Drezyną z Polskiej Cerekwi do Baborowa?

  • 24.05.2020, 10:34
  • W
Drezyną z Polskiej Cerekwi do Baborowa? W
Jeden lubi siedzieć przy komputerze, drugi - jak to mówią - przy piwie. Wędkarstwo? Mnie ryby nie interesują. Ja uwielbiam kolej - mówi Mariusz Górski. Z rodziną mieszka przy ul. Dworcowej w Polskiej Cerekwi. Z koleją związany od dziecka. Od niedawna zakochany w drezynach. Jak podobni mu miłośnicy kolei, marzy o włączeniu do ruchu turystycznego fragmentu nieczynnej linii 195 z Polskiej Cerekwi do wsi Sułków koło Baborowa.

W sprawie drogi pieszo-rowerowej na LK 195, łączącej gminy Reńska Wieś, Cisek i Polska Cerekiew, skontaktował się z naszą redakcją jeden z czytelników. Nawiązał do pierwotnego planu, zgodnie z którym ścieżka miała biec również przez gminę Pawłowiczki i kończyć w Baborowie. Planu, niestety, nie udało się zrealizować i droga ma swój koniec w Polskiej Cerekwi. Za to w głowie jednego z mieszkańców tego sołectwa zrodził się pomysł na oryginalne zagospodarowanie dwudziestokilometrowego torowiska od jego miejscowości niemal do samego Baborowa.

- Docierają do mnie głosy, że kolej nie wyraziła zgody na przejęcie przez gminę Pawłowiczki ścieżki. Skoro tak, to może warto pójść w innym kierunku? Od początku 2020 r. na linii 195 od Baborowa do Polskiej Cerekwi członkowie Towarzystwa Entuzjastów Kolei prowadzą prace przy oczyszczaniu linii, gdyż - w porozumieniu z kolejami - chcą przywrócić na niej ruch turystyczny. Docelowo mają tam jeździć drezyny - wyjawia czytelnik. Dodaje, że we wrześniu TEK planuje zorganizować na tej trasie festyn drezynowy w ramach corocznego udziału w EDD, czyli Europejskich Dniach Dziedzictwa.

A gdyby tak drezyną?

- Linia jest w bardzo dobrym stanie technicznym, niemal bez ubytków. Ścieżka rowerowa z Kędzierzyna będzie się kończyć właśnie w Polskiej Cerekwi. A gdyby dalej można było pojechać drezyną ze swoim rowerem? - zastanawia się czytelnik.

Trasa rowerowa o długości przeszło 15 km, biegnąca przez trzy gminy wiejskie naszego powiatu dawną linią kolejową relacji Koźle-Baborów, zgodnie z planem ma zostać oddana do użytku pod koniec tego roku.

- W momencie gdy tworzyliśmy w subregionie kędzierzyńsko-strzeleckim trasę ścieżki, miała ona łączyć Koźle z Baborowem, a docelowo nawet Krnovem. Niestety, pomimo wielu prób nie udało się przejąć odcinka linii, który biegnie przez naszą gminę, ponieważ PKP zablokowało przekazywanie tras - mówi wójt gminy Pawłowiczki Jerzy Treffon.

O ile odcinki linii przebiegające przez gminy Reńska Wieś i Cisek zamknięto i zlikwidowano, o tyle w przypadku gminy Pawłowiczki (a także częściowo gminy Polska Cerekiew) linię jedynie zawieszono.

Skoro ścieżka pieszo-rowerowa kończy się w Polskiej Cerekwi, mieszkaniec tego sołectwa Mariusz Górski wpadł na pomysł, by jej dalszy fragment również zaadaptować na cele turystyczne. We własnym zakresie oczyścił trasę z Polskiej Cerekwi niemal do Baborowa z zakrzaczeń i odpadów, które latami gromadziły się na torowisku. Marzy mu się, by po torach  jeździły drezyny.

Podobnie, jak TEK jest zawiedziony tym, że buraki transportuje się drogami, a tory w kierunku Kędzierzyna rozebrano.

Malownicze zakątki

Trasa biegnie przez malownicze zakątki. Zdaniem wójta Treffona szkoda, by dalej marnował się turystyczny potencjał zawieszonej linii kolejowej. Deklaruje, że w miarę możliwości samorząd wesprze przedsięwzięcie. Podobnie optymistycznie do idei zaadaptowania linii na cele turystyczne podchodzi wójt gminy Polska Cerekiew Piotr Kanzy.

Towarzystwo Entuzjastów Kolei założyło w 2012 r. kilku pasjonatów kolei z powiatu wodzisławskiego, chcących przeciwdziałać postępującemu wykluczeniu komunikacyjnemu i zapobiegać dalszemu niszczeniu infrastruktury i opuszczonych linii kolejowych. W 2014 r. TEK uzyskał status stowarzyszenia rejestrowego, a w 2019 r. organizacji pożytku publicznego.

"Na kolej patrzymy z punktu widzenia potrzeb pasażera, a nie środowiska kolejarskiego. Nasze działania to typowa praca społeczna dla dobra ogółu, ukierunkowana na poprawę dostępności infrastruktury kolejowej i siatki połączeń pasażerskich, co wyróżnia nas spośród innych organizacji o podobnym charakterze, składających się zwykle głównie z kolejarzy. My w większości nimi nie jesteśmy, a do udziału w pracach organizacji zapraszamy każdego chętnego do działania na swoim terenie" - czytamy na stronie organizacji.

Od czterech lat członkiem TEK jest Mariusz Górski. Mieszka z rodziną w Polskiej Cerekwi. Spotykamy się z nim w Chróstach, tuż przy linii przecinającej główną drogę w sołectwie.

- Ojciec pracował na tym posterunku - wskazuje budynek tuż przy linii kolejowej. - Chodził po tych torach. Obchodowym był - precyzuje.

Kolejarskie korzenie

Miał cztery lata, kiedy z rodziną wprowadził się do budynku stacji kolejowej w Chróstach. W tym miejscu Górscy mieszkali przez 12 lat.

- Tata 33 lata pracował na kolei. Dziś na emeryturze, odpoczywa. Na tej całej linii pracował - na posterunku w Polskiej Cerekwi, Chróstach, później jeszcze w Sukowicach i Reńskiej Wsi - opowiada pan Mariusz.

Dziś mieszka z rodziną w Polskiej Cerekwi, na ulicy... Dworcowej. Cztery lata temu natrafił w internecie na materiał z akcji oczyszczania torów na odcinku Baborów-Głubczyce. Skontaktował się z TEK-iem i zgłosił chęć przyłączenia się do organizacji, która, co warto wiedzieć, angażuje się też w uzyskiwanie pozwoleń na społeczne prace przy oczyszczaniu nieczynnych linii kolejowych. Początkowo chciał się zająć linią nr 325 Baborów-Pilszcz. Otrzymał zgodę na fragment "195" Polska Cerekiew-Sułków. Zakład Linii Kolejowych w Tarnowskich Górach w pozwoleniu dla organizacji z powiatu wodzisławskiego uwzględnił obie te linie. Pan Mariusz działał na linii nr 325 w Nasiedlu dwa lata wcześniej i tylko z powodu ubytku sił roboczych w tamtej okolicy temat został odpuszczony.

- Z sentymentu. Od małego lubię kolej. Zostało mi to we krwi - uśmiecha się pan Mariusz. - "Nasza" linia już od tylu lat jest nieużywana. A szkoda, bo marnuje się, ludzie rozkradają tory.

Prace rozpoczęte po nowym roku kontynuuje do dziś. Z przerwami, bo najważniejszy jest dom i praca zawodowa. Czasami też pogoda nie taka. Pomaga mu rodzina. Jest co robić. Krzaki, poprzewracane słupy, gruz i ziemia nawieziona przez gospodarzy. Cel?

- Przywrócić ten fragment linii do ruchu, żeby chociaż drezynami dało się nią podróżować - bez wahania odpowiada Mariusz Górski.

Wyzwań jest więcej. W kilku miejscach na trasie brakuje szyn. Trzeba je będzie pozyskać.

- W Grzędzinie w kierunku Pawłowiczek nie ma 60 m szyny, a przed Polską Cerekwią - 20. Najgorzej jest między Chróstami a Dobieszowem, bo tam brakuje 60 m, które ktoś wyrwał razem z betonowymi podkładami - leżą na torze kawałek dalej, trzeba je z powrotem wstawić - zdradza rozmówca. - Jeszcze między Maciowakrzem a Baborowem brakuje 50 m szyny. W sumie niecałe 200 m na 20 km - podsumowuje.

Innym wyzwaniem będzie przywrócenie do stanu używalności pewnych fragmentów torowiska, które przecinają się z drogami. Część z nich zalano asfaltem, niektóre wcześniej obłożono płytami. Dzięki temu, że pojawiają się nowe osoby zafascynowane pomysłem tchnięcia życia w nieczynny fragment linii, być może uda się na niej zorganizować festyn drezynowy. Zaplanowano go na 12 września. Zapewne będzie można wtedy przejechać się drezyną pana Mariusza, która zastąpiła wózek torowy i jeżdżącego po szynach... malucha.

Cztery na cztery

Maszynę tę widział wiele razy na pikniku kolejowym w Racławicach Śląskich. Choć "trochę" kosztowała, nie żałuje zakupu.

- Dopracowana samoróbka. Włożono w jej budowę dużo pracy. Napęd na cztery koła poprzez łańcuch. Silnik z malucha - uszczegóławia pasjonat. Maksymalna prędkość? Licznik z żuka bądź nysy "zamknęło", zatem "stówką" pojedzie. Oczywiście większe prędkości można rozwijać tylko na czystych odcinkach.

 

- Za dziecka często się jeździło pociągiem. Darmowy bilet był po prostu. Wsiadałem do pociągu na przykład w Pawłowiczkach, jechałem w kierunku Kędzierzyna. Tam była przesiadka. Później pociąg wracał w kierunku Baborowa, a dalej Pilszcz pod granicą czeską. I znowu lokomotywa nawracała, podczepiała wagony i z powrotem. Tak się jeździło - wspomina Górski.

Chciał się przyjąć na kolej. Była końcówka lat 90. XX w., polska kolej dotknięta była kryzysem. Dużo linii zamknięto po powodzi tysiąclecia. Opuszczone stacje rozkradano bądź popadały w ruinę.

- Niech pan popatrzy teraz. Co roku po zimie trzeba łatać dziury na drogach. Ile ton przejedzie torami, a ile drogą? - popiera  przywracanie wygaszonych linii kolejowych.

Tego samego zdania jest jego ojciec. W sercu Władysława Górskiego kolej wciąż zajmuje bardzo ważne miejsce. Przepracował na niej ponad trzy dekady. W 1999 r. przeszedł na emeryturę.

- Skończyło mi się 60 lat. Powiedzieli: stop. To poszedłem. Ale jeszcze chciało się pracować. Po tych torach chodziłem, bo byłem obchodowym. Całą linię znam jak "Ojcze nasz" - mówi wzruszony pan Władysław.

W kolejarstwo wciągnął go wujek. Wcześniej przez siedem lat pracował jako operator w kinie w Baborowie.

- Zacząłem się uczyć na robotnika. Tylko że miałem więcej pojęcia, to dali mnie na egzaminy. Z kina na kolej - uśmiecha się.

Nie ukrywa, że nigdy nie był zwolennikiem koncepcji budowy ścieżki pieszo-rowerowej po nieczynnej "195".

- Pociąg woził towary prawie od Pilszcza za Baborowem. Tędy szły wagony do Kędzierzyna, aż pod Kraków, gdzie wybudowali nową cukrownię - wspomina senior. - Wszystko poszło w diabły. Jasne, że jestem za przywracaniem starych linii kolejowych - uprzedza pytanie.

Rowerem już nie jeździ. Woli, jak kiedyś, pochodzić po torach.

Czy kiedyś na kilkunastokilometrowy odcinek LK 195 powrócą pociągi?

- Uda się. Tylko troszkę pomysłu trzeba. Nie może tu jakiś pociąg z Raciborza przyjechać? - zastanawia się Władysław Górski. To nieopłacalne - myślę na głos. - Tiry jeżdżą, drogi niszczą. My za to słono płacimy z podatków. Każdego roku na klejenie dróg coraz więcej - argumentuje.

Podkład się wymieni

O tym, że wystarczy jedna zaangażowana osoba, która zachęci innych do działania - żeby doprowadzić kilkanaście kilometrów linii do stanu przejezdnego - przekonuje wiceprezes Towarzystwa Entuzjastów Kolei Jan Psota.

- Kiedy nasza organizacja obrała sobie za cel dbanie o linie kolejowe w regionie, z których zrezygnowała kolej, wystaraliśmy się w Zakładzie Linii Kolejowych w Tarnowskich Górach o pozwolenie na prace przy ich oczyszczaniu. Jedna drobna rzecz dla kolei, ale dla tych linii to jest ratunek - zaznacza Jan Psota.

Czy w jego opinii istnieje szansa, by linia odżyła nie tylko dzięki drezynom, ale - w dalszej perspektywie - dzięki ruchowi kolejowemu?

Po konferencji prasowej na temat przywrócenia ruchu kolejowego na liniach nr 177 i 294 - Racibórz-Głubczyce-Racławice Śląskie z udziałem m.in. ministra środowiska Michała Wosia, którą w marcu br. przeprowadzono w raciborskim magistracie, powrót ruchu kolejowego na LK 195 nie musi się jawić tylko jako mrzonka.

- Od trzech lat z Baborowa wyjeżdżają pociągami płody rolne. Od trzech lat o to samo nie potrafią się doprosić plantatorzy z Głubczyc. Odwlekanie obiecanego ostatnio remontu to straty dla przedsiębiorców i szkoda dla środowiska. Kietrz nadal funkcjonuje kolejowo. Byłoby logiczne, by następnym krokiem było umożliwienie przesyłania części towarów również do cukrowni w Ciężkowicach - stwierdza Jan Psota. - Rocznie co najmniej 100 tys. ton surowca - a to 4000 tirów, a także 20 tys. ton węgla mogłoby do nich docierać koleją, bo nadawcą są zakłady, które z niej korzystają - dodaje.

Jak stwierdza, "cukier jest za drogi, a ropa za tania". Jednym z argumentów przemawiających za zasadnością powrotu pociągów na LK 195 jest to, że cukrownie u naszego zachodniego sąsiada obsługiwane są koleją.

- U nas za remont drogi płacą podatnicy, a do utrzymania toru kolej każe dopłacać zakładowi. Rachunek jest prosty. To, że kilometr torów wyremontowany za tę samą cenę, co kilometr drogi, wytrzyma przewiezienie dziesięciokrotnie większej ilości towaru, nie ma znaczenia, gdy za jedno zapłaci za nas w większości państwo, a za drugie płaci się samemu. Jak u Barei: "Nie mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów walutowych" - kończy Jan Psota.

W

Zdjęcia (18)

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Alfonsnicol
Alfonsnicol 29.05.2020, 15:24
W normalnym kraju czytaj nie u nas wyglądałoby to tak że wszystko szło by koleją do Kozla i do portu a stamtąd odrą w świat. I do dróg nie trzeba było by dokładać i ruch byłby mniejszy. Ale żyjemy w Polsce gdzie ....a szkoda słów

Pozostałe