Tymczasem rodzina przez ostatnie tygodnie odtwarzała minuta po minucie trasę Jakuba z dnia zabójstwa, zbierała monitoringi, szukała świadków i przekazała nowe materiały prywatnemu obrońcy. Adwokat również spotkał się już z Jakubem i złożył wnioski dowodowe. Bardzo ostrożnie podchodzi do formułowania linii obrony. Po zapoznaniu się z aktami sprawy adwokat Jakuba L. nie podziela przekonania, że zgromadzony dotychczas materiał pozwala na jednoznaczną ocenę przebiegu wydarzeń.
- Analiza sprawy wywołuje szereg wątpliwości, które wymagają wyjaśnienia. Złożyłem wnioski dowodowe, które mogą zmierzać do tego, że dotychczasowe ustalenia się zmienią. Nie wiem, czy tak będzie, ponieważ nie mam jeszcze dostępu do dowodów, które dopiero zostaną przeprowadzone. Natomiast na ten moment materiał dowodowy nie jest dla mnie jednoznaczny - powiedział nam adwokat Tomasz Sak, partner zarządzający kancelarii Sak, Tuński i Partnerzy, były sędzia i były Rzecznik Dyscyplinarny Izby Adwokackiej w Opolu.
Obrona chce przede wszystkim zweryfikować trasę Jakuba w dniu śmierci Diany. - Wnioski dowodowe zmierzają do tego, aby zweryfikować, co w dniu zdarzenia pan Jakub robił, jak się przemieszczał i gdzie był – wyjaśnił Tomasz Sak.
Co istotne, prawnik wskazał, że po zapoznaniu się z aktami złożył kolejne wnioski dowodowe na podstawie informacji zgromadzonych wcześniej przez rodzinę.
- Rodzina posiadała większą wiedzę o tym, co się wydarzyło tego dnia, niż prokurator - tak mi się wydaje. Na bazie informacji uzyskanych od rodziny mogłem sformułować wnioski. To nie jest jednak tak, że ja już coś wiem i jest to ustalone. To trzeba wszystko zweryfikować - podkreślił.
Tomasz Sak nie może ujawniać szczegółów materiału znajdującego się w aktach postępowania przygotowawczego. Przyznał natomiast, że prokuratura nie dysponuje jeszcze wszystkimi materiałami, których zabezpieczenia i przeprowadzenia domaga się obrona. - W mojej ocenie sprawa na pewno nie jest jednoznaczna – podsumował.
Pierwsze spotkanie z ojcem
Jakub L. od początku września przebywa w areszcie. Prokuratura podejrzewa go o brutalne zabójstwo Diany, której ciało znaleziono 28 sierpnia w lesie na Żabieńcu. Sprawa od początku budzi ogromne emocje. Teraz po raz pierwszy rodzice 19-latka przedstawiają szerzej własne ustalenia i twierdzą, że chronologia dnia zabójstwa nie pasuje do wersji, według której ich syn miałby być sprawcą.
W niedzielę 18 października ojciec Jakuba spotkał się z nim w Areszcie Śledczym w Opolu. Jak relacjonuje, rozmowa dotyczyła zarówno wydarzeń z 28 sierpnia, jak i wcześniejszych przesłuchań.
- Powiedział mi: „Po prostu się przyznałem, bo oni tak zaczęli mi wmawiać, że to ja, że zacząłem w to wierzyć” – mówi ojciec.
Według jego relacji Jakub miał następnie powiedzieć, że obecnie patrzy na wszystko inaczej. Mówił: „Zacząłem wierzyć, że ja to zrobiłem, ale teraz już inaczej myślę, bo tego nie zrobiłem” - przekazuje ojciec.
Rodzina uważa, że syn powinien zostać ponownie przesłuchany, tym razem w obecności wynajętego przez bliskich obrońcy.
Gdzie ta kobieta została zabita?
Podczas widzenia Jakub miał też dopytywać ojca o miejsce, w którym znaleziono Dianę.
- Zapytał mnie, gdzie ta pani została zabita. Powiedziałem mu mniej więcej, gdzie to było. Później zapytałem go, którędy chodził. Powiedział, że normalnie drogą rowerową, w stronę niebieskiego mostku, a potem wracał do domu - relacjonuje ojciec. Jakub miał również powiedzieć ojcu, że młotek znaleziony przy nim po zatrzymaniu nie należał wcześniej do niego.
- Powiedział, że znalazł go po drodze. Leżał, więc go wziął - relacjonuje ojciec.
Rodzina kwestionuje znaczenie tego przedmiotu jako jednego z kluczowych dowodów. Ojciec twierdzi, że z informacji uzyskanych od adwokata wynika, iż materiał DNA Jakuba miał zostać znaleziony na młotku, natomiast nie na nożu, ubraniach czy plecaku. Redakcja nie ma jednak dostępu do opinii biologicznych pozwalających samodzielnie zweryfikować te informacje.
Z autobusu do pieszej trasy
Najważniejsza zmiana w rekonstrukcji 28 sierpnia, którą już wcześniej opisywaliśmy, dotyczy sposobu przemieszczania się Jakuba. Początkowo rodzina zakładała, że mógł korzystać z autobusu. Na spotkaniu z tatą, Jakub wyjaśnił, że pokonał cały dystans pieszo tam i z powrotem. Nie jest to nic dziwnego, gdyż była to jego stała trasa, którą doskonale znał i często chodził.
To ważne, ponieważ trasa prowadzi przez leśną drogę między Żabieńcem a niebieskim mostkiem przy obwodnicy. Niedaleko niej znajduje się boczna ścieżka prowadząca do miejsca, w którym znaleziono ciało Diany.
Leśny odcinek głównej trasy ma około 750 metrów. Po mniej więcej 500 metrach, licząc od strony Żabieńca w kierunku obwodnicy, znajduje się boczna ścieżka prowadząca w głąb lasu. Po przejściu nią kolejnych około 300 metrów dochodzi się w rejon miejsca zbrodni. Według rodziny Jakub nie schodził jednak tą ścieżką. Miał poruszać się cały czas główną drogą rowerową.
Około godz. 15.10 monitoring rejestruje wyjście Jakuba z domu przy ul. Młynarskiej w Koźlu Porcie.
Rodzina zakłada obecnie, że Jakub ruszył pieszo w stronę Kędzierzyna, przez Żabieniec i dalej drogą leśną oraz rowerową w kierunku obwodnicy. Przy przyjęciu szybkiego tempa marszu, o którym mówi jego ojciec, Jakub mógł znaleźć się na głównej leśnej drodze, mniej więcej na wysokości bocznego zejścia prowadzącego do miejsca późniejszego zabójstwa, około godz. 15.30.
Ten moment nie wydaje się jednak pasować do czasu zabójstwa. Diana kończyła pracę około godz. 15.30 i dopiero później wracała do domu. Nie ma więc podstaw, by zakładać, że w chwili pierwszego przejścia Jakuba przez las znajdowała się już w miejscu, gdzie później została zabita.
Około godz. 16.00 Jakub miał dotrzeć w rejon dworca PKP w Kędzierzynie. Według rodziny spotkał tam kolegę, chwilę z nim rozmawiał i wypalił papierosa. Następnie ruszył pieszo z powrotem do Koźla Port.
Przy założeniu, że zatrzymał się przy PKP tylko na kilka minut, po czym szedł szybkim tempem, w okolice leśnej trasy prowadzącej przez Żabieniec powinien dotrzeć mniej więcej około godz. 16.30–16.40. Około godz. 16.36 zostaje zarejestrowany na monitoringu przy Dino. O godz. 16.53 monitoring przy Młynarskiej rejestruje jego powrót w rejon domu.
To właśnie ten ciąg zdarzeń rodzina uważa za argument przemawiający za tym, że Jakub po prostu wracał wówczas pieszo z Kędzierzyna. - Znalazł się w złym miejscu i w złym czasie - mówi mama Jakuba.
Kolejne wyjście następuje około godz. 17.11. Około 17.15 Jakub ma pojawić się w rejonie Żabki, a chwilę później monitoring ponownie rejestruje go w okolicy Młynarskiej. O godz. 17.19 opuszcza rejon domu.
Według informacji śledczych około godz. 17.30 osoba rozpoznawana jako Jakub zostaje zarejestrowana przez monitoring w rejonie Żabieńca. I właśnie ten fragment budzi dziś kolejne pytania.
Na drodze leśnej prowadzącej od Żabieńca w stronę obwodnicy nie ma kamer. Oznacza to, że zapis z około godz. 17.30 musiał pochodzić z rejonu zabudowań lub jednej z posesji przed wejściem w leśny odcinek.
Od tego miejsca do rejonu zbrodni pozostaje około 1,8 kilometra. O godz. 17.56 monitoring ponownie rejestruje Jakuba przy Młynarskiej, a około 17.58 ma być już przy domu.
Cała jego nieobecność pomiędzy 17.19 a 17.56 trwa więc około 37 minut. Jeżeli około 17.30 znajdował się jeszcze w rejonie Żabieńca, do powrotu pozostawało mniej więcej 26 minut. W tym czasie - przy wersji zakładającej jego sprawstwo - musiałby dotrzeć do miejsca zbrodni, dokonać brutalnego ataku, a później wrócić do domu.
Z informacji, do których dotarła rodzina, wynika dodatkowo, że ciało Diany miało zostać po zabójstwie przeciągnięte około 20 metrów w głąb lasu. Także ta czynność wymagała czasu.
- Według matematycznego wyliczenia wszystko się zgadza z tym, że on po prostu szedł do domu. W tym dniu nie miał czasu popełnić zbrodni - przekonuje ojciec Jakuba.
To jednak wniosek rodziny. Bez znajomości dokładnego położenia kamery z godz. 17.30, synchronizacji wszystkich zapisów i ustalonego przez biegłych przedziału śmierci Diany nie można obecnie przesądzić, czy taki przebieg wydarzeń był fizycznie niemożliwy.
Wciąż czekamy na bardziej szczegółowe informacje dotyczące ostatniej aktywności telefonu Diany. 19 października ponownie zapytaliśmy prokuraturę, czy zakończono analizę danych od operatorów telekomunikacyjnych i informacji odczytanych z telefonu pokrzywdzonej oraz czy ustalono dokładną godzinę ostatniej aktywności urządzenia i stację BTS, z którą było ono połączone. Prokurator Stanisław Bar poinformował, że referent sprawy przebywa obecnie na zwolnieniu lekarskim i zapowiedział przekazanie informacji, gdy powstanie odpowiedni dokument procesowy. Jak zaznaczył, nie chce opierać się w tej kwestii na ustnych relacjach.
Bluza została w domu
W przestrzeni publicznej pojawiała się wcześniej informacja, że Diana około godz. 16.40 miała być jeszcze widziana żywa.
Prokuratura później jednoznacznie wyjaśniła jednak naszej redakcji, że ze zgromadzonych dowodów nie wynika, aby ofiara była widziana żywa właśnie o tej godzinie. Godzina 16.40 pojawia się natomiast przy relacji innego świadka, który miał zauważyć młodego mężczyznę w pobliżu lasu. Świadek zwrócił uwagę na jego ciemny ubiór, nieadekwatny do ciepłej pogody.
To prowadzi do kolejnego wątku, którym zajęła się rodzina – ubrania Jakuba. Matka Jakuba twierdzi, że rodzina cały czas posiada bluzę, którą 19-latek miał na sobie, gdy około godz. 15.10 wychodził z domu. Ubranie zostało przez nich zabezpieczone w worku, a policja miała zostać poinformowana o jego istnieniu. Mimo to, jak twierdzi kobieta, bluza nie została zabrana do badań.
- Mamy w domu bluzę, którą miał wtedy na sobie. Dlaczego policja jej nie zabezpieczyła, nie wiem - mówi.
Rodzina wykonała również zdjęcia ubrania z każdej strony. Matka podkreśla, że podczas późniejszych czynności funkcjonariusze szukali przede wszystkim konkretnego plecaka i czapki, natomiast bluzy nie zabezpieczyli. Rodzina chce wiedzieć, czy ubiór Jakuba został zestawiony z opisem mężczyzny widzianego około godz. 16.40 w rejonie lasu. Był on opisywany przez świadków jako osoba w kapturze, podczas gdy bluza Jakuba kaptura nie miała.
Matka Jakuba podkreśla, że zabezpieczone przez nią ubranie nie było prane ani czyszczone i – według niej – nie ma na nim żadnych śladów, których można byłoby się spodziewać po dokonaniu tak brutalnej zbrodni.
Tego dnia od godz. 18.00 Jakub spędzał czas z rodziną i znajomymi na działce niedaleko miejsca zamieszkania. Według jego bliskich ani jego zachowanie, ani wygląd czy ubiór nie wskazywały na to, by kilkadziesiąt minut wcześniej miał dopuścić się makabrycznego zabójstwa.

Byłam jego przyjaciółką
Znaczną część pracy związanej z odtworzeniem wydarzeń wykonała matka Jakuba. Zgromadziła bardzo obszerny materiał dowodowy. Kobieta zbierała zapisy monitoringu, układała godziny w chronologiczną całość, wskazywała świadków i przygotowywała dokumenty dla adwokata. Twierdzi, że już podczas pierwszych przesłuchań przekazywała policji informacje o możliwych monitoringach i osobach, które mogą potwierdzić, gdzie tego dnia znajdował się jej syn.
Rodzice stworzyli również wielostronicowy dokument ze swoimi zastrzeżeniami do sposobu prowadzenia śledztwa. Kwestionują m.in. zabezpieczanie części dowodów rzeczowych, sposób prowadzenia pierwszych czynności, brak zabezpieczenia bluzy oraz znaczenie młotka. Część zarzutów rodziny jest bardzo poważna. Nie zostały one jednak potwierdzone na tym etapie przez obecnego obrońcę.
Matka Jakuba jest przekonana, że syn nie dopuścił się zabójstwa. Swoje przekonanie opiera nie tylko na tworzonej przez rodzinę chronologii, ale również na relacji, jaka łączyła ją z synem. - Mieliśmy fantastyczny kontakt. Jestem jego przyjaciółką. Gdyby coś się wydarzyło, jestem tego pewna na sto procent, że by mi powiedział, żebym mu pomogła - mówi.
6 listopada śledczy wyznaczyli pierwszy termin, w którym matka będzie mogła zobaczyć syna i z nim porozmawiać. - Nie widziałam go już od dwóch miesięcy - przyznaje.
Jest też wątek Opola
Rodzina zaczęła również sprawdzać drugi czyn zarzucany Jakubowi - brutalny atak na mężczyznę w Opolu w nocy z 4 na 5 lipca. Do matki 19-latka zgłosiła się jego znajoma. Przekazała jej korespondencję z Jakubem z 5 lipca. W jednej z wiadomości napisał: „ja wczoraj Wrocław byłem”.
Wiadomość sama w sobie nie dowodzi, że Jakub przez całą noc znajdował się we Wrocławiu. Nie wiadomo, o której godzinie tam dotarł ani kiedy wyjechał. Rodzina uważa jednak, że jest to trop, który powinien zostać zweryfikowany za pomocą danych telefonu, monitoringów, biletów i świadków. Matka mówiła, że właśnie tę korespondencję przekazano do dalszej analizy.
Podczas spotkania z ojcem Jakub miał również zaprzeczyć, by wiedział cokolwiek o zdarzeniu w Opolu. - Powiedział mi, że z Opolem go wrabiają, bo nic o Opolu nie wie - relacjonuje ojciec.
Rodzice mówią też o warunkach pobytu Jakuba w areszcie. Matka twierdzi, że przez wiele tygodni nie mogli przekazać mu odzieży i podstawowych rzeczy.
- Dziecko nawet skarpetek nie ma. On jest od dwóch miesięcy praktycznie w tych samych ciuchach - mówiła. Według niej Jakub mówił, że ubrania pierze ręcznie. Kobieta dodaje, że dopiero po długich staraniach otrzymali możliwość przygotowania paczki z ubraniami i kosmetykami. Ojciec po swoim widzeniu opowiadał natomiast, że chciał przekazać synowi własne skarpety, ale procedury aresztu na to nie pozwoliły. - Przykro się na to patrzy, tym bardziej że to moje dziecko - mówi.
Rodzina również żyje tą sprawą
Zatrzymanie Jakuba i medialny rozgłos całkowicie zmieniły także życie jego bliskich. Matka twierdzi, że po pierwszych publikacjach pod dom zaczęły podjeżdżać samochody, a sąsiedzi ostrzegali ją, żeby nie wracała. Według niej pod jej adresem padały również wyzwiska i groźby.
- Podejrzany, a ludzie już na niego wydali wyrok - mówi. Kobieta przyznaje, że niemal przestała utrzymywać kontakty z innymi ludźmi. - Siedzę w domu – opowiada. Nie jest to jednak jej nieruchomość. Ze względu na bezpieczeństwo mieszka teraz w innym miejscu a jej adres znany jest tylko nielicznym osobom. W rozmowie z nami przyznaje, że nie potrafiłaby wrócić teraz do poprzedniego miejsca zamieszkania w Koźlu Porcie.
- Czuję, że nie mam gdzie wracać, bo dla mnie dom tworzyły moje dzieci, a teraz tych dzieci nie ma. Za każdym razem, jak tam jedziemy, jest pusto. Brakuje tego życia, tego dziecka - przyznaje.
Matka: jego chorobę znałam bardzo dobrze
Istotnym wątkiem w sprawie jest również stan zdrowia Jakuba. Dla rodziny szczególne znaczenie ma wcześniejsza informacja prokuratury dotycząca jego niepoczytalności. Bliscy obawiają się, że gdyby postępowanie zostało zakończone wyłącznie z tego powodu, nad Jakubem na zawsze pozostałoby piętno sprawcy zabójstwa, mimo że - w ich przekonaniu - nie dopuścił się tej zbrodni.
- Przecież on do końca życia będzie miał łatkę mordercy. No to jak umorzyć, jak on jest niewinny? Nie tylko on, bo to przecież ciąży na całej rodzinie. Nie mogę do tego dopuścić - mówi matka i podkreśla, że syn od dłuższego czasu pozostawał pod opieką specjalistów, a ona sama aktywnie uczestniczyła w jego leczeniu.
- Jego chorobę znam bardzo dobrze. Żyję z nim - mówi. Kobieta twierdzi, że od momentu pojawienia się pierwszych objawów systematycznie gromadziła dokumentację medyczną Jakuba, w tym wypisy ze szpitala i recepty. Przygotowała również chronologię jego leczenia. Jak zapewnia, pełną dokumentację dotyczącą stanu zdrowia syna przekazała policji już pierwszego dnia po jego zatrzymaniu. - Odkąd miał pierwsze objawy, są wszystkie wypisy ze szpitala i recepty. Wszystko specjalnie spisałam. Cała ta choroba była dostarczona policji - relacjonuje.
Według matki jeszcze około tygodnia przed zatrzymaniem Jakub był u psychologa, a rodzina miała zaplanowaną kolejną wizytę u psychiatry. Kobieta podkreśla, że jego leczenie nie rozpoczęło się po zatrzymaniu, lecz trwało już wcześniej.
Matka uważa również, że znajomość stanu zdrowia syna pozwalała jej zauważać zmiany w jego zachowaniu. To jeden z powodów, dla których twierdzi, że po dniu zabójstwa nie dostrzegła u niego niczego, co wskazywałoby, że wydarzyło się coś tak dramatycznego.
Pytanie bez odpowiedzi
Rodzina jest przekonana, że Jakub nie zabił Diany. Kluczowe cały czas pozostaje dokładne odtworzenie 28 sierpnia minuta po minucie.
Jeżeli wersja o pieszej trasie Jakuba się potwierdzi, wiadomo, że tego dnia co najmniej dwukrotnie przechodził główną drogą leśną przez Żabieniec - najpierw w kierunku Kędzierzyna, a następnie wracając do domu.
Najwięcej pytań budzi okres po godz. 17.19, kiedy ponownie wyszedł z domu. Około 17.30 ma być widoczny na monitoringu w rejonie Żabieńca, a o 17.56 wraca na Młynarską.
Rodzina pyta, gdzie dokładnie znajdowała się kamera, jaką drogę miał później pokonać Jakub, kiedy miał dojść do miejsca zabójstwa, ile czasu miał spędzić przy ofierze i jak miał zdążyć wrócić. Na te pytania odpowiedzieć może dopiero analiza pełnego materiału dowodowego. Prokuratura pozostaje przy swojej wersji i prowadzi dalsze czynności. Śledztwo nie zostało zakończone, a Jakub L. pozostaje podejrzanym. O jego winie lub niewinności nie przesądziły ani zarzuty prokuratury, ani ustalenia rodziny. Ostatecznie może o tym rozstrzygnąć sąd.



Napisz komentarz
Komentarze