komentarza: 7.08.2026, 14:41 Źródło komentarza: Wojenne wątki na archiwalnych zdjęciach naszego miasta Autor komentarza: wieśniak z miasta Treść komentarza: Znaczy jak, firmy chce się karać za optymalizację sprzedaży i rozwoju sieci dystrybucji w skali kraju a rolnik ma pretensje, że nie mógł kupić traktora w Olsztynie, zamiast kilka kilometrów od swojego gospodarstwa? Niektórzy chyba zapomnieli stare czasy – brak wszystkiego, a szczególnie sznurka do snopowiązałek oraz jeden kombajn w lokalnym Kółku Rolniczym na całą wioskę. Nie dogodzisz, panie. Data dodania komentarza: 7.08.2026, 14:37 Źródło komentarza: Świerkot z karą blisko 12,5 mln zł od UOKiK. Spółka odwołała się do sądu Autor komentarza: Xyz Treść komentarza: Rozumiem, że jak zaprasza się swoją psapsi i wyjątkowo przeprowadza się z nią rozmowę to za free? Czy kolejny raz w roku poszła kasa i przez to inni autorzy nie mogli się pojawić? Data dodania komentarza: 7.08.2026, 11:55 Źródło komentarza: Literatura znów wypłynęła na Odrę. Ewa Kassala gościem „Płynnego Czytania”. ZDJĘCIA Autor komentarza: bundesblatt Treść komentarza: Polski już nie ma i dlatego nie piszesz po Polsku? ojej! Data dodania komentarza: 7.08.2026, 11:09 Źródło komentarza: Wojenne wątki na archiwalnych zdjęciach naszego miasta R Autor komentarza: Rychu, taki lepszy Ryszard. Treść komentarza: Jakie to wszystko było piękne, nie należało do nikogo a do Państwa Polskiego czyli WAS moi drodzy. My w PiS daliśmy Polakom wszystko, wszystko daliśmy, a nikt nigdy nic sobie nie wziął. A dowodem jest, że wszyscy jesteśmy na wolności, w Polsce i na świecie. To dzięki nam Polska wstała z kolan, by znów niedawno narzucić wam nadludzkie jarzmo i chomąto. Ludu pracujący, inteligencjo podnieście głowy Jarosław walczy o Partię, dyszy w ten upał w połówce bliźniaka sam na polu walki. Brutus wbija mu nóż, zdrajcy wszędzie chcą Polskę wam zabrać. My w PiS bardzo pragniemy by Polska wyglądała znów jak na tych wspaniałych pocztówkach będących świadectwem i dowodem siły oraz potęgi tamtej Ojczyzny. Oddajcie nam OJCZYZNĘ !!! Nam się należy Polska !!! Data dodania komentarza: 6.08.2026, 20:40 Źródło komentarza: Tak prezentowało się nasze miasto na kartkach pocztowych Autor komentarza: Koźlanin Treść komentarza: Widać czeka już niezadługo powtórka z .... Rząd podpisał jak 2016 umowę Polsko-Ukraińską Monitor Polski 2019 poz.50 , następnie podobną w lipcu 2024 i teraz Polsko-Niemiecką z 29 lipca b.r. niestety Polskiej wersji brak w celu nie informowania Narodu Polskiego ojej treści ale jest niemieckojęzyczna wersja w internecie : Bundesgesetzblatt nr.157 teil II /2026 Polski już nie ma. Data dodania komentarza: 6.08.2026, 19:28 Źródło komentarza: Wojenne wątki na archiwalnych zdjęciach naszego miasta
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama