niedziela, 9 sierpnia 2026 09:24
Reklama Dental Clinic - baner reklamowy
Reklama
Reklama

Poezja to mówiące malarstwo, a malarstwo - milcząca poezja

Od kiedy sięga świadomą pamięcią, zawsze uwielbiała opowieści tak prozą, jak i wierszem. W trzeciej klasie szkoły podstawowej dostała od rodziców pamiętnik. Wędrował z rąk do rąk, a kiedy wrócił, poczuła się zawiedziona, znudzona. Większość wpisów stanowiła sentencja: „Na górze róże, na dole (...)”. To wówczas obiecała sobie, że będzie tworzyła własne aforyzmy. Z Anną Marszewską, poetką z Kędzierzyna-Koźla, rozmawiamy o życiowej pasji i o tym, że każdy moment jest najlepszy, by zacząć pisać wiersze.
Poezja to mówiące malarstwo, a malarstwo - milcząca poezja

Autor: Anna Marszewska z debiutanckim tomikiem poezji pt. „Pod połową nieba”

- Kiedy i jak zaczęła się pani przygoda z poezją?

 - Od  kiedy sięgam świadomą pamięcią, zawsze uwielbiałam opowieści tak prozą, jak i wierszem. Chciwie słuchałam. W miarę doskonalenia techniki czytania pochłaniałam samodzielnie.

W trzeciej klasie szkoły podstawowej dostałam od rodziców pamiętnik. Wędrował z rąk do rąk, a kiedy wrócił, poczułam się zawiedziona, znudzona. Większość wpisów stanowiła sentencja: „Na górze róże, na dole (...)”. To wówczas obiecałam sobie, że będę tworzyła własne aforyzmy.

Można nieco humorystycznie powiedzieć, iż przygodę z poezją zapoczątkowało znudzenie zawiedzionej dziewczynki. Początki zabawy słowem, a właściwie jej owoce wędrowały do szuflady wiśniowego biurka, stojącego w pokoju. Luźne zapiski pełniły na ogół rolę zakładek do książek. „Szufladową kawiarenkę” odwiedzałam z różną częstotliwością w różnych okresach życia.

W pierwszej klasie liceum ogólnokształcącego, zafascynowana opowiadaniem „Pożegnanie z Marią” Tadeusza Borowskiego, wzięłam udział w konkursie czytelniczym organizowanym przez Urząd Wojewódzki w Opolu - Kuratorium Okręgu Szkolnego, gdzie otrzymałam wyróżnienie w kategorii proza. Późniejszy okres, związany z edukacją i założeniem rodziny, nie obdarowywał czasem na intensywne spotkania z piórem. Jednak wiersze wciąż powstawały. Decyzja o ich zebraniu i usystematyzowaniu narodziła się w roku 2014, a znalazła swój finał w 2016.

 - Czy ktoś z pani bliskich również pisał wiersze?

 - Nic mi o tym nie wiadomo. Natomiast moja Babcia była niewyczerpalną skarbnicą przecudnych przyśpiewek ludowych. Wiele z nich było najprawdopodobniej Jej autorstwa. Bardzo żałuję, że nie spisałam ich, nie utrwaliłam. Zatarły się w pamięci. Dziś nie potrafię ich odtworzyć. Pobrzmiewają jedynie strzępami melodii.

 - Czemu akurat poezja, a nie na przykład muzyka czy malarstwo?

 - Matka natura posiada własne plany. Objawia je zgodnie ze swoją wolą czy kaprysem. Zatem Babcię obdarowała wrażliwością muzyczną, Mamę - niezwykłym talentem manualnym, siostrę - wyobraźnią plastyczną. Mnie zaś pozwoliła czerpać radość z zabawy słowami. Dlaczego? Tego nie wyjaśniła. Cóż... myślę jednak, że to sprawiedliwy podział. Wzajemnie się dopełniający.

Dlatego muzyka, malarstwo, literatura, sztuka filmowa, teatralna i wszelkie rękodzieło zachwyca mnie jednakowo intensywnie. To rodzinne wiano pielęgnuję z wielką tkliwością. Simonides z Keos twierdzi: „Poezja to mówiące malarstwo, a malarstwo - milcząca poezja”.  Analogiczny związek istnieje między każdą dziedziną sztuki. Jestem o tym głęboko przekonana.

 - Skąd czerpie pani natchnienie, pisząc wiersze? Jaka tematyka jest w nich wiodąca?

 - Klucze do powstania wierszy bywają najróżniejsze. Czasem zaskakujące dla mnie samej. Może to być migawka obrazu zza okna, kadr filmu, przeczytana książka, usłyszana piosenka. Jakiś szczegół twarzy, sylwetki, kolor włosów. Zasłyszane słowo. Fragment myśli z wczoraj, z dziś, z jutra. Zapamiętany sen. Przedmiot ze swoją historią. Czyjeś smutki i radości. Wreszcie własny świat uczuć w postrzeganiu siebie. Najogólniej mówiąc, inspiruje mnie suma doświadczeń swoich i innych. Mimo iż każdy z nas jest odrębny, swoisty, niepowtarzalny, to jednak świat emocji jest wartością uniwersalną. Skuteczną inspiracją bywa również dynamika natury, jej koloryt, dźwięki, zapachy, interakcje. Wciąż tak wiele mnie zachwyca, mimo pozornej powtarzalności. Bo przecież...

Nic dwa razy się nie zdarza/ I dlatego z tej przyczyny/ Zrodziliśmy się bez wprawy/ I pomrzemy bez rutyny

- prostotą poetyckiej mądrości pisała Wisława Szymborska.

 - Ile ich już pani napisała?

 - Najszczerzej mówiąc… nie wiem. Nie numeruję ich. Myślę, że około 500-600. Sporo wierszy, tych pisanych dawniej, pochłonęła awaria oprogramowania komputera, krótko po tym, jak odnalezione zapiski przeniosłam w wirtualny brulion.

 - Najważniejszy wiersz w pani życiu. Taki najbliższy sercu.

 - Jest ich kilka, z różnych okresów życia, jednak „Zakwitłe ptakami” jest mi najbliższy. Poświęciłam go osobie wyjątkowej, najważniejszej, dzięki której jestem, w najszerszym tego słowa znaczeniu... Mamie. Pozwolę sobie go przytoczyć.

 „Zakwitłe ptakami”

 Pierwsza umarła pamięć słów – prostych, codziennych.

– Narodziła zdziwienie zamkniętych szuflad inspiracji,

maskowane żartem dziwosłów.

Drugi umarł czas, gubiąc się w koronkach zdarzeń.

Wskazówki zegarów przylgnęły do ziemi.

– Narodził się strach jaki czują ptaki bez gwiazd.

Wkrótce odeszła pamięć miejsc. Mapy powrotów,

ślad ścieżek wydeptanych w księdze przeszłości.

– Narodził dławiący ciężar wycofania.

Zginęła pamięć twarzy, syconych czułością rąk.

Teraz rozmytych nierozpoznaniem.

– Narodziła agresję karmioną obcością.

W końcu skonał dotyk... osiadł w bezdechu ciała.

– Narodził stupor. Otępieniem zamykając bliskość

w niepojętym gwarze smugi splątania.

Umierałam ostatnia, między kroplami bezradnego czasu,

wpatrzona w nagi błękit oczu rozwartych odchodzeniem.

Milkłam drżeniem palców. Ciszą dłoni w dłoni.

Zrodziła się pewność...

Miłość nie odchodzi... trwa drzewem zakwitłym ptakami.

- Czy ta twórczość ujrzała wcześniej światło dzienne, np. w postaci wydania tomiku poetyckiego bądź przy okazji publicznej prezentacji, a może pisze pani wyłącznie do szuflady?

 - Wciąż piszę do szuflady. Chowam w niej lirykę osobistą, tylko moją, pisaną z myślą o sobie. Dzielę wiersze na dwie grupy: dla mnie i dla wszystkich. Te pierwsze są swego rodzaju wentylem bezpieczeństwa. Powstają w wyniku wewnętrznego napięcia, potrzeby upuszczenia nadmiaru emocji. I dobrze im w szufladzie. Bezpiecznie.

Z drugich dwa lata temu, dzięki wsparciu Wydziału Promocji Urzędu Miasta oraz Starostwa Powiatowego w Kędzierzynie-Koźlu, powstał debiutancki tomik poezji „Pod połową nieba”, z piękną grafiką Grzegorza Fuławki. Po raz pierwszy zaprezentowałam go na wieczorku poetyckim w oddziale MBP „Studnia”, zorganizowanym z inicjatywy pani Izabeli Migocz - dyrektorki Miejskiej Biblioteki Publicznej. Osobą współprowadzącą wydarzenie była Barbara Saczko-Bomba.

Na zaproszenie redaktora naczelnego Wydawnictwa ASTRUM współtworzyłam Antologię Pisarzy Współczesnych w cyklach: Modlitwy. Edycja 7, Wiersze Sercem Pisane. Edycja 14, Miłość niejedno ma imię. Edycja 4. Dzięki współpracy z koszalińskim Wydawnictwem KryWaj oraz Wydawnictwem EDU-ART powstały kolejne dwie antologie: „Przemijanie” i „Rozkołysanie”, gdzie również zamieszczono kilkanaście moich utworów. W najbliższym czasie ukaże się poetycka praca zbiorowa pod patronatem Roberta Tondery –  aktora filmowego, dubbingowego i teatralnego, pracującego w teatrze Rampa na warszawskim Targówku, a także poety, animatora kultury, twórcy poetyckiego cyklu „Czwartkowe Ogrody. Czytam Wasze Wiersze”. Antologia Ogrodowych Czytań premierę mieć będzie 27 lutego, na terenie Pałacu w Jabłonnie. Czuję wielką satysfakcję z udziału w tym projekcie. Utwory do niego wybierano z ogromnej ilości wierszy twórców z całej Polski.

Ponadto poezja i proza mojego autorstwa publikowana jest w miesięczniku literacko-artystycznym "BEZKRES", w kwartalniku artystyczno-literackim "Ypsilon" oraz w „Roczniku Dobrzyńskim” Dobrzyńskiego Towarzystwa Naukowego pod red. prof. Mirosława Krajewskiego.

Gościłam także w godzinnej audycji Radia Ty i Ja „Krakowski wieczór”, poświęconej tylko moim wierszom. Publikuję na forach poetyckich, otrzymując nagrody i wyróżnienia. Jednym z ostatnich jest tytuł „Autor Roku 2020”. Ogromną radość sprawia mi pisanie recenzji. Najciekawiej wspominam możliwość poznania poezji Beaty Poczwardowskiej (Marii Ćmy) - tomiki „Spotkania” - poetki toruńskiej o wyjątkowej wrażliwości i nadzwyczajnym talencie literackim, Sławomira Ciesielskiego - opowiadania „Klasztorna 20” - poety, prozaika, animatora kultury ziemi dobrzyńskiej oraz Piotra Wieczorka, mistrza miniatur - tomik „Nie-Myśl!” - poety, twórcy wielu projektów kulturalnych, przewodniczącego Kępińskiego Koła Literatów.

 - Kiedy jest najlepszy moment, aby zacząć pisać? Czy teraz, z perspektywy czasu, miałaby pani jakieś sugestie w tym względzie?

 - Czas nie ma znaczenia. Każdy moment jest najlepszy. Trzeba go jedynie dostrzec, poczuć, uchwycić. Jest w nas. Czeka na dojrzałość. I tylko od nas zależy, kiedy odważymy się otworzyć. 

 - Czy zamierza pani kontynuować tę życiową pasję?

 - Wciąż sprawia mi wiele radości. Nie widzę powodu, by z niej rezygnować. Obecnie przygotowuję dwa tomiki: poezji i cyklu opowiadań. Jeśli uda mi się zgromadzić środki, na pewno doczekają wydania.

 - Co doradziłaby pani początkującym poetom?

 - Nie nazywam siebie poetką. Znacznie bardziej identyfikuję się z urządzeniem zwanym „sejsmograf”. Rejestruję bowiem emocje, gromadzę, nadając im osobisty wymiar. A kiedy mnie wypełnią, wylewam na wirtualną kartkę, tworząc swoisty wykres. Trudno mi zatem udzielić merytorycznej odpowiedzi i sprecyzować rady. Jednak z całym przekonaniem zachęcam...

Każdą wolną chwilę poświęcajcie czytaniu różnorodnej literatury. Poznawajcie ścieżki myśli i sposoby ich wyrażania. Zaprzyjaźnijcie się z wieloma dziedzinami życia kultury. Opanujcie umiejętność samopoznania. Czytajcie siebie i wszystko, co wokół. Indywidualnością postrzegania i rozumienia stwórzcie własny alfabet. To jedyny sposób, by odnaleźć swoją ścieżkę. A gdy już na niej staniecie... po prostu piszcie. Po naturalnym etapie szuflady, bez lęku przed krytyką, publikujcie. Pozwólcie czytać się innym. Utwory uwięzione w zaduchu szuflad tak naprawdę nie istnieją. Co zadzieje się dalej, pokaże czas. W tym wypadku ma on znaczenie. I najważniejsze: czerpcie radość z własnej twórczości.

Rozmawiał Andrzej KOPACKI

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Świetny artykuł, ale osobiście zacząłbym tak, uzupełniając niejako: Kędzierzyńskie Azoty powstały na przełomie lat 40/50 zeszłego wieku na kompletnej ruinie poniemieckich zakładów koncernu Interessen Gemeinschaft Farbenindustrie AG (pupularnie: IG Farben) w dzisiejszym Kędzierzynie-Koźlu (ów. niem.: Heydebreck O.S.; amer.: Blechhammer South) produkujących w czasie II Wojny Światowej głównie benzynę syntetyczną, materiały smarne, kauczuki syntetyczne, kwasy tłuszczowe, glicerynę i formaldehyd wykorzystywane w produkcji militarnej. Była to produkcja ówcześnie strategiczna dla Niemców szczególnie po utracie złóż naftowych w Rumunii. Zakłady te ulokowano właśnie tutaj, czyli w ówczesnych Wschodnich Niemczech jako terenie nieosiągalnym dla uderzeń dalekiego zasięgu drugiej strony konfliktu wojennego. Z tych samych powodów zakłady o podobnym profilu produkcji ulokowano po sąsiedzku – Oberschlesische Hydrierwerke Aktien Gesellschaft Blechhammer (ów. niem.: Blechhammer, amer.: Blechhammer North, obecnie pol.: Blachownia ) oraz Schaffgotsch Benzin Werke GmbH (ów. niem.: Odertal, obecnie pol.: Zdzieszowice). Ta produkcja to był jedynie epizod czasowy i tonażowy - nigdy nie osiągnięto tu założonych przez Niemców i tak nikłych zdolności produkcyjnych, gdyż układ sił zmienił się w momencie, w którym 15 Armia Powietrzna Stanów Zjednoczonych Ameryki uzyskała możliwość operowania z terenu Włoch omijając silną obronę przeciwlotniczą na terenie Niemiec z dotychczasowego kierunku hipotetycznego uderzenia z Wielkiej Brytanii. Od tego czasu zakłady te były systematycznie niszczone w formie intensywnych bombowych nalotów lotniczych, szczątkowo odbudowywane przez ówczesnych gospodarzy (Niemców) rękami niewolników, czyli jeńców wojennych a ostatecznie zniszczone. Nasze Azoty przyjęły największy ciężar uderzenia – trzynaście bombardowań, łącznie 4000t bomb. To były bardzo złe dni, również dla mieszkańców okolicznych wiosek, gdyż często zdarzyły się uchybienia celności bombardowań. Po zakończeniu działań wojennych pozostałości ówczesnych IG Farben (dzisiejsze Azoty) zostały kompletnie rozebrane i wywiezione przez Rosjan do ówczesnego Związku Radzieckiego. Został tu tylko gruz. Dzisiejsze Zakłady Azotowe Kędzierzyn, będące obecnie elementem Grupy Kapitałowej Azoty zbudowali od podstaw Polacy. Dla osób zainteresowanych szczególnie polecam klepnięcie w okienko frazy „wojna o benzynę”. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 21:16 Źródło komentarza: Zakłady Azotowe Kędzierzyn na starych fotografiach. Niektóre są niesamowite Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Potwierdzam i zgadzam się. Moim zdaniem najlepsza aranżacja kozielskiego Rynku, to stan z fontanną-muszlą, żywopłotami, drzewami, rozległymi nasadzeniami kwiatowymi i wolnostojącymi kwietnikami. Jest to tutaj na jednej z widokówek. Wcześniejszych aranżacji nie pamiętam. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 20:52 Źródło komentarza: Tak prezentowało się nasze miasto na kartkach pocztowych Autor komentarza: wieśniak z miasta Treść komentarza: Pięć pytań: 1) Kto kogo zmusił do zakupu czegokolwiek - przykłady? 2) Kto kogo okradł skoro już mowa o złodziejstwie - przykłady? 3) Dlaczego dzisiaj cena litra PB95 w detalu u naszego narodowego paliwowego czempiona wynosi 7,02PLN w Brzesku a w Polanicy – Zdrój 7,34PLN? 4) Gdzie można kupić Izerę (polski samochód osobowy)? 5) Kto jest wieśniakiem, a kto niedoukiem podstaw ekonomii? Z góry dziękuję. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 20:24 Źródło komentarza: Świerkot z karą blisko 12,5 mln zł od UOKiK. Spółka odwołała się do sądu Autor komentarza: tw Treść komentarza: No dzieciarnia dała czadu Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:58 Źródło komentarza: Zamiast tradycyjnego „Biegaj z Koziołkiem” postawili na dwa kółka! ZDJĘCIA Autor komentarza: Nina Treść komentarza: Przecież można od drugiej strony wejść bez bramy.. więc poco takie zamieszanie. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:40 Źródło komentarza: Otworzył się zielony zakątek w sercu Kędzierzyna. ZDJĘCIA Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Marudne głupoty frustrata. W kozielskim parku ławek jest na tyle, że jeszcze nie zdarzyło mi się, aby nie było gdzie usiąść. Pokrzywy oczywiście są jako element ekosystemu, ale raczej w mikrej mniejszości, za to są nowe nasadzenia roślin niskopiennych – cały ten tydzień jeżdżą tam goście z paletopojemnikiem na pace i pompą spalinową, którzy podlewają te rośliny. Drzewa nie usychają, bo drzew się nie podlewa, co najwyżej walą się ze starości, bo mają po kilkaset lat, czyli więcej, niż ty komórek mózgowych, zdaje się. Nie marudź, ceń co jest, bo takie miejskie planty to luksus i ewenement i w dodatku bez biletowania (na razie?). Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:16 Źródło komentarza: Otworzył się zielony zakątek w sercu Kędzierzyna. ZDJĘCIA
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna