Reklama
niedziela, 14 czerwca 2026 16:17
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Gorącokrwisty ogier z wyspy

Kozielska wyspa to bardzo ciekawe miejsce z bogatą historią, której wielu z nas najzwyczajniej w świecie nie zna. Przeszło 100 lat temu założono na niej hodowlę konia śląskiego - zwierzęcia o łagodnym usposobieniu, posiadającego harmonijną budowę ciała i - co najważniejsze - chętnie pracującego z człowiekiem. Koń śląski jest jedną z najcięższych europejskich ras typu gorącokrwistego.
Gorącokrwisty ogier z wyspy

Planowa hodowla konia śląskiego (niem. Schlesisches Warmblut) rozpoczęła się w XIX wieku w stadach ogierów w Koźlu i Lubiążu. Miejscowe klacze, posiadające często orientalnych przodków, kojarzono z ogierami oldenburskimi i wschodniofryzyskimi, będącymi najmasywniejszymi niemieckimi końmi gorącokrwistymi. Wróćmy jednak do początków. Po likwidacji Twierdzy Koźle rozwój miasta nie był już tak ograniczony jak wcześniej. Aby zminimalizować ogromne straty wywoływane regularnymi podtopieniami Odry, przekopany został kanał przeciwpowodziowy. Dzięki temu powstała przeszło 20-hektarowa sztuczna wyspa, na której władze pruskie zdecydowały się rozpocząć hodowlę koni. Miała to być nowa rasa konia śląskiego, który zgodnie z założeniem powinien być tani w utrzymaniu, silny i niestrachliwy. Miał bowiem służyć nie tylko rolnikom, ale i wojsku. Nie mógł się więc bać się strzelaniny ani i wybuchów.

Imponujący kompleks 

Ostatecznie 30 lipca 1876 roku na kozielskiej wyspie rozpoczęło działalność Pruskie Królewskie Stado Ogierów. W czasie największej jego świetności, hodowano tam aż 330 koni. Przy wejściu po prawej stronie znajdował się budynek administracyjny z biurami oraz mieszkaniami służbowymi dla pracowników administracyjnych (dyrektora, koniuszego i rachmistrza). Od strony południowej przylegało do niego siedem stajni, a od wschodu rozciągał się kompleks jedenastu domów dla pracowników obsługi. Kadra zatrudniona w stadninie posiadała status pracowników państwowych, umundurowanych na wzór wojskowy. Na fundamentach dawnych fortyfikacji wzniesiono krytą ujeżdżalnię, łaźnię, kuźnię, magazyny pasz i stodoły.

Kłopoty z wielką wodą

W pierwszym etapie działalności stadniny sprowadzono do Koźla 60 ogierów rasy oldenburskiej i wschodniofryzyjskiej oporządzanych przez 34 masztalerzy i kilkunastu stajennych. Koń śląski starego typu odznaczał się masywną, lecz harmonijną budową ciała. Głowa duża, ciężka i koścista, długa i mocno umięśniona szyja oraz mocny grzbiet. Zad szeroki, umięśniony, lekko skośny lub prosty. Szeroka i głęboka pierś. Umaszczenie: gniade, ciemnogniade, skarogniade i kare, ewentualnie siwe.

Dnia 6 lipca 1880 roku miasto zalała przeszło siedmiometrowa fala powodziowa. Woda „zabrała” most, który miał duże znaczenie dla egzystencji Pruskiego Państwowego Stada Ogierów. Po powodzi zbudowano, więc drewnianą prowizorkę. Lecz, aby stadnina mogła się dalej rozwijać, władze miejskie zadecydowały w 1884 roku o budowie na Odrze solidnych mostów o stalowej konstrukcji.

Koniec pewnej epoki

Ponad 60 lat później brzemienna w skutkach dla losów pruskiej stadniny, okazała się końcówka II wojny światowej. Gdy na wiosnę 1945 roku, wojska I Frontu Ukraińskiego, dowodzone przez marszałka Iwana Koniewa stanęły na prawym brzegu Odry i przygotowywały się do natarcia, Niemcy ewakuowali kozielską stadninę do Książa koło Wałbrzycha.

- Nie zostały one przewiezione, ale de facto przegnane do stadniny w Książu. To było około 300 sztuk, ale nie wszystkie dotarły na miejsce. Po drodze część z nich oddano rolnikom w zamian za pożywienie. Wykarmienie tak pokaźnego stada, stanowiło nie lada problem - mówi Bogusław Rogowski, miłośnik historii z Koźla. - Gdy Rosjanie znów się zbliżali, konie przemieszczono jeszcze bardziej na zachód, a konkretnie do stadniny koło dużego niemieckiego miasta Halle. No ale w drodze do Berlina sowieci opanowali i tę część Niemiec. Wtedy załadowali konie do bydlęcych wagonów i przetransportowali je do Związku Radzieckiego. Czyli ostatecznie kozielskie konie trafiły do ZSRR - ubolewa Bogusław Rogowski, dodając, że mężczyzna, który się nimi opiekował, uciekł z kolejowego transportu do Rosji jeszcze w Tarnowskich Górach. Następnie dotarł pieszo do Koźla, gdzie osiadł na stałe. Związał się z Koźlem do samej śmierci. Nazywał się Maksymilian Kozioł i mieszkał przy ul. Chrobrego 10.

Nowe życie stadniny

Po II wojnie światowej rasę utrzymano za sprawą wymieszania jej z krwią koni oldenburskich. Dzięki zamiłowaniu hodowców oraz możliwości użytkowania roboczego w rolnictwie, rasa przetrwała na Śląsku, a także zyskała popularność w Polsce południowo-wschodniej. Ważnymi ośrodkami hodowlanymi stały się stada ogierów w Książu i właśnie w Koźlu. Ogromna w tym zasługa Mieczysława Głębockiego, który kładł podwaliny powojennej historii hodowli koni i jeździectwa w Polsce. Kim był i skąd się wywodził? Mieczysław Głębocki urodził się 2 lutego 1901 r. na Wołyniu w rodzinie od pokoleń oddanej sprawie koni. Jako osiemnastoletni ochotnik brał udział w wojnie obronnej 1920 r. przeciw bolszewikom. Jako podoficer 12 pułku Ułanów Podolskich, brał udział w największej bitwie kawaleryjskiej wszechczasów rozegranej 31.08.1920 r. pod Komarowem. Zostaje ciężko ranny.

Po przeniesieniu do rezerwy, studiuje w Wyższej Szkole Rolniczej w Warszawie i Cieszynie. Po jej ukończeniu obejmuje w administrowanie majątek Sieciechowice pod Krakowem. Zakłada rodzinę, żeniąc się z hrabiną Ireną Chodkiewicz. W okresie międzywojennym prowadzi hodowlę koni remontowych na potrzeby wojska. Po wojnie w 1945 r. bierze udział w ratowaniu z terenu Małopolski ocalałych tam koni - czystej krwi arabskiej i półkrwi z dawnych stadnin Czartoryskich, Sieniawa i Pełkiń, dając tym samym początek hodowli tej rasy koni w dzisiejszym Janowie Podlaskim, czy Michałowie.

Uratowane konie zgromadził w Górce Narodowej pod Krakowem, by następnie pieszo dotrzeć z nimi do Raby Wyżnej, gdzie zorganizowano pierwszą w powojenne Polsce stadninę koni pod jego dyrekcją. Następnie wyjeżdża wraz z rodziną do Kętrzyna na Mazurach. Jego zainteresowanie wzbudza rasa wschodniopruska, której konie w tamtym czasie i tamtym miejscu błąkały się po okolicy. W 1950 r. przenosi się do Giżycka i jako inspektor hodowli zaczyna wyszukiwać konie tej rasy. Przechodzi do stadniny koni w Kadynach nad Zalewem Wiślanym, gdzie od 1951 r. zostaje dyrektorem. Pod jego kierownictwem stadnina staje się najlepszym ośrodkiem hodowlanym tego typu w kraju. W 1958 r. uzyskuje przeniesienie do powstającego Zjednoczenia Hodowli Koni w Krakowie na stanowisko głównego inspektora ds. hodowli koni. Włącza się czynnie w proces organizowania stad i stadnin koni na południu kraju, w tym m.in. Państwowego Stada Ogierów rasy śląskiej w Koźlu, stadniny koni pełnej krwi w Mosznej, półkrwi w Prudniku czy też rasy śląskiej w Strzelcach Opolskich.

O służbowe mieszkanie stara się jednak na terenie Państwowego Stada Ogierów w Koźlu, blisko miejsca rodzinnej tragedii, jaka miała miejsce w 1921 r. pod Górą św. Anny. Chodzi o śmierć brata jego żony - kadeta Karola Chodkiewicza (pisaliśmy o nim w numerze 13 NGL z 10.04.2018 r.), jak również by mieć bezpośredni, osobisty wpływ na hodowlę koni rasy śląskiej - jego wielkiej życiowej pasji. Mieczysław Głębocki zapewnił stadu doborową obsadę dyrektorską w osobie Marka Roszczynialskiego, byłego kadeta z Rawicza, cenionego w kraju jeźdźca, ucznia Leona Kona, uczestnika Igrzysk Olimpijskich w Rzymie (1956 r.).

Mieczysław Głębocki mieszkał na kozielskiej wyspie wraz z żoną i rodziną aż do końca swoich dni. Ukończywszy 65 lat przeszedł na zasłużoną emeryturę. Nie stracił jednak kontaktu z końmi. Służy radą i doświadczeniem, prowadząc na terenie stada w Koźlu szkółkę jeździecką dla młodzieży, wychowując kolejne pokolenia zawodników, hodowców, trenerów, czy też miłośników koni. Jego uczniem jest m.in. były trener jeździeckiej kadry narodowej w skokach przez przeszkody Olgierd Kuleszyński. Mieczysław Głębocki zmarł 27 czerwca 1978 r. w Koźlu. Miał 78 lat. Został pochowany w grobowcu rodzinnym Chodkiewiczów na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Po przełomie

Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, rasa konia śląskiego poddana została kilku programom hodowlanym. Hodowla powojenna opierała się na sektorze państwowym, wspomaganym przez rozdrobnioną hodowlę prywatną. Zmiany społeczno-polityczne z przełomu lat 80. i 90. XX wieku nie pozostały bez wpływu również na funkcjonowanie wielu państwowych stadnin w naszym kraju. W efekcie, większa część koni śląskich znalazła się w rękach prywatnych. Konie te hodowane są w czystości rasy głównie na terenie Górnego i Dolnego Śląska oraz w Polsce południowo-wschodniej. Jednak centrum hodowlanym jest Stado Ogierów Książ i działająca przy nim stadnina koni. Niestety po kozielskiej stadninie pozostało już tylko wspomnienie i zrujnowane budynki. 

Koń śląski wywodzi się od ogierów oldenbursko-fryzyjskich i miejscowych, śląskich klaczy. Potomstwo tak dobranych par poddawano dalszemu krzyżowaniu ze starymi rasami pruskimi, a później również angielskimi. Początki prac hodowlanych datuje się na 1890 r. Na przełomie XIX i XX w. konie śląskie krzyżowano z przedstawicielami ras: trakeńskiej, wschodniopruskiej, berberyjskiej, hanowerskiej i pełnej krwi angielskiej, dążąc do wyselekcjonowania zwierząt dużych i masywnych, odpowiednich do pracy w przemyśle ciężkim, górnictwie i wojsku.
 

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

miki 27.03.2019 08:38
ciekawostką jest urodzenie się na kozielskiej wyspie Georga Wahl śiwatowej sławy instruktora jazdy konnej

kmarchowiecki 10.02.2019 15:12
Zasłużonych koniarzy w Kożlu było wielu ,pamięć ludzka jest ulotna

Irena 04.01.2019 08:35
Artykuł świetnie napisany. Taka bogata historia Wyspy Kozielskiej Szkoda że to wszystko umiera ? Serce boli .....takie możliwości....

Nongie 03.01.2019 10:57
Świetny artykuł! !! Proszę częściej o takie ☺

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Treść komentarza: po co to komu niemaja na co kasy wydawac......... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 13:12 Źródło komentarza: DW 421 do rozbudowy. Powstanie także obwodnica Błażejowic i Łanów. ZDJĘCIA Autor komentarza: sugeruję Treść komentarza: wracaj do siebie za Bug... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 11:11 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: INGO Treść komentarza: Ale niemieckie pieniądze z unii europejskiej, to już inna sprawa. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 10:06 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Normalny człowiek stoi stabilnie na wyprostowanych nogach, gdzie szerokość rozstawu nóg równa się mniej więcej szerokości obręczy barkowej. Istnieją pozycje bardziej stabilne, „specjalne” np. pozycja z wykrokiem, pozycja z szerokim rozstawem nóg z ugięciem w kolanach (sztuki walki, sport). Na czymś takim jak hulajnoga człowiek nie ma żadnej stabilności, gdyż stoi „noga za nogą”, czyli w pozycji zupełnie nijakiej. Hulajnoga to był pojazd, a raczej zabawka, wymyślony dla biedaków, których nie było stać na rower i było to w czasach pokolenia urodzonego mniej więcej w połowie zeszłego wieku. Co się stało, że wymyślono takie coś, z napędem niezależnym (czyli bez popychania nogą jak sama nazwa wskazuje) i to pozwalającym osiągać prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę?! Rozumiem marketing, ale głupoty ludzi już nie. I tak samo głupoty ustawodawcy – takie coś powinno być zdelegalizowane! Władza rozpatruje kaski dla nieletnich na rowerach a o hulajnogach nic. Bezpieczniejsze byłyby już elektryczne wrotki czy rolki, ale nie chcę prowokować. A w ramach profilaktyki – podobny rajdowy as jednośladu przemykał codziennie ulicą Chrobrego w Koźlu w okolicach godziny 6:00. Wyeliminujcie go z ruchu zanim stanie mu się krzywda lub komu innemu. Chyba że to ten sam, co skończył w Azotach. Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:58 Źródło komentarza: Śmierć 48‑latka na hulajnodze elektrycznej. Kluczowe ustalenia dopiero przed biegłym Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Artykuły z tymi kiepskimi techniczne i perspektywicznie zdjęciami wyglądają na klikbajty typu „wróżenie z fusów”. Równie dobrze można by powiedzieć, że zdjęcie przedstawia kamienicę w Kędzierzynie na rogu ul. Grunwaldzkiej i Al. Jana Pawła II, po lewej widać fragment dworca kolejowego w Kędzierzynie a po prawej nieistniejącą dzisiaj zabudowę. Te zdjęcia są kopiowane ze znanych portali, tam są opisy i nierzadko bzdurne. Po co to? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:24 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Jeszcze raz: żyłem w innych czasach – nauczyciel muzyki rzucał w uczniów pękiem kluczy albo napierniczał po rękach drewnianą linijką albo smyczkiem od skrzypiec, pani od rosyjskiego waliła uczniów po łbie książką z zamachu zza ucha, facet od wuefu był wyrafinowany – on uderzał nieosłonięte części ciała specjalnym węzełkiem zawiązanym na sznurku od gwizdka a gość od matematyki dawał karne prace resocjalizacyjne – zrzucanie koksu do kotłowni, sprzątanie liści z boiska, prace porządkowe w kotłowni. W dzisiejszych standardach wszyscy ci nauczyciele mieliby pewnie co najmniej poczwórne dożywocie, ale za to za ich czasów nie było takich hec, jak w pewnej szkole w Toruniu (2003r.) gdzie nauczycielowi włożyli kosz na śmieci na głowę i jeszcze filmik z tego „wydarzenia” nagrali, była dyscyplina i szacunek dla belfra. A jak który uczeń coś naprawdę poważnie nawojował i wezwali rodziców do szkoły, to potem w domu jeszcze rodzice poprawili. I finalnie wszyscy jakoś tak nieoczekiwanie wyrośli na nieskrzywionych psychicznie obywateli. A jak jest z chuchanymi milenialsami bąbelkami, to przekona się każdy, u którego pojawią się w miejscu pracy współcześni 25+. Nie żebym popierał przemoc w szkole, ale…. Może czasy dojrzały do tego, aby wszystkich uczniów traktować jako dzieci specjalnej troski a dla nauczycieli nałożyć obowiązek, oprócz kwalifikacji branżowych i pedagogicznych, posiadania kwalifikacji psychologicznych? ALBO W OGÓLE ZNIEŚĆ OBOWIĄZEK SZKOLNY I ZROBIĆ TYLKO PŁATNĄ EDUKACJĘ? W końcu kształcenie człowieka to towar. Chcesz mieć bezstresowo chowane, ale głupie dziecko – twoja rzecz i jego problem na przyszłość, może znajdzie robotę na szparagach w Niemczech, czy w szklarni w Holandii? Słyszał kto kiedy, aby rodzice jakiegoś Markusa, Brajana czy Dżesiki szli do mediów albo sądu ze skargą na prywatnego korepetytora taryfikującego 50 do 200PLN za godzinę? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:08 Źródło komentarza: Reportaż TVN „Uwaga!” przypomina sprawę z Mechnicy. Reakcje dyrekcji szkół były jednak zupełnie inne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama