Reklama
środa, 18 marca 2026 06:21
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Małgorzata Węglarz: doceniam, jak wspaniałe jest życie

Małgorzata Węglarz zyskała rozgłos jako autorka reportaży o branży pogrzebowej i czyścicielach zwłok. Pisze też thrillery, a jej najnowsza książka pt. "Moja" zbiera świetne recenzje. Z autorką pochodzącą z Kędzierzyna-Koźla rozmawiamy o rodzinnym mieście, pasji do pisania, trudnych tematach poruszanych w jej publikacjach oraz nowym początku.
Małgorzata Węglarz: doceniam, jak wspaniałe jest życie
Małgorzata Węglarz i jej najnowsza książka "Moja"

Małgorzata Węglarz to pisarka, która nie boi się sięgać po tematy tabu i omawia je w lekki, przystępny sposób. Debiutowała w 2013 roku powieścią "Posiadłość". Autorka pierwszego w Polsce reportażu kompleksowo opisującego kulisy branży pogrzebowej pod tytułem "Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz. Tajemnice branży pogrzebowej". W 2022 roku wystąpiła na konferencji TEDx Warsaw Women z prelekcją "Śmierć – instrukcja dla żywych". Kolejny jej reportaż pt. "Jak usunąć wujka z podłogi? Zawód: sprzątanie po zgonach” stał się bestsellerem". Jej inne tytuły to: "Starzy ludzie nie istnieją", "Umrzesz dla mnie", "Mamy trupa i co dalej. Od umierania do pochowania", "Popsute zabawki", "Sznurki starej marionetki" oraz "Moja". Poza reportażami pisze również książki z zakresu literatury sensacyjnej, a na co dzień zajmuje się copywritingiem funeralnym. Miłośniczka psów, literatury grozy i twórczości Edgara Allana Poe. Obecnie mieszka w Krakowie.

- Zaczynała pani kilkanaście lat temu pod pseudonimem Maggie Moon. Skąd wzięło się zacięcie literackie i pomysł na pisanie książek?

- Odkąd pamiętam, uwielbiałam wymyślać i opowiadać historie. Co więcej, szybko zauważyłam, że osoby z mojego otoczenia lubią mnie słuchać. To była woda na mój młyn. Myślę, że pisanie książek stało się naturalnym następstwem snucia opowieści. Od dziecka miałam bogatą wyobraźnię, do dzisiaj potrafię sama zająć się swoimi myślami - i nigdy mi się to nie nudzi! Zaczynając pisać, przybrałam pseudonim Maggie Moon, bo moje dwudziestoletnie ja uznało, że właśnie tak powinna nazywać się przyzwoita pisarka powieści sensacyjnych. Dzisiaj uważam, że było to infantylne podejście do branży wydawniczej.

- Debiutem wydawniczym była powieść „Posiadłość”, ale chyba nie była pani do końca zadowolona z efektu, bo zniknęła pani z rynku na kilka lat?

- „Posiadłość” ma w moim sercu specjalne miejsce, pewnie dlatego, że była pierwsza, a nadzieje z nią związane były ogromne. Dzisiaj mogę tylko współczuć tamtej naiwnej dziewczynie, która jeszcze nie wiedziała, jak trudnym i skomplikowanym światem jest rynek wydawniczy w Polsce. Drugi raz nie zdecydowałabym się na wydanie jej w taki sposób. I to jeszcze pod tym nieszczęsnym pseudonimem! 

To zniknięcie nie było do końca moją decyzją - po prostu nie byłam w stanie przebić się do wydawców, którzy latami milczeli. Pisałam dalej, ale przez długie lata nikt nie zdecydował się na publikację. Nie poddawałam się jednak, czułam, że prędzej czy później mi się uda. Nie spodziewałam się, że stanie się to, kiedy zmienię gatunek na reportaż.

- Powrót był jednak spektakularny. Książka „Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz. Tajemnice branży pogrzebowej” narobiła sporo szumu. Skąd taka tematyka? Nie obawiała się pani, że to w Polsce temat tabu?

- W zasadzie to, że to temat tabu, najbardziej mnie zmotywowało do działania. Interesowałam się kulisami działania branży pogrzebowej, odkąd skończyłam 17 lat. Niejednokrotnie słyszałam powtarzane w kółko mity i przesądy, a tej surowej prawdy o tym, czym jest i jak powinna wyglądać usługa pogrzebowa, nigdzie nie potrafiłam znaleźć. Uznałam, że przez lata zgromadziłam odpowiednio dużo materiałów, aby ruszyć z reportażem. Udało mi się również dotrzeć do osób pracujących w branży i po prostu czułam, że to jest dobry czas na taką książkę. To pierwsze w Polsce kompendium wiedzy dotyczącej branży pogrzebowej, a jego odbiór był w dużej mierze pozytywny.

- Poszła pani za ciosem. Reportaż „Jak usunąć wujka z podłogi? Zawód: sprzątanie po zgonach” stał się bestsellerem, przyciągnął nowych czytelników i przysporzył popularności.

- Nigdy bym nie uwierzyła, że akurat ta książka stanie się moim pierwszy bestsellerem. Wydawnictwo szybko wyprzedało nakład, potem drugi i trzeci. Cieszę się jednak z takiego obrotu spraw, bo książka nie tylko opowiada o krwawych sytuacjach, ale pokazuje również, jak nasza znieczulica na losy drugiego człowieka wpływa na powiększanie się problemu. Coraz więcej osób umiera samotnie, a ich odejścia zbyt długo potrafią pozostać niezauważone. Już sam ten fakt, obok tych bardziej makabrycznych "przeleżeń" po śmierci, jest moim zdaniem szalenie istotny. Tak samo zresztą jak uświadamianie, że po przeleżeniu ciała przez wiele dni, wycieku różnych płynów potrzebna jest profesjonalna ekipa. Nie da się wyczyścić tego domowymi środkami.

- Można odnieść wrażenie, że fascynują panią śmierć, groza, gotyk, horror i przemijanie. Czy to jednak szufladkowanie, bo w rzeczywistości jest pani osobą wesołą i radosną?

- To tylko zainteresowania, chociaż często słyszę, że moja osobowość w ogóle nie idzie z nimi w parze. Niedawno dziennikarka powiedziała, że patrząc na moje zdjęcia, spodziewała się kogoś w typie Mortici Addams, a dostała uśmiechniętą i zadowoloną z życia kobietę. Myślę, że po tych wszystkich reportażach, historiach o śmierci, widoku zwłok itp. jak nikt inny rozumiem i doceniam, jak wspaniałe jest życie. I warto je doceniać. Nauczyłam się, że szkoda czasu na dąsy i odkładanie życia na potem. To potem może nigdy nie nadejść.

- We wrześniu ukazała się nowa powieść pt. „Moja” – to już trzecia książka w tym roku. Powiedziała pani, że „to nowy początek dla mnie jako pisarki”. Na czym on polega? Kończy pani ze „zwłokami”?

- Nie wiem, czy w moim przypadku można z tematem zwłok skończyć raz na zawsze (uśmiech). Ale „Moja” to zdecydowanie nowy początek. Dwie pozostałe książki, które wydałam w tym roku, czyli „Popsute zabawki” i „Sznurki starej marionetki”, to thrillery, które napisałam ponad 10 lat temu. „Moja” jest świeżutka. Zaczęłam pracę nad nią końcem 2023 roku i skończyłam początkiem 2025. To pierwsza fikcja po serii reportaży. Pisząc ją, mogłam w końcu się wykazać, zaprezentować warsztat. I jestem z niej, proszę wybaczyć określenie, cholernie dumna!

- O czym jest „Moja”? Czy znajdziemy tam wątek dotyczący Kędzierzyna-Koźla?

- „Moja” to historia młodej kobiety, która zostaje uwolniona z płonącego domu, bo sama  boi się wyjść. Nie pamięta, kim jest, ale bardzo boi się... Jego. Ten tajemniczy mężczyzna przetrzymywał ją przez bardzo długi czas i jest gotów odbić ją z rąk pewnej pani psycholog, Barbary. Ona z kolei przed wieloma laty sama straciła córkę, jej Pola zaginęła jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku. Dlatego Barbara z taką pasją chce pomóc „Mojej”. I chociaż robi to świetnie, to z każdym odzyskanym wspomnieniem młodej kobiety niebezpieczeństwo zatacza ciaśniejsze kręgi. Myślę, że finał historii zaskoczy niejednego. To moja pierwsza książka osadzona w polskich realiach i znajdziemy w niej wątek dotyczący Koźla! Jest on kluczowy dla rozwoju fabuły.

- Powróćmy do rodzinnego miasta. Jak je pani wspomina? Obecnie mieszka pani w Krakowie, ale czy ma pani kontakt z Kędzierzynem-Koźlem?

- Zawsze będę mieć sentyment do Kędzierzyna-Koźla. Tutaj się urodziłam i dorastałam. Tutaj mieszkają moi rodzice, rodzina, znajomi. Staram się odwiedzać miasto tak często, jak tylko mogę. Nadal mam swoje ulubione miejsca, chociaż przyznam, że sporo się tutaj zmieniło przez te wszystkie lata. Dobrze jednak uciec do domu rodzinnego, żeby odpocząć od zgiełku wielkiego miasta.

- Pisanie jest pani pasją, ale czy stało się też sposobem na życie?

- Pisanie to moja największa pasja. Książki są dla mnie całym światem i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Myślę, że jestem na dobrej drodze do tego, aby stało się to moim jedynym sposobem na życie. Tak czy inaczej, pisanie jest dla mnie naturalne i nie zamierzam z niego rezygnować.

- Czy w najbliższym czasie odbędzie się spotkanie autorskie w Kędzierzynie-Koźlu?

- Na ten moment nie mam zaplanowanego spotkania, czekam na zaproszenie (uśmiech). Najbliższe spotkanie autorskie odbędzie się w ramach Targów Książki w  Krakowie, 25 października o godzinie 13 na stoisku Ateneum. Zapraszam!

- Życzymy powodzenia oraz jak najwięcej zadowolonych i oddanych czytelników.

- Dziękuję!


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: stary_zgredTreść komentarza: Opowiadasz jakieś urban legend, czyli bzdury, które gdzieś usłyszałeś. A ja powiem, jak było: co roku wiosną niecki basenów były odnawiane przez żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego. Całość była czyszczona i malowana dedykowaną farbą, zawsze i tylko w kolorze błękitnym (słupki na biało). Żołnierze mieli z nas dzieciaków potężny ubaw, kiedy my ubieraliśmy się w ich mundury, kiedy oni rozebrani do gaci pocili się przy tych basenach. Oprócz tego odnawiane były prysznice, ławki, budynki, płoty, słupki, linie na korcie, skrobane fugi chodników – wszystko było czyszczone i malowane co roku na błysk! Domniemane sranie do wody do to bzdura – ratownicy tego pilnowali z wieżyczki a siedziało ich tam zawsze co najmniej dwoje. Oprócz tego, że to byli ratownicy, to był to również profesjonalny NIEODPŁATNY punkt medyczny z PEŁNYM WYPOSAŻENIEM – sam zostałem raz zaopiekowany. Lanie do wody pewnie było, podobnie jak dzisiaj na każdej plaży nad Bałtykiem, ale w odróżnieniu od polskiego Bałtyku woda w kozielskich basenach była w obiegu ciągłym, filtrowana i potężnie dezynfekowana, czyli chlorowana – od tego była ta cała hydrofornia przed kortem tenisowym a obok Pedeku. Poza tym był tam cieć, który oprócz tego, że systematycznie wieczorem gonił nas dzieciaków i starszych młodzieńców i dziewuszki, którzy weszli na basen po godzinach otwarcia, to CODZIENNIE czyścił basen takim wielkim podbierakiem (czyli sitem na długim sztylu) z liści i innego badziewia, które tam napadało i sprzątał cały teren. Basen otwierano zawsze 1 czerwca (wstęp bezpłatny dla nieletnich), napełniony świeżą wodą, czynny był do końca wakacji; wodę w basenach CAŁKOWICIE zmieniano w sezonie dwa razy (poznać było po przejrzystości). Nikt tam nie moczył się w żadnych spódnicach, bo były zasady i nadzór. Dyscyplina była, bo w tych czasach MO operowało skutecznie Białą Lolą jak już przyjechali. Cena wejścia: Mickiewicz dla dzieci (ówczesne 10zł) i Marceli Nowotko dla dorosłych (ówczesne 20zł) – była to siła nabywcza drobnych pałętających się w kieszeni, czyli coś jak dzisiejsze 1PLN lub 2PLN. Wypożyczenie sprzętu (maska, deska, płetwy) to było dziesięć razy mniej, czyli nic. Pomysł na pływanie miał każdy - pływało tam całe Koźle i okolice – dzieci, młodzież, dorośli; robole, inteligenty i partyjni; biedni i ci bardziej zasobni, z samochodem w domu i rodziną w mitycznym RFN; piękni, mniej piękni, otyli, chudzielce i ci z bliznami pooperacyjnymi. Wszyscy ogólnie świetnie się bawili, było jak w domu. Nigdy nie widziałem tam incydentów z pijanymi, bójki, czy chamstwa z jednym wyjątkiem – patologiczny młodzieniec chciał zrabować porządnemu młodzieńcowi drogi rower – nie trza było nigdzie interweniować, grupka najbliżej leżakujących dorosłych wstała i raz dwa wyjaśniła patologicznego właściwie. Takie to czasy były. Masz to dzisiaj w Polsce NA TAKICH WARUNKACH, a szczególnie w K-K?Data dodania komentarza: 17.03.2026, 19:47Źródło komentarza: Zapomniany basen w samym centrum Kędzierzyna. Ktoś go jeszcze kojarzy? ZDJĘCIAAutor komentarza: OlaTreść komentarza: Zajmijcie się lepiej czystością chodników w mieście, bo po zimie to wygląda szkaradnie. Szczególnie w Koźlu, skręcając z ul. Piastowskiej w ul. Chrobrego do stadionu.Data dodania komentarza: 17.03.2026, 19:32Źródło komentarza: Politycy Koalicji Obywatelskiej o wecie prezydenta: „Bezpieczeństwo nie może być zakładnikiem polityki”Autor komentarza: EwaTreść komentarza: A pan Roland S., co śpi?Data dodania komentarza: 17.03.2026, 19:30Źródło komentarza: Politycy Koalicji Obywatelskiej o wecie prezydenta: „Bezpieczeństwo nie może być zakładnikiem polityki”Autor komentarza: mądry i oczytanyTreść komentarza: z pomocą AI - "Niebieskie Strefy" (Blue Zones) – Anomalie długowieczności Istnieją miejsca, gdzie ludzie żyją znacznie dłużej niż średnia krajowa, często przekraczając 100 lat. Okinawa (Japonia): Najwyższa na świecie koncentracja stulatków, co przypisuje się diecie (dużo warzyw, mało kalorii) i stylowi życia (ikigai – poczucie celu). Sardynia (Włochy), Ikaria (Grecja), Nicoya (Kostaryka), Loma Linda (USA): Miejsca te charakteryzują się ścisłą społecznością, naturalną aktywnością fizyczną i dietą opartą na lokalnych produktach. Tradycyjna kuchnia szwajcarska jest dość ciężka i bogata w tłuszcze ale też jest dobrze zbilansowana, w tym można się doszukać wpływu na wiek, no i ruch jako część dnia, albo pod albo z górki...Data dodania komentarza: 17.03.2026, 19:05Źródło komentarza: Fundusze Szwajcarskie mają zmienić Kędzierzyn-Koźle. Kluczowy głos będą mieli mieszkańcyAutor komentarza: xTreść komentarza: Piękne dziewczyny.Data dodania komentarza: 17.03.2026, 18:50Źródło komentarza: Uczniowie z Kędzierzyna-Koźla na stażu w słonecznej Grecji. Rozpoczęli dwutygodniową przygodęAutor komentarza: stary_zgredTreść komentarza: Architektura tego kąpieliska, użyte technologie budowlane oraz materiały nie wskazywały, aby było to poniemieckie. Niemiec raczej nie używał betonowych płyt chodnikowych 50x50, asfaltu na nawierzchnię kortu, płyt korytkowych do krycia dachów, betonowych prefabrykowanych płotów oraz płotów ze zwykłej siatki do grodzenia kortu. Głowy sobie uciąć nie dam, wiadomo jednak, że przed II WŚ kąpieliska w Koźlu to były przy Odrze, na prawym brzegu, od dawnej strzelnicy wojskowej po dzisiejszą Kofamę, a o tym przy parku historia milczy. Jedyne, co tam jest przedwojenne, to budynek twierdzowy, w którym był bar Koziołek. Takich budynków wzdłuż Plant jest trzy – pierwszy w okolicy tzw. Górki Winetu, na tyłach Straży Pożarnej na terenie dzisiejszych działek, który pełnił (pełni nadal?) funkcję altany ogrodowej dla kilku działkowiczów, drugi na końcu ulicy Konopnickiej, przy zjeździe do dawnego BSP, który od kilkudziesięciu lat był nieotwierany i nieużywany i ten trzeci na dawnym basenie. Te budynki pełniły funkcje wojskowe, prawdopodobnie jakichś magazynów.Data dodania komentarza: 17.03.2026, 18:06Źródło komentarza: Zapomniany basen w samym centrum Kędzierzyna. Ktoś go jeszcze kojarzy? ZDJĘCIA
zachmurzenie duże

Temperatura: 3°C Miasto: Kędzierzyn-Koźle

Ciśnienie: 1026 hPa
Wiatr: 13 km/h

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna