Choć ich ekranowy epizod trwa zaledwie kilka sekund, emocje związane z udziałem w produkcji pozostaną z nimi na całe życie.
- Dzisiaj oficjalna premiera filmu „Ojczyzna” Pawła Pawlikowskiego. I będzie to film, który zapamiętam do końca życia - przyznaje Michał Nowak.
Widzowie mogą dostrzec go mniej więcej w połowie filmu. Pojawia się w scenie rozgrywającej się po wykładzie niemieckiego pisarza Tomasza Manna, granego przez Hannsa Zischlera. Wraz z żoną opuszcza kościół jako jedna z pierwszych osób mijających córkę pisarza, Erikę Mann, w którą wcieliła się Sandra Hüller.
- Wśród pierwszych ludzi mijających za wyjściem jego córkę Erikę można zobaczyć mnie pod rękę z Gosią. Zakładam wtedy kapelusz. I to można zobaczyć wyraźnie, bo niestety wielu naszych towarzyszy-statystów padło ofiarą nożyc montażysty – opowiada z uśmiechem radny Nowak.
Wszystko zaczęło się od ogłoszenia na Facebooku
Droga na plan filmowy rozpoczęła się od zwykłego ogłoszenia o poszukiwaniu statystów.
- Ogłoszenia „poszukujemy statystów” na plan do Sławikowa wyskakiwały mi w pewnym momencie non stop. Mimo tego niemal zapomniałem nas zapisać. Przypomniałem sobie ostatniego dnia naboru o 22.00 - wspomina Michał Nowak.
Produkcja szybko odpowiedziała. Już kilka dni później Michał i jego żona otrzymali zaproszenie na plan zdjęciowy. Zdjęcia realizowano między innymi w Sławikowie pod Raciborzem, gdzie na potrzeby filmu przygotowano imponującą scenografię.
- Po przymiarkach, wizycie u fryzjera i ubraniu się w strój z 1949 roku autokar zawiózł całą naszą grupę do Sławikowa pod ruinę pałacu. Kto zna to miejsce, na pewno był pod wrażeniem zbudowanej scenografii - relacjonuje radny.
Ich zadanie wydawało się proste, ale wymagało wielu powtórzeń.
- Nasza rola polegała na wyjściu z kościoła w ustalonej kolejności. Miałem otworzyć Gosi tylne drzwi do auta, samemu wsiąść z drugiej strony i odjechać kawałek z szoferem - opowiada.
Po zakończeniu pracy w Sławikowie statyści otrzymali kolejne zaproszenie – tym razem do Warszawy.
- Dostaliśmy hotel i zwrot kosztów przejazdu, więc poza zagraniem mieliśmy też fajny weekend w stolicy. Nieopodal kręcono wtedy „Lalkę” i mogliśmy zobaczyć całą XIX-wieczną ulicę - mówi Michał Nowak.
To właśnie tam realizowano kolejną część sceny, która ostatecznie trafiła do filmu.
Największe emocje podczas premiery
Choć zdjęcia zakończyły się wiele miesięcy wcześniej, Michał i Małgorzata do samego końca nie wiedzieli, czy ich scena przetrwa montaż.
Odpowiedź poznali dopiero podczas śląskiej premiery filmu w katowickim Kinie Kosmos.
- Był Pawlikowski z ekipą, był Hanns Zischler, a my z Gosią z drżeniem oczekiwaliśmy naszej sceny. Ci w Cannes już wiedzieli, a my wciąż nie. I oto jest! Widać warszawski kościół, widać Sandrę Hüller, a obok niej idziemy my. Ja nakładam kapelusz, schodzimy po schodach. Jest! Nie wycięli nas! – opowiada.
Jak przyznaje, był to jeden z najbardziej emocjonujących momentów całej przygody.
Film, który warto zobaczyć
Michał Nowak zachęca mieszkańców do obejrzenia najnowszego dzieła Pawła Pawlikowskiego, którego twórczość śledzi od lat.
- Gorąco polecam wszystkim seans - w Koźlu grają tylko tydzień w Twierdzy, w Kędzierzynie w Heliosie. Fanem naszego jedynego laureata Oscara jestem od lat - zaczęło się od "Lata miłości", oglądanego na Canal+, natomiast na "Idzie" i "Zimnej wojnie" byłem już oczywiście w kinie. To znakomite kino, wysokoartystyczne, refleksyjne, stawiające ważne pytania, choć nie udzielające jednoznacznych odpowiedzi - podkreśla.




Napisz komentarz
Komentarze