niedziela, 9 sierpnia 2026 01:40
Reklama
Reklama
Reklama

Małgorzata Węglarz: doceniam, jak wspaniałe jest życie

Małgorzata Węglarz zyskała rozgłos jako autorka reportaży o branży pogrzebowej i czyścicielach zwłok. Pisze też thrillery, a jej najnowsza książka pt. "Moja" zbiera świetne recenzje. Z autorką pochodzącą z Kędzierzyna-Koźla rozmawiamy o rodzinnym mieście, pasji do pisania, trudnych tematach poruszanych w jej publikacjach oraz nowym początku.
Małgorzata Węglarz: doceniam, jak wspaniałe jest życie
Małgorzata Węglarz i jej najnowsza książka "Moja"

Małgorzata Węglarz to pisarka, która nie boi się sięgać po tematy tabu i omawia je w lekki, przystępny sposób. Debiutowała w 2013 roku powieścią "Posiadłość". Autorka pierwszego w Polsce reportażu kompleksowo opisującego kulisy branży pogrzebowej pod tytułem "Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz. Tajemnice branży pogrzebowej". W 2022 roku wystąpiła na konferencji TEDx Warsaw Women z prelekcją "Śmierć – instrukcja dla żywych". Kolejny jej reportaż pt. "Jak usunąć wujka z podłogi? Zawód: sprzątanie po zgonach” stał się bestsellerem". Jej inne tytuły to: "Starzy ludzie nie istnieją", "Umrzesz dla mnie", "Mamy trupa i co dalej. Od umierania do pochowania", "Popsute zabawki", "Sznurki starej marionetki" oraz "Moja". Poza reportażami pisze również książki z zakresu literatury sensacyjnej, a na co dzień zajmuje się copywritingiem funeralnym. Miłośniczka psów, literatury grozy i twórczości Edgara Allana Poe. Obecnie mieszka w Krakowie.

- Zaczynała pani kilkanaście lat temu pod pseudonimem Maggie Moon. Skąd wzięło się zacięcie literackie i pomysł na pisanie książek?

- Odkąd pamiętam, uwielbiałam wymyślać i opowiadać historie. Co więcej, szybko zauważyłam, że osoby z mojego otoczenia lubią mnie słuchać. To była woda na mój młyn. Myślę, że pisanie książek stało się naturalnym następstwem snucia opowieści. Od dziecka miałam bogatą wyobraźnię, do dzisiaj potrafię sama zająć się swoimi myślami - i nigdy mi się to nie nudzi! Zaczynając pisać, przybrałam pseudonim Maggie Moon, bo moje dwudziestoletnie ja uznało, że właśnie tak powinna nazywać się przyzwoita pisarka powieści sensacyjnych. Dzisiaj uważam, że było to infantylne podejście do branży wydawniczej.

- Debiutem wydawniczym była powieść „Posiadłość”, ale chyba nie była pani do końca zadowolona z efektu, bo zniknęła pani z rynku na kilka lat?

- „Posiadłość” ma w moim sercu specjalne miejsce, pewnie dlatego, że była pierwsza, a nadzieje z nią związane były ogromne. Dzisiaj mogę tylko współczuć tamtej naiwnej dziewczynie, która jeszcze nie wiedziała, jak trudnym i skomplikowanym światem jest rynek wydawniczy w Polsce. Drugi raz nie zdecydowałabym się na wydanie jej w taki sposób. I to jeszcze pod tym nieszczęsnym pseudonimem! 

To zniknięcie nie było do końca moją decyzją - po prostu nie byłam w stanie przebić się do wydawców, którzy latami milczeli. Pisałam dalej, ale przez długie lata nikt nie zdecydował się na publikację. Nie poddawałam się jednak, czułam, że prędzej czy później mi się uda. Nie spodziewałam się, że stanie się to, kiedy zmienię gatunek na reportaż.

- Powrót był jednak spektakularny. Książka „Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz. Tajemnice branży pogrzebowej” narobiła sporo szumu. Skąd taka tematyka? Nie obawiała się pani, że to w Polsce temat tabu?

- W zasadzie to, że to temat tabu, najbardziej mnie zmotywowało do działania. Interesowałam się kulisami działania branży pogrzebowej, odkąd skończyłam 17 lat. Niejednokrotnie słyszałam powtarzane w kółko mity i przesądy, a tej surowej prawdy o tym, czym jest i jak powinna wyglądać usługa pogrzebowa, nigdzie nie potrafiłam znaleźć. Uznałam, że przez lata zgromadziłam odpowiednio dużo materiałów, aby ruszyć z reportażem. Udało mi się również dotrzeć do osób pracujących w branży i po prostu czułam, że to jest dobry czas na taką książkę. To pierwsze w Polsce kompendium wiedzy dotyczącej branży pogrzebowej, a jego odbiór był w dużej mierze pozytywny.

- Poszła pani za ciosem. Reportaż „Jak usunąć wujka z podłogi? Zawód: sprzątanie po zgonach” stał się bestsellerem, przyciągnął nowych czytelników i przysporzył popularności.

- Nigdy bym nie uwierzyła, że akurat ta książka stanie się moim pierwszy bestsellerem. Wydawnictwo szybko wyprzedało nakład, potem drugi i trzeci. Cieszę się jednak z takiego obrotu spraw, bo książka nie tylko opowiada o krwawych sytuacjach, ale pokazuje również, jak nasza znieczulica na losy drugiego człowieka wpływa na powiększanie się problemu. Coraz więcej osób umiera samotnie, a ich odejścia zbyt długo potrafią pozostać niezauważone. Już sam ten fakt, obok tych bardziej makabrycznych "przeleżeń" po śmierci, jest moim zdaniem szalenie istotny. Tak samo zresztą jak uświadamianie, że po przeleżeniu ciała przez wiele dni, wycieku różnych płynów potrzebna jest profesjonalna ekipa. Nie da się wyczyścić tego domowymi środkami.

- Można odnieść wrażenie, że fascynują panią śmierć, groza, gotyk, horror i przemijanie. Czy to jednak szufladkowanie, bo w rzeczywistości jest pani osobą wesołą i radosną?

- To tylko zainteresowania, chociaż często słyszę, że moja osobowość w ogóle nie idzie z nimi w parze. Niedawno dziennikarka powiedziała, że patrząc na moje zdjęcia, spodziewała się kogoś w typie Mortici Addams, a dostała uśmiechniętą i zadowoloną z życia kobietę. Myślę, że po tych wszystkich reportażach, historiach o śmierci, widoku zwłok itp. jak nikt inny rozumiem i doceniam, jak wspaniałe jest życie. I warto je doceniać. Nauczyłam się, że szkoda czasu na dąsy i odkładanie życia na potem. To potem może nigdy nie nadejść.

- We wrześniu ukazała się nowa powieść pt. „Moja” – to już trzecia książka w tym roku. Powiedziała pani, że „to nowy początek dla mnie jako pisarki”. Na czym on polega? Kończy pani ze „zwłokami”?

- Nie wiem, czy w moim przypadku można z tematem zwłok skończyć raz na zawsze (uśmiech). Ale „Moja” to zdecydowanie nowy początek. Dwie pozostałe książki, które wydałam w tym roku, czyli „Popsute zabawki” i „Sznurki starej marionetki”, to thrillery, które napisałam ponad 10 lat temu. „Moja” jest świeżutka. Zaczęłam pracę nad nią końcem 2023 roku i skończyłam początkiem 2025. To pierwsza fikcja po serii reportaży. Pisząc ją, mogłam w końcu się wykazać, zaprezentować warsztat. I jestem z niej, proszę wybaczyć określenie, cholernie dumna!

- O czym jest „Moja”? Czy znajdziemy tam wątek dotyczący Kędzierzyna-Koźla?

- „Moja” to historia młodej kobiety, która zostaje uwolniona z płonącego domu, bo sama  boi się wyjść. Nie pamięta, kim jest, ale bardzo boi się... Jego. Ten tajemniczy mężczyzna przetrzymywał ją przez bardzo długi czas i jest gotów odbić ją z rąk pewnej pani psycholog, Barbary. Ona z kolei przed wieloma laty sama straciła córkę, jej Pola zaginęła jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku. Dlatego Barbara z taką pasją chce pomóc „Mojej”. I chociaż robi to świetnie, to z każdym odzyskanym wspomnieniem młodej kobiety niebezpieczeństwo zatacza ciaśniejsze kręgi. Myślę, że finał historii zaskoczy niejednego. To moja pierwsza książka osadzona w polskich realiach i znajdziemy w niej wątek dotyczący Koźla! Jest on kluczowy dla rozwoju fabuły.

- Powróćmy do rodzinnego miasta. Jak je pani wspomina? Obecnie mieszka pani w Krakowie, ale czy ma pani kontakt z Kędzierzynem-Koźlem?

- Zawsze będę mieć sentyment do Kędzierzyna-Koźla. Tutaj się urodziłam i dorastałam. Tutaj mieszkają moi rodzice, rodzina, znajomi. Staram się odwiedzać miasto tak często, jak tylko mogę. Nadal mam swoje ulubione miejsca, chociaż przyznam, że sporo się tutaj zmieniło przez te wszystkie lata. Dobrze jednak uciec do domu rodzinnego, żeby odpocząć od zgiełku wielkiego miasta.

- Pisanie jest pani pasją, ale czy stało się też sposobem na życie?

- Pisanie to moja największa pasja. Książki są dla mnie całym światem i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Myślę, że jestem na dobrej drodze do tego, aby stało się to moim jedynym sposobem na życie. Tak czy inaczej, pisanie jest dla mnie naturalne i nie zamierzam z niego rezygnować.

- Czy w najbliższym czasie odbędzie się spotkanie autorskie w Kędzierzynie-Koźlu?

- Na ten moment nie mam zaplanowanego spotkania, czekam na zaproszenie (uśmiech). Najbliższe spotkanie autorskie odbędzie się w ramach Targów Książki w  Krakowie, 25 października o godzinie 13 na stoisku Ateneum. Zapraszam!

- Życzymy powodzenia oraz jak najwięcej zadowolonych i oddanych czytelników.

- Dziękuję!


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Świetny artykuł, ale osobiście zacząłbym tak, uzupełniając niejako: Kędzierzyńskie Azoty powstały na przełomie lat 40/50 zeszłego wieku na kompletnej ruinie poniemieckich zakładów koncernu Interessen Gemeinschaft Farbenindustrie AG (pupularnie: IG Farben) w dzisiejszym Kędzierzynie-Koźlu (ów. niem.: Heydebreck O.S.; amer.: Blechhammer South) produkujących w czasie II Wojny Światowej głównie benzynę syntetyczną, materiały smarne, kauczuki syntetyczne, kwasy tłuszczowe, glicerynę i formaldehyd wykorzystywane w produkcji militarnej. Była to produkcja ówcześnie strategiczna dla Niemców szczególnie po utracie złóż naftowych w Rumunii. Zakłady te ulokowano właśnie tutaj, czyli w ówczesnych Wschodnich Niemczech jako terenie nieosiągalnym dla uderzeń dalekiego zasięgu drugiej strony konfliktu wojennego. Z tych samych powodów zakłady o podobnym profilu produkcji ulokowano po sąsiedzku – Oberschlesische Hydrierwerke Aktien Gesellschaft Blechhammer (ów. niem.: Blechhammer, amer.: Blechhammer North, obecnie pol.: Blachownia ) oraz Schaffgotsch Benzin Werke GmbH (ów. niem.: Odertal, obecnie pol.: Zdzieszowice). Ta produkcja to był jedynie epizod czasowy i tonażowy - nigdy nie osiągnięto tu założonych przez Niemców i tak nikłych zdolności produkcyjnych, gdyż układ sił zmienił się w momencie, w którym 15 Armia Powietrzna Stanów Zjednoczonych Ameryki uzyskała możliwość operowania z terenu Włoch omijając silną obronę przeciwlotniczą na terenie Niemiec z dotychczasowego kierunku hipotetycznego uderzenia z Wielkiej Brytanii. Od tego czasu zakłady te były systematycznie niszczone w formie intensywnych bombowych nalotów lotniczych, szczątkowo odbudowywane przez ówczesnych gospodarzy (Niemców) rękami niewolników, czyli jeńców wojennych a ostatecznie zniszczone. Nasze Azoty przyjęły największy ciężar uderzenia – trzynaście bombardowań, łącznie 4000t bomb. To były bardzo złe dni, również dla mieszkańców okolicznych wiosek, gdyż często zdarzyły się uchybienia celności bombardowań. Po zakończeniu działań wojennych pozostałości ówczesnych IG Farben (dzisiejsze Azoty) zostały kompletnie rozebrane i wywiezione przez Rosjan do ówczesnego Związku Radzieckiego. Został tu tylko gruz. Dzisiejsze Zakłady Azotowe Kędzierzyn, będące obecnie elementem Grupy Kapitałowej Azoty zbudowali od podstaw Polacy. Dla osób zainteresowanych szczególnie polecam klepnięcie w okienko frazy „wojna o benzynę”. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 21:16 Źródło komentarza: Zakłady Azotowe Kędzierzyn na starych fotografiach. Niektóre są niesamowite Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Potwierdzam i zgadzam się. Moim zdaniem najlepsza aranżacja kozielskiego Rynku, to stan z fontanną-muszlą, żywopłotami, drzewami, rozległymi nasadzeniami kwiatowymi i wolnostojącymi kwietnikami. Jest to tutaj na jednej z widokówek. Wcześniejszych aranżacji nie pamiętam. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 20:52 Źródło komentarza: Tak prezentowało się nasze miasto na kartkach pocztowych Autor komentarza: wieśniak z miasta Treść komentarza: Pięć pytań: 1) Kto kogo zmusił do zakupu czegokolwiek - przykłady? 2) Kto kogo okradł skoro już mowa o złodziejstwie - przykłady? 3) Dlaczego dzisiaj cena litra PB95 w detalu u naszego narodowego paliwowego czempiona wynosi 7,02PLN w Brzesku a w Polanicy – Zdrój 7,34PLN? 4) Gdzie można kupić Izerę (polski samochód osobowy)? 5) Kto jest wieśniakiem, a kto niedoukiem podstaw ekonomii? Z góry dziękuję. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 20:24 Źródło komentarza: Świerkot z karą blisko 12,5 mln zł od UOKiK. Spółka odwołała się do sądu Autor komentarza: tw Treść komentarza: No dzieciarnia dała czadu Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:58 Źródło komentarza: Zamiast tradycyjnego „Biegaj z Koziołkiem” postawili na dwa kółka! ZDJĘCIA Autor komentarza: Nina Treść komentarza: Przecież można od drugiej strony wejść bez bramy.. więc poco takie zamieszanie. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:40 Źródło komentarza: Otworzył się zielony zakątek w sercu Kędzierzyna. ZDJĘCIA Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Marudne głupoty frustrata. W kozielskim parku ławek jest na tyle, że jeszcze nie zdarzyło mi się, aby nie było gdzie usiąść. Pokrzywy oczywiście są jako element ekosystemu, ale raczej w mikrej mniejszości, za to są nowe nasadzenia roślin niskopiennych – cały ten tydzień jeżdżą tam goście z paletopojemnikiem na pace i pompą spalinową, którzy podlewają te rośliny. Drzewa nie usychają, bo drzew się nie podlewa, co najwyżej walą się ze starości, bo mają po kilkaset lat, czyli więcej, niż ty komórek mózgowych, zdaje się. Nie marudź, ceń co jest, bo takie miejskie planty to luksus i ewenement i w dodatku bez biletowania (na razie?). Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:16 Źródło komentarza: Otworzył się zielony zakątek w sercu Kędzierzyna. ZDJĘCIA
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna