Reklama
wtorek, 8 września 2026 18:15
Reklama
Reklama
Reklama
Niezwykła historia – od Piastów i książąt po obozy II wojny światowej

Sławięcice - zapomniana perła Górnego Śląska

Trudno dziś, spacerując ulicami Sławięcic, wyobrazić sobie skalę dawnej świetności tego miejsca. Tam, gdzie zachowały się jedynie fragmenty pałacowych budowli i ślady wielkiego parku, przed wiekami znajdowała się książęca rezydencja. Po reprezentacyjnych alejach spacerowali arystokraci, w okolicznych lasach polowali przedstawiciele najwyższych sfer, a w pałacu podejmowano nawet cesarza Niemiec. Wcześniej rozwijały się tu huty, kuźnie i manufaktury, dzięki którym Sławięcice należały do pionierów górnośląskiego przemysłu.
Sławięcice - zapomniana perła Górnego Śląska
Rotunda – pozostałości mauzoleum grobowego rodu Hohenlohe w sławięcickim parku

Autor: Ł

Niewielkie dziś Sławięcice mają historię, której mogłoby im pozazdrościć niejedno znacznie większe miasto. Były średniowiecznym ośrodkiem książęcym, na krótko uzyskały prawa miejskie, stały się siedzibą możnych rodów, jednym z pierwszych centrów przemysłowych tej części Górnego Śląska, a w czasach Hohenlohów – miejscem, w którym bywali przedstawiciele europejskiej arystokracji. W XX wieku spokojna miejscowość znalazła się natomiast w samym środku dramatycznych wydarzeń – III powstania śląskiego, przygotowań do niemieckiej agresji na Polskę i zbrodniczego systemu pracy przymusowej.

Brak kompleksowych badań archeologicznych sprawia, że najstarsze dzieje Sławięcic nadal skrywają wiele tajemnic. Najstarsze źródła pisane prowadzą nas do połowy XIII wieku. W latach 1246-1260 miejscowość posiadała prawa miejskie, co dowodzi, że już wówczas musiała mieć znaczenie większe niż zwykła osada. "Bez wątpienia źródła pisane potwierdzają istnienie książęcego grodu, a następnie wsi-miasta w księstwie rządzonym przez śląskich Piastowiczów" - pisał w swojej książce poświęconej historii Sławięcic profesor Karol Jońca.

Tajemnica świątyni

Zagadką pozostaje wiek najstarszego osadnictwa oraz pierwszego kościoła. Według miejscowej tradycji i dawnych opracowań początki osady mogą sięgać znacznie wcześniejszego okresu niż zachowane źródła pisane. W historii sławięcickiej parafii wskazuje się, że miejscowość została wymieniona już w testamencie księcia Mieszka II z 1245 roku, natomiast najstarszy znany dokument odnoszący się do miejscowej świątyni pochodzi z XIII wieku.

Jeszcze ciekawsze okazało się to, co odkryto w XIX wieku. Gdy w 1864 roku rozbierano wcześniejszy kościół, aby wznieść w jego miejscu obecną neogotycką świątynię św. Katarzyny Aleksandryjskiej, natrafiono na kilka warstw fundamentów. Najgłębszą miały tworzyć polne kamienie pozbawione zaprawy, nad nimi znajdowały się kolejne warstwy wykonane z cegły. Dawni badacze i autorzy parafialnej historii wysuwali na tej podstawie hipotezę, że w miejscu tym mogła wcześniej funkcjonować bardzo stara budowla sakralna, a być może nawet przedchrześcijańskie miejsce kultu. Nie przeprowadzono jednak badań pozwalających uznać tę interpretację za udowodniony fakt. Obecny kościół św. Katarzyny powstał w latach 1864-1869. Zastąpił starszą świątynię stojącą w tym samym miejscu.

W połowie XIII wieku Sławięcice należały do ważniejszych ośrodków tej części Górnego Śląska. Miejscowość posiadała prawa miejskie w latach 1246-1260. Jej rozwój stanowił jednak konkurencję dla pobliskiego Ujazdu, należącego do biskupów wrocławskich. Mówił o tym dokument wystawiony 30 listopada 1260 roku przez Władysława I.

"Sławięcice zaś, miasto nasze, które założyliśmy w pobliżu Ujazdu, biskupowi wrocławskiemu Tomaszowi i jego kanonikom, zdało się być wielką przeszkodą dla ich miasta. Przeto rozważyliśmy dla wspólnego dobra i przyszłego wiecznego pokoju i tak między nami niezmiennie postanowiliśmy. Same nasze miasto Sławięcice, chociaż nie bez wielkiej straty, znosimy i chcemy tam mieć w przyszłości zwykłą wieś i nasz dom, i aby to miejsce w przyszłości ani podobnem nie było i ani podobnego prawa targowego nie miało, ani wyszynków, ani cokolwiek przez nas lub przez naszych następców otrzyma, przez co miasto Ujazd w jakikolwiek mierze mogłoby doznać szkody. Nie pozwolimy biegu drogi publicznej zmieniać, a wręcz przeciwnie uczynimy wszystko, aby szła przez Ujazd tak jak było dotychczas..." - tłumaczy łaciński dokument profesor Karol Jonca w swojej książce "Dzieje Sławięcic do roku 1945".

Stary zamek, pamiętający czasy Piastów, który spłonął w 1827 roku. Widok z początku XIX wieku.
Archiwum prywatne

Książęca rezydencja

Utrata praw miejskich zahamowała rozwój ośrodka, lecz nie pozbawiła go znaczenia. W latach 1281-1355 ziemie te znalazły się w granicach księstwa kozielsko-bytomskiego. Jego pierwszym samodzielnym władcą był Kazimierz Bytomski. 10 stycznia 1289 roku złożył on hołd lenny królowi Czech Wacławowi II, rozpoczynając proces coraz silniejszego związania tych ziem z Koroną Czeską. Później terenami tym rządził jego syn Władysław.

W Sławięcicach znajdowała się również książęca rezydencja. Zamek pojawia się w źródłach w XIII i XIV wieku i był związany z Piastami władającymi księstwem bytomskim i kozielskim. Początkowo pełnił rolę warowni wspomagającej system obronny Koźla, strzegąc bezpieczeństwa na szlakach handlowych. Nie wiadomo jednak, czy toczyły się o niego jakieś walki.

Zamek w Sławięcicach wzmiankowany jest także w roku 1327, obok grodów w Koźlu, Pyskowicach, Toszku. W 1351 roku cesarz Karol IV potwierdził sprzedaż budowli wraz z przynależnościami za kwotę 2800 marek Bolesławowi III Opolskiemu.

Nie do końca wiadomo, jak wyglądała piastowska warownia. Jak podaje lokalny historyk Robert Słota, pierwszy opis zamku pochodzi dopiero z roku 1604. Kronikarz określał budowlę jako starą, ale obszerną. Świadczyło to o jej mocnej konstrukcji i wytrzymałych murach. Przy zamku mieściła się fosa z wodą. Jednakże bezużyteczna, gdyż działania wojenne omijały Sławięcice, skupiając się na przeprawie odrzańskiej w Koźlu. Zamek przez lata pełnił rolę tylko i wyłącznie siedziby mieszkalnej i administracyjnej książąt – właścicieli okolicznych dóbr.

Z kolei w „Katalogu zamków i dworów obronnych” – projekcie naukowym Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej – Piotr Siemko tak pisał o Sławięcicach: "Zamek otoczony był fosą wypełnioną wodą, wzdłuż której przebiegał mur zaopatrzony w basteje. Poza murem był staw otaczający zamek z trzech stron, a z czwartej strony płynęła rzeka Kłodnica. Teren był wyniesiony i na nim wznosił się dom pański o trzech kondygnacjach i kondygnacji dachowej. Niektóre pomieszczenia były sklepione, w tym klatka schodowa. Na parterze była duża izba dworska i sklepiona kuchnia z dwoma komorami. Na piętrze była duża sala wyłożona cegłami, koło niej izba ze stropem i drewnianą podłogą oraz inne pomieszczenia (jedno z kominkiem). Rozplanowanie trzeciej kondygnacji odpowiadało drugiej kondygnacji. Na przedzamczu było mieszkanie zarządcy w drewnianym budynku, słodownia i browar oraz piekarnia, spichlerz, drewniana łaźnia z drewnianym przedsionkiem."

W kolejnych stuleciach teren ten zmieniał właścicieli wraz z burzliwymi losami śląskich księstw. Rządzili tu między innymi: Bernard - książę niemodliński i strzelecki, Bolko V Husyta i jego brat Mikołaj I Opolski. W 1521 roku Jan II Dobry ponownie skupił księstwo kozielskie wraz z księstwem opolsko-raciborskim. Gdy w 1532 roku zmarł bezpotomnie, skończyła się epoka miejscowych Piastów. Ziemie przeszły pod bezpośrednią władzę Korony Czeskiej, która już od 1526 roku pozostawała pod panowaniem Habsburgów.

W drugiej połowie XVI wieku dobra sławięcickie znalazły się m.in. w rękach Oppersdorffów. Później właściciele zmieniali się kilkukrotnie, aż na początku XVIII wieku rozpoczął się okres, który całkowicie odmienił charakter miejscowości.

Wielki piec hutniczy

Nowy rozdział rozpoczął się w 1702 roku, kiedy dobra sławięcickie nabył hrabia Jakub Heinrich von Flemming, jeden z najpotężniejszych ludzi na dworze Augusta II Mocnego, późniejszy feldmarszałek i minister saski.

Flemming dostrzegł gospodarczy potencjał okolicy. W pierwszych dekadach XVIII wieku w Sławięcicach i najbliższym otoczeniu zaczęły rozwijać się manufaktury oraz zakłady wykorzystujące miejscowe zasoby drewna i rud darniowych. Produkowano m.in. blachę, drut, szkło, lustra i noże. Funkcjonowały kuźnie, dymarki, smolarnie, młyny, a z czasem również wielki piec hutniczy, papiernia i cegielnia.

Do obsługi urządzeń i rozwijających się zakładów sprowadzano fachowców z innych części Niemiec. Powstawały kolonie robotnicze i osady przeznaczone dla majstrów oraz ich rodzin. Sławięcice stopniowo przekształcały się z dawnej książęcej osady w jeden z bardziej interesujących ośrodków gospodarczych tej części Górnego Śląska.

W 1714 roku posiadłość przeszła w ręce hrabiego Adolfa Magnusa von Hoyma. To właśnie za jego czasów, około 1716-1720 roku, powstało wielkie barokowe założenie pałacowo-ogrodowe. Rezydencję otaczał regularny ogród z osiami widokowymi, parterami, pawilonami i rozbudowaną zielenią. Tym samym stary zamek piastowski został opuszczony i zaczął popadać w ruinę.

Nowa rezydencja nie przetrwała w pierwotnej postaci. Została zniszczona przez pożar, ale wyznaczony wówczas układ przestrzenny wpłynął na późniejsze zagospodarowanie sławięcickiego parku.

Epoka Hohenlohów

Przełomowym momentem był rok 1782. Dziedziczka sławięcickich dóbr Amalia Luiza Marianna Charlotta von Hoym wyszła za księcia Fryderyka Ludwika von Hohenlohe-Ingelfingen. W ten sposób okoliczne tereny znalazły się w rękach jednego z najpotężniejszych rodów arystokratycznych związanych później z przemysłem Górnego Śląska.

Hohenlohowie nie ograniczali swojej działalności do zarządzania majątkiem ziemskim. Stali się jednymi z wielkich górnośląskich przemysłowców, a Sławięcice pełniły rolę zarówno rezydencji rodowej, jak i centrum administracyjnego ich rozległych interesów. To pod ich rządami Sławięcice zostały zaliczone w poczet najznamienitszych miejscowości Górnego Śląska, a wybudowany nowy pałac nazwano „Perłą Śląska”.

Wiek XIX przyniósł jednak zasadniczą zmianę charakteru gospodarki regionu. Dawne manufaktury wykorzystujące miejscowe drewno, rudę darniową i siłę wody stopniowo traciły znaczenie wobec wielkiego przemysłu opartego na węglu. Sławięcickie zakłady coraz trudniej konkurowały z gwałtownie rozwijającymi się ośrodkami górniczymi i hutniczymi Górnego Śląska.

Nie oznaczało to nagłego gospodarczego upadku miejscowości. Wybudowany w latach 1792-1812 Kanał Kłodnicki umożliwiał transport wyrobów miejscowych manufaktur, a Hohenlohowie nadal rozwijali swoje przemysłowe imperium. Z czasem jednak gospodarczy środek ciężkości regionu przesuwał się w inne miejsca, a pod koniec XIX wieku wielu mieszkańców Sławięcic szukało zatrudnienia w rozwijającym się górnośląskim okręgu przemysłowym.

Wizyty cesarza

W 1827 roku spłonął stary piastowski zamek. Na jej miejscu Hohenlohowie wznieśli nowy pałac - trzypiętrowy, mieszczący 45 pokoi mieszkalnych oraz piękną salę bankietową na pierwszym piętrze z przylegającym tarasem. Prace ukończono w latach 30. XIX wieku. Otrzymał formy późnoklasycystyczne z elementami inspirowanymi włoskim barokiem. W drugiej połowie stulecia, za czasów księcia Hugona zu Hohenlohe-Öhringen, rezydencję jeszcze rozbudowano. W latach 1867-68 dobudowano skrzydła, dodając pałacowi wyjątkowego uroku. Pałac, park, oranżerie, pawilony, stawy i rozległe aleje stworzyły jedno z najbardziej reprezentacyjnych założeń rezydencjonalnych Górnego Śląska. To właśnie wtedy do Sławięcic szczególnie mocno przylgnęło określenie „śląskiego Wersalu”.

Rozległe lasy należące do Hohenlohów były bogate w zwierzynę i stały się miejscem wielkich arystokratycznych polowań. W pałacu gościli przedstawiciele najwyższych sfer Prus i Cesarstwa Niemieckiego, a miejscowa tradycja szczególnie mocno zapamiętała wizyty cesarza Wilhelma II. Władca bywał tu w latach 1901-1906 i przyjmowano go z niebywałym przepychem. A o wielodniowych polowaniach na jelenie oraz balach w pałacu wspominano jeszcze przez dziesięciolecia.

Jednocześnie uwagę medyków zwróciły warunki klimatyczne Sławięcic. 12 czerwca 1884 roku otwarto tutaj szpital przeciwgruźliczy imienia księcia Augusta, później rozbudowywany o kolejne obiekty. Z placówką tą związany był również Robert Koch, jeden z najwybitniejszych mikrobiologów swojej epoki, odkrywca prątka gruźlicy i późniejszy laureat Nagrody Nobla. Nie był jednak – jak niekiedy się pisze – etatowym lekarzem miejscowego szpitala. Na początku lat 90. XIX wieku został zaproszony do współpracy przez naczelnego lekarza placówki, doktora Goetscha. Obaj prowadzili w Sławięcicach m.in. badania związane z gruźlicą na stadach bydła udostępnionych przez księcia Hohenlohego.

Pałac Hohenlohów przed rozbudową, która nastąpiła w latach 1867-1868, według Alexandra Dunckera.
Wikipedia

Czas niepokoju

Pierwsza wojna światowa zakończyła spokojną epokę Sławięcic. Wielu miejscowych mężczyzn powołano do armii niemieckiej, część z nich nie wróciła już do swoich rodzin. Wojna, kryzys gospodarczy i braki żywności pogorszyły warunki życia. Po upadku Cesarstwa Niemieckiego do miejscowości dotarły również nastroje rewolucyjne i żądania reform społecznych.

Jednocześnie narastał konflikt narodowościowy dotyczący przyszłości Górnego Śląska. Dwa pierwsze powstania śląskie ominęły Sławięcice, ale podczas trzeciego miejscowość znalazła się już bezpośrednio na obszarze działań wojennych.

4 maja 1921 roku Sławięcice zostały opanowane przez oddziały powstańcze. Obsadzono dworzec, utworzono komendę placu, a miejscowy pałac przez pewien czas wykorzystywano jako siedzibę dowództwa I Dywizji Wojsk Powstańczych. Sławięcice miały ważne znaczenie komunikacyjne i logistyczne ze względu na przebiegającą tędy linię kolejową.

Polska kontrola nad miejscowością trwała około miesiąca. 4 czerwca 1921 roku Sławięcice zostały zdobyte przez siły niemieckie. Wycofujące się oddziały powstańcze wysadziły mosty na Kłodnicy i Młynówce. Walki pozostawiły po sobie zniszczenia, których ślady były widoczne również na budynku kościoła św. Katarzyny.

Po podziale Górnego Śląska Sławięcice pozostały po stronie niemieckiej. W okresie narodowego socjalizmu rozpoczęła się intensywna germanizacja nazw miejscowych. W 1936 roku nazwę Slawentzitz zastąpiono nazwą Ehrenforst.

Sławięcice odegrały również mało znaną rolę w bezpośrednich przygotowaniach III Rzeszy do agresji na Polskę. W sierpniu 1939 roku w Ehrenforst skoncentrowano członków niemieckich formacji specjalnych przygotowujących akcje dywersyjne. Jedna z grup została zakwaterowana w miejscowej gospodzie, a oficerowie przebywali w należącej do Hohenlohów rezydencji.

To stąd oddział wyruszył do przeprowadzenia jednej ze sfingowanych „polskich napaści”, które niemiecka propaganda zamierzała wykorzystać jako dowód rzekomej agresji Polski na Rzeszę. Celem był niemiecki urząd celny w Hochlinden – dzisiejszych Stodołach w Rybniku. Pozorowany atak został przeprowadzony w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku. Kilka godzin później rozpoczęła się II wojna światowa.

Las niemym świadkiem

Najtragiczniejszy rozdział historii Sławięcic rozpoczął się wraz z budową ogromnego kompleksu przemysłu chemicznego w rejonie Kędzierzyna i Blachowni. Niemcy potrzebowali tysięcy robotników do wznoszenia zakładów produkujących paliwa syntetyczne dla machiny wojennej.

W okolicy powstała cała sieć obozów pracy przymusowej i obozów jenieckich. Trafiali tu Polacy, Żydzi, obywatele Związku Radzieckiego, Ukraińcy, Francuzi, Brytyjczycy i przedstawiciele wielu innych narodowości. Według opracowania Muzeum Ziemi Kozielskiej do budowy i pracy w zakładach paliw syntetycznych wykorzystano około 35 tysięcy robotników przymusowych i więźniów.

W kwietniu 1944 roku znajdujący się w Sławięcicach żydowski obóz pracy został przejęty przez administrację KL Auschwitz i przekształcony w podobóz Blechhammer – jeden z największych podobozów Auschwitz. Więźniowie pracowali przy rozbudowie zakładów, kopaniu fundamentów, budowie dróg i schronów przeciwlotniczych. Po rozpoczęciu alianckich nalotów kierowano ich także do niebezpiecznych prac przy niewybuchach. W styczniu 1945 roku w obozie przebywało prawie 4 tysiące mężczyzn oraz około 160 kobiet.

Warunki były nieludzkie. W samym obozie zmarły setki osób, a więźniowie uznani w czasie selekcji za niezdolnych do dalszej pracy byli wysyłani do Birkenau. W styczniu 1945 roku, wobec zbliżania się Armii Czerwonej, rozpoczęła się ewakuacja. W czasie marszu w kierunku Gross-Rosen esesmani zamordowali około 800 więźniów. Przed opuszczeniem Blechhammer podpalili i ostrzelali baraki, w których pozostawiono chorych i niezdolnych do marszu ludzi.

Do dziś w sławięcickim lesie zachowały się materialne pozostałości obozu – niemi świadkowie jednego z najciemniejszych okresów w historii miejscowości.

W pierwszych miesiącach 1945 roku dramat dotknął również ludność cywilną. Sławięcice znajdowały się na terenie III Rzeszy, dlatego wkraczający żołnierze sowieccy traktowali je jako miejscowość niemiecką. Towarzyszyły temu grabieże, przemoc oraz przypadki zabójstw mieszkańców. Walki i przejście frontu doprowadziły też do dalszych zniszczeń miejscowej zabudowy.

Komendant obozu

Z historią Sławięcic i rodu Hohenlohe wiąże się również niezwykła historia Waldemara Prinza zu Hohenlohe-Oehringen. W latach 1940-1943 pełnił on funkcję komendanta obozu dla brytyjskich jeńców wojennych. Obóz znajdował się pomiędzy dzisiejszymi osiedlami Blachownia i Sławięcice, w rejonie obecnych terenów przemysłowych.

Jak wynika z relacji byłych jeńców oraz materiałów Stowarzyszenia Blechhammer-1944, Waldemar wyróżniał się na tle innych oficerów sposobem traktowania więźniów. Zapamiętano go jako człowieka zachowującego się wobec jeńców przyzwoicie i po ludzku. Wśród przetrzymywanych znajdowali się m.in. George Wickenden, John Brown oraz John Borrie. Ten ostatni był lekarzem z Nowej Zelandii i po wojnie opisał swoje doświadczenia w niemieckiej niewoli w książce pt. "Despite Captivity".

W 1943 roku Waldemar opuścił rodzinne strony i trafił na front włoski. Do Sławięcic już nie powrócił. Pod koniec wojny role się odwróciły – przedstawiciel jednego z najbogatszych niegdyś rodów śląskich sam znalazł się w brytyjskiej niewoli. Po wojnie Hohenlohowie utracili swoje majątki na Śląsku. Waldemar znalazł się w trudnym położeniu, a pomoc zaoferowali mu ludzie, którzy jeszcze kilka lat wcześniej sami byli jeńcami.

Według relacji Borriego książę cierpiał na raka gardła i wymagał specjalistycznego leczenia. Wsparcia udzielili mu dawni więźniowie. W 1949 roku Waldemar przebywał w Londynie w domu George'a Wickendena. Pomagali mu również John Brown i John Borrie. Waldemar wrócił do zdrowia i pozostał po wojnie w Niemczech. Zmarł w 1965 roku.

Historia ta jest jednym z najbardziej niezwykłych epizodów związanych ze Sławięcicami podczas II wojny światowej: człowiek, który w czasie wojny odpowiadał za obóz jeniecki, po jej zakończeniu sam znalazł się w potrzebie i otrzymał pomoc od tych, którzy wcześniej pozostawali pod jego nadzorem. John Borrie dożył sędziwego wieku i zmarł w 2006 roku. Kilka lat później jego syn Michael odwiedził Opolszczyznę i tereny byłych obozów w Łambinowicach i Sławięcicach.

Świat, który odszedł

Wojna zakończyła wielowiekową historię Sławięcic jako siedziby wielkich rodów arystokratycznych. Ostatnim właścicielem majątku był August Hohenlohe, który wyjechał wraz z rodziną w głąb Niemiec w 1943 roku. Pałac został poważnie uszkodzony w 1945 roku, a następnie ograbiony. Mimo zniszczeń jego mury jeszcze przez lata stały i istniała możliwość uratowania przynajmniej części budowli. Kolejne pożary, dewastacja i brak decyzji o odbudowie przypieczętowały jednak jego los. W 1973 roku ruiny zostały rozebrane. Do dziś zachował się jedynie fragment dawnego portyku bocznego wejścia oraz elementy wielkiego zespołu parkowego.

Po przejęciu tych terenów przez polską administrację rozpoczął się kolejny rozdział historii miejscowości. Przedwojenna społeczność uległa ogromnym zmianom. Część mieszkańców uciekła przed frontem, część wyjechała lub została wysiedlona, a na ich miejsce przybywali nowi osadnicy.

W pierwszych latach powojennych Sławięcice liczyły zaledwie około 1200 mieszkańców, znacznie mniej niż przed wojną. Reforma administracyjna z 1954 roku uczyniła miejscowość siedzibą gromady. W 1959 roku Sławięcice uzyskały status osiedla, a 1 stycznia 1973 roku, po ponad siedmiu stuleciach, ponownie otrzymały prawa miejskie. Nie cieszyły się jednak samodzielnością długo. W 1975 roku Sławięcice, podobnie jak Koźle i Kłodnica, zostały połączone z szybko rozwijającym się Kędzierzynem. Powstał nowy organizm miejski – Kędzierzyn-Koźle. Sławięcice stały się jedną z jego dzielnic.

Pałac w Sławięcicach w ostatecznej formie, w której istniał do 1945 roku. Widokówka z początku XX wieku.
Archiwum prywatne

Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Albert Treść komentarza: Benefis pani prezydent miasta Kędzierzyn-Koźla. Fajnie, że ludzie mają pasje i chcą się nimi dzielić z innymi, być może stanie się inspiracją dla naszych mieszkańców. Zastanawia tylko czy to dobry pomysł w przypadku kogoś kto sprawuje jakiś urząd. No chyba że przyświeca cel np. wyborczy do wyższych urzędów, i nie ważne co, ale ważne żeby mówili. Odważna decyzja. Data dodania komentarza: 8.09.2026, 17:05 Źródło komentarza: Prezydent, jakiej nie znacie. Sabina Nowosielska opowie o swoich podróżach Autor komentarza: Zapraszam Treść komentarza: Na licytacię facebook trafia voucher na zwiedzanie cukrowni dla 4 osób - świetna okazja, żeby zobaczyć, jak powstaje cukier i poznać cukrownie od środka! Data dodania komentarza: 8.09.2026, 15:23 Źródło komentarza: Licytacje dla Pawła. Każda oferta przybliża go do zakupu protezy Autor komentarza: tw Treść komentarza: Hojni podatnicy tej mieściny to sfinansowali więc przedstawienie będzie trwać Data dodania komentarza: 8.09.2026, 15:04 Źródło komentarza: Prezydent, jakiej nie znacie. Sabina Nowosielska opowie o swoich podróżach Autor komentarza: onion czyps Treść komentarza: Do Twojego starego i Ciebie, cebulaku robaku Data dodania komentarza: 8.09.2026, 14:21 Źródło komentarza: To ostatni moment, żeby zatankować taniej. Kolejki na stacjach w Kędzierzynie-Koźlu Autor komentarza: patataj Treść komentarza: W Rosji rozdają chipsy, u nas 3000 i spieprzać ciemny ludu. Polska przypudrowaną komuną a.d. 2026 xD Data dodania komentarza: 8.09.2026, 14:20 Źródło komentarza: Sukces Ostrożnicy w Opolskim Konkursie Koron Dożynkowych 2026. ZDJĘCIA Autor komentarza: realista psia twoja mać Treść komentarza: Uważaj, bo ona ZDECYDOWAŁA, że jak słabnie to zabije przy okazji, a Twój "kolega" też WYBRAŁ, że on to akurat nikogo nie zabije. Ty tak na poważnie, idioto? Zmień nick lepiej Data dodania komentarza: 8.09.2026, 14:18 Źródło komentarza: 62‑letnia pasażerka jednego z pojazdów, które zderzyły się czołowo na DK45, zmarła w szpitalu
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna